Findus, ukochany kot starego Pettsona, ma specjalny przywilej - obchodzi urodziny trzy razy do roku! Żadne urodziny nie mogą się obejść bez tortu, ale najpierw trzeba go upiec.
Jak się okazuje, są z tym pewne problemy i to nie tylko dlatego, że zabrakło mąki i potłukły się jajka. Dla postronnego obserwatora, jakim jest sąsiad Gustavsson, wszystko, co się dzieje w zagrodzie Pettsona, zakrawa na szaleństwo...
Kolejna pięknie ilustrowana książka o zabawnych perypetiach dwojga przyjaciół: staruszka Pettsona i jego bystrego, gadającego kota Findusa.
Bo koty są ważne!
(2006-06-28)
Marzena
Kowalska
Więcej o recenzencie
Pamiętacie staruszka Pettsona? To taki zwykły na pierwszy rzut oka, samotny starszy pan, którego chatka zagubiła się na obrzeżach pewnej wioski. Takiej samej, jak wiele innych w tym rejonie. Hoduje on kury, ma dobre stosunki ze wszelkimi zwierzakami i niezbyt przejmuje się sprzątaniem. Ale co najważniejsze, jest oczywiście dziwakiem. A przynajmniej tak sądzi o nim cała wioska, zaglądając oczywiście przez płot, bo staruszkom raczej nie mówi się takich rzeczy prosto w oczy. Po co ich urażać? W końcu są nieszkodliwi i raczej mili, a ten na dodatek właśnie piecze tort. Cały problem w tym, że tort jest dla kota. Nie dość tego, kota ubranego w spodenki. Można by to jeszcze wytłumaczyć, w końcu był taki, co chodził w butach, ale gdy dorzucę do tego, że ten kot ma nadzwyczaj często urodziny i... mówi, cóż, to wystarczy, by wytłumaczyć obawy sąsiadów. Oczywiście, wszyscy twierdzą, iż staruszek zwariował, bo kto to widział, by gadać do kota. I choć wstyd też zaglądać przez płot, to jednak można w pewnym sensie zrozumieć sąsiadów. Martwią się o starego Pettsona.
Dlatego też postanawiają mu uzmysłowić, jak bardzo, ich zdaniem, oszalał. Tylko czy są w stanie stanąć naprzeciwko pragnienia najlepszego toru na świecie, gadającego, bardzo przebiegłego choć słodkiego kociaka oraz staruszka, który ufa swojemu pupilowi najbardziej na świecie?
Kolejny tom przygód staruszka i jego kota, to już nie opowieść o przełamywaniu samotności, lecz o cudownym współżyciu w specyficznej rodzinie. Tak, rodzinie, bo to nią stają się staruszek, kot oraz pomniejsze stworki. Rodzinie, która jest odrobinę inna niż te, które ją otaczają, no i która wcale nie musi być przez innych dobrze zrozumiana i odebrana. W tym cały problem. W inności, która kole w oczy, w przyjaźni, która zdaje się być aż nazbyt idealna oraz torcie, na który zabrakło i jajek i mąki... i w ogóle wszystko się bardzo pomieszało.
Czyli kolejna prześmiewcza, pięknie zilustrowana przez samego autora historia, ale też i opowieść, która uczy młodszych czytelników akceptacji inności oraz wyrozumiałości. Uświadamia, że miłość ma różne oblicza, lecz przede wszystkim bawi w bardzo liryczny, zabarwiony aromatem dzieł Astrid Lindgren, sposób. Warto poczytać, tak przed snem, na dobre i miłe marzenia nocne!
(5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji