Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: The Beekeeper
Średnia ocena z 7 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Tori Amos
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, 2005
- Nr katalogowy:
- 5194252
- Sprawdź inne tytuły:
-
Tori Amos
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Parasol |
|
| 2. Sweet the Sting |
|
| 3. The Power of Orange Knickers (featuring Damien Rice) |
|
| 4. Jamaica Inn |
|
| 5. Barons of Suburbia |
|
| 6. Sleeps with Butterflies |
|
| 7. General Joy |
|
| 8. Mother Revolution |
|
| 9. Ribbons Undone |
|
| 10. Cars and Guitars |
|
| 11. Witness |
|
| 12. Original Sinsuality |
|
| 13. Ireland |
|
| 14. The Beekeeper |
|
| 15. Marthas Foolish Ginger |
|
| 16. Hoochie Woman |
|
| 17. Goodbye Pisces |
|
| 18. Marys of the Sea |
|
| 19. Toast |
|
- The Beekeeper
- Wykonawca:
-
Tori Amos
Pszczelarka
(2007-06-16)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
"The Beekeeper" z 2005 roku to już zupełnie inna Tori Amos niż ta dotychczas charakterna, prowokująca, nieokiełzana dziewczyna, z czasów tak dobrych płyt jak "Under The Pink", "From The Choirgirl Hotel" czy "To Venus And Back". Tamto oblicze Amerykanki odeszło bezpowrotnie do przeszłości i zapisało swoje należyte miejsce w historii tzw. kobiecego rocka. Ten nadzwyczaj mierny album nie odniósł żadnego oszałamiającego sukcesu. I trudno dziwić się, dlaczego? Po pierwsze, Tori Amos przestała być kimś w rodzaju muzycznego wizjonera, skupiając swoją atencję na prostych, kompozycyjnych zasadach, mających z góry określoną formę. Weźmy takie "Sweet The Sting", jakby neogospelowo-popowe albo singlowe "Sleeps With Butterflies". Te i inne piosenki są jakby wyprane z dawnych, jakże inspirujących pomysłów, tudzież pozbawione melodyczno-brzmieniowej wyrazistości. Nie ma tutaj ciekawych aranżacji i jak na Tori Amos wszystko jest zbyt asekuracyjne, za mało intrygujące, za mało ekstremalne... Prosta piosenkowość, bliska popowej materii, zbyt wygładzona oraz mało emocjonalna, wzięła górę nad wartościami artystycznymi. To utwory bez charakteru, bez dawnego zaskoczenia, nazbyt ułożone jak na tego typu wykonawczynię. "Pszczelarka", niestety nie dla dawnych wielbicieli talentu rudowłosej piękności.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Czyżby zabrakło czasu?
(2006-10-28)
Mateusz
Gwiazda
Więcej o recenzencie
Najnowszy album Tori Amos wydaje się być krokiem w tył w porównaniu z jej poprzednimi płytami. Brak tu jakiegoś konkretnego kierunku, brak skupienia się na wybranym aspekcie. Zamiast tego otrzymujemy płytkie i jakby bezbarwne nagranie - piosenki sprawiają wrażenie niedokończonych i napisanych w pośpiechu. Amos zrezygnowała ze stanowiących mocny punkt jej albumów elektronicznych wstawek (przypomnijmy choćby "From The Choirgirl Hotel") - poza nielicznymi wyjątkami "The Beekeeper" to nudne i powtarzające się popowe melodyjki, przybrane tu i ówdzie pianinem czy gitarą. Po przesłuchaniu całego 80-minutowego krążka ma się wrażenie, że gdyby Tori poświęciła nieco więcej czasu na pracę nad swoimi utworami, "Pszczelarz" mógłby być znacznie lepszy. Niestety, końcowy produkt okazał się wybrakowany.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przesłodzona?
(2005-03-23)
Paweł
Rodak
Więcej o recenzencie
Tori Amos jest artystką absolutnie niezwykłą. I dziwną. W zasadzie żadna z płyt, które wydała, nie przypominała poprzedniej. Jej fan zobaczył tyle masek, które przywdziewała artystka, że już sam nie wiedział, kim naprawdę jest ta mała Amerykanka. Zrozpaczona, zamyślona, radosna, pełna nadziei, zagubiona schizofreniczka, niezrównoważona, ciepła, bezpruderyjna. Całkiem nieprzewidywalna Tori.
„The Beekeeper” jest jednak płytą zaskakującą, bo (muszę to z bólem oznajmić) zupełnie Nietoriowatą. Powiedziałbym, że z przyciągającej, nieodgadnionej, intrygującej artystki, jaką była Tori od zawsze, wkładajac kolejną maskę, zmieniła się w ciepłą, momentami zbyt slodką piosenkarkę. Zza materiału szczelnie skrywającego Jej prawdziwe ego wygląda jednak mimo wszystko, dzięki jak zwykle niesamowitym tekstom, stara kochana Tori Amos.
Ja właściwie nie wiem, co w tych tekstach jest takiego niesamowitego, ale... Po prostu nastrój, który tworzy się dzięki nim, idealnie zespolony z każdą pojedynczą nutą, która wpada przez uszy i obija się o serce, sprawia, że nagle, na krótką chwilę świat zmienia kolor. I gdy śpiewa „Originall sinsuality” przez moment jesteś w rajskim ogrodzie i wraz z pierwszymi ludźmi sięgasz po owoc, a gdy w „Jamaica Inn” śpiewa końcową frazę prawie widzisz diamentowe atole i małą łodkę ze strażniczką, która wiedzie ku nieznanemu. Tak, teksty jak zwykle dotykają serca zimnym bądź gorącym prętem żelaza...
Na uwagę zaslugują przede wszystkim trzy piosenki: Rozpoczynajaca płytę, wiele obiecująca „Parasol”, w której, dzięki Bogu, mało jest tej słodkości, która później momentami potrafi zemdlić, „Power of Orange Knickers”, śpiewana wespół z irlandzkim artystą Damienem Ricem (wykonuje min. Cudowny „Cannonball”) i „Martha’s Foolish Ginger”, z nieuchwytnym klimatem dziwnej apatii...
Meoldie momentami potrafią zniewolić, by chwilę później niestety dobić nawet zagorzałego fana. Dużo za dużo tutaj własnie tej melodyjności, wiele za mało instrumentalnych eksperymentów. Słowem, momentami Tori bardzo przypomina Jewel, a do tej pory nigdy do głowy nie przyszłoby mi porównywanie tych dwów artystek.
Niedawno w wywiadzie dla jakiegoś czasopisma Tori napomknęła, że uwielbia sonety Shakespeara za ich niepowtarzalny klimat, kunsztowne połączenie formy z treścią. Do tej pory płyty Amerykanki świetnie odpowiadały temu opisowi. Niestety, wypada zadedykować jej słowa słynnego Anglika „Słodycz w nadmiarze to rzecz obojętna”. Pani Amos, można było lepiej!
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
| rudzielec
(2005-03-20)
Rafał
Oświeciński
Więcej o recenzencie
Tym razem bardziej niż mniej uroczo. Histeria w głosie Tori (przynajmniej tak to sobie zawsze interpretowałem) uległa popowemu zniekształceniu, czyli poddała się składnej melodii, ładnemu refrenowi i niewielkiej ekspresji wokalnej. I jakoś tak mi przez chwilę smutno było z tego powodu, że wspaniałej Tori, tej niesamowitej Tori, coś się stało niedobrego - że już coś jej nie dokucza, nie boli, nie uwiera, a te niewygody, które ją w życiu spotkały, przecież były jej inspiracją. Ta nowa płyta jest taka ładna i spokojna, taka cholernie mało zadziorna. Po prostu piosenki, o tyle ciekawsze od wszechogarniającej tandety, że wzbogacone pięknym głosem Tori. Oczywiście same teksty mają klasę - są bardzo dalekie od banału, mimo że o miłości, która jest tematem, który o banał ociera się najczęściej. "The sexiest thing is trust" albo "With a strut into the room With his hat cocked sure defiantly". Można więc sobie narzekać, ale w sumie po co? Ten rudzielec jest wyjątkowy zawsze, nawet wtedy, gdy romansuje z emocjami, które jej nadmiernie nie ponoszą. Świetna płyta.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Pogodna pszczelarka
Ewa
Love
Tori Amos kazała nam czekać na zupełnie nowy materiał aż trzy lata. Odpowiedź na pytanie, czy warto było się niecierpliwić, nie jest jednoznaczna. Na pewno otrzymujemy dzieło solidne, dopracowane i przemyślane. Amos zaskakuje jednak swoją nową płytą. Wielbiciele jej talentu, przyzwyczajeni do dzieł mających intrygującą dramaturgię i zmysłowy magnetyzm, muszą poczuć się odrobinę zawiedzeni. "The Beekeeper" w dużej części jest pozbawiony wymienionych cech – znaków rozpoznawalnych świetnej kompozytorki. Jedno jest pewne – to najbardziej przystępny longplay Amerykanki. Początek wciąga i intryguje. Płytę otwiera ciekawie zbudowana piosenka "Parasol", harmonijnie łącząca nastrój podniosły z pogodnym. Szczególnie ujmujące są dźwięki organów Hammonda. Aż prosi się, by nie były one tylko ledwie słyszalnym tłem. W soulowym "Sweet The Sting" Tori kusi i uwodzi zmysłowym głosem. W tym słodkim utworze z łatwością dostrzec można ukłony w stronę muzyki latynoskiej, kołyszącej i bujającej leniwym rytmem. Dużym rozczarowaniem jest promująca całość "Sleeps With Butterflies". To chyba najgorzej wybrany singiel w karierze Tori. Podobny zarzut można odnieść do zapowiadającego się wspaniale "The Power of Orange Knickers", duetu z Damienem Ricem, twórcą kameralnych ballad. Niski głos Irlandczyka idealnie kontrastuje z pełnym pasji wokalem Amos. Wydawałoby się, że efekt musi być genialny. Niestety, piękno obu głosów psuje bardzo przeciętna warstwa muzyczna. Pełne goryczy słowa zasługiwały na coś więcej, niż czysto popową aranżację. Tego kawałka naprawdę żal. W pewnym momencie można zacząć wątpić, czy aby na pewno słucha się właściwego albumu. Intrygujący początek, a potem rosnące rozczarowanie. Na szczęście z czasem tętno zaczyna podskakiwać. Już w "General Joy" znowu słyszymy prawdziwe emocje. Pojawiają się długo wyczekiwane, charakterystyczne dla Tori drżenie i chropowatość, dzięki którym dociera do najgłębszych zakamarków dusz swoich wielbicieli. Artystka już dawno wypracowała swoją stylistykę muzyczną, w której dominujące miejsce zajmuje przejmujące brzmienie fortepianu. Kompozycje tak zbudowane zawsze wzruszały, fascynowały i poruszały. Nie inaczej jest na płycie "The Beekeeper". Utwory, w których wokalowi Tori towarzyszy fortepian, jak "Mother Revolution" czy "Original Sinsuality", ujmują już przy pierwszym przesłuchaniu. W serce trafia też przedostatni kawałek "Marys of the Sea", którego dramaturgię zbudowano na ciągłych zmianach nastroju. Cudowny tekst mówi o różnych wcieleniach kobiet. Przekonując, że w zależności od sytuacji muszą one być wojowniczkami, opiekunkami lub kusicielkami, Amos odwołuje się do dwóch archetypów – Marii Magdaleny i Marii – matki Jezusa. Na większe zainteresowanie zasługuje również zaskakujący w warstwie rytmicznej "Witness" i wzbogacony o brzmienia elektroniczne utwór tytułowy. Udanym eksperymentem okazało się zaangażowanie London Community Gospel Choir. Warto zwrócić uwagę na ciekawą kompozycję longplaya. Materiał został podzielony na sześć części, które symbolizują sześć ogrodów: skalny, ugór, zielnik, sad, szklarnię oraz kwietnik. W ten sposób Tori potwierdza swój zachwyt nad czystymi prawami natury, z których – jak twierdzi – czerpie inspirację. Trzeba przyznać, że wspomniany podział nie jest tylko pustym chwytem, który nic ze sobą nie niesie. Słuchając płyty, rzeczywiście da się wyodrębnić poszczególne elementy, różniące się od siebie muzycznie i tematycznie. Album "The Beekeeper" jest to dzieło miłe dla ucha, ale też do przesady ciepłe i sympatyczne. Może potrzebny był jakiś zgrzyt, coś z pozoru wyglądającego na zaniedbanie, niedociągnięcie. Do Amerykanki absolutnie nie pasują piosenki wygładzone, albowiem ginie w nich demoniczność wspaniałego głosu. To płyta niezwykle pogodna, chyba nawet najradośniejsza w karierze zwykle tej niebanalnej piosenkarki, jaką niewątpliwie jest niepowtarzalna Tori Amos.
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Ta sama, lecz inna - niezmiennie utalentowana...
Hikaru
Ming
"The Beekeeper", jak wszystkie płyty Tori Amos, jest dziełem niezwykle lirycznym, pełnym przemyśleń, gdzie każda myśli i każda nuta mają swą uzasadnioną rolę. Bo Tori nigdy się nie śpieszy, nie idzie na łatwiznę, wszelkie ścieżki na skróty są jej obce. Ta półkrwi Indianka woli najpierw wsłuchać się w rytm ziemi, w głosy przodków oraz w nawoływania duchów przyszłości. Świat, którego odbicie zawarte jest na jej albumach, to niesłychanie intymny mikrokosmos o nieskończonej liczbie wymiarów, jako że każda myśl Tori ma podwójne dno. Dając nam tę płytę, artystka daje nam przywilej wejścia w głąb swojego umysłu - dosłownie. U Tori nigdy nie ma pozerstwa czy chęci zwrócenia na siebie uwagi tanimi sztuczkami - u niej wszystko jest szczere, bezinteresowne, czyste. Aby w pełni docenić wartość artystyczną jej muzyki wypada dobrze znać angielski - u pani Amos aż roi się od przeróżnych metafor, idiomów i innych powikłanych myśli, które, dobrze zrozumiane, wprost zachwycają swym pięknem. Laik nastawiony na chwytliwe melodyjki, już po 4 pierwszych utworach na nowej płycie stwierdzi pewnie, że źle trafił. Trzeba też zaznaczyć, że "The Beekeeper" jest najbardziej "przystępnym" i lekkim w odsłuchu albumem artystki, co nie znaczy że Tori dała się uwieść komercji. Na tym etapie życia spotykamy Amos bardziej zrelaksowaną niż zazwyczaj, stabilną i - co za tym idzie - szczęśliwszą. Nie zawodzi już z bólu, nie załamuje głosu płaczem, wydaje się zapomnieć o gwałtach, morderstwach i innych mrocznych stronach życia. A więc "The Beekeeper" nie przygnębi nas, lecz na pewno wzruszy; nie ukołysze do snu, ale momentami poderwie nawet do tańca (nie ma jak chór gospel!). Fani i fanatycy Amos już spierają się w kwestii nowego dzieła ich idolki - jedni wychwalają pod niebiosa, inni chcą "starej" Tori sprzed kilku płyt. Pamiętajmy jednak, że nie można tkwić wiecznie w tym samym punkcie, gdyż doprowadziłoby to do utraty zmysłów. Możecie być pewni, że artystka nie zawiodła tym razem. Niesamowita pianistka, genialna tekściarka, cudowna wokalistka - a wszystko w jednym. UWAGA!: Albumu "The Beekeeper" najlepiej słuchać wieczorem lub w nocy, będąc absolutnie wyciszonym - inaczej efektu brak lub będzie on wyraźnie zredukowany. Bo jak mawia sama Tori Amos, wszystko ma swą indywidualną częstotliwość, którą należy znaleźć w skupieniu. A więc wyregulujcie odbiorniki duszy...
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji