Kult i Legenda
(2006-03-14)
Piotr
Nocny
Więcej o recenzencie
Kazik Staszewski to bez wątpienia jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego rocka. Pełne eksperymentów solowe projekty, niezwykle energetyczna działalność koncertowa, wyrobiona i pewna marka Kultu, w końcu zaś niebanalne teksty i wyjątkowa, artystyczna osobowość – to wszystko sprawia, że w gruncie rzeczy ten nieszablonowy artysta nie tylko na stałe wpisał się w historię muzyki, ale i stał się elementem prawdziwego “kultu” rzeszy fanów. Kto wie jednak, jak potoczyłyby się jego muzyczne losy, gdyby nie postać Staszka: owianego romantyczną legendą barda, piewcy cwaniactwa i błysktoliwego komentatora peerelowskiej rzeczywistości, prywatnie zaś: “Taty Kazika”.
Na dwóch albumach, na których twórca “12 Groszy” oddał muzyczną cześć swojemu ojcu mamy do czynienia z pewnym ewenementem: otóż w większości tego typu przypadków podobne “hołdy” kończą się kompromitującym nieporozumieniem i tandetną próbą wyciągnięcia od nieświadomych fanów pieniędzy. Tym jednak razem było zupełnie inaczej: Kazik, jako twórca już ukształtowany przed trzynastoma laty nagrał płytę przejmująco dojrzałą, osobistą i w pewnym sensie, paradoksalnie, autorską. Choć z założenia autorem wszystkich tekstów i kompozycji znajdujących się na albumie jest Stanisław Staszewski, to właśnie Kazik wraz z kolegami z Kultu tchnął w zapomniane niemal zupełnie (poza synem po utwory Staszka sięgał jedynie inny wielki bard, Jacek Kaczmarski) knajpiane pieśni nowe, a jednocześnie wspaniale oddające duch minionej epoki, tchnienie.
Wśród trzynastu kompozycji każdy chyba niemal odnajdzie coś dla siebie. Niezapomniane pozostaną przesycone szelmowską, knajpianią atmosferą ballady: “Celina” czy “Knajpa Morderców”, prozaicznie romantycznymi tekstami urzekną piękne, mroczne opowieści rodem z twórczości Nicka Cave'a (od którego zresztą “stary” Staszewski tworzył prędzej): “Dziewczyna się bała pogrzebów” czy “Bal kreślarzy”... Do tego “baletowy” jazz, muzka, która przekracza wszelkie ograniczenia czasu, epoki. Nie sposób uciec przed czarem albumu: przed duchotą warszawskich spelun, alkoholowymi oparami nocnych libacji, gryzącym oczy tytoniowym dymem...
Ma w sobie ta płyta coś z prozy Hłaski czy Nowakowskiego, ale i coś z przeklętej poezji. Znajdzie się tu trochę cynicznych, zaangażowanych społecznie komentarzy, ale i wzruszające ballady o mrocznej stronie uczucia... Naznaczona jest piętnem ojcowskiej legendy i synowskiego “kultu”. Banalnym byłoby stwierdzenie, że muzyka łączy pokolenia. Nie. Muzyka w tym wypadku wymyka się jakimkolwiek klasyfikacjom, staje się artystyczną kreacją samą w sobie, osiąga status Dzieła.
(6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji