Orkiestra jak milion dolarów
(2007-05-01)
Magda
Talik
Więcej o recenzencie
Najnowsza płyta New York Philharmonic to ciekawa hybryda. Z jednej strony świetna lekcja stylu dla początkujących melomanów, z drugiej muzyczna uczta dla wytrawnych koneserów. W założeniu projekt firmy Deutsche Grammophon miał być po prostu przeniesieniem z sal koncertowych całego świata najciekawszego repertuaru na płyty. Tym sposobem siedząc w Polsce możemy się poczuć jak na abonamentowym koncercie w Nowym Jorku z biletem za kilkaset dolarów. Książeczka dołączona do CD jest wierną kopią tej, jaką otrzymujemy tuż przed wejściem na salę. Znajdziemy w niej wszystkie potrzebne informacje o kompozytorze (w przejrzystej formie) i o jego twórczości, ze szczególnym uwzględnieniem tej prezentowanej podczas koncertu. Jest się na co połakomić, choć muzyka Richarda Straussa (w przeciwieństwie do noszącej to samo nazwisko, ale niespokrewnionej wiedeńskiej rodziny Straussów) do najłatwiejszych nie należy. Odnosi się jednak wrażenie, że zaangażowanie i niezwykłe brzmienie nowojorskich filharmoników przełamuje wszystkie bariery. Trzeba posłuchać z jaką potoczystością, życiem i czarem grają poemat symfoniczny "Don Juan". Lorin Maazel, od pięciu lat szef muzyczny NYP, odczytuje dzieła niemieckiego twórcy zgodnie z ich postromantyczną estetyką. Dużo w tych wykonaniach przestrzeni i rozmachu, ale też nie brak nastroju niemal intymnej kontemplacji. To żywioł kontrolowany i wzbogacony o refleksję. Program z muzyką Straussa (zrealizowany w nowojorskiej filharmonii w sezonie 2005/2006) daje przekrojowe spojrzenie na muzyczną spuściznę wybitnego twórcy. Maazel skoncentrował się na poematach symfonicznych (ulubiona forma Straussa) i operze, czyli zagadnieniach, w których kompozytor odnosił największe sukcesy.
Najbardziej zachwyca rzeczywiście poemat "Śmierć i wyzwolenie", który w zamyśle Straussa miał traktować o ostatnich chwilach życia człowieka. Wykonanie NYP należy do absolutnie porywających, niepokoi, wciąga bogatą kolorystyką i wspaniałym brzmieniem. Nastrój zmienia się, stajemy się świadkami całej gamy uczuć, jaka mogła towarzyszyć niespokojnemu, cierpiącemu człowiekowi, którego dusza niedługo opuści ciało. Dopełnieniem albumu są dwa operowe fragmenty - słynny perwersyjny taniec siedmiu zasłon z opery "Salome" i suita z "Kawalera srebrnej róży". Jeden z krytyków napisał o filharmonikach z Nowego Jorku, że brzmią jak milion dolarów. Miał rację. Dobre wykonanie jest na wagę złota, bo jego drobinki pozostają w słuchaczu i budują wrażliwość. A to też jest dobra inwestycja.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji