Koszyk pusty
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 2 recenzji (Dodaj własną)
Piotr Huniewicz Więcej o recenzencie
Powątpiewanie i nieufność co do sensowności tworzenia sequeli i pełne napięcia oczekiwanie na dalsze ekscesy ulubionego bohatera - te dwa sprzeczne uczucia towarzyszyły tym czytelnikom, którzy z niepokojem oczekiwali na nową powieść Marcina Świetlickiego - "Trzynaście". Czym była poprzednia jego książka - "Dwanaście"? Parodią gatunku z antybohaterem? Grą z konwencją? Środowiskową kpiną? Pełną społeczno-politycznych i środowiskowych anegdot opowieścią o życiowym outsiderze? Kryminałem, w którym nie zbrodnia (choć było ich wiele) i jej rozwikłanie było rzeczą najważniejszą? Otóż "Dwanaście" było tym wszystkim po trosze. I tym samym po trosze jest "Trzynaście". Ale nie tylko tym... Początek powieści - w warstwie stylistycznej, językowej i metaforycznej - jest niemal bliźniaczo (nomen omen) podobny do poprzedniej książki. No bo mistrz - tak jak przed rokiem - nadal przesiaduje w Biurze (bo niby gdzie miałby siedzieć mistrz?), nadal najchętniej odratowuje się pliską albo pięćdziesiątką brandy i kawą, nadal unika jak może znienawidzonej legendy dziecięcego bohatera serialu sprzed trzydziestu lat, nadal jest Ćma i barman. I choć nie ma już Mango Głowackiego i Doktora to za to jest suka, która odnalazła się, wróciła i jakaś kobieta jest, bo mistrz poznaje miłą, sympatyczną i nieinwazyjną kobietę Marię. Ale dalej nic już nie jest takie samo jak było. Bo nie jest to już takie Biuro jak w poprzednim sezonie. Wyremontowano je w marcu, zmienił się kolor ścian. Zrobiło się weselej. Nowocześniej i weselej. Jak w całym kraju. Ale nie tylko kolor ścian się zmienił. Mistrzowi - co trudno sobie wyobrazić - nowi właściciele Biura odmówili wstępu do lokalu. No i musi sobie mistrz innej przystani szukać i desperacko próbuje zrozumieć, co wokół niego się dzieje, bo w swoimi mieszkaniu odnajduje martwe ciało idiotki z Żagania, która przyjechała do magicznego i kultowego Krakowa wyznać mistrzowi miłość a ktoś inny - najpewniej z Warszawy - próbuje namówić mistrza na napisanie jakiejś książki, jakichś zepchniętych w niepamięć wspomnień z dzieciństwa. I w ogóle coś bardzo niedobrego się wokół dzieje i nawet Ćmę, ktoś niebezpiecznie osacza i robi z nią złe rzeczy i nawet Ćma postanawia wyjechać, opuścić magiczne i kultowe miasto Kraków. A mistrz jedzie do Warszawy! "Trzynascie" to książka znakomita, ale nie jako reprezentacja gatunku literackiego - intryga kryminalna jest dość wątła, śledztwo żadne, tempo leniwe. Powieść Marcina Świetlickiego bardziej zasługuje na uwagę z powodu umiejętnie wykorzystywanej stylizacji językowej oraz wszechobecnej ironii i groteski. Nieprzejrzystość języka, którym Świetlicki operuje z ogromną swobodą i wyczuciem pozwala na znakomite sportretowanie i wykpienie rzeczywistości oraz na wyjaskrawienie jej najbardziej charakterystycznych i drażniących elementów. I znów (podobnie jak w "Dwanaście") nie oszczędza telewizji i całej promocyjno-reklamowo-marketingowej machiny, nie skąpi kpin z japońskich turystów, mieszkańców Warszawy, miejskich strażników, prezydenta, Romana Giertycha, Mitoraja i flag państwowych, świąt narodowych i narodu samego, który w uniesieniu czeka na wizytę Benedykta VI. (Pozostaje jednak sprawą otwartą czy kpin tych wystarczy na kolejną powieść. Tę kwestię pozostawmy nierozstrzygniętą). Bohater Marcina Świetlickiego nic nie chce i niczego nie musi. Jego introwertyczna lub nawet nieco anarchistyczna natura skłania go raczej do ucieczki od świata mediów, kawiarnianych ogródków na krakowskim rynku i reklamowego piekła i lansu, telefonów komórkowych i SMS-ów. Mistrz najbezpieczniej czuje się przy wciśniętym w kąt kawiarnianym stoliku, z suką śpiącą u stóp i kieliszkiem wódki w ręku. Jednak ten zbanalizowany już nieco obraz detektywa (samorodnego w tym wypadku) i leniwe (przerywane diagnozami społecznymi, opisami ekscesów alkoholowych, rozmowami z suką itd.) tempo akcji nie przeszkadza Świetlickiemu w utrzymaniu dusznego klimatu napięcia i niepewności charakterystycznego dla powieści gatunku noir. Co więcej - niepokój ten towarzyszy czytelnikowi do ostatnich stron powieści, na których udaje się autorowi nas zaskoczyć, co - rzecz jasna - zapisujemy mu in plus. "Trzynaście", opublikowane przez krakowskie Wydawnictwo EMG stanowi V tom Polskiej Kolekcji Kryminalnej, w której dotychczas ukazały się: "Trupy polskie" (antologia opowiadań), "Dwanaście Marcina Świetlickiego, "Żniwiarz" Gai Grzegorzewskiej oraz "Kogo nie znam" Macieja Malickiego.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Piotr Siwiński Więcej o recenzencie
To już druga historia o mistrzu, a właściwie dalszy ciąg thrillera krakowskiego o mistrzu (takim jakim jest pisanym z małej litery). Dlaczegóż by nie kolejna fenomenalna pozycja, dlaczegóż by nie Świetlickiego proza, bo prozą można to nazwać, w klimacie hejnału granego na olifancie. Dlaczegóż by nie przeczytać jednym tchem i dlaczegóż by nie wracać do lektury nie raz, bo do lektury nie raz wracać się powinno. Dlaczegóż by nie powtórzyć sukcesu "Dwanaście", choć sukces niepowtarzalnie nowy być musi i dlaczegóż by nie czekać na "Jedenaście", które to Autor (taki jaki jest, pisany z wielkiej litery, bo wypada tak napisać) zapowiedział.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
























