Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Stulecie chirurgów. Według zapisków mojego dziadka, chirurga h.St. Hartmanna
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Jürgen Thorwald
- Tytuł oryginału:
- Das Jahrhundert der Chirurgen
- Wydawnictwo:
-
Znak
, Wrzesień 2008
- ISBN:
- 978-83-240-1021-9
- Liczba stron:
- 560
- Wymiary:
- 144 x 205 mm
- Tłumaczenie:
-
Karol Bunsch
- Sprawdź inne tytuły:
-
Jürgen Thorwald
Nowe wydanie niezwykłej opowieści o początkach i dziejach chirurgii.
"[...] Książka brutalnie pokazuje, jakim macaniem w ciemności była chirurgia jeszcze w XIX wieku. Narzędzia, z którymi ma do czynienia narrator, ów żądny wiedzy chirurg z nowego świata, to nóż rzeźnicki, piła, żelazo. Opowiada, jak prowincjonalny lekarz z Kentucky, który ulega błaganiom umierającej pacjentki, wycina jej na żywo ogromną torbiel. Dzielna kobieta wyje psalmy, pod oknem gromadzi się tłum, który grozi "mordercy" pętlą. Pacjentka przeżywa zabieg, co pozwala także przeżyć chirurgowi. Lekarz ten jednak wkrótce umiera, bo nie znalazł się podobny do niego ryzykant, który wyciąłby mu wyrostek. [...] Autor opisuje eksperymenty z narkozą. Jeden z jej pionierów, który wykorzystuje do znieczulania gaz rozweselający, nie wytrzymuje kpin środowiska, popełnia samobójstwo. Opowieść kończy się spotkaniem z Louisem Rehnem, chirurgiem z Frankfurtu. W 1896 r. zszywa on serce zranionego chłopca, chociaż znakomitości wiedeńskie oświadczyły niedawno, że chirurg, który by kiedyś tego próbował, "na zawsze straci szacunek kolegów". Rehn z lękiem odsłania ów święty organ i widzi, że nie reaguje on gniewem". - Małgorzata Szejnert, "Gazeta Wyborcza"
- Stulecie chirurgów. Według zapisków mojego dziadka, chirurga h.St. Hartmanna
- Autor:
-
Jürgen Thorwald
Dla zainteresowanych tematem
(2011-03-26)
Annuszka
Więcej o recenzencie
Czytając tę książkę doznawałam pewnej ambiwalencji odczuć - z jednej strony pozycja zbyt długa, przegadana i miejscami zwyczajnie nudna, a z drugiej strony pasjonujący temat - historia rozwoju chirurgii i ogrom problemów, z którymi musieli borykać się pionierzy. Fragmenty książki świetne i pozostające na długo w pamięci. A jeszcze do tego w tle temat rzadko zauważany - merkantylny charakter odkryć medycznych i wpływ pieniędzy na rozwój medycyny.
Ponadto literatura książki pozwala na uświadomienie sobie jak wielki postęp został dokonany, jeżeli chodzi o nauki medyczne i jakie to szczęście, że żyjemy w obecnych czasach. A ogólnie to nasza służba zdrowia wcale nie jest taka zła...
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Lektura obowiązkowa dla studentów medycyny pierwszego roku.
(2010-11-02)
magrum
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Ciekawie i przystępnie dla wszystkich napisana opowieść o początkach chirurgii-można dowiedzieć się naprawdę wielu fascynujacych rzeczy, i nie pozostaje nic innego jak tylko cieszyć się, że żyjemy w XXI wieku. Thorwald wszystkie swoje książki pisze nieco staroświeckim językiem, dla lekarza opowieści ze "Stulecia..."są nieco zbyt...fabularne. Narrator oczywiście sam nie mógł być w centrum wydarzeń wszędzie tam, gdzie dokonywał się przełom w chirurgii, ale właśnie taki wybieg zastosował autor, i według mnie to jedyny mankament tej książki. Dobrze,że wznowiono wszystkie te pozycje, jeszcze kilka lat temu było je ciężko zdobyć- i tylko używane(antykwariaty, allegro...).
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Pasjonujące!
(2009-12-27)
FabrykaRecenzji
Więcej o recenzencie
Dawno, dawno temu, za panowania zapalenia otrzewnej oraz nieposkramialnego bólu... Za siedmioma cuchnącymi stęchlizną i ropiejącymi ranami operacyjnymi salami, za siedmioma szpitalami, których personel prosto z kostnicy bez umycia rąk przechodził do badania kobiet na porodówkach - był sobie Chirurg. Diagnozy swe stawiał bez aparatu rentgenowskiego, wziernika i cystoskopu, by potem na ich podstawie operować za rzeźnickim nożem, piłą do drewna oraz pomocy Bożej. Znieczulał alkoholem lub końską dawką opium, po której niejeden nie budził się już do życia. Narzędzi nie sterylizował, a do operacji wdziewał latami nieprany, sztywny od zakrzepłej krwi fartuch... - istny horror D-klasy. Na szczęście książka J. Thorwalda nim nie jest - to doskonały wręcz reportaż. Zawiera solidną dawkę historii medycyny, pulsuje przy tym emocjami, które nikomu nie są obce - ludzie bowiem dzielą się na tych, co już są chorzy, jakiś czas temu wyzdrowieli lub też zachorują niebawem. Jedne rozdziały „napisał cierpiący pacjent”, inne chłodniejszego oka postronny obserwator, kiedy indziej relacja to osoby pacjentowi najbliższej. Szerokim łukiem omijając efekciarstwo, nie szczędząc jednak szczegółów wywołujących ciarki, ukazuje Thorwald dziewiętnastowieczną chirurgię w całej jej mrocznej krasie i bezradności. Choćby gdy pisze o pacjentce skutecznie znieczulającej się śpiewaniem psalmów, gdy prowincjonalny amerykański lekarz pioniersko usuwał jej gigantyczną torbiel jajnika. Nawiasem mówiąc, operator nie mniej ryzykował życiem niż operowana, gdyż na zewnątrz czekał na niego skory („religijnie” motywowany) do linczu tłum. Bohaterów swych portretuje Thorwald na modłę Verne’a, z jakże charakterystycznym, bałwochwalczym kultem mądrości ludzkiej wyrastającej z wykształcenia, podlewanej doświadczeniem. Pełno tu szczerego podziwu dla pionierów aseptyki, chirurgii miękkiej, nie brak też wysławiania pierwocin anestezjologii pod medyczne niebiosa. Nie traci wszakże niemiecki autor zdrowego rozsądku podkreślając, iż żaden z wychwalających ówczesnych chirurgów pisarzy, nie powierzyłby się z takim samym zapałem dawnym metodom leczenia. „Stulecie…” nie jest pomnikiem wyłącznie lekarskiej chwały, lecz także środowiskowej małostkowości, zawiści, ciągłej wojny „nowego” ze skostniałą rutyną. Gdy się od Thorwalda dowiedzieć, iż regulamin dla położnych (A.D. 1840!) rozstrzygał, iż serce kobiety ma „swą siedzibę po prawej” - niewiele potrafi już zaszokować. Podobnie jak i dysputa (druga poł. XIXw.) na temat znieczuleń przy porodach? Przeciwnicy chloroformu cytowali Księgę Rodzaju („I w bólu rodzić będziesz”), zwolennicy zaś kontratakowali mądrością z tego samego źródła, twierdząc iż Bóg już dawno na znieczulanie zezwolił („wtedy to Jahwe sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber”). Dziś jest już nieco inaczej.
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Śmierć zadana zchirurgiczną precyzją
(2008-10-08)
Beatrix ze Złoczewa
Więcej o recenzencie
"Stulecie chirurgów" jest wspaniałą pozycją dla wszystkich miłośników horrorów z chirurgami w roli głównej. Bo czyż opis (dla laików oczywiście) rewolucyjnych metod cięcia, wycięcia, obcięcia części ciała ludzkiego przy pełnej bądź częściowej świadomości biednego przerażonego pacjenta nie jest opisem godnym twórcy Frankensteina! Tak - pozycja wciąga jak najprzedniejszy kryminał lub zapiski policyjne z dziewiętnastowiecznej Anglii. Ale to światłe umysły długo musiały czekać na sukces medyczny, kiedy w końcu zrozumiano i zastosowano antyseptykę. Rozwój chirurgi to historia doświadczenia i poświęcenia wielu istnień ludzkich, zarówno lekarzy uznanych za szarlatanów swojej epoki, jak i samych pacjentów, którzy w obliczu ciekawych narzędzi chirurgicznych (rzeźnickich?) woleli może uniknąć wycięcia pewnych narządów lub kończyn. Operacje na otwartym ciele były oczywiście życiową koniecznością i krokiem ku rozwojowi nowoczesnej chirurgii. Dla prekursorów oznaczały wykluczenie z grona lekarzy lub powieszenie w przypadku śmierci pacjenta. Powodzenie operacji spotykało się z podejrzliwością lub przywłaszczeniem sobie sukcesu przez kolegów "fachowców od cięcia". Tak naprawdę to bardzo mądra książka, kawałek historii medycyny i życia ludzkości na przestrzeni dziejów. Opisy jednostek chorobowych i metod leczenia bardzo obrazowe, choć drastyczne dla nas - współczesnych odbiorców, są dobrą historyczną lekcją rozwoju medycyny, chirurgii, antyseptyki - i obyczajowości ludzi. Bohaterowie to nie tylko lekarze, ale i pacjenci, którzy utrwalili się w pamięci w przypadku powodzenia operacji. Nie było narkoz, eteru - to pomagały śpiewane psalmy, palenie machorki, mocny alkohol... To brzmi komicznie dla nas, a w swoim opisie tak makabryczne - ale to obraz medycyny i jej historii, będący wypadkową wielu okoliczności i umiejętności ludzkich poczynań, doświadczeń. Bardzo dobra lekcja historii!
(23 z 26 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji