Koszyk pusty
- polecamy
-
- Dziewczyna z tatuażem. Nieautoryzowany przewodnik po świecie Stiega Larssona i trylogii Millennium okładka miękka
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 2 recenzji (Dodaj własną)
Agnieszka Mijalska
Książkę przeczytałam jednym tchem i polecam ją tym, których zafascynował "Kod Leonarda". Daje do myślenia i otwiera horyzonty. Może nie do końca tłumaczy wszystko, ale chyba nie jest to możliwe po prawie 2000 lat historii. Można mieć tylko teorie i hipotezy, ale naprawdę nikt nie ma monopolu na prawdę. W tej książce cytuje się różnorodne opinie, a od czytelnika zależy, jakie wyciągnie wnioski. Wiem, że w kraju takim, jak Polska, gdzie ludzie jeszcze się nie przyzwyczaili, że można mieć różne opinie i wyznawać różne religie, ta książka to niemal skandal.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Krzysztof Masłoń Więcej o recenzencie
Zgodnie z przewidywaniami największy bestseller ostatnich lat - "Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna i u nas bije rekordy popularności. Choćby z tego powodu warto sięgnąć do "Tajemnic kodu" Dana Bursteina, będących przewodnikiem po sekretach powieści, która zawładnęła wyobraźnią milionów czytelników na całym świecie. Niezależnie od tego, czy uważamy "Kod Leonarda da Vinci" za dzieło odkrywcze, odważnie poszukujące prawdy o początkach chrześcijaństwa, świętym Graalu i o tajnych stowarzyszeniach w rodzaju Zakonu Syjonu, czy też za obliczoną wyłącznie na finansowe powodzenie piramidalną bzdurę, do tego ostentacyjnie antykatolicką.
Dlaczego Burstein, dotąd specjalizujący się w ekonomii, nagle zajął się tajemniczymi kodami wpisanymi w obrazy Leonarda, "żeńską świętością" Marii Magdaleny i współczesną działalnością Opus Dei? Podobno dlatego, że nie mógł oderwać się od lektury. Przepraszam, że wątpię. Nie ukrywam też, że rozśmiesza mnie Bursteinowe przekonanie, że Brown w swej powieści wzniósł "olbrzymi gmach idei, pełen fascynujących szczegółów i fragmentów intrygujących myśli". "Przedstawiciele naszej kultury pragną - wywodzi Dan Burstein - by ich zbiorowy umysł nakarmiono wreszcie czymś innym niż intelektualny fast food". A zatem historia o małżeństwie Jezusa z Marią Magdaleną, ich dziecku, z którego wywodziła się dynastia Merowingów, Kościele, któremu przewodzić miała kobieta itd., itp., jest odtrutką na New Age, postmodernizm i wszystkie inne "izmy", tak skutecznie deformujące literaturę ostatniego ćwierćwiecza? Pogratulować!
Kiedy zaś czytam postulat, by społeczeństwo wreszcie doceniło, "w znacznie większym niż dotychczas stopniu artyzm autorów horrorów, thrillerów szpiegowskich i powieści sensacyjno-przygodowych" - jestem w domu. Ni mniej, ni więcej, przed Danem Brownem rysuje się perspektywa Nagrody Nobla.
Niewątpliwie, jest Brown pisarzem wielce utalentowanym. Ale jego ulubionym autorem był Robert Ludlum, co widać, słychać i czuć. I nie miałoby sensu rozwodzenie się nad jeszcze jedną, zgrabnie skonstruowaną powieścią sensacyjną, jaką w istocie jest "Kod Leonarda da Vinci", gdyby nie to, że już na samym początku swego bestsellera Brown deklaruje prawdziwość opisywanych faktów, a przynajmniej zdarzeń i miejsc. Tymczasem w "Kodzie..." od błędów, równie wielkich co nieprzypadkowych, aż się roi.
Nie trzeba zresztą eksperta, by postukać się w czoło po przeczytaniu u Browna, że boskości Jezusa o mało nie zakwestionował sobór nicejski. Rzeczywiście, stosunek głosów był wówczas 316 do 2. O mały włos... Jako "specjalista" w publikacji Bursteina występuje Timothy Freke, współautor książki "The Jesus Mysteries: Was The "Original JesusÇ a Pagan God", który w ogóle kwestionuje istnienie Chrystusa, a jedyny - jak uważa - dowód, że ktoś taki żył, uznaje za fałszerstwo. Co z tego, że na ten temat napisano dziesiątki tysięcy dzieł... Freke wie lepiej.
Na szczęście w zredagowanej przez Dana Bursteina książce znajdziemy teksty zdroworozsądkowe, jak m.in. przypomnienie przez Deirdre Good z seminarium teologicznego nowojorskiego Kościoła episkopalnego, że historycy sztuki na podstawie szkiców Leonarda dawno temu już ustalili, iż na słynnym malowidle po prawicy Jezusa siedzi Jan, a nie jakakolwiek kobieta. Wprost też odrzuca tę sugestię Diane Apostolos-Cappadona z Georgetown University, "choć ta interpretacja doskonale pasuje do feministycznej teologii... a może do teologii ery postfeministycznej? Ale nie zmieni w prawdę czegoś, co nie jest prawdą"...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
























