Ulrike Meinhof była znaną lewicową dziennikarką i kochającą matką dwójki dzieci. Pewnego dnia porzuca jednak karierę i rodzinę, by przyłączyć się do radykalnej organizacji terrorystycznej RAF, walczącej nielegalnymi i brutalnymi metodami z niemieckim rządem. W swej porywającej i trzymającej w napięciu narracji Steve Sem-Sandberg miesza dokument z fikcją, tworząc chwytający za serce portret niezwykłej intelektualistki, a zarazem zwyczajnej kobiety uwięzionej i w końcu zniszczonej przez swą nienawiść do konsumpcyjnego społeczeństwa oraz rozpaczliwe poszukiwanie politycznej prawdy.
Życie w odsłonach
(2009-04-05)
Damian
Gajda
Więcej o recenzencie
"Teresa” jest drugim ogniwem skandynawskiej trylogii o kobietach, która wyszła spod pióra szwedzkiego pisarza – Stevea Sema- Sandberga. Postaci Urliki Meinhof towarzyszą dwie, równie krnąbrne kontestatorki - Milena Jesenská i Lou Andreas Salomé. Trudno zrozumieć, dlaczego pośród niemieckich twórców nie znalazł się nikt, kto podjąłby się stworzenia monografii Meinhof. Kim była więc Urlika? Skrajną buntowniczką, będąca w zasadzie głównym ogniwem terrorystycznego ugrupowania, które potrząsnęło świadomością i polityką Niemców, a może niezrównoważoną żurnalistką niepewną swych poglądów?
Rzeczywistość zaprezentowana przez Sandberga ujmowana jest w sposób dyskursywny, refleksyjny. Poszczególne fragmenty, wypowiedzi zupełnie przypadkowych uczestników tych istotnych dla Niemców wydarzeń, nie sprawiają jednak wrażenia bezładnej i nieuporządkowanej kolekcji. Materia narracyjna jest silnie zarysowana i bardzo dopracowana, a spoiwem stanowiącym o jej zborności jest postać Urliki Meinhof.
Fabuła nie jest skomplikowana. O sile tej pozycji decydują elementarne emocje: miłość, nienawiść, potrzeba bliskości, konieczność wyboru. Książka jest w gruncie rzeczy dramatem kobiecej wyobraźni, stającym się przedmiotem społecznej debaty. „Teresa” opisuje proces, w którym przestrzeń prywatna naznaczona jest stygmatem zewnętrznej obserwacji. Z dnia na dzień Urlika ustanowiona zostaje ikoną terroryzmu, a jej postać okrzyknięto precedensem, ponieważ trudno wskazać kobietę, która tak silnie występowałaby w obronie
Szalenie subiektywny portret Urliki Meinhof doskonale obrazuje to co dla literatury faktu jest znamienne. Mianowicie przedmiotem rozważań biografów czy dokumentarzystów są głównie postaci im dobrze znane i lubiane. Nie wyobrażam sobie, że szwedzki dziennikarz mógłby podjąć się – trzeba przyznać benedyktyńskiej pracy – bez osobistej inklinacji do tej aktywistki. Warto zaznaczyć, że „Teresa” nie jest dziełem stricte reportażowym, ale raczej fabularyzowaną biografią. Gdzieś między frazami dokumentującymi rzeczywiste wydarzenia, pojawiają się autorskie wariacje na temat decyzji podejmowanych przez kobietę.
„Teresę” czytać należy jako przewodnik po świadomości Urliki, która za wszelką cenę chciała dokonać przewrotu, zmiany sposobu myślenia wśród rodaków. Pomimo ogromnego zaangażowania, poświęcenia najlepszych chwil swojego życia na prospołeczną aktywność, jej czyn należy oceniać w kategoriach romantycznego buntu, a więc takiego, który przeważnie był skazany na porażkę. Rewelacyjne studium deformacji poglądów, walki z oportunizmem i fałszem, w kraju, gdzie sędzia jest „faszystowską świnią”.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji