Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Touch Yello
Średnia ocena z 6 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Yello
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, Październik 2009
- Nr katalogowy:
- 2721095
- Sprawdź inne tytuły:
-
Yello
Album składa się z 14 utworów, z gościnnym udziałem Tilla Brönnera, niemieckiego trębacza, zdobywcy nagrody Echo oraz Heidi Happy, szwajcarskiej piosenkarki i autorki tekstów o przepięknym głosie.
W związku z tym, że członkowie Yello nigdy nie uważali swojego projektu za zespół w klasycznym tego słowa znaczeniu, nie dziwi fakt, że postanowili zilustrować nowy album obrazem. I tak powstał 60-minutowy film "Touch Yello - the virtual concert", którego premiera będzie miała miejsce 1 października w Berlinie.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. You Better Hide (feat. Heidi Happy) |
|
| 2. The Expert |
|
| 3. Electric Frame (feat. Till Brönner) |
|
| 4. Part Love (feat. Heidi Happy) |
|
| 5. Stay (feat. Heidi Happy) |
|
| 6. Friday Smile |
|
| 7. Till Tomorrow (feat. Till Brönner) |
|
| 8. Tangier Blue |
|
| 9. Out Of Dawn |
|
| 10. Scorpio Rising |
|
| 11. Vertical Version (feat. Till Brönner) |
|
| 12. When Love (feat. Heidi Happy) |
|
| 13. Trackless Deep |
|
| 14. Taklan Makan (feat. Dorothe Oberlinger) |
|
- Touch Yello
- Wykonawca:
-
Yello
Znakomity powrót
(2010-10-18)
xylon2
Więcej o recenzencie
Znakomity powrót zespołu, który scala szereg sprzeczności muzycznych na pozór odległych w całość wyjątkowo zgrabną – niezwykle przyjemną dla ucha; spójną od pierwszych do ostatnich taktów. Panowie z wyrachowaniem i smakiem godnym prawdziwych ekwilibrystów, prestidigitatorów dźwięku, formy, rytmu i nastroju… powracają do dawnych melanży, motywów, konwencji, lecz nie nużą. Nic tu nie jest niestrawnym gniotem - odgrzewanym kotletem, chałturą, nie zniechęca, nie zgrzyta. Płyta stanowi pieczeń smakowitą - wciąga w radosną, skomplikowaną przestrzeń soczystych bezpretensjonalnych dźwięków… i aż trudno uwierzyć, że od ponad 20 lat można za każdym razem kolejnymi płytami tak zaskakiwać świeżym podejściem do tematu dźwiękowych harców popowo-jazzowo-elektronicznych. Panowie Dieter Meier i Boris Blank z pewnością nie zestarzeli się, a raczej z roku na rok młodnieją, a jednocześnie dojrzewają do podjęcia większych wyzwań. Świadczy o tym ostatni utwór "Takla Makan". Jest to już prawie muzyka eksperymentalna z elementami Etno. I osobiście kojarzy mi się z twórczością Joao Pedro Oliveiry np. z takimi utworami jak "Le Voyage des Sons", czy "A Escada Estreita". Zatem kto wie może Yello wyruszy kiedyś na szerokie wody muzyki elektroakustycznej lub konkretnej… to byłoby na pewno niezwykle ciekawe. Czy tak się stanie? - czas pokaże.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Szwajcaria ma się dobrze!
(2010-09-12)
WOLFFGANG
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Szwajcaria, kraj bankierów, finansistów – i twórców z pomysłami! Od 1980 roku działa tam niepokorny i kreatywny duet Yello, zachwycający pomysłami i niekonwencjonalnością "od She’ s got the gun" nie potrafię zapomnieć o nich. Przekonali mnie w 100% do siebie po wydaniu bardzo udanej płyty Stella, a na "One Second", gdzie zaprosili Shirley Bassey, która zaśpiewała "The Rythmn Divien" potwierdzili, że warto dalej brnąć i kibicować ich twórczości. W moim odczuciu Yello to nie tyle muzyka, ale pomysły na brzmienia w muzyce z użyciem wszelkiego rodzaju instrumentów elektronicznych i nie tylko. Najnowsza płyta Touch Yello to kontynuacja rozpoczętych kiedyś wątków, ale z użyciem jazzowych klasycznych instrumentów w postaci trąbki, na której gra Till Bronner nadając blasku i polotu tej płycie. Świetnym pomysłem zdaje się być także zaproszenie do udziału na płycie wokalistki Heidi Happy, która ubarwia tę płytę, nadając jej specyficznej lekkości i świeżości, czyniąc ukłon do zaangażowania w słuchanie młodych słuchaczy. Jedyną wadą tej płyty to jej czas trwania - czasami lepiej zamieścić mniej kompozycji bo w moim odczuciu robią się dłużyzny. W zasadzie - Nic dodać nic ująć, kupujemy!
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Powrót mistrzów
(2010-06-05)
Jellycrusher
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Zdarza się czasami, że zespół, o którym już zdążyliśmy zapomnieć, przerywa lata milczenia i zaskakuje słuchaczy płytą na niespotykanym poziomie, zupełnie jakby skumulowana twórcza energia znalazła w końcu ujście. "Touch Yello" jest modelowym wręcz przykładem tego zjawiska – pomijając kompilacje i inne uboczne przedsięwzięcia, poprzednią płytę Szwajcarzy wydali w 2003 roku (i trudno ją zaliczyć do szczególnie udanych). Najnowszej płycie towarzyszył spory medialny szum, połączony z emitowanym przez telewizję i Internet "wirtualnym koncertem"; szkoda tylko, że tego szumu praktycznie nie było słychać w naszym kraju. Tymczasem "Touch Yello" nie jest szczególnie awangardowa i dobrze się plasuje w muzycznym mainstreamie, przez co jej nieobecność w komercyjnych rozgłośniach budzi niejakie zdziwienie. Muzyka na tej płycie stanowi połączenie dynamiki i nastrojowości, w którym Szwajcarzy celują od zawsze, wystarczy wspomnieć takie hity jak "Vicious Games", "Hawaiian Chance", "Drive/Driven" czy "Night Train". Głos Heidi Happy i trąbka Tilla Broennera doskonale się w ten nastrój wpasowują, wystarczy "rzucić uchem" na "You Better Hide" i "Till Tomorrow". A najlepsze utwory to według mnie "Out of Dawn" (zdecydowanie jeden z najlepszych kawałków Yello w ich całej 30-letniej karierze) i (niewiele mu ustępujący) "Friday Smile". Zupełnie bez wysiłku słuchacz zanurza się w hipnotyzującym świecie tej muzyki. Spore wrażenie robi też nieco odmienny od reszty "Takla Makan", zamykający płytę. Miłośnikom Yello warto polecić wersję Deluxe, zawierającą kilka utworów więcej oraz dodatkową płytę DVD z wirtualnym koncertem.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Zespoły z lat osiemdziesiątych nadają ton
(2009-10-31)
Piotr
Burcon
Więcej o recenzencie
Niesamowite, rok 2009 owocuje całkiem niezłymi powrotami w wielkim stylu. Początek roku to całkiem niezły album Pet Shop Boys, a w październiku Yello. Płytą "Touch Yello" bardzo wysoko podnieśli poprzeczkę tym wszystkim, którzy chcą z lat 80-tych przenieść swoją twórczość w teraźniejszość. Kiedyś w audycji Piotra Meca „Lista osobista” usłyszałem pewną sentencję odnoszącą się do twórców lat 70-tych i 80-tych. Nie jestem w stanie dokładnie jej przytoczyć, ale mniej lub i więcej chodzi o to, że w tamtych czasach płyty były tworzone bardzo przemyślanie i praktycznie całość była wielkim przebojem. Na płytach tworzonych obecnie mamy do czynienia przeważnie z jednym albo dwoma utworami wpadającymi w ucho, a wykonawca już pracuje nad nowa płytą. Nie jest tak w przypadku Yello. Warto było czekać sześć lat (chociaż płyta „The Eye” nie przypadła mi do gustu).
Do rzeczy, pierwsza część płyty typowa dla początku ich twórczości czego wyrazistym przykładem jest "Bostich" zrobiony na nowo. Zaryzykowali z tak zwanym podtytułem "Reflected" i opłaciło się. Bardzo odświeżony, pasujący do obecnych czasów, z bardzo wyrazistym wpływem Kraftwerk. Po tym nagraniu zaczynamy podróż po różnych stylach. Mi najbardziej przypadł jazzowy klimat kilku utworów, a to jest zasługą pewnego instrumentu i umiejętności trębacza. Potem już się płytę chłonie i czeka co będzie dalej. "Part Love" przypomina mi Piotra Fraczewskiego jako Franka Kimono.
Pomimo, że każdy z utworów jest czymś odrębnym to płyta jest jedną całością, spiętą spójną koncepcją dźwięków industrialno-przyrodniczych (a to samolot, a to mała burza). No i końcówka płyty. Może bardzo zaryzykuję, ale czyżby to była zapowiedź poszukiwań i odkryć muzycznych, czegoś nowego czym może nas w przyszłości zaskoczą. "Takla Makan" – zakorzenione głęboko w rytmach ambient, a jednocześnie zabrzmi swojsko dla słuchaczy muzyki tworzonej przez takie zespoły jak Dead Can Dance. Nie będę ukrywał, że w ich wykonaniu czekam ta takie zaskoczenie.
Jestem przekonany, że niniejsza płyta na dłużej zagości w moim odtwarzaczu.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Dotyk świeżego avant - popu w wykonaniu weteranów gatunku
(2009-10-09)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Muzyka szwajcarskiego Yello była od zawsze dowodem ignorancji na topowe, stylistyczne zrywy, w kolejnych latach działalności muzyków. I choć w drugiej połowie lat 90 Blank i Meier odważnie flirtowali z muzyką techno i jungle (patrz album "Pocket Universe") to jednak nie utracili swojego jak zwykle modernistycznego spojrzenia na ówczesne trendy. Artystowską indywidualność, zachowali również i dziś. "Touch Yello", to rzecz absolutnie zjawiskowa! Stylowa elegancja i brzmieniowe wyrafinowanie albumu igra z całym wachlarzem tylko pozornie odrębnych biegunów stylistycznych począwszy od refleksyjnego chill-outu,("Friday Smile", "Out Of Down") poprzez nu-jazz, ("Till Tomorrow", "Vertical Vision") aż do subtelnych wpływów onirycznego trip - hopu, ("You Better Hide", "Kiss In Blue"). Oczywiście do całej tej układanki dochodzi jeszcze szalona, bardzo charakterystyczna melodeklamacja duetu, którą unosi taneczny beat i celowo kuriozalne brzmienie, ("The Expert", "Bostich"). Czasem jednak twórczość Yello, zbliża się do funkującego disco, ("Part Love") które pod względem klimatu wcale nie odbiega aż tak bardzo od... "Love Unlimited", Fun Lovin' Criminals! Najciekawiej wypada jednak finałowa, ponad ośmiominutowa kompozycja "Takla Makan", składająca się z subtelnych wokaliz którym towarzyszą odgłosy świerszczy oraz różnorakie szelesty, obrazujące jakby atmosferę letniej nocy. I ten doskonały finał płyty, wieńczy bodajże jeden z najspokojniejszych i najbardziej klarownych muzycznie albumów drugiej połowy 2009 roku.
(6 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji