Wybór felietonów z cyklu Po robocie przy sobocie. Małżeński przegląd prasowy Talków, ukazujących się co tydzień w "Gazecie Wyborczej". W swych błyskotliwych tekstach Monika i Leszek Talkowie na bieżąco omawiają wydarzenia społeczne, towarzyskie i polityczne. Z małżeńskich komentarzy wyłania się groteskowy, a zarazem niepokojąco prawdziwy i bogaty w szczegóły obraz rodzącej się klasy średniej. Okazuje się, że nawet błahe zdarzenia mogą mieć sens uniwersalny, a te z pierwszych stron gazet, widziane w krzywym zwierciadle, nabierają nowego znaczenia.
Flaczków nie będzie
Kamila
Płoskoń
„Talkowie to nudziarze”- powiedział Kazik, na szczęście, dopiero na 127 stronie zbioru małżeńskich felietonów Leszka Talko i Moniki Piątkowskiej „Talki w wielkim mieście”.
Gdyby słowa te padły na stronie 5 czy nawet na 12, mogłyby niesłusznie zasugerować łatwowiernego, mniej dociekliwego czy zwyczajnie bardziej zajętego czytelnika, że oto zabrał się do konsumpcji ślicznie podanych flaczków z olejem albo wietnamskiej porcji ryżu z kiełkami w sosie marcepanowym. Zdegustowany prostoduszny Czytelnik odrzuciłby precz taką pozycję, nie wiedząc nawet, że właśnie stracił trzy godziny przedniej zabawy w doborowym towarzystwie pana Talko, najlepszej z żon, pana Roszko z panią Roszko, Kazika i narzeczonej Kazika oraz Edzia Obsta. Wszyscy zaś dowcipni, inteligentni, z ponadprzeciętnym poczuciem humoru. Należą do rodzącej się właśnie klasy średniej i są starymi dobrymi przyjaciółmi (...Kazik nie mówił tego na poważnie), ze swoimi wadami, śmiesznymi nawykami i nieprzewidzianymi reakcjami.
Choć każdy z 53 felietonów napisał Leszek Talko, tak naprawdę stworzyli je wszyscy przyjaciele i inni znajomi autorów, których obecność, pomysły i komentarze najciekawszych bieżących spraw społecznych, politycznych i kulturalnych tworzą ten barwny i groteskowy świat polskiej inteligencji, niekoniecznie przecież, tylko wielkiego miasta.
„Talki...” to jedna z tych książek, które można zacząć czytać od środka, początku czy samego końca, można ją delektować jedno popołudnie albo cały tydzień, bez obawy, że się rozmydli, zepsuje i zacznie zalatywać nieświeżymi flaczkami lub, co gorsza, zardzewiałą wodą z rynny.
Autorzy już od pierwszej kartki budzą sympatię i prawdziwą chęć poznania ich nieco bliżej. Ona – reporterka i felietonistka, amatorka literatury iberoamerykańskiej, z nałogiem przedświątecznych porządków, ma trzydzieści różnych podpisów, dwa nazwiska, reporterską podzielność uwagi i nie odróżnia oliwy od oleju. On – archeolog śródziemnomorski, zdobywca pisarskiego Oscara, gotuje wyśmienite kurczaki z bananami, nie umie powiedzieć „nie”, ale, jako jeden z nielicznych, potrafi docenić zalety parkometru. Razem tworzą duet, którego humor i nietuzinkowy światopogląd naprawdę ciężko przebić.
Niewątpliwie są stworzeni do wspólnego tworzenia, zresztą jak przyznaje sam pan Talko – mimo, iż poderwać dziewczynę wcale nie jest łatwo, z najlepszą z żon poszło mu wyjątkowo gładko: „...zaprosiła mnie mianowicie na randkę i tam wyznała, że bardzo się jej podobam i czuje się poderwana. Wyznanie to znacznie uprościło nasze dalsze kontakty – wziąłem ją do kina, o co sama się zresztą napraszała, a potem ona poprosiła mnie o rękę, na co ja wyraziłem zgodę. No i tak oto stałem się człowiekiem żonatym”.
Z pełną odpowiedzialnością polecam tę książkę, nie tylko jako wyśmienitą rozrywkę, ale także w ramach ćwiczeń z patrzenia na świat przez „drugi koniec lornetki”, dostrzegania, choć w krzywym zwierciadle, pewnych skutecznych prawd i niezmiennych właściwości funkcjonowania w wielkim mieście i, wcale niedużo mniejszym, miasteczku normalnego człowieczego życia.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji