Koszyk pusty
- polecamy
-
- Renesoul
- cena: 32,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 6 recenzji (Dodaj własną)
Jarosław Zajączkowski Więcej o recenzencie
Zacznę od opinii poprzedniego recenzenta - Panie Łukaszu, recenzowaną płytkę nagrała Paulina, sisterka wspomnianej przez Pana Natalii... Bo skoro chce Pan być brany na poważnie ze swoją rozwlekłą recenzją, to warto wiedzieć o czym mowa. A co do samej płytki Soulahili - światowy poziom, którego nie można się wstydzić, a Ci, którzy zajmują się tu ciężką krytyką powinni porzucić ciężar "Polaka - malkontenta" i dokładnie posłuchać tej płyty. To kawał dobrej roboty, a w moim przekonaniu szanse na "hicior" ma kawałek "Is it U?" - fajny rytm, mocne brzmienie... Ciekawie prezentuje się też "Butcher", a wstawki typu "Madafakaman" są jak najbardziej na czasie. Pani Paulino - gratuluję dobrego powrotu na światowym poziomie, życzę dalszych sukcesów i trzymam kciuki w przebijaniu się do co bardziej wrażliwych par uszu tego narodu... a "merlinomaniakom" płytkę jak najbardziej polecam - szczególnie tym, którym nie są obce dokonania Badu, Keys, Arie, Scott, Hill, ale też tym, którzy cenią sobie Common'a czy d'Angelo...
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
maciej be Więcej o recenzencie
Uważam, że Natalii Przybysz udało się stworzyć płytę w fajnym klimacie, z piosenkami, których nie powstydziliby się zachodni wykonawcy. Brak na niej jednak piosenek hitowych, ale być może w tym leży jej urok. "Soulahili" polecam fanom Sistars - odnajdziecie tu porcję starych brzmień sióstr Przybysz.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
ŁUKASZ
DĘBOWSKI
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Płyta "Soulahili" Pinnaweli, czyli Pauliny Przybysz, to projekt wykonany bez wielkiego rozmachu, z oszczędnością środków wyrazu, a także rzetelnym podejściem do tematu, gdzie u podstaw leżą inspiracje czarnym soulem. Sięganie do źródeł gatunku, wywodzącego się z rhythm and bluesa, przez rodaczkę znad Wisły, budzi pewne wątpliwości. Bo czym innym jest pobudzanie swoich piosenek bujającymi smaczkami z tego obszaru, w czym polscy wykonawcy radzą sobie przyzwoicie (Kayah, Mietek Szcześniak, Sistars), a czym innym jest próba nagrania całego materiału, podsyconego soulowym klimatem. Trzeba przyznać, że pod niektórymi względami Pinnawela wychodzi obronną ręką. Czuć w tych piosenkach namiastkę ducha z przeszłości, bo więcej tu odniesień do tego, co było popularne w tej muzyce kilkanaście lat temu. Poza tym usłyszeć tu można wiele zgrabnie zaaranżowanych rytmów i spokojnie bujających dźwięków, tworzących obraz dość swobodnego poruszania się w przestrzeni relaksującego, niezbyt wybujałego, popowego R'n'B. Niestety czasem brakuje bardziej wyrazistych zaśpiewów, tak ważnych w tej "uduchowionej" stylistyce. Tym bardziej próżno odnaleźć tu intensywnych wielogłosowych wokaliz, mogących nadać tym kompozycjom większej emocjonalności. Przybrudzenia "chórkowymi" nakładkami, to nie to samo, co melodyjnie, śpiewne wokalizy, których tu brak. Dlatego najbardziej prawdziwie wypada mentalnie nastrojona ballada "Your Own Love", gdzie starannie prowadzony głos Natalii, odkrywa z każdą kolejną nutą, bogate rozdziały wrażliwości. Trochę niemodnie podany syntetyzm w "Joy In My Belly", naznaczony w końcówce krztą DJ'skiego miksu, brzmi bardzo ciekawie. Pozytywnie kołysze też nastrojowa ballada "Second Chance", ze zlokalizowanymi dyskretnie fazami bezpretensjonalnego wyciszenia. Drażni natomiast suchy w wyrazie, jednocześnie nieco zwietrzały utwór "James Dean", a także męczący "Seducer". Trochę okrojony to soul, ale nie przynoszący dyshonoru wokalistce, tym bardziej, że dosyć odważnie podeszła do trudnego tematu. Płynność tych piosenek bardzo szczerze pobudza, jednakże niestety nie potrafi uelastycznić słuchacza na doznania wydobywające się z krążka "Soulahili". Chwilami piętrząca się surowość w piosenkach, nie ułatwia dostępu do znamiennych wartości, które niewątpliwie ten materiał muzyczny posiada.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Michael Więcej o recenzencie
Biorąc pod uwagę, że Pinnawela wydała płytę nakładem swojej własnej wytwórni, że ojcem albumu jest Jacek Antosik, a matką Pina to "Soulahili" zasługuje na jeszcze większe uznanie. Są to bardzo udane debiuty młodych i zdolnych ludzi, którzy nie patrząc na konkurencje, sytuacje na polskim rynku muzycznym stworzyli "perełkę". Zgodnie zresztą tak o niej wypowiadają się recenzenci. Na płycie oprócz ciepłych soulowych ballad, można usłyszeć również mocne hip-hopowo, r'n'b kawałki. Także z pełną odpowiedzialnością polecam tę płytę, bo warto! Pinnawela to również ciekawa postać i mam nadzieję, że będzie regularnie uszczęśliwiać fanów swoimi albumami, czego jej serdecznie życzę. A co do poprzedniego recenzenta, to gdybyś się wsłuchał porządnie, to na pewno zrozumiesz sens kilkunastosekundowych przerywników... Pinnawela - Diva czarnej muzyki w Polsce.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Esse Więcej o recenzencie
Podszedłem do płyty z całym szacunkiem, jaki miałem dla Sistasek i całym zrozumieniem, że po kilku latach milczenia muzyczna dusza przynajmniej jednej z nich nie usiedzi. Daję za ten krążek 4, ale z jednopunktowym kredytem. Może to takie pierwsze koty za płoty. Może jeszcze się wyrobi (chociaż miała już na to czas). Generalnie album jest bez pomysłu. Sklejanka lepszych lub średnich utworów podzielona niezrozumiałymi i niepotrzebnymi wstawkami. Kilka kawałków naprawdę zasługuje na uznanie (np. James Dean, Butcher), ale reszta niestety jest tylko lekko powyżej średniej krajowej. Niemniej jednak - ciekawa pozycja.
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Maciej Saskowski Więcej o recenzencie
Wbrew temu, co można by wnioskować z okładki, nie jest to wydawnictwo bliżej nieznanej wokalistki ze Sri Lanki ("Pinnawela" to właściwie nazwa jednej z miejscowości w tym niewielkim państwie). Pod tym tajemniczym pseudonimem kryje się Paulina Przybysz, czyli jedna z sióstr nieodżałowanego zespołu Sistars. Po rozpadzie, zamieniła kolorowe, obszerne ciuchy na eleganckie suknie i z powodzeniem wkroczyła na soulową drogę. W solowym debiucie pomogli jej m.in. Basista Michał Grott czy perkusista Jose Manuel Alban Juares oraz realizator dźwięku Jacek Antosik, który bezbłędnie natchnął "Soulahili" klimatem własnych dokonań. Soul pani Pinnaweli to więc raz nastrojowe, raz bujające granie, pełne raczej cytatów z przeszłości niż nowinek ze świata czarnej muzyki. W fascynujący sposób zerka w stronę korzeni R&B, nieobcy jej jest również jazz i hiphopowe smaczki. Świadoma faktu, że na polu krystalicznie czystego damskiego soulu mało kto w Polsce jest w stanie jej zagrozić, odważniej niż w szeregach Sistars wtyka nos w archiwa czarnej muzyki. Bardziej przypomina, że to właśnie ona zasługuje na porównania z Erykah Badu czy Lauren Hill - słowem, z największymi przedstawicielkami współczesnego soulu. Pinnawela świadomie ucieka od nowoczesności i technologicznych rozwiązań, choć wcale się ich nie wyrzeka. Jej atutem jest zapatrzenie w przeszłość, w tym, co, jak i do jakich podkładów śpiewa. Może zaskoczyć funkowy, "elektryczny" charakter utworu "Several Times". Może zadziwić przejmujące miłosna ballada "My Man". Może zwalić z nóg "Fly Away", w którym Pinnawela rzeczywiście zabrzmiała jak ze starych radioodbiorników sprzed lat. Wszystko to jednak jak ulał pasuje do formuły "Soulahili" - oszczędnie zaaranżowanego na akustyczne instrumenty, niestety wyśpiewanego miejscami słabiutkim głosem, który sprawia, że mamy wrażenie obcowania z mazowieckim erotyzmem, od którego raczej nie kipi tak mocno, by nawet najwięksi twardziele padli oczarowani jej wokalizami. A o to przede wszystkim chodzi w muzyce soul.
(5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























