Czyta: Mirosław Kowalczyk.
Powieść jest historią dwojga ludzi, którzy spotkawszy się pewnego dnia przez zwykłe przypadek, stają się dla siebie częścią życia. Związek, który się między nimi rodzi, okazuje się zaskakujący: niewinny a jednocześnie głęboko erotyczny. "Spóźnieni kochankowie" to opowieść o miłości, która pokonuje wszelkie bariery, o samotności, czułości i potrzebie bliskości. Przypomina nam, że nam, że naprawdę ważne jest nie to, co myślą inni, ale to, co my sami czujemy i robimy.
Paryski melodramat
(2011-05-04)
Jerzy
Lengauer
Więcej o recenzencie
Dlaczego ta melodramatyczna opowieść niesie powiew świeżości? Bo zaprzecza wszystkiemu. Poczynając od tego, że nie śmiem, a nawet nie przyszło mi to do głowy, nazwać 72-letnią kobietę staruszką, a kończąc na tym, że Paryż został zamknięty nie w Luwrze, muzeach, Place du Tertre, Polach Elizejskich, czy Jardin de Luxembourg, ale w gołębiach i Poire William z zamkniętą w środku gruszką. Cały ten paryski świat jest właśnie jak stado gołębi, których zwyczaje opisuje tak ładnie Mirabelle, mówiąc, że ludzie mogliby się od nich uczyć żyć. Cóż ma na myśli to twierdząc? Że łączą się w pary na całe życie? Że zachowanie stada nie ulega zmianie, choć śmiercią i narodzinami natura obdarowała gołębie znacznie hojniej niż ludzi? Albo jest jak ta gruszka, której subtelna słodyczy może być równa tylko i wyłącznie delikatnemu sposobowi powstania likieru. Cóż mogę powiedzieć o wykonaniu Mirosława Kowalczyka? Dlaczego przychodzi mi do głowy tylko jedno zdanie, że to aktor w każdym calu? „Spóźnionych kochanków” czytałem wiele lat temu. I przed nimi i po nich poznałem całość pisarstwa Whartona. Głos, który kilkanaście dni temu po raz pierwszy usłyszałem w słuchawkach odtwarzacza mp3, był wyobrażonym głosem pisarza. Bez wątpienia, to ciągle ten sam narrator w pierwszej osobie. Głos o niezwykle jasnym tembrze. Głos, który utwierdza słuchacza, że każda z książek Whartona to wyprawa do miejsca, gdzie nie ma wyznaczonych granic między życiem a sztuką, magią a rzeczywistością. Wszystkie przymiotniki będące synonimami delikatności można by przyporządkować interpretacji dokonanej przez aktora. Owa wrażliwość, którą w „Spóźnionych kochankach” spotykamy, co krok, doskonale została oddana przez lektora. Mimo różnicy wieku obojga bohaterów, mimo różnicy płci, wszystko tu pasuje. Ani na moment ton czytającego nie staje się zbyt egzaltowany, płaczliwy, melodramatyczny. Oczywiście jest czuły, jest emocjonalny. Czułość Kowalczyk przekazuje czytając wolniej, ciszej. Gdy grają emocje, aktor przyśpiesza. W momentach, w których bohaterowie szepczą, lektor nie szepcze, ale tak gra, iż ten szept dudni nam w uszach uczuciami! Powiedziałbym, że Kowalczyk przeprowadza słuchacza przez książkę, jak matka czytająca dziecku pierwszą bajkę, tak umiejętnie, iż nie słyszymy w głosie płaczu, śmiechu, wściekłości, ale od razu potrafimy te uczucia sobie wyobrazić.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji