Koszyk pusty
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 7 recenzji (Dodaj własną)
| Posłuchaj utworów: | MP3 | WMA |
|---|---|---|
| 1. Transatlantic |
![]() |
![]() |
| 2. Edison |
![]() |
![]() |
| 3. Niagara Falls |
![]() |
![]() |
| 4. Coil |
![]() |
![]() |
| 5. Aflame |
![]() |
![]() |
| 6. Vivekananda |
![]() |
![]() |
| 7. If |
![]() |
![]() |
| 8. New Yorker |
![]() |
![]() |
| 9. Space Oddity |
![]() |
![]() |
Total Calcium Więcej o recenzencie
Nieźle jak na polskie warunki, ale nie jest to płyta do, której się wraca. Technicznie lepiej niż poprzednio.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Brazy Więcej o recenzencie
Odzyskuję wiarę w polską muzykę. Cztery ostatnio kupione przeze mnie płyty, to dzieła polskich twórców. "Tesla" zajmuje wśród nich pozycję wyjątkową. To fascynująca podróż dźwiękowa, estetyczna, alegoryczna, ocierająca się o jakąś niesłychaną tajemnicę... Epicentrum emocji... Nie opuszcza odtwarzacza...
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Katarzyna Frelek Więcej o recenzencie
Co za płyta! Zaczarowana po prostu. W dodatku, gdyby wyciąć z niej niewątpliwy hit Moniki Brodki (który choć śliczny, trochę mi do reszty nie pasuje) byłby z tego kompletny concept album. Piękne brzmienia, piekne przejścia między kolejnymi kawałkami. No i ta niesamowicie dobra wersja "Space Oddity" Bowie'go zamykająca płytę. Istne cacko. Brawa za stronę graficzną płyty, już dawno nie czytałam żadnej książeczki z takim zaciekawieniem. Polecam!!!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
ŁUKASZ
DĘBOWSKI
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
"Tesla" zespołu Silver Rocket to przejrzyście skonstruowany koncept album, z którego garściami można czerpać doznania estetyczne. Nafaszerowanie zapatrywaniami w klimatyczne odmiany elektroniki, przeplata się tu niejednoznacznie z bogatą warstwą żywego instrumentarium. Rozmach towarzyszący kompozycjom pięknie buduje nastrój miękkiego popu, ocierającego się miejscami o interesujące warstwy alternatywnych nieprzewidywalności. Nie mamy już do czynienia z intymną aurą skromnej, relaksacyjnej porcji elektronicznych konkretów, wypełniających poprzedni krążek grupy Mariusza Szypury. Muzyczny rozpęd nie ma tu jednak nic wspólnego z jakimś patetycznym i wzniosłym przepychem. Ciągle jest to świat brzmień zbyt mało przebojowych dla przeciętnego słuchacza. Klimat tego krążka opiera się raczej na mnogości dźwięków, często oldschooolwych wypraw w rejony nieco zapomniane, ożywione co prawda współczesną żywotnością, ale tą mniej spodziewaną. Psychodeliczny podtekst w utworze "Aflame" hipnotyzuje swoim głębokim spojrzeniem wyrafinowanej melodyjności. Natomiast wyszukany charakter piosenki "New Yorker", wzbudza zainteresowanie ciekawym rozwojem, gdzie przeplatanie się najróżniejszych instrumentów, od saksofonu barytonowego, po pianino, przynosi fascynujący efekt. Przy tej okazji trzeba wspomnieć o partiach skrzypiec, pojawiających się niemalże w każdym momencie tego albumu, a dodających niemałej dostojności całemu materiałowi. Wśród gości pojawiających się znienacka w rożnych momentach, trzeba wspomnieć o udziale wokalnym Marsiji z Loco Star oraz Tomka Makowieckiego, będącego również współtwórcą kilku utworów. Udział Moniki Brodki w "Nigara Falls", dodaje kolorytu wydarzeniu, jakim niewątpliwie jest ten krążek. Bo jak niewiele możemy odnaleźć płyt, gdzie tak sprawnie i pozbawiając się całkowicie artystycznej monotonii, łączy się retro-szlachetność muzyczną z wielowymiarowością syntetycznej spójności. Bez nadęcia na coś wielkiego zrodził się znaczący kawałek piosenkowej sztuki. A podporządkowanie jej historiom obrazującym życie wybitnego wynalazcy Nikoli Tesli, udowadnia jak dużą świadomością kierował się Silver Rocket w tworzeniu tego projektu. Od oprawy i książeczki w formie gazetowej, aż po głęboki kunszt muzyki, mamy do czynienia z czymś harmonijnie genialnym.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Lookanio Więcej o recenzencie
Płytka trafiła do mnie niejako przypadkiem. Już samo otwarcie pudełka było wielką niespodzianką, następnie start playera i... z każdą minutą coraz większe oczarowanie/podziw/niedowierzania. Z kolejnym odtworzeniem wrażenia te były jeszcze bardziej potęgowane. O płycie wiele napisano powyżej. Jedynie co mogę zrobić to potwierdzić i polecić album. Osobiście wręcz mi wstyd, że wcześniej nie słyszałem ani o Silver Rocket ani o Mariuszu Szypurze. Zaległości koniecznie do nadrobienia!
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Mariusz
Herma
"Przekrój"
Więcej o recenzencie
Ogromna przepaść zieje między niepozornym projektem, który parę lat temu supportował islandzki Mum, a tym, co Mariusz Szypura prezentuje dzisiaj. Były lider Happy Pills ze sprawnego naśladowcy mody na nastrojową elektronikę wyewoluował w jednego z ciekawszych polskich eksploratorów pogranicza popu i alternatywy. Choć, prawdę mówiąc, polskości nie ma tu ani śladu. Jest za to nieznający granic rozmach. Na czwartym, pełnym brzmieniowego przepychu albumie wspiera Szypurę tuzin instrumentalistów i wokalistów (między innymi Tomek Makowiecki, Monika Brodka i Marsija z Loco Star). Za stylistyczny fundament obierając wysublimowany pop, Silver Rocket chętnie zapędzają się w obszary gatunkowo odległe od piosenek przyjaznych radiu. Choć więc pierwsze minuty płyty stanowią śmiały pokaz umiejętności produkcyjnych Szypury i chwytliwości godnej szczytów list przebojów, z czasem krążek przeradza się w manifestację wolności artystycznej. Krautrockowe, jazzowe i retroelektroniczne zastrzyki, melodyjna psychodelia, podszyta orientem „Vivekanda” czy wreszcie filmowy „New Yorker” – wszystko to, aby ożywić fabularną opowieść o Nikoli Tesli. Opisując losy pechowego wynalazcy radia, któremu Marconi sprzątnął Nagrodę Nobla sprzed nosa, Szypura wykazał się determinacją godną twórców koncept-albumów z lat 70. Płyta nafaszerowana jest więc samplami z przełomu XIX i XX stulecia, historii podporządkowana jest również oprawa graficzna. Uszanowano nawet upodobanie Tesli do liczb podzielnych przez trzy: umieszczono na płycie dziewięciu utworów, a kończące album „Space Oddity” zaśpiewane przez Marsiję i Makowieckiego - przypomina, że w filmie „Prestiż” w postać Tesli wcielił się niedawno sam David Bowie. Szypura każdym dźwiękiem stara się przekonać, że Tesla to najbardziej niedoceniony skarb nauki, a tak po prawdzie, równe uznanie należy się dziś muzyce Silver Rocket.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
R2D2 Więcej o recenzencie
Postać Nicolasa Tesli - tajemniczego wynalazcy i geniusza - wciąż fascynuje kolejnych twórców. Ostatnio mogliśmy przeczytać thriller "Tesla. Promienie śmierci", w "Lodzie" Jacka Dukaja Tesla jest jedną z głównych postaci, pojawia się wreszcie w "Prestiżu" Christophera Priesta. Ta ostatnia powieść została zaś zekranizowana przez Christophera Nolana, który w roli Tesli obsadził (znakomicie!) samego Davida Bowiego. Taki wybór był chyba ukoronowaniem mitu wynalazcy i ostatecznie uczynił z niego popkulturową ikonę. Po ten mit sięga Silver Rocket na najnowszej płycie, która jest próbą koncept-albumu poświęconego Tesli. Co ciekawe, tu też pojawia się Bowie - płytę zamyka przejmujący cover jego piosenki "Space Oddity". Sama płyta ujmuje swoją oprawą graficzną (w środku znajdziemy czterostronicową gazetkę!) i chyba dzięki niej zasługuje na miano pierwszego polskiego steampunkowego albumu. Sama muzyka zaś jest taka jak na pierwszej płycie - to przede wszystkim delikatne, bardzo przyjemne i łatwo wpadające (niestety, często równie łatwo wypadające) w ucho brzmienie oraz świetna produkcja całości. Obok coveru Bowiego (śpiewanego przez Tomka Makowieckiego, który ma wprost niezwykły talent do ożywiania piosenek innych wykonawców - mam nadzieję, że kiedyś zdecyduje się na wydanie albumu z coverami), warto zwrócić uwagę na soundtrackowy "Coil" czy "Vivekananandę", gdzie hinduskie brzmienia przenoszą nas nie tylko do Indii, ale są też sympatycznym muzycznym mrugnięciem oka (pamiętacie fascynacje Beatlesów?). Słowem: fajna i fajnie wydana płyta, która może genialnością nie powala, ale daje dużo przyjemności. Tak powinien wyglądać pop na dobrym poziomie.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

























