Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Sto Tysięcy Królestw. Trylogia Dziedzictwa, tom 1
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
N. K. Jemisin
- Tytuł oryginału:
- The Hundred Thousand Kingdoms
- Wydawnictwo:
-
Papierowy Księżyc
, Grudzień 2011
- ISBN:
- 978-83-61386-11-7
- Wymiary:
- 143 x 205 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
N. K. Jemisin
"Sto Tysięcy Królestw" to jeden z najlepszych debiutów w gatunku fantasy ostatnich lat. Powieść była nominowana do wszystkich najbardziej prestiżowych nagród fantasy w kategorii najlepsza powieść roku, m.in. do nagrody Hugo, Nebula, World Fantasy Award. Książka jest zdobywcą nagrody Locus Award 2011 dla najlepszej debiutanckiej powieści roku.
"Sto Tysięcy Królestw" to arcydzieło fantasy, którego nie można przegapić!
Samotna młoda kobieta musi stawić czoła intrygom, namiętności i zdradzie, jakich zazna w Stu Tysiącach Królestw. Yeine Darr jest wyrzutkiem z barbarzyńskiej północy. Gdy w tajemniczych okolicznościach ginie jej matka, dziewczyna zostaje wezwana do królewskiego miasta Sky. Gdy przybywa na miejsce, ku jej wielkiemu zaskoczeniu zostaje ogłoszona spadkobierczynią samego króla. Jednak droga do tronu Stu Tysięcy Królestw nie jest łatwa, a Yeine odkrywa, że właśnie trafiła w sam środek krwawej i okrutnej walki o władzę.
"Sto Tysięcy Królestw" to niezwykle barwna powieść, która wyróżnia się piękną narracją i stylem pisarskim autorki. Książka jest esencją tego, za co czytelnicy kochają fantastykę. Fascynujący świat, w którym bogowie egzystują razem ze śmiertelnikami i przejmująca swoją emocjonalnością historia zdrady, morderstwa, skrywanych sekretów i okrutnej walki o władzę.
- Sto Tysięcy Królestw. Trylogia Dziedzictwa, tom 1
- Autor:
-
N. K. Jemisin
Do podpierania mebli.
(2012-03-02)
Janusz
Szewczyk
Więcej o recenzencie
Trudno mi wymyślić inne praktyczne zastosowania dla książki o tak dramatycznej fabule. Główna bohaterka ma za kilka dni zginąć w walce o sukcesję na dworze władców całego świata. W ramach przygotowań do tej walki zajmuje się dygotaniem i technikami opanowywania dygotania w trakcie romansów ze zniewolonym bogiem oraz wewnętrznymi monologami o dygotaniu i romansach ze zniewolonym bogiem. W tle wojna bogów, ale trudno ją zauważyć bo bohaterka jest zajęta. Wiecie czym. Pozostali zniewoleni bogowi też są zajęci - głównie przytulaniem się i rzucaniem znaczących spojrzeń. Wszystko to opowiedziane drewnianym stylem. Z wrażenia zapomniałem czym były tytułowe tysiące królestw, ale pewnie nie miało to większego znaczenia, bo co tam jakieś królestwa, skoro w sypialni można znaleźć boga nocy. Podobno autorka stworzyła już następny tom. Niestety, w Polsce też się pewnie ukaże.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Sto Tysięcy Królestw
(2012-02-20)
Natalia
Zdziechowska
Więcej o recenzencie
Yeine Darr pochodzi z barbarzyńskiej północy. Jej narodziny były wynikiem mezaliansu jako popełniła jej matka, wychodząc za kogoś z niższej arystokracji i na dodatek wywodzącego się z dzikiego plemienia, chociaż sama była następczynią tronu Stu Tysięcy Królestw. Tak więc Yeine jest także wnuczką króla, który po tragicznej i zaskakującej śmierci jej matki, wzywa ją do swego miasta – Sky. Po przybyciu, dziewczyna doznaje niemałego szoku, ponieważ zostaje ogłoszona jednym ze spadkobierców Dekarty Arameri. Jednak ta droga nie będzie wcale łatwa. Od tej chwili dziewczyna musi walczyć nie tylko z dwóją swoich kuzynów, o istnieniu których nie miała pojęcia, ale także starać się wyjść z tych wszystkich intryg obronną ręką. Tym bardziej, że w trakcie swojego pobytu w Sky odkryje wiele mrocznych tajemnic o rodzinie ze strony matki, a także o niej samej i przyczynach jej nagłej śmierci. Niespodziewanymi sprzymierzeńcami, w tej pogmatwanej sytuacji, dla Yeine staną się zniewoleni bogowie, których moce ludzie wykorzystują do osiągnięcia swoich celów.
Od samego początku powieści autorka zasypuje swoich czytelników masą wiadomości, podawanych jak w szkolnych podręcznikach do historii. Gdyby tego było mało to dodam również, że te „formułki” bardzo często są wcinane zazwyczaj w najciekawszych momentach fabuły. Po takich przerwach autorka zazwyczaj nie powraca już do przerwanego wątku lub robi to w sposób bardzo szczątkowy. Jest to również problem jeżeli chce się mówić o wartkości akcji w tej książce, której praktycznie nie ma. Tak samo jak ciągłości fabuły, co może skutecznie wybijać z rytmu czytania.
Co do fabuły, to gdy lepiej się jej przyjrzeć, można dostrzec podobieństwa do mitologii greckiej, a zwłaszcza do mitu o powstaniu świata, który wyjaśnia także w jaki sposób powstali pierwsi bogowie. Niekonwencjonalność tej historii polega jednak na tym, że autorka wszystkich bogów (oprócz boga słońca – Intempasa) sprowadziła do rangi ludzkich niewolników na służbie całemu rodowi Aramerich. Dzięki temu historia mogłaby być naprawdę interesująca, gdyby Pani Jemisin wykorzystała cały jej potencjał. Samo zakończenie także nie wniesie nam nic nowego, ponieważ jak dla mnie jest ono dużo bardziej zagmatwane niż cała reszta fabuły.
Kolejnym minusem „Stu Tysięcy Królestw” jest typ oraz forma narracji jakie autorka wybrała do prowadzenia tejże historii. Jest to bowiem tryb pierwszoosobowy, gdzie narratorem jest główna bohaterka. Jeżeli chodzi natomiast o jej formę, to można ja porównać do wpisów w pamiętniku, ponieważ Yeine oprócz ukazania nam faktów dodaje do tego swoje własne spostrzeżenia, odczucia i wspomnienia, a to, jak już wyżej wspominałam, w najmniej odpowiednich momentach. Wszystko to połączone ze sobą, wprowadza niemały zamęt w całej fabule, więc czytelnik może mieć niemałe trudności z „wyłuskaniem” z tego galimatiasu najważniejszych wątków i informacji.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji