Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Third
Średnia ocena z 2 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Portishead
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2008
- Nr katalogowy:
- 1766401
- Sprawdź inne tytuły:
-
Portishead
Rzadko zdarza się, by zespół już po wydaniu debiutu został okrzyknięty fenomenem - a jednak! To właśnie debiutancki krążek Portishead, Dummy, znacząco kształtował tzw. bristol sound. Kolejny album, zatytułowany po prostu Portishead ugruntował wysoką pozycję zespołu w kręgach nie tylko rozmiłowanych w trip-hopie. Nikt jednak nie przeczuwał, że po wydawnictwie koncertowym (Roseland NYC Live) zespół zamilknie na przeszło dziesięć lat. Ciszę przerwał jedynie solowy album Beth Gibbons, co tylko podsyciło ogień pod spekulacjami, czy bristolski kolektyw wyda coś jeszcze pod szyldem Portishead. Na szczęście doczekaliśmy się - trzeci studyjny krążek zatytułowany po prostu Third dobitnie pokazuje, że Beth Gibbons, Geoff Barrow i Adrian Ultey poczyniają ogromny krok naprzód w stosunku do wcześniejszych nagrań i doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak robi sie muzykę w XXI wieku. Mimo zmian miłośnicy swoistego chłodu, depresji i mroku - słów-kluczy jednoznacznie kojarzonych z twórczością Portishead będą zachwyceni.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Silence |
|
| 2. Hunter |
|
| 3. Nylon Smile |
|
| 4. The Rip |
|
| 5. Plastic |
|
| 6. We Carry On |
|
| 7. Deep Water |
|
| 8. Machine Gun |
|
| 9. Small |
|
| 10. Magic Doors |
|
| 11. Threads |
|
- Third
- Wykonawca:
-
Portishead
Postęp geometryczny
(nr 19/2008)
Mariusz
Herma
"Przekrój"
Więcej o recenzencie
Zanim brytyjskiej publiczności objawiło się trio złożone z barowej śpiewaczki, gitarzysty jazzowego oraz specjalisty od manipulowania taśmami, trip-hop istniał od dobrych kilku lat. Tyle że mało kto o nim słyszał – poza mieszkańcami Bristolu, ówczesnej kolebki eksperymentalnych brzmień wywodzących się z hip-hopu. Gdy w połowie lat 90. nowy gatunek podbijał listy przebojów, głównymi sprawcami tego byli już Beth Gibbons, Adrian Uttley oraz zaledwie 20-letni wówczas Geoff Barrow, który dorastał nieopodal Bristolu w miasteczku Portishead. Ta właśnie trójka nadała trip-hopowi właściwą barwę (czerń), fakturę (aksamit) i zapach (dymu papierosowego).
Paradoksalnie rozgłos był ostatnią rzeczą, jakiej zespół sobie życzył. Po sukcesie debiutanckiego „Dummy” z 1994 roku grupa na trzy lata zamilkła. Ucieczka od wrzawy otaczającej triphopowy boom pozwoliła zdystansować się od watahy nieudolnych albo bezczelnych naśladowców. Trudno jednak w podobny sposób uzasadnić aż 11-letnią przerwę, jaka nastąpiła po premierze drugiego longplaya, czyli „Portishead”.
Kaliber płytowego powrotu grupy dowodzi jednak, że muzycy tego czasu nie zmarnowali. O tak dojrzałym, emocjonalnie angażującym, a zarazem zdumiewająco swobodnym dziele jak „Third” nawet najbardziej doświadczone zespoły mogą tylko marzyć. Zjawiskowy jest już sam rozmach aranżacyjny rozciągający się od delikatnych zwrotek „Huntera” i przyjemnej elektroniki w „The Rip” po paranoiczne serie automatu perkusyjnego w singlowym „Machine Gun”. Jednak pierwszy plan należy do głosu Beth Gibbons, która niepokoi, wzrusza i daje ukojenie w rotacji charakterystycznej dla pełnych temperamentu kobiet. Za matowe, przytłumione brzmienie „Third” tradycyjnie odpowiada konserwatyzm Geoffa przedkładającego taśmę magnetyczną nad pamięć komputera.
Bieg historii zazwyczaj zmienia się pojedynczym rozbłyskiem i Portishead nie powtórzą już sukcesu „Dummy”. Nie posądzam ich zresztą o takie ambicje. Ważne, że trio poradziło sobie z brzemieniem oczekiwań i sezon na najpiękniejsze utwory Portishead dopiero może się zacząć. Pod warunkiem że okresy milczenia nie będą się wydłużać w postępie geometrycznym.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Elitarny autentyzm
(2008-04-27)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Czasem wydaje mi się, że Portishead powinien zakończyć swoją działalność na wiekopomnym debiucie z 1994 roku pt. "Dummy", który pozostaje do dziś jednym ze szczytowych osiągnięć z kręgu brytyjskiej fali tzw. bristol-sound. Ale parę lat później pojawiły się jeszcze dwa wydawnictwa zespołu i solowa "Beth Gibbons". Dziś Portishead, to jakże kultowe zjawisko, opowiadające o czasie którego już nie ma. Bristol-sound umarł śmiercią naturalną, a nowe wydawnictwo pt. "Third", potęguje atmosferę powagi, aranżacyjnej oszczędności, tudzież muzycznego ascetyzmu oraz potwierdza fakt, iż album Gibbons, "Out Of Season" nie był żadnym dziełem przypadku. Inspiracje twórcze, zaczerpnięte właśnie z tamtej płyty, przełożyły się również i na twórczość Portishead. A mamy tutaj całą gamę pięknych, nostalgicznych melodii, wyjętych jakby sprzed czterech dekad. To tak, jakby ktoś przyodział tradycyjne piosenkowe formy, w liczne, niby - psychodeliczne wtręty. No i ten przerażająco smutny śpiew, noszący w sobie niemalże cały bagaż, najbardziej przykrych, ludzkich doświadczeń. Nie trudno zatem nie uwierzyć, że jest to album trudny w odbiorze, pełen dystansu do stylistycznych nowinek, powstały z dala od blichtru współczesnych list przebojów. Nie znajdziemy tutaj drugiego "Glory Box", "Sour Times" czy też "Numb". Jest za to intrygująca, mroczna muzyka w pełnym tego słowa znaczeniu, czasem zakrawająca na klimat nagrań zapomnianej divy wprost z filmów Davida Lyncha, Julee Cruise, ("Hunter"), czasem nieśmiało przywodząca na myśl debiut kolegów z Goldfrapp, ("The Rip"). Ale "Third", to także nieśmiała wycieczka w stronę orientu, w mantrowym "Nylon Smile" oraz w rejony (uwaga!) amerykańskiego folk-country, ("Deep Water"). "We Carry On", to zaś transowy hymn, wsparty licznymi wtrętami psychodelicznych gitar niemalże spod znaku New Order. Ale jest jeszcze "Magic Doors", gdzieś tam sygnalizujący o klimacie wcześniejszych nagrań grupy, no i singlowy "Machine Gun", oparty o mechaniczny, rwany beat. Więcej tutaj żywych instrumentów, więcej gitar kosztem elektroniki, zepchniętej jakby na trzeci plan, służącej jedynie do podkreślenia rytmiki albumu. Nie znajdziemy tutaj również tak wyrazistych linii melodycznych, jak chociażby w przypadku poprzednich płyt Portishead. Do tych utworów trzeba dotrzeć. Tym kompozycjom trzeba dać szansę. A wtedy...
(8 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji