-
-
-
82-85
- Republika
-
cena:
10,99
zł
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: The Fat Of The Land
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
The Prodigy
- Firma fonograficzna:
-
XL Recordings
, 1997
- Nr katalogowy:
- SON195-2
- Sprawdź inne tytuły:
-
The Prodigy
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Smack My Bitch Up |
|
| 2. Breathe |
|
| 3. Diesel Power |
|
| 4. Funky Shit |
|
| 5. Serial Thrilla |
|
| 6. Mind Fields |
|
| 7. Narayan |
|
| 8. Firestarter |
|
| 9. Climbatize |
|
| 10. Fuel My Fire |
|
- The Fat Of The Land
- Wykonawca:
-
The Prodigy
Kontynuacja mocy
(2009-03-04)
Rolu
Więcej o recenzencie
Kiedy pierwszy raz usłyszałem Breathe pomyślałem: Boże co oni nagrali?? Długo nie mogłem się przekonac do tego albumu, ba! nawet go w całości nie posłuchałem. Uważałem, że Prodigy skończyło się na Music For The Jilted Generation. Do czasu... W końcu się przemogłem, wrzuciłem album do napędu i już po pierwszym przesłuchaniu zmieniłem diametralnie zdanie. Prodigy się po prostu zmieniło i trzeba było to uszanowac. Nadal jest ostro. Mamy tu "rezające" głowę utwory jak Smack My Bitch Up czy Funky Shit z samplem Beastie Boysów. Do tego dochodzi punkowy Fuel My Fire oraz Serial Thrilla, rapowy Diesel Power, singlowe: Firestarter oraz Breathe (którego z czasem polubiłem). Najlepsze wg. mnie są Narayan oraz Climbatize z charakterystycznym, orientalnym (?) samplem. Kawałki te mają niesamowity klimat i w znaczący sposób wpływają na jakośc albumu. Warto to wydawnictwo położyc na swojej półce obok "Music For The Jilted Generation". Polecam!
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Na fali sukcesu
(2007-04-07)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Album "The Fat Of The Land" to porcja muzyki bardziej "ustawicznej" i brzmiącej o wiele bardziej produktywnie niż za czasów "Music For The Jilted Generation". Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to płyta wybitna, zawierająca równie bezkompromisowe dźwięki, wywodzące się z okolic techno, ambient, industrial, house i rave. Jednakże całość ma jak zwykle rockową dynamikę. Wystarczy posłuchać perwersyjnego "Smack My Bitch Up" lub uzależniających "Breathe" i "Firestarter", które wciąż brzmią świeżo i charakternie. Lecz najciekawszym fragmentem, wybijajacym się ponad i tak bardzo dobrą całość, jest hipnotyczny "Diesel Power". Zadziwiający jest fakt, że jeszcze dziesięć lat temu powstawały takie płyty... Niesamowite!
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nieśmiertelny album!
(2007-01-28)
Maciej
Bielak
Więcej o recenzencie
Album "The Fat Of The Land" jest naprawdę wart przesłuchania. Brzmienia elektroniczne przeplatają się tu z rockowym pazurem i tworzą w ten sposób znakomitą mieszankę muzyczną. Polecam wsłuchać się w tę muzykę w słuchawkach - wtedy można wyłapać wszystkie ukryte smaczki, takie jak np. gitara w "Breathe" czy świdrujące odgłosy w "Firestarter". Nie ma tu właściwie słabego utworu, ponadto każdy jest zupełnie inny, jednak wszystkie tworzą zgraną całość. "Opętany" wokale Keitha Flinta przeplata się z rapowymi tekstami Maxima, wszystko w rytm muzyki stworzonej przez mistrza Liama Howletta. Tempo wybija perkusja Kierona Peppera (polecam "Smack My Bitch Up"), a dodatkowo pikanterii dodaje gitara Jima Daviesa. Oprócz nich na płycie pojawiają się znakomici goście - Shahin Bada w "Smack My Bitch Up", Kool Keith w "Diesel Power" i Crispian Mills w "Narayan". Wracając do różnorodności brzmień - jest naprawdę "na bogato". Płyta zaczyna się od szybkiego, elektronicznego "Smack My Bitch Up", póżniej szalone "Breathe", by następnie zmniejszyć tempo w hiphopowym "Diesel Power". Zaraz potem tempo gwałtownie wzrasta przy "Funky Shit", mieszającym taneczną elektronikę z brzmieniem Beastie Boys. Później wzrasta jeszcze bardziej w punkowym "Serial Thrilla". Kolejnym utworem jest "Mindfields" kojarzace się jak żywo z "Matrixem". Zaraz po nim następuje potężny, bo aż 9-minutowy, hipnotyczny "Narayan". Jego dwie ostatnie minuty to swego rodzaju perkusyjna rozgrzewka przed punkowo-elektronicznym "Firestarterem". Te klimaty jednak szybko się kończą, bo zaczyna się najłagodniejsze na całej płycie "Climbatize". Wydaje się jakby wtrącone w to miejsce nieco przypadkiem, bo po nim następuje zamykające płytę "Fuel My Fire" w klimatach podobnych do "Firestartera" i "Serial Thrilla". Podsumowując - płytę tę polecam miłośnikom szybkiej, naładowanej energią muzyki, potrafiącym jednocześnie wsłuchać się w każdy najmniejszy detal. Ta muzyka nadaje się zarówno na imprezę jak i do odprężenia po ciężkim dniu.
(3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji