Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Tajemniczy płomień królowej Loany
Średnia ocena z 16 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Umberto Eco
- Tytuł oryginału:
- La misteriosa fiamma della regina loana romanzo illustrato
- Wydawnictwo:
-
Noir sur Blanc
, Październik 2005
- ISBN:
- 83-7392-116-8
- Liczba stron:
- 456
- Wymiary:
- 140 x 230 mm
- Tłumaczenie:
-
Krzysztof Żaboklicki
- Sprawdź inne tytuły:
-
Umberto Eco
Antykwariusz z Mediolanu, Giambattista Bodom, zwany Jambo, budzi się ze śpiączki powypadkowej. Nie wie, kim jest, nie poznaje własnej rodziny, za to doskonale pamięta wszystko, co przeczytał, i porozumiewa się z otoczeniem językiem cytatów z arcydzieł światowej literatury. Wykorzystując więc tę "papierową pamięć", usiłuje dowiedzieć się czegokolwiek o swojej przeszłości. Udaje się do rodzinnego domu w Solarze, gdzie odnajduje mnóstwo starych książek, czasopism i płyt. Na ich podstawie próbuje odtworzyć atmosferę dzieciństwa, które przypadło na okres faszystowski. Przed oczami bohatera pojawia się absurdalny obraz czasów Duce - kabaretowe wręcz połączenie kultu siły i wojny z zamiłowaniem do głupiutkiego sentymentalizmu. Faszyzm wszakże upada, a bohater dojrzewa - i oto zarysowuje się kolejny konflikt...
- Tajemniczy płomień królowej Loany
- Autor:
-
Umberto Eco
Nudy.
(2007-09-01)
Winston
Churchil
Więcej o recenzencie
Widać tu niby jakąś ciekawą narrację w stylu Joice'a, że niby strumień świadomości, Bergson i w ogóle, ale narzuca mi się dziwnie, że głowny bohater to Umberto Eco. Wielce pochlebny autoportret sobie tworzy: przystojny, o nie odpartym uśmiechu, pies na kobiety itd. Smutno trochę o tym czytać. Akcja właściwa rozgrywa się na strychu, który tak naprawdę jest - nazwijmy to - biblioteką. Ale zamiast czegoś ciekawego znajdują się tam np. paczki po papierosach z młodości Eco i jego młodzieńcze lektury. Słowem: nicość. Absolutnie nic ciekawego. Oczywiście z tego również może wypłynąć jakaś nauka dla czytelnika, ale w tym wypadku ataruszek chyba chciał sobie powspominać po prostu młodzieńcze lata.
(6 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Pozory mylą
(2006-09-10)
Stefan
Kubiak
Więcej o recenzencie
Tym razem Eco zupełnie nas zaskoczył. Zaproponował coś zupełnie innego, niż byśmy się spodziewali, stąd tyle kontrowersji. Jest to książka o poszukiwaniu tożsamości, korzeni. Okazuje się, że Jambo, literacki erudyta, wychowywał się na kiczu popkultury lat czterdziestych wymieszanym z katolickim rygoryzmem. Choć może się wydawać, że to po prostu przegląd komiksów i tanich powieści epoki faszyzmu, odgrywa on bardzo poważną rolę w życiu młodego człowieka, w którym rzeczy trywialne splatają się z problemami poważnymi i tragediami. To prawda, że gdyby tę książkę napisał ktoś inny, zostałaby może nisko oceniona, jako nudziarstwo jakiegoś grafomana. Skądinąd wiemy, że Eco podrzędnym pisarzem nie jest i dlatego taka analiza lat formowania się osobowości ze wszystkimi jego aspektami jest propozycją ciekawą i wartą przeczytania. Jedyne, co mnie niepokoi, to fakt, że książka ma wydźwięk jakiegoś smutnego pożegnania. Miejmy nadzieję, że Umberto Eco jeszcze da nam okazję do przeżywania wspaniałych chwil z jego nowymi tekstami.
(3 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Arcynudne grzebanie w popiele królestwa własnego dzieciństwa
(2006-09-10)
michal
majczak
Więcej o recenzencie
Zróbmy eksperyment, drodzy Czytelnicy i dajmy do przeczytania tę książkę komuś, kto nie zobaczy strony tytułowej i nie pozna autora. Gwarantuję, że zaśnie zaraz po tym jak Jumbo przyjeżdża na wieś. Obudźmy znudzonego i powiedzmy: hej to książka wielkiego Umberto, nie śpij. Jestem przekonany, że zawstydzony, podpierając oczy zapałką będzie brnął, strona po stronie, od zmierzchu do świtu, byle tylko skończyć i wydać głośne: WOW, UMBERTO jest wielkim pisarzem! Proszę wybaczyć ten długi wstęp, nie był konieczny. Miał na celu jedynie wskazanie źródła nieuzasadnionego zachwytu większości recenzji tej książki. Każdy ma prawo do własnego osądu, ale i do krytyki, bo widzicie państwo: moim zdaniem jest to bez wątpienia jedna z NAJNUDNIEJSZYCH książek tego autora: nie ma w niej za grosz tajemniczości, a jedynym zaskoczeniem jest to, że autor zmusiwszy nas do przebrnięcia przez zawartość piętnastu pudeł na strychu, znajduje w sobie odwagę, by zanudzać nas zawartoscią szesnastego, siedemnastego itd. I męczy, męczy nas opisem kolejnych brrrr... Proszę państwa to nie jest powieść, to jest leksykon i byłoby dużo dużo lepiej dla Sz.P. profesora, gdyby na taką właśnie formę się zdecydował. To nie ma nic wspólnego z postmodernizmem. Bo po co nam forma powieści postmodernistycznej w tym wypadku? Żeby przekonać nas, że to, co robiliśmy w dzieciństwie ma wpływ na to, co robimy jako nastolatkowie? Proszę... Klękać kochani i bić czołem za swieżość pomysłu. Na czym konkretnie polega siła tej powieści? Wątek amnezji był już tysiące razy? Tak? TAK! Pokazywanie go w sposób najnudniejszy z możliwych, czyli śledzenie chronologicznie każdej rzeczy (rzeczy powtarzam, nie wydarzenia), której bohater w przeszłości dotykał, byłoby nazwane grafomanią, gdyby taką książkę napisał jakiś np. polski debiutanat. Co nietuzinkowego ma bohater, co nas tak wciąga, poza tym, że jego dziadek poukładał wszystkie rzeczy swojego wnuka w pudełka, opisał je jak bibliotekarz i porozstawiał je tak, żeby przejscie od jednego do drugiego nie zajęło więcej niż pół strony? Co nietuzinkowego ma bohater, który przeczytał wszystko? Czy Borges kiedykolwiek nas zanudził wymienieniem wszystkich książek, jakie miał w ręku? Jakie to "ścieżki do zakamarków utraconej pamięci"? Dla mnie to niestety autostrada wytyczona spychem banalnego patentu: ale to szczęście, że w tym domu akurat było wszystko, czego potrzebował biedny, zagubiony Jumbo, ale to szczęście. Ta powieść w momencie, w którym Jumbo rozpoczyna mozolną, i niestety arcynużącą, szperaninę wśród stert starych książek, czasopism, zeszytów szkolnych, a nawet... znaczków pocztowych i pudełek po papierosach niestety się kończy, kończy się zanim się zaczęła. Ecolodzy zakrzykną: hańba, ta powieść ma otwartą formułę! Niestety encyklopedyczne opisy w "Wyspie" czy erudycyjne pasaże w "Imieniu" były perłami, a te w "Płomieniu" są kamieniami u szyi. Hmmm... Nieprzeciętny dar narracyjny? A co jest nieprzęcietnego w konstruowaniu fabuły w taki oto sposob: Bohater A przeglada rzeczy, gdy bierze kolejną rzecz do ręki pojawia się łącznik: "a oto kolejna rzecz, którą napotkał". Jeśli chcemy sobie powspominać, to napiszmy pamiętnik, nie mąćmy głowy czytelnikom. Dlaczego? Przez szacunek! Mam wrażenie, że zrobiono mnie w balona, że widząc u siebie na półce arcyciekawą i rewelacyjną książeczkę o Supermanie i literaturze klasy b p. profesor spojrzał zdumiony: hej a dlaczego ona tak cieniutka? Zrobię z tego wielką powieść. I zrobił, ale... Czy należy oczekiwać sześciotomowego cyklu na podstawie "Przechadzek po lesie fikcji". Z uwagi na popularność każdego tytułu z nawzwiskiem Eco. Pewnie tak. Ale czy ta popularność się utrzyma? To inna sprawa. Proszę wybaczyć, ja naprawdę bardzo, ale to bardzo polecam wszystkie książki Eco oprócz tej. Jedynie.
(22 z 27 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Arcynudne grzebanie w popiele królestwa własnego dzieciństwa
(2006-09-10)
michal
majczak
Więcej o recenzencie
Zróbmy eksperyment, drodzy Czytelnicy i dajmy do przeczytania tę książkę komuś, kto nie zobaczy strony tytułowej i nie pozna autora. Gwarantuję, że zaśnie zaraz po tym jak Jumbo przyjeżdża na wieś. Obudźmy znudzonego i powiedzmy: hej to książka wielkiego Umberto, nie śpij. Jestem przekonany, że zawstydzony, podpierając oczy zapałką będzie brnął, strona po stronie, od zmierzchu do świtu, byle tylko skończyć i wydać głośne: WOW, UMBERTO jest wielkim pisarzem! Proszę wybaczyć ten długi wstęp, nie był konieczny. Miał na celu jedynie wskazanie źródła nieuzasadnionego zachwytu większości recenzji tej książki. Każdy ma prawo do własnego osądu, ale i do krytyki, bo widzicie państwo: moim zdaniem jest to bez wątpienia jedna z NAJNUDNIEJSZYCH książek tego autora: nie ma w niej za grosz tajemniczości, a jedynym zaskoczeniem jest to, że autor zmusiwszy nas do przebrnięcia przez zawartość piętnastu pudeł na strychu, znajduje w sobie odwagę, by zanudzać nas zawartoscią szesnastego, siedemnastego itd. I męczy, męczy nas opisem kolejnych brrrr... Proszę państwa to nie jest powieść, to jest leksykon i byłoby dużo dużo lepiej dla Sz.P. profesora, gdyby na taką właśnie formę się zdecydował. To nie ma nic wspólnego z postmodernizmem. Bo po co nam forma powieści postmodernistycznej w tym wypadku? Żeby przekonać nas, że to, co robiliśmy w dzieciństwie ma wpływ na to, co robimy jako nastolatkowie? Proszę... Klękać kochani i bić czołem za swieżość pomysłu. Na czym konkretnie polega siła tej powieści? Wątek amnezji był już tysiące razy? Tak? TAK! Pokazywanie go w sposób najnudniejszy z możliwych, czyli śledzenie chronologicznie każdej rzeczy (rzeczy powtarzam, nie wydarzenia), której bohater w przeszłości dotykał, byłoby nazwane grafomanią, gdyby taką książkę napisał jakiś np. polski debiutanat. Co nietuzinkowego ma bohater, co nas tak wciąga, poza tym, że jego dziadek poukładał wszystkie rzeczy swojego wnuka w pudełka, opisał je jak bibliotekarz i porozstawiał je tak, żeby przejscie od jednego do drugiego nie zajęło więcej niż pół strony? Co nietuzinkowego ma bohater, który przeczytał wszystko? Czy Borges kiedykolwiek nas zanudził wymienieniem wszystkich książek, jakie miał w ręku? Jakie to "ścieżki do zakamarków utraconej pamięci"? Dla mnie to niestety autostrada wytyczona spychem banalnego patentu: ale to szczęście, że w tym domu akurat było wszystko, czego potrzebował biedny, zagubiony Jumbo, ale to szczęście. Ta powieść w momencie, w którym Jumbo rozpoczyna mozolną, i niestety arcynużącą, szperaninę wśród stert starych książek, czasopism, zeszytów szkolnych, a nawet... znaczków pocztowych i pudełek po papierosach niestety się kończy, kończy się zanim się zaczęła. Ecolodzy zakrzykną: hańba, ta powieść ma otwartą formułę! Niestety encyklopedyczne opisy w "Wyspie" czy erudycyjne pasaże w "Imieniu" były perłami, a te w "Płomieniu" są kamieniami u szyi. Hmmm... Nieprzeciętny dar narracyjny? A co jest nieprzęcietnego w konstruowaniu fabuły w taki oto sposob: Bohater A przeglada rzeczy, gdy bierze kolejną rzecz do ręki pojawia się łącznik: "a oto kolejna rzecz, którą napotkał". Jeśli chcemy sobie powspominać, to napiszmy pamiętnik, nie mąćmy głowy czytelnikom. Dlaczego? Przez szacunek! Mam wrażenie, że zrobiono mnie w balona, że widząc u siebie na półce arcyciekawą i rewelacyjną książeczkę o Supermanie i literaturze klasy b p. profesor spojrzał zdumiony: hej a dlaczego ona tak cieniutka? Zrobię z tego wielką powieść. I zrobił, ale... Czy należy oczekiwać sześciotomowego cyklu na podstawie "Przechadzek po lesie fikcji". Z uwagi na popularność każdego tytułu z nawzwiskiem Eco. Pewnie tak. Ale czy ta popularność się utrzyma? To inna sprawa. Proszę wybaczyć, ja naprawdę bardzo, ale to bardzo polecam wszystkie książki Eco oprócz tej. Jedynie.
(7 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Słabizna
(2006-01-24)
Cezary
Szczekocki
Więcej o recenzencie
Nie jest to Eco z "Wahadła" czy "Imienia Róży". Widać, że chłop się zestarzał, cała ksiązka to wspominki z czasów faszystowskich Włoch, zupełnie obce polskiemu czytelnikowi, wspominiki o czytanych w młodości komikasach, książeczkach dla dzieci, melodiach - pewnie tak samo skatowany byłby Włoch czytający o Koziołku Matołku albo o Mieczysławie Fogu. Ksiązka nie jest ani ciekawa, ani wciągająca, flaki z olejem i tyle. Nie polecam.
(10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(16)