-
-
-
Łaskawe
- Jonathan Littell
-
cena:
55,49
zł
-
-
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Stulecie detektywów. Drogi i przygody kryminalistyki
Średnia ocena z 7 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Jürgen Thorwald
- Tytuł oryginału:
- Das Jahrhundert der Detektive
- Wydawnictwo:
-
Znak
, Luty 2009
- ISBN:
- 978-83-240-1118-6
- Liczba stron:
- 832
- Wymiary:
- 144 x 205 mm
- Tłumaczenie:
-
Karol Bunsch ,
Wanda Kragen
- Sprawdź inne tytuły:
-
Jürgen Thorwald
Stulecie detektywów przedstawia jedną z najbardziej fantastycznych, a zarazem prawdziwych historii, jakie zna świat - dzieje nowoczesnej kryminalistyki. Jej początki sięgają drugiej połowy ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy posłużono się odciskami palców w identyfikacji podejrzanych, zastosowano fotografię kryminalistyczną oraz zwrócono uwagę na ślady pozostawione na miejscu przestępstwa, wykorzystując je w skomplikowanym procesie wyświetlania zbrodni. Jest to również epoka, w której medycyna sądowa wydarła zmarłym ich tajemnice, toksykologia stała się skuteczną bronią przeciw truciznom i trucicielom, a balistyka osiągnęła pewność w identyfikowaniu broni palnej na podstawie wystrzelonych z niej pocisków.
Stulecie detektywów to bez wątpienia jedna z najważniejszych i najlepiej napisanych książek spoza literatury pięknej. Została ona nominowana w 1966 roku do nagrody im. Edgara Allana Poe.
- Stulecie detektywów. Drogi i przygody kryminalistyki
- Autor:
-
Jürgen Thorwald
Fascynująca i pedantycznie dokładna
(2010-05-21)
Miss Jacobs
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Niewątpliwie książka ma ciekawą okładkę. Symbolizuje „zaproszenie” do mózgów detektywów, co faktycznie dzieje się podczas czytania książki. Kolejny plus za fantastyczny wstęp liczący 17 stron! Treść podzielona jest na 4 główne rozdziały, każdy zaś rozdział ma swoje podrozdziały. W spisie treści możemy dokładnie znaleźć, co znajduje się w każdym z nich, bez wertowania całej książki.
Jurgen Thorwald oprócz szerokiej wiedzy z zakresu kryminalistyki i historii posiada również zmysł literacki. Czyta się szybko i z zainteresowaniem. Pomimo dużej ilości nazwisk nie ma najmniejszego problemu z połapaniem się, kto jest, kim. Autor bardzo dokładnie wprowadza każdą postać do swojej historii. Aby zrozumieć dzieje kryminalistyki, trzeba przede wszystkim zrozumieć mentalność dawnych pokoleń, ich przekonania i wierzenia, warunki polityczne i ekonomiczne. Wszystko to znajdziemy w lekturze, zgrabnie połączone. Opisy procesów sądowych są odpowiednio łączone z przełomami, jakie niosły dla światowej kryminalistyki. Książka ukazuje wiele paradoksów dawniejszych wymiarów sądowych. Największym z nich jest przede wszystkim powstanie pierwszego biura policji kryminalnej w Paryżu, utworzonego przez dawnego więźnia. Zobaczymy jak łatwo było wygrać sprawę sądową, jeśli miało się znane nazwisko, wtedy z góry przyjmowano, że ten ktoś ma rację. Od zarania dziejów pieniądze były jakimś motorem napędzającym, kryminalistyka też bez nich dzisiaj nie byłaby taka sama. Wielokrotnie motorem byli bogaci zapaleńcy, którzy na własny koszt wyposażali swoje laboratoria nie zważając na ignorancję ze strony państwa. Czytając tą książkę niejednokrotnie miałam wrażenie, że czasy zacofania sądów i społeczeństwa nie minęły i tylko pozornie posunęliśmy się w rozwoju cywilizacji.
Pomimo żarliwości, z jaką czytałam wiem, że nie zapamiętam wszystkiego. Nie możliwością jest bym zapamiętała rzeczy szczególnie z chemii czy fizyki, których obecni detektywi uczą się latami. Bynajmniej nie przeszkadza mi to wcale. Książka daje możliwość poznania historii kryminalistyki i wyniesienia najważniejszych aspektów z niej. Nikt przecież nie oczekuję, że będę się uczyć odczynników poszczególnych trucizn czy sposobu ich wytwarzania.
Dzięki niej moja wiedza się poszerzyła, co niewątpliwie wpłynie na odbiór kolejnych kryminałów, które będę czytać. Pomoże też w ocenie doniesień prasowych na temat morderstw i tym podobnych spraw kryminalnych.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Do kosza z Sherlockami, z Poirotami też
(2010-01-19)
yarkol
Więcej o recenzencie
Kim byli Vidocq i Pinkerton, wie chyba każdy. Powszechnie wiadomo, co to Scotland Yard, niejeden słyszał o Sûrete - mało kto jednak jest świadom, jak niemiłe były początki tych, jakże imponujących dziś, instytucji. Właśnie historią raczkującej policji kryminalnej rozpoczyna Thorwald swą książkę, rozpoczyna makabrycznym w swej wymowie rysem historycznym nowożytnych systemów ścigania zbrodni, a raczej przyglądania się owym przestępstwom - takie bowiem były realia. Aż po Bonapartego policja służyła tylko i wyłącznie celom politycznym, głównie szpiclowaniu i terroryzowaniu poddanych. Thorwalda to nie interesuje, przygląda się pierwszym związkom policji z nauką, narodzinom kryminalistyki. Czytelnik przyzwyczajony do papki telewizyjnej o superglinach, co to łapią mordercę idąc tropem jednej znalezionej na dywanie rzęsy (zauważonej przez technika pożywiającego się hot-dogiem o trzy przecznice dalej) dowiaduje się od Thorwalda, iż przez większość wieku XIX problem kardynalnym była banalna identyfikacja osób. Zdarzali się podówczas „rekordziści” odsiadujący po kilka wyroków, a każdy pod innym nazwiskiem. Kartoteki praktycznie nie istniały, a genialny Vidocq po prostu zapamiętywał twarze i sylwetki, skutecznie też wymagał tego od współpracowników. Następny krok uczyniono również we Francji, gdzie narodził się bertillonage (polegający na „zdejmowaniu miary” z delikwentów i identyfikowaniu ich na podstawie 11 parametrów ciała). Bywał zawodny, choć inne metody nie dorastały mu do pięt. Przełom nastąpił, gdy zatriumfowała daktyloskopia. Co ciekawe, jej tajemniczym „prekursorem” okazał się… Mark Twain, który w jednym ze swych opowiadań „złapał” łotra, badając jego linie papilarne. Do dziś pozostaje zagadką, skąd pisarz wiedział, o czym pisze, gdyż jeszcze długo potem o daktyloskopii w USA nawet nie słyszano. To Argentyna jako pierwsza (z inicjatywy chorwackiego imigranta) „upaństwowiła” badanie odcisków palców. Kiedy potrafiono już identyfikować sprawców, nadal kłopoty sprawiały ofiary. Traktujące o tym partie książki (rozdziały o medycynie sądowej, o toksykologii) mocno przypominają „Stulecie chirurgów” z jedną wszakże istotną różnicą, że „pacjent” jest denatem. Badając go, dziesiątki lat błądzono prawie po omacku, ale i tak toksykolodzy i lekarze sądowi bliżsi byli celu, niż balistycy, którymi autor zajmuje się na deser. Gdyby nie temat, można czytając te strony zarykiwać się śmiechem, jako że np. w USA królowała wówczas zasada: „kup sobie szkło powiększające i zostań ekspertem od strzelania. Pięćdziesiąt dolców dziennie zapewnione”. Książka Thorwalda jest od owej lupy wprawdzie droższa, za to efekty jej „zastosowania” o niebo większe. Smaczkiem dodatkowym „Stulecia detektywów” są mocno kąśliwe przypisy polskich tłumaczy, których absolutnie nie wolno pominąć! Można natomiast zaoszczędzić czasu na lekturze „conandojlów”, jako że współczesna Holmesowi rzeczywistość - dzięki pióru niezawodnego Niemca - okazuje się o wiele ciekawsze od scherlockowej konfekcji.
(8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Fascynująca książka...
(2009-03-12)
Foregreen
Więcej o recenzencie
Pierwszy raz zetknąłem się z Thornwaldem i z jego "Pacjentami", a później z "Stuleciem Detektywów, "Godziną Detektywów" (żal ze nie ma wznowienia). Omawiana książka jest godna polecenia wszystkim, którzy pasjonują się rozwojem nauk przyrodniczych, a zwłaszcza ich wpływem na metody zwalczania przestępczości. Autor w mistrzowski sposób, wykorzystując swoją wielką wiedzę, na kanwie najbardziej interesujących przypadków danej epoki opisuje fascynujący rozwój medycyny, biologii, chemii, statystki i wielu innych dziedzin nauki w walce ze zbrodnią. Zaprawdę książkę czyta się z "zapartym tchem" śledząc meandry nauki,w tym sukcesy i porażki ludzi, którzy (w wielu wypadkach) wyprzedzili swoją epokę w walce ze zbrodnią i zbrodniarzami. J. Thornwald w mistrzowski sposób zapoznaje nas z rozwojem antropometrii, daktyloskopii, medycyny sądowej, toksykologii i innych dziedzin nauki. Wielka, wiedza, rzetelność i szacunek dla faktów, świetne pióro powodują, iż książkę tę można polecić każdemu.
(11 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji