Nasza cena: 37,99 zł

Cena rynkowa: 40,99 zł

Oszczędzasz: 3 zł

Cena rynkowa

Co to jest cena rynkowa?
Oferujemy ceny niższe od średnich rynkowych. Na naszych stronach, obok ceny, po której towar można w Merlinie kupić, informujemy także o tzw. cenie rynkowej. Cena rynkowa jest obliczana na podstawie znajomości średnich marż hurtowych i detalicznych obowiązujących w Polsce dla danej grupy towarów, w normalnym obrocie, czyli gdy towar nie jest objęty specjalną promocją producenta lub dystrybutora. W przypadku książek często jest to cena drukowana na okładce przez wydawcę. Znając jednak realia rynku zastrzegamy, że możesz spotkać daną książkę, płytę czy inny towar zarówno taniej, jak i znacznie drożej. Mamy jednak nadzieję, że informacja o tym, ile mniej więcej kosztuje towar w innych sklepach, będzie dla Ciebie ważną wskazówką przy decyzji o zakupie, np. przy obliczeniach, od jakiej wartości zamówienia nasze upusty równoważą koszt przesyłki.

ok

zamknij

Informacje o dostępności

wysyłamy w ciągu 24 h

Towar w magazynie, powinniśmy wysłać go w ciągu 24 godzin (1 dzień roboczy).

wysyłamy w ciągu 3-5 dni roboczych

Towaru nie mamy w magazynie, sprowadzamy go w ciągu max 5 dni roboczych.

wysyłamy w ciągu 7 lub 14 dni roboczych

Towaru nie mamy w magazynie, sprowadzamy go w ciągu max 14 dni roboczych.

towar trudno dostępny, do 21 dni

Towar sprowadzany zza granicy lub produkowany pod zamówienie.

w sprzedaży od ...

To zapowiedź, którą możesz już zamówić. W podanym terminie pojawi się
w sprzedaży.

ponownie w sprzedaży od ...

Towar chwilowo wyczerpany u dostawców, ale możesz go zamówić.
W podanym terminie pojawi się ponownie w sprzedaży.

towar niedostępny

Towar wyczerpany, nie można go obecnie zamówić.


więcej szczegółów »


ok

zamknij

Wysyłamy w ciągu:

7 dni roboczych

Dodaj do koszykaDodaj do przechowalni Do listy życzeń

Co to jest lista życzeń?

Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
The Beekeeper

The Beekeeper

Tori Amos  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

nośnik: CD 1 szt.
Ocena klientów:   wszystkie recenzje (7)

2005

Posłuchaj

Udostępnij na facebooku
Pin It
+1
Tweetnij

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: The Beekeeper

      Średnia ocena z 7 recenzji (Dodaj własną)

    Wykonawca:
    Tori Amos
    Firma fonograficzna:
    Sony Music , 2005
    Nr katalogowy:
    5194252
    Sprawdź inne tytuły:
    Tori Amos
    Posłuchaj utworów:
    1. Parasol
    2. Sweet the Sting
    3. The Power of Orange Knickers (featuring Damien Rice)
    4. Jamaica Inn
    5. Barons of Suburbia
    6. Sleeps with Butterflies
    7. General Joy
    8. Mother Revolution
    9. Ribbons Undone
    10. Cars and Guitars
    11. Witness
    12. Original Sinsuality
    13. Ireland
    14. The Beekeeper
    15. Marthas Foolish Ginger
    16. Hoochie Woman
    17. Goodbye Pisces
    18. Marys of the Sea
    19. Toast

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    The Beekeeper
    Wykonawca:
    Tori Amos

    Pszczelarka (2007-06-16)

    Art 3Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

    "The Beekeeper" z 2005 roku to już zupełnie inna Tori Amos niż ta dotychczas charakterna, prowokująca, nieokiełzana dziewczyna, z czasów tak dobrych płyt jak "Under The Pink", "From The Choirgirl Hotel" czy "To Venus And Back". Tamto oblicze Amerykanki odeszło bezpowrotnie do przeszłości i zapisało swoje należyte miejsce w historii tzw. kobiecego rocka. Ten nadzwyczaj mierny album nie odniósł żadnego oszałamiającego sukcesu. I trudno dziwić się, dlaczego? Po pierwsze, Tori Amos przestała być kimś w rodzaju muzycznego wizjonera, skupiając swoją atencję na prostych, kompozycyjnych zasadach, mających z góry określoną formę. Weźmy takie "Sweet The Sting", jakby neogospelowo-popowe albo singlowe "Sleeps With Butterflies". Te i inne piosenki są jakby wyprane z dawnych, jakże inspirujących pomysłów, tudzież pozbawione melodyczno-brzmieniowej wyrazistości. Nie ma tutaj ciekawych aranżacji i jak na Tori Amos wszystko jest zbyt asekuracyjne, za mało intrygujące, za mało ekstremalne... Prosta piosenkowość, bliska popowej materii, zbyt wygładzona oraz mało emocjonalna, wzięła górę nad wartościami artystycznymi. To utwory bez charakteru, bez dawnego zaskoczenia, nazbyt ułożone jak na tego typu wykonawczynię. "Pszczelarka", niestety nie dla dawnych wielbicieli talentu rudowłosej piękności.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Czyżby zabrakło czasu? (2006-10-28)

    Mateusz Gwiazda  Więcej o recenzencie

    Najnowszy album Tori Amos wydaje się być krokiem w tył w porównaniu z jej poprzednimi płytami. Brak tu jakiegoś konkretnego kierunku, brak skupienia się na wybranym aspekcie. Zamiast tego otrzymujemy płytkie i jakby bezbarwne nagranie - piosenki sprawiają wrażenie niedokończonych i napisanych w pośpiechu. Amos zrezygnowała ze stanowiących mocny punkt jej albumów elektronicznych wstawek (przypomnijmy choćby "From The Choirgirl Hotel") - poza nielicznymi wyjątkami "The Beekeeper" to nudne i powtarzające się popowe melodyjki, przybrane tu i ówdzie pianinem czy gitarą. Po przesłuchaniu całego 80-minutowego krążka ma się wrażenie, że gdyby Tori poświęciła nieco więcej czasu na pracę nad swoimi utworami, "Pszczelarz" mógłby być znacznie lepszy. Niestety, końcowy produkt okazał się wybrakowany.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Przesłodzona? (2005-03-23)

    Paweł Rodak  Więcej o recenzencie

    Tori Amos jest artystką absolutnie niezwykłą. I dziwną. W zasadzie żadna z płyt, które wydała, nie przypominała poprzedniej. Jej fan zobaczył tyle masek, które przywdziewała artystka, że już sam nie wiedział, kim naprawdę jest ta mała Amerykanka. Zrozpaczona, zamyślona, radosna, pełna nadziei, zagubiona schizofreniczka, niezrównoważona, ciepła, bezpruderyjna. Całkiem nieprzewidywalna Tori. „The Beekeeper” jest jednak płytą zaskakującą, bo (muszę to z bólem oznajmić) zupełnie Nietoriowatą. Powiedziałbym, że z przyciągającej, nieodgadnionej, intrygującej artystki, jaką była Tori od zawsze, wkładajac kolejną maskę, zmieniła się w ciepłą, momentami zbyt slodką piosenkarkę. Zza materiału szczelnie skrywającego Jej prawdziwe ego wygląda jednak mimo wszystko, dzięki jak zwykle niesamowitym tekstom, stara kochana Tori Amos. Ja właściwie nie wiem, co w tych tekstach jest takiego niesamowitego, ale... Po prostu nastrój, który tworzy się dzięki nim, idealnie zespolony z każdą pojedynczą nutą, która wpada przez uszy i obija się o serce, sprawia, że nagle, na krótką chwilę świat zmienia kolor. I gdy śpiewa „Originall sinsuality” przez moment jesteś w rajskim ogrodzie i wraz z pierwszymi ludźmi sięgasz po owoc, a gdy w „Jamaica Inn” śpiewa końcową frazę prawie widzisz diamentowe atole i małą łodkę ze strażniczką, która wiedzie ku nieznanemu. Tak, teksty jak zwykle dotykają serca zimnym bądź gorącym prętem żelaza... Na uwagę zaslugują przede wszystkim trzy piosenki: Rozpoczynajaca płytę, wiele obiecująca „Parasol”, w której, dzięki Bogu, mało jest tej słodkości, która później momentami potrafi zemdlić, „Power of Orange Knickers”, śpiewana wespół z irlandzkim artystą Damienem Ricem (wykonuje min. Cudowny „Cannonball”) i „Martha’s Foolish Ginger”, z nieuchwytnym klimatem dziwnej apatii... Meoldie momentami potrafią zniewolić, by chwilę później niestety dobić nawet zagorzałego fana. Dużo za dużo tutaj własnie tej melodyjności, wiele za mało instrumentalnych eksperymentów. Słowem, momentami Tori bardzo przypomina Jewel, a do tej pory nigdy do głowy nie przyszłoby mi porównywanie tych dwów artystek. Niedawno w wywiadzie dla jakiegoś czasopisma Tori napomknęła, że uwielbia sonety Shakespeara za ich niepowtarzalny klimat, kunsztowne połączenie formy z treścią. Do tej pory płyty Amerykanki świetnie odpowiadały temu opisowi. Niestety, wypada zadedykować jej słowa słynnego Anglika „Słodycz w nadmiarze to rzecz obojętna”. Pani Amos, można było lepiej!

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    | rudzielec (2005-03-20)

    Rafał Oświeciński  Więcej o recenzencie

    Tym razem bardziej niż mniej uroczo. Histeria w głosie Tori (przynajmniej tak to sobie zawsze interpretowałem) uległa popowemu zniekształceniu, czyli poddała się składnej melodii, ładnemu refrenowi i niewielkiej ekspresji wokalnej. I jakoś tak mi przez chwilę smutno było z tego powodu, że wspaniałej Tori, tej niesamowitej Tori, coś się stało niedobrego - że już coś jej nie dokucza, nie boli, nie uwiera, a te niewygody, które ją w życiu spotkały, przecież były jej inspiracją. Ta nowa płyta jest taka ładna i spokojna, taka cholernie mało zadziorna. Po prostu piosenki, o tyle ciekawsze od wszechogarniającej tandety, że wzbogacone pięknym głosem Tori. Oczywiście same teksty mają klasę - są bardzo dalekie od banału, mimo że o miłości, która jest tematem, który o banał ociera się najczęściej. "The sexiest thing is trust" albo "With a strut into the room With his hat cocked sure defiantly". Można więc sobie narzekać, ale w sumie po co? Ten rudzielec jest wyjątkowy zawsze, nawet wtedy, gdy romansuje z emocjami, które jej nadmiernie nie ponoszą. Świetna płyta.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Pogodna pszczelarka

    Ewa Love

    Tori Amos kazała nam czekać na zupełnie nowy materiał aż trzy lata. Odpowiedź na pytanie, czy warto było się niecierpliwić, nie jest jednoznaczna. Na pewno otrzymujemy dzieło solidne, dopracowane i przemyślane. Amos zaskakuje jednak swoją nową płytą. Wielbiciele jej talentu, przyzwyczajeni do dzieł mających intrygującą dramaturgię i zmysłowy magnetyzm, muszą poczuć się odrobinę zawiedzeni. "The Beekeeper" w dużej części jest pozbawiony wymienionych cech – znaków rozpoznawalnych świetnej kompozytorki. Jedno jest pewne – to najbardziej przystępny longplay Amerykanki. Początek wciąga i intryguje. Płytę otwiera ciekawie zbudowana piosenka "Parasol", harmonijnie łącząca nastrój podniosły z pogodnym. Szczególnie ujmujące są dźwięki organów Hammonda. Aż prosi się, by nie były one tylko ledwie słyszalnym tłem. W soulowym "Sweet The Sting" Tori kusi i uwodzi zmysłowym głosem. W tym słodkim utworze z łatwością dostrzec można ukłony w stronę muzyki latynoskiej, kołyszącej i bujającej leniwym rytmem. Dużym rozczarowaniem jest promująca całość "Sleeps With Butterflies". To chyba najgorzej wybrany singiel w karierze Tori. Podobny zarzut można odnieść do zapowiadającego się wspaniale "The Power of Orange Knickers", duetu z Damienem Ricem, twórcą kameralnych ballad. Niski głos Irlandczyka idealnie kontrastuje z pełnym pasji wokalem Amos. Wydawałoby się, że efekt musi być genialny. Niestety, piękno obu głosów psuje bardzo przeciętna warstwa muzyczna. Pełne goryczy słowa zasługiwały na coś więcej, niż czysto popową aranżację. Tego kawałka naprawdę żal. W pewnym momencie można zacząć wątpić, czy aby na pewno słucha się właściwego albumu. Intrygujący początek, a potem rosnące rozczarowanie. Na szczęście z czasem tętno zaczyna podskakiwać. Już w "General Joy" znowu słyszymy prawdziwe emocje. Pojawiają się długo wyczekiwane, charakterystyczne dla Tori drżenie i chropowatość, dzięki którym dociera do najgłębszych zakamarków dusz swoich wielbicieli. Artystka już dawno wypracowała swoją stylistykę muzyczną, w której dominujące miejsce zajmuje przejmujące brzmienie fortepianu. Kompozycje tak zbudowane zawsze wzruszały, fascynowały i poruszały. Nie inaczej jest na płycie "The Beekeeper". Utwory, w których wokalowi Tori towarzyszy fortepian, jak "Mother Revolution" czy "Original Sinsuality", ujmują już przy pierwszym przesłuchaniu. W serce trafia też przedostatni kawałek "Marys of the Sea", którego dramaturgię zbudowano na ciągłych zmianach nastroju. Cudowny tekst mówi o różnych wcieleniach kobiet. Przekonując, że w zależności od sytuacji muszą one być wojowniczkami, opiekunkami lub kusicielkami, Amos odwołuje się do dwóch archetypów – Marii Magdaleny i Marii – matki Jezusa. Na większe zainteresowanie zasługuje również zaskakujący w warstwie rytmicznej "Witness" i wzbogacony o brzmienia elektroniczne utwór tytułowy. Udanym eksperymentem okazało się zaangażowanie London Community Gospel Choir. Warto zwrócić uwagę na ciekawą kompozycję longplaya. Materiał został podzielony na sześć części, które symbolizują sześć ogrodów: skalny, ugór, zielnik, sad, szklarnię oraz kwietnik. W ten sposób Tori potwierdza swój zachwyt nad czystymi prawami natury, z których – jak twierdzi – czerpie inspirację. Trzeba przyznać, że wspomniany podział nie jest tylko pustym chwytem, który nic ze sobą nie niesie. Słuchając płyty, rzeczywiście da się wyodrębnić poszczególne elementy, różniące się od siebie muzycznie i tematycznie. Album "The Beekeeper" jest to dzieło miłe dla ucha, ale też do przesady ciepłe i sympatyczne. Może potrzebny był jakiś zgrzyt, coś z pozoru wyglądającego na zaniedbanie, niedociągnięcie. Do Amerykanki absolutnie nie pasują piosenki wygładzone, albowiem ginie w nich demoniczność wspaniałego głosu. To płyta niezwykle pogodna, chyba nawet najradośniejsza w karierze zwykle tej niebanalnej piosenkarki, jaką niewątpliwie jest niepowtarzalna Tori Amos.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Ta sama, lecz inna - niezmiennie utalentowana...

    Hikaru Ming

    "The Beekeeper", jak wszystkie płyty Tori Amos, jest dziełem niezwykle lirycznym, pełnym przemyśleń, gdzie każda myśli i każda nuta mają swą uzasadnioną rolę. Bo Tori nigdy się nie śpieszy, nie idzie na łatwiznę, wszelkie ścieżki na skróty są jej obce. Ta półkrwi Indianka woli najpierw wsłuchać się w rytm ziemi, w głosy przodków oraz w nawoływania duchów przyszłości. Świat, którego odbicie zawarte jest na jej albumach, to niesłychanie intymny mikrokosmos o nieskończonej liczbie wymiarów, jako że każda myśl Tori ma podwójne dno. Dając nam tę płytę, artystka daje nam przywilej wejścia w głąb swojego umysłu - dosłownie. U Tori nigdy nie ma pozerstwa czy chęci zwrócenia na siebie uwagi tanimi sztuczkami - u niej wszystko jest szczere, bezinteresowne, czyste. Aby w pełni docenić wartość artystyczną jej muzyki wypada dobrze znać angielski - u pani Amos aż roi się od przeróżnych metafor, idiomów i innych powikłanych myśli, które, dobrze zrozumiane, wprost zachwycają swym pięknem. Laik nastawiony na chwytliwe melodyjki, już po 4 pierwszych utworach na nowej płycie stwierdzi pewnie, że źle trafił. Trzeba też zaznaczyć, że "The Beekeeper" jest najbardziej "przystępnym" i lekkim w odsłuchu albumem artystki, co nie znaczy że Tori dała się uwieść komercji. Na tym etapie życia spotykamy Amos bardziej zrelaksowaną niż zazwyczaj, stabilną i - co za tym idzie - szczęśliwszą. Nie zawodzi już z bólu, nie załamuje głosu płaczem, wydaje się zapomnieć o gwałtach, morderstwach i innych mrocznych stronach życia. A więc "The Beekeeper" nie przygnębi nas, lecz na pewno wzruszy; nie ukołysze do snu, ale momentami poderwie nawet do tańca (nie ma jak chór gospel!). Fani i fanatycy Amos już spierają się w kwestii nowego dzieła ich idolki - jedni wychwalają pod niebiosa, inni chcą "starej" Tori sprzed kilku płyt. Pamiętajmy jednak, że nie można tkwić wiecznie w tym samym punkcie, gdyż doprowadziłoby to do utraty zmysłów. Możecie być pewni, że artystka nie zawiodła tym razem. Niesamowita pianistka, genialna tekściarka, cudowna wokalistka - a wszystko w jednym. UWAGA!: Albumu "The Beekeeper" najlepiej słuchać wieczorem lub w nocy, będąc absolutnie wyciszonym - inaczej efektu brak lub będzie on wyraźnie zredukowany. Bo jak mawia sama Tori Amos, wszystko ma swą indywidualną częstotliwość, którą należy znaleźć w skupieniu. A więc wyregulujcie odbiorniki duszy...

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Na pewno jedna z płyt roku

    Bodo Kirchhoff

    Tori Amos odnalazła chyba wreszcie równowagę między wrażliwością a histerią i jej płyty są coraz lepsze. Niesłychanie dopracowany, jednorodny i interesujący album - bynajmniej nie tylko dla zapiekłych fanów, ale dla wszystkich lubiących ciekawą muzykę, w której dużo się dzieje... Szczerze polecam, bo to przygoda na wiele, wiele godzin słuchania...

    (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Muzyka - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Muzyka - wszystkie zapowiedzi »

    Muzyka - Bestsellery. Bądź na czasie!

    Muzyka - wszystkie bestsellery »

    Muzyka - Nowości - polecamy!

    Muzyka - wszystkie nowości »

    Muzyka - Promocje - kupuj i oszczędzaj!