Prowincjonalny blues
(2007-06-26)
Krzysztof
Bruszewski
Więcej o recenzencie
Gary Moore udowodnił tą płytą, że aby grać blues nie trzeba urodzić się w Teksasie czy Missisipi, wystarczy leżący na uboczu świata Belfast. Irlandia Północna to taka trochę pokrzywdzona siostra Wielkiej Brytanii. Gdy na początku lat 60-tych na wyspy przyjeżdżali wielcy czarni bluesmani z Chicago i Środkowego Zachodu, wszyscy zgodnie omijali mały Ulster. Było to o tyle dziwne, że B.B. King czy Muddy Waters zapuszczali się nawet na dziką szkocką Północ, gdzie dumni synowie Albionu po prostu bali się jeździć. Dlatego "Still Got the Blues" to album wybitnie prowincjonalny, w dobrym słowa tego znaczeniu. Moore przyznaje się w nim do wszystkich swoich muzycznych miłości. I tak rozpoczynający płytę "Moving On" to połączenie rockowego stylu z solowych płyt Irlandczyka z fantazją wczesnych nagrań The Allman Brothers Band. Łamany, mięsisty bluesowy riff nabiera prędkości w refrenie. Bardzo dobry początek albumu. "Oh Pretty Woman" to leniwy knajpiany numer o nieczułej pani, jakich wiele w chicagowskich barach. Największy przebój tej płyty to utwór tytułowy, zresztą to chyba najczęściej grana piosenka Moore'a. Słychać w niej, że artysta uważnie przyjrzał się sukcesom ZZ Top i Stevie Ray Vaughana, którzy mieli swoje wielkie hity (za oceanem) łączące muzykę pop z bluesem. Jest więc melodyjność i długie partie zawodzącej gitary. Ale Moore odwołuje się też do bardziej "szlachetnych wzorców": "Texas Strut" przypomina romans z country and wester, który na początku lat siedemdziesiątych mieli Stonesi. "King of the Blues" to bardzo dosłowny hołd dla króla bluesa B.B. Kinga. Nie tylko oralny, Irlandczyk naśladuje krystaliczny sposób gry swego mistrza: pełne dźwięki łączy w lekkie, ale sycące konstrukcje. Gdy myślę o tym albumie przypomina mi się Gombrowicz bawiący się swoim poczuciem pariasa kulturalnego z zadupia. Moore trochę podobną koncepcję: nie mogąc się odwołać do bluesowej tradycji Ulsteru przyznał się do muzycznych naleciałości, kształtujących jego twórczość. Wszystkie je zagrał na własny sposób. Ot, takie prawo prowincjusza...
(3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji