Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: The Odd Couple
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Gnarls Barkley
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 2008
- Nr katalogowy:
- 2564695680
- Sprawdź inne tytuły:
-
Gnarls Barkley
Zachciało by się zakrzyknąć - cóż za dziwaczna para! Panowie: Danger Mouse (producent) i Cee-Lo Green (guru muzyki soul, hip hop i r'n'b) na swoim drugim krążku po raz kolejny przygotowali wybuchowy zestaw piosenek łączących klasyczny soul, psychodeliczny rock, charakterystyczny blues i alternatywny, oryginalny hip-hop. Nowe kompozycje zawarte na następcy świetnie przyjętego i łamiącego wszelkie konwenanse albumu St. Elsewhere tchną swoistym niepokojem i stanowią trudne do zdefiniowania hybrydy muzyczne. The Odd Couple to kolejny świetny, oryginalny album, gdzie nie brakuje kawałków na miarę przebojowego Crazy, który otworzył duetowi drzwi do sukcesu.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Charity Case |
|
| 2. Who's Gonna Save My Soul |
|
| 3. Going On |
|
| 4. Run |
|
| 5. Would Be Killer |
|
| 6. Open Book |
|
| 7. Whatever |
|
| 8. Surprise |
|
| 9. No Time Soon |
|
| 10. She Knows |
|
| 11. Blind Mary |
|
| 12. Neighbours |
|
| 13. A Little Better |
|
- The Odd Couple
- Wykonawca:
-
Gnarls Barkley
Gnarls Barkley po raz drugi, czyli cała para nie poszła w debiut
(nr 15/2008)
Bartek
Winczewski
"Przekrój"
Więcej o recenzencie
Jeszcze niedawno nie postawiłbym na ten album złamanego grosza. Nie, że nagle straciłem wiarę w jego barwnych i utalentowanych twórców. Po prostu pewne było, że Gnarls Barkley to projekt sezonowy, że para tak przedziwna długo ze sobą nie wytrzyma. Bo spójrzmy tylko: jeden niski, gruby i łysy, drugi wysoki, chudy, z bujnym afro na głowie. Jeden ekspresyjny wokalista i urodzony showman, drugi – cichy i skromny producent bez pretensji do sławy. Tymczasem nie dość, że Cee-Lo Green i Danger Mouse nadal funkcjonują w duecie, to jeszcze im się udało utrzymać wysoką temperaturę przed dwoma laty towarzyszącą sensacyjnemu debiutowi.
A zaczęli naprawdę z wysokiego C, bo przeboju na miarę pamiętnego „Crazy” mogłaby im pozazdrościć niejedna gwiazda. Drugiego takiego na razie nie mają, ale wciąż wiedzą, jak z powodzeniem oswajać młodych słuchaczy z urokami muzycznej prehistorii. Na „The Odd Couple” pozostają wierni estetyce vintage, bez zbędnych nowoczesnych ozdobników stawiając na sprawdzoną formułę piosenki krótkiej, prostej i chwytliwej. Do tego zaśpiewanej i zagranej znów w stylu dawnych mistrzów soulu, popu i rock and rolla.
Ale mimo że fundamenty Gnarls Barkley pozostały nienaruszone, do nowych propozycji Amerykanów zaskakująco wkradła się nuta powagi, jakiej próżno było szukać u nich za pierwszym razem. Gdy dziś Cee-Lo oprowadza nas po mrocznych zakamarkach swojej umęczonej duszy, robi się raczej posępnie niż śmiesznie. W podkładach Danger Mouse’a również więcej jest niepokoju i gęstej, nerwowej atmosfery. Kto się nie przestraszy, zakocha się w Gnarls Barkley na nowo. Kto stchórzy, zapewne nieprędko dostanie od nich kolejną szansę. Choć z tą parą od czapy nigdy nic nie wiadomo...
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Blaxploitation
(2008-05-12)
Radosław
Orzeł
Więcej o recenzencie
Świat nam na głowę nie zleci, jeżeli nie zaprzyjaźnimy się z Gnarls Barkley. Odrzucamy jednak szansę na kontakt z dwoma świetnymi muzykami, o których istnieniu z pewnością, także w kontekście przyszłości, warto wiedzieć, warto znać. Co prawda, mam osobiste porachunki z Danger Mouse (za to co, wyczyniał jako wynajęty producent), ale talentu nie odmawiam. Rock, funk, soul, trochę parkietowych beatów, choć tego ostatniego nie za wiele, nie przeładowane rytmem miast treścią. A treści jest nadto. Tło aż polepione od gęstego smaru perkusji, sampli, oldschoolowych syntezatorów maści wszelkiej. Wokalista bawi się niesamowitymi głosem, który nie potrzebuje przetworników dźwięku ani kilograma pierogów by brzmieć niesamowicie (hmnn, może trochę jak "Black Eyed Peas?") tak jak chce, jak potrafi. Z łatwością. Całość, w ślad za singlowym hitem "Run", pędzi i gna do przodu. Jak "Shaft", niezależny, ale przecież nieokiełznany detektyw, jak ścieżka dźwiękowa do filmu; takie mam skojarzenia. Kończąc, sądzę, że wielbiciele także bardziej gitarowych gatunków muzycznych, docenią dziwaczą parę. Bo to dobra płyta jest, po prostu. PS Ciekawostka, czy aby nazwa grupy, nie jest nawiązaniem do nazwiska koszykarza NBA Charlesa Barkley'a?
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji