Recenzja-Rzeczpospolita - Z nowym impetem
Marek
Dusza
Więcej o recenzencie
Pat Metheny Group jest jedynym zespołem, który zebrał siedem nagród Grammy z rzędu za siedem swoich ostatnich albumów. Chociaż zdobywał je w kategoriach jazzowych, jego sława przekracza krąg miłośników tej muzyki. 25 lutego ukaże się długo oczekiwana płyta - "Speaking of Now", a pod koniec maja PMG wystąpi w Polsce.
Od wydania poprzedniego albumu zespołu "Imaginery Day" minęło pięć lat, które gitarzysta Pat Metheny wykorzystał na światowe tourn?e PMG, swojego tria i kwartetu saksofonisty Michaela Breckera, z którym gościł w Warszawie. Nagrał też duety z basistą Charliem Hadenem i gitarzystą Jimem Hallem. Chociaż największą przyjemność sprawia mu granie w trio, chętnie wraca do Pat Metheny Group, którą założył w 1977 r. To dzięki niej stał się jednym z najpopularniejszych muzyków jazzowych dając koncerty w gigantycznych halach dla kilkunastu tysięcy słuchaczy. Łatwo wpadające w ucho, lekkie i melodyjne brzmienie stało się znakiem rozpoznawczym zespołu już od pierwszej płyty, chociaż zmieniają się tworzący go muzycy.
Na nowym albumie pojawiły się trzy nowe nazwiska: wokalisty, basisty i perkusjonisty z Kamerunu Richarda Bony, trębacza wietnamskiego pochodzenia Cuonga Vu i meksykańskiego perkusisty Antonio Sancheza. Trzon grupy pozostał bez zmian. Obok lidera tworzą go: grający na instrumentach klawiszowych i fortepianie Lyle Mays oraz basista Steve Rodby. Kiedy Metheny przystępował do kompletowania nowego składu PMG, poprosił o radę Richarda Bonę, najbardziej wziętego ostatnio sidemana. Ten zamiast polecać innych, zaproponowałÉ siebie. Okazało się, że od lat jest fanem zespołu i dobrze zna repertuar. Jego charakterystyczne wokalizy stały się ozdobą kolejnej płyty PMG. Antonio Sancheza Metheny usłyszał w zespole pianisty Danilo Pereza, kiedy występowali na tym samym festiwalu. - Jego obecność w PMG i niesamowite muzyczne możliwości dodały impetu naszym dalszym poczynaniom - twierdzi lider uważając pozyskanie perkusisty za kolejny przełomowy moment w historii grupy. Trębacza Cuonga Vu usłyszał w internetowym radiu i odszukał jego nazwisko w książce telefonicznej Nowego Jorku. Okazało się, że muzyk ten również śpiewa tworząc kilka interesujących duetów z Richardem Boną.
Próby nowego zespołu w starszym repertuarze wypadły tak pomyślnie, że Metheny nie zawahał się nazwać go najlepszym składem PMG w historii. Razem z Lyle Maysem przystąpił do przygotowywania repertuaru. Po raz pierwszy muzycy pracowali razem, a nie dzieląc się partiami utworów, jak dotychczas. Z dziewięciu kompozycji tylko trzy firmuje sam Metheny. Obaj wiedzieli, że dla tego zespołu mogą przygotować repertuar o ciekawszej rytmice, bogatszej harmonii, o bardziej zróżnicowanym brzmieniu. Każdego dnia powstawał nowy utwór. Nagrywanie zajęło niewiele ponad tydzień, a dla Metheny'ego była to "jedna z najbardziej satysfakcjonujących i radosnych sesji" w jego karierze.
Efekt jest jak zawsze imponujący. Słuchając dziewięciu utworów dajemy się ponieść wyobraźni zapominając o czasie. 72 minuty muzyki mijają jak chwila, do której chce się wrócić.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji