Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Terytorium Komanczów

Terytorium Komanczów

Arturo Perez-Reverte  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
nośnik: druk
liczba stron: 148

Produkt niedostępny
do przechowalni

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

- polecamy

Arturo Perez-Reverte - zobacz więcej »

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Terytorium Komanczów

      Średnia ocena z 4 recenzji (Dodaj własną)

    Autor:
    Arturo Perez-Reverte
    Tytuł oryginału:
    Territorio comanche
    Wydawnictwo:
    Muza , Styczeń 2001
    Seria:
    Galeria
    ISBN:
    83-7319-073-2
    Liczba stron:
    148
    Wymiary:
    125 x 190 mm
    Wydanie:
    2
    Tłumaczenie:
    Joanna Karasek
    Sprawdź inne tytuły:
    Arturo Perez-Reverte
    Kategorie:
    podróże
    proza obca > powieść
    Opowieść o prawdziwej wojnie. Barwne postacie dziennikarzy, operatorów, dźwiękowców i tłumaczy pracujących dla prasy i telewizji na wszystkich współczesnych frontach. Autor zmusza do refleksji nad etyką na granicy życia i śmierci, na terytorium Komanczów. Tam, gdzie ''...drogi są puste, domy obrócone w ruiny i zawsze wydaje się, że zaraz zapadnie zmrok...''

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Terytorium Komanczów
    Autor:
    Arturo Perez-Reverte

    Dla każdego... (2006-08-30)

    Aleksandra Jasmina  Więcej o recenzencie

    "Książki sprawiają, że opisywane w nich historie i wyrażane opinie stają się twoimi i po skończonej lekturze nie jesteś już tym samym człowiekiem, jakim byłeś, kiedy ją zaczynałeś". " Jeśli potrafisz czytać z pokorą, cierpliwością i chęcią uczenia się, nigdy się nie zawiedziesz. Nawet to, czego się nie rozumie, utkwi ci w jakimś zakamarku głowy i czeka, żeby kiedyś w przyszłości nabrać sensu i zmienić się w rzeczy piękne czy pożyteczne". To piękne słowa samego Reverte. Mogę tylko skromnie dodać, że książka ta zmusza czytelnika do przystanięcia, do zastanowienia się, do oceny pewnych sytuacji, o których mamy zwyczaj zapominać. Książka o treści poważnej i porażającej; ból przepleciony ze smutkiem, ciemne strony wojny i pragnienie przeżycia, nawet za cenę najokrutniejszych chwil, by istnieć dalej, by zapomnieć, postarać się na nowo ułożyć roztrzaskane części pojedynczych historii każdego człowieka z osobna. Książka przypomina o tym, co było. Jest. I może będzie.

    (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Wojna jest zawsze naszą wojną (2005-09-04)

    Maciej Pinkwart  Więcej o recenzencie

    Największy może współczesny pisarz hiszpański, Arturo Pérez-Reverte pokazuje wojnę codzienną, tę, z którą my – po tej stronie telewizorów – już się oswoiliśmy, a z którą nigdy nie oswoją się ani jej uczestnicy, ani obserwatorzy z mediów, którzy także w niej uczestniczą. Nabojowi z moździerza wystrzelonego przez Bośniaków, Serbów, Albańczyków, Chorwatów, Irakijczyków, Amerykanów, członków plemienia Hutu, Izraelczyków czy sandinistów jest wszystko jedno, kto ginie od jego wybuchu - czy przeciwnik, czy dziennikarz... Tytułowe „Terytorium Komanczów” określa w zawodowym slangu reporterów wojennych obszar najwyższego ryzyka, na którym najłatwiej jest zginąć i który dlatego z dziennikarskiego punktu widzenia jest najciekawszy. W tej książce kilkadziesiąt minut akcji rozgrywa się na brzegu Neretvy, w miejscowości Bijelo Polje w Bośni, gdzie dwóch dziennikarzy – operator i reporter – czeka na wysadzenie mostu przez chorwackich saperów, starających się nie dopuścić do zajęcia miasta przez siły serbskie. W opis sytuacji wokół mostu wplecione są dygresje na temat działalności, pracy i umierania dziennikarzy w czasie wojen bałkańskich, a także wielu innych „konfliktów” na całym świecie. Reverte pokazuje wojnę dziejącą się teraz, tuż obok nas. Opisuje ją brutalnie, cynicznie i z wisielczym humorem, pokazując sytuacje z obu stron kamery. Język świetny, narracja wartka, może gdzieś zakorzeniona w języku Haska, ale nie do śmiechu nam, gdy orientujemy się, że powieść napisana i wydana została w 1994 roku, a więc jeszcze w zasadzie na początku największych konfliktów bałkańskich, przed Kosowem, Czeczenią i Irakiem... A konsultantem polskiego wydania książki był Waldemar Milewicz... Arturo Pérez-Reverte pokazuje się nam jako pisarz zupełnie inny zupełnie inny niż w erudycyjnych historycznych kryminałach, z jakich znaliśmy go do tej pory. Mimo, iż opowiada nam o tym, o czym niby dobrze wiemy – ma nam do powiedzenia wiele nowego. Kto widział jedną wojnę – widział wszystkie wojny, ale przecież nam, obserwatorom, nie chodzi o prawdę historyczną, no nie? Chodzi nam o detale i technologię: wygląd piersi Amazonek pod Troją, kształt kamienia, wystrzelonego do Goliata przez Dawida, pyski psów, jedzących trupy na Psim Polu, czerwoną od krwi hugenotów Sekwanę w Noc Świętego Bartłomieja, tony okularów w Oświęcimiu, wymarłe z głodu lub zjedzone przez własne matki dzieci na Ukrainie, płonący napalm we włosach dzieci w My-Lai, ulice brukowane czaszkami w Kambodży, symfonie krzyków gwałconych na rozkaz kobiet w Vukovarze... Albańczycy rozstrzeliwani przez Serbów; Serbowie zabijani przez Chorwatów; Chorwaci, zabijani przez bośniackich muzułmanów; muzułmanie, zabijani przez katolików; katolicy, zabijani przez prawosławnych; prawosławni, zabijani przez ateistów... Na pewnym etapie rozwoju ludzkości ilość zadawanych śmierci przechodzi w jakość... W dziennikach telewizyjnych krew, wypływająca z zabijanych dzieci dozwolona jest bez ograniczeń wieku, co najwyżej spiker delikatnie nas uprzedzi, że materiał jest drastyczny. W filmach po dzienniku, gdy bohaterowie idą do łóżka poczynać z miłości nowe dzieci, czerwony kwadrat uprzedzi nas, że widok ten jest dla dzieci zabroniony. Nic dziwnego, że w abisyńskiej armii 8-letnie dzieci zabijają swoich rówieśników z armii erytrejskiej. Dorosłym sprzedawcom broni jest wszystko jedno, kto i z jakiego powodu będzie zabijał z kupionego od niego karabinu... Po przeczytaniu książki Péreza-Reverte ani jedna kula nie zawróci, by ugodzić tego, kto ją wystrzelił. Ale my, czytelnicy, zobaczymy bliżej strzelające karabiny i czołgi. Bo naprawdę są one tuż, tuż... Za ostatnim nie wysadzonym jeszcze mostem. Jutro mogą wjechać na nasze Białe Pole...

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Kiedy będzie o jeden most za dużo? (2004-12-21)

    Marzena Kowalska 3Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

    (...)Dla nas, którzy oglądamy wojnę jako zwykle zamazane, nieostre migawki z wtopionymi w tło odgłosami wystrzałów, jest ona po prostu stopem obrazów. Czasem krwawych, ale raczej bezosobowych. Nawet jeżeli widzimy martwe ciała, to dziwnie już nas nie poruszają. Nawet, gdy w zdjęcia włączają się odgłosy: tyle zabitych, tyle rannych, masowe groby, okaleczone zwłoki, okrucieństwo, krew, bestialskie mordy. Co czujemy? Czy wstyd, że spoglądamy na ból innych? Czy czujemy się jak dziwaczni podglądacze? A może już nas nie poruszają te zdjęcia? Może ktoś z was tak, jak ja nie chce patrzeć? "Naprawdę to nie ma niczego równie nieruchomego jak zabici. Kiedy filmował zabitego, zawsze nastawiał ostrość na nos." Marquez jest fotografem doskonałym. Już nie płacze, gdy widzi skręcone sylwetki dzieci wśród gruzów. Kolekcjonuje wybuchające mosty i wścieka się, gdy ktoś wchodzi mu w kadr. Ten most w Bijelo Polje może wyglądać bardzo dobrze, malowniczo, tylko jeżeli zdąży mu zrobić zdjęcie. To artysta, widzi kolory, światło, bez wojny ginie sam. Barles jest reporterem „starej daty”. Uzupełniają się. On nadal płacze. A jednak czekają na dobrą chwilę obydwaj, pozwalając myślom odpływać we wspomnienia. Wojenne, bo oni żyją i wojną, i dla wojny. Ile myśli przepłynie między jedną kulą a drugą? Czy zdążą dokończyć zdanie? „Krajobraz byłby przyjemny, gdyby nie płonące dachy (...) i czarny dym snujący się między niebem a ziemią.” Wszystko byłoby o wiele piękniejsze, gdyby nie wojna. W tej książce jest mianownikiem, głównym autorem i scenografią. Jest przyczynkiem, dla którego telewizja zwiększy swoją oglądalność. Ale to nastąpi tylko wtedy, gdy pocisk przeleci przed obiektywem. Gorzej, jeżeli będzie leciał prosto w ciebie. Chociaż wtedy ktoś inny zrobi zdjęcie. Lecz "(...) lepiej nie zrobić żadnego zdjęcia, niż zrobić ostatnie (...)". Czy korespondent wojenny naprawdę wie, kiedy się zatrzymać? Czy ma też instynkt, wyczucie „terytorium Komanczów”. Ryzykując na każdym kroku dla kawałka taśmy, utrwalenia chwili, okrucieństwa. Mówią, że „człowiek strzela, a Bóg kule nosi”. Czy kula rozpozna kto wróg, kto przyjaciel, kto winny, a kto czysty jak łza? Czy dobrze trafi? Czy wie, po co leci? Jak wypełnić tę krótką chwilę swojego „życia”? „Terytorium Komanczów” to bezosobowa postać wojny. Gazetowa, filmowa, urywana, a jednak i tak przejmująca. Tutaj trup jest martwą naturą, ukształtowaną przez śmierć, której nie poprawiają styliści. Ona jest gotowa, by pokazać ją światu. Wystarczy wycelować obiektyw – prosto w nos, oczywiście jeżeli nos jeszcze istnieje. „(...) istnieje mnóstwo rzeczy stojących na przeszkodzie filmowaniu. Na przykład, kiedy do ciebie strzelają.” Więc po co filmujecie? Czy wiecie, że filmując zabitego odbieracie rodzinie nadzieję. Bo może gdzieś tam jest ktoś, kto ciągle na niego czeka? Może żyje nadzieją? Ta książka to moc obrazów, przemyśleń, odgłosów, znanych tylko tym, którzy tam byli, widzieli, czuli. To wojna przedmiotów, ludzie są tylko manekinami. Maszyny, mury, gruz, bomby, miny. Książka miejscami śmieszna, ale dziwnie nie budzi do grymasu ani mięśni, ani oczu? Wojna jednego dobrego zdjęcia. Mosty Marqueza są jak ogromna metafora i odskocznia, przejścia na drugi brzeg, zbyt niebezpiecznego. Mostu, którego nie zdobędzie nasza stopa, ale oczy zobaczą jego spektakularne zniknięcie z tego świata. Most to też brama w inny świat. Świat fleszy, prób zapomnienia i ciągłych powrotów do okrucieństw – codzienności. Bo taki już jest świat.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Dla mnie bomba (2004-12-11)

    Paweł Maria Klesyk  Więcej o recenzencie

    Książka na 3 godziny. Nie da się przerwać czytania.

    (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Książki - wszystkie zapowiedzi »

    Książki - Nowości - polecamy!

    Książki - wszystkie nowości »

    Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!