Koszyk pusty
- polecamy
-
- Tulipanowa gorączka okładka miękka
- cena: 14,9 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
- Huśtawka okładka Miękka
- cena: 20,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 7 recenzji (Dodaj własną)
Maria Piękoś Więcej o recenzencie
„Tulipanowa gorączka” to wyśmienita powieść osadzona w realiach XVII Holandii. Ceny cebulek tulipanów zmieniają się z dnia na dzień, w ciągu kilku godzin można stać się bogaczem lub bankrutem. Ci, którym się udało, chełpią się, wiodą dostatnie życie, a dla połechtania własnego ego zamawiają u malarzy portrety. Chcą pozostawić swój wizerunek człowieka sukcesu potomnym, zapewnić sobie namiastkę nieśmiertelności. Tak też czyni bogaty kupiec Cornelis. Chcąc dowartościować się portretem zamówionym u znanego artysty, nawet nie przypuszcza, że malarz może skutecznie uwieść jego młodą żonę. Nie przypuszcza tym bardziej, do jakich sensacyjnych intryg owa małżonka jest skłonna, aby wreszcie pozbyć się balastu zobowiązań. Znajdziemy tutaj mnóstwo smaczków, których w typowych współczesnych powieściach brakuje. Świetnie ukazana codzienność malarzy, którzy nie tworzą wcale wiekopomnych dzieł, a raczej zarabiają na chleb na wszystkie możliwe sposoby, choć nie bez pasji i oddania sztuce. Zwroty akcji są częste i nieprzewidywalne. Efekt jest taki, iż wychodząc od romansu osadzonego w realiach epoki, dochodzimy do zbrodniczego thrillera, który czytamy nie mogąc doczekać się rozwiązania! Dla wielbicieli historii sztuki dodatkową atrakcją będzie zapewne fakt, iż wszystko jest opisane bardzo obrazowo, każda barwa, kształt, wszystko jak spod pędzla mistrza! Tyle tylko, że tutaj mamy przed sobą artystkę, która z wprawą Rembrandta posługuje się słowem pisanym.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Zofia Dzieniszewska Więcej o recenzencie
Akcja powieści toczy się w Holandii w XVII wieku. Książka porywa i wciąga jak nurt wartkiego potoku, jest w niej pogoń za pieniądzem i zyskiem, miłość, zdrada, nieoczekiwane zwroty w losach bohaterów. Dodatkową atrakcją są ilustracje przedstawiające obrazy mistrzów pędzla epoki.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Małgorzata Hanzjznajz
Sięgnęłam po tę książkę, myśląc, że jest to powieść historyczna, tymczasem o "Tulipanowej gorączce" dowiedziełam się niewiele, właściwie nic ponad to, co już wcześniej wiedziałam. Powieść Deborach Moggach jest po prostu romansem. Nie polecam.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Moesii
Według mnie to najlepsza książka Deborah Moggach. Akcja toczy się w dawnej Holandii. Nie jest to zwykły romans, ale ciekawie napisana opowieść o miłości i zdradzie. Polecam.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
karolina rodzaj Więcej o recenzencie
Holandia, od czasów, których nawet najstarsi ludzie nie pamiętają, tulipanami i malarstwen stoi. Zastanawia mnie, dlaczego to właśnie o sztuce i wokół sztuki tego małego narodu powstało kilka świetnych powieści. Co jest takiego, że pisarze nie potrafią oprzeć się "dyskretnemu urokowi mieszczaństwa"? Z książek "około obrazowych" nasuwa mi się "Dziewczyna w hiacyntowym błękicie" Susan Vreeland. Dlaczego powieści o malarzach i ich płótnach z kraju wiatraków mają w sobie zawsze spokój i pewną kameralność, którą zrozumieć można dopiero czytając? Czemu więc nie sięgnąć po kolejną powieść z tego cyklu? I tak w moje ręce trafiła książka Deborah Moggah "Tulipanowa gorączka". Na początku zauroczył mnie tytuł… Byłam "kupiona". W Amsterdamie, mieście nad malowniczymi kanałami, zwanym "Wenecją Północy" żył stary i nieco zgorzkniały Cornelis Sandvoort. Pierwsza żona i dzieci zmarły, więc ożenił się powtórnie. Tym razem padło na dużo młodszą, piękną i wykształcona Sophie, która dzięki wymienionym przymiotom jest bohaterką idealną. Bolączką małżonka jest chęć posiadania potomstwa. Mijają trzy lata w małżeńskim stadle i nic… Żeby zapewnić sobie nieśmiertelność u potomnych w inny sposób Cornelius, mający zapewne w pamięci słowa "Ars Longa, Vita Brevis" zamawia portret swój i swej pięknej małżonki. Malarzy było w owym czasie w Holandii pod dostatkiem. A wybór starca padł na Jana van Loosa. W pewnym momencie, konkretnie, kiedy narrator zaczyna opisywać jego obrazy, przerwałam lekturę. Wstałam i zaczęłam szukać potwierdzenia. Sprawdziłam w kilku źródłach. I na co wychodzi? Że takiego malarza wcale nie było! Przez kilka chwil czułam się wręcz oszukana. I to jest jedno z moich subiektywnych kryteriów odbioru literatury - jeśli powieść jest fikcją i zdaję sobie z tego sprawę, a w pewnym momencie "głupieję" i zaczynam wierzyć w każde słowo, to dla mnie dobra powieść. Co łatwe jest do przewidzenia, Jan i Sophia zapałają do siebie namiętnym uczuciem. Dziewczyna wymyka się na schadzki w przebraniu służącej, która romansuje sobie w domu państwa całkiem jawnie. Planuje nawet ślub ze swoim wybrankiem. W tym momencie autorka kilka razy zamieszała energicznie w literackim kotle, z którego jakiś czas potem wyskoczyła "tulipanowa gorączka." W czasie mieszania doprawiła tym i owym. Rezultat pozytywnie wstrząsająco-piorunujący. Żeby rozpocząć wspólne życie i uciec od męża, trzeba mieć trochę grosza przy duszy. Modelka i jej malarz zaczynają inwestować pieniądze w handel tulipanami. W owych czasach przynosił on Holendrom krociowe zyski - ceny w ciągu dnia potrafiły wzrosnąć czterokrotnie. Zakupy bywały tak szczęśliwe, jak gra w totka. Niektórzy, jak w czasie gorączki złota na Alasce tracili zdrowie na duszy i całe majątki. Stawka była wysoka: "Cebulka warta jest tyle, co skrzynia pełna złota, co flotylla statków z ładunkiem złota (…)." Akcja powieści pędzi niesłychanie, koniec zbliża się o wiele zbyt szybko. Rozwiązania i pomysły pisarki zapierają dech w piersiach. Zakończenia poszczególnych wątków i całej powieści, która ma trzech bohaterów- tulipany, miłość i obrazy- jest nieco magiczne. "Tulipanowa gorączka" to książka z tych "realnych"- czytelnik cieszy się do szaleństwa lub rozpacza razem z bohaterami. Magia realizmu? Moggah obficie i z wyczuciem cytuje wiele prac naukowych i literackich. Wśród nich znalazły się teksty da Vinciego, oddające barokowego ducha cytaty z Biblii i emblemy, a także praca Zbigniewa Herberta! Z każdą kolejną kartką, wydarzeniem, czy nieoczekiwanym zwrotem akcji "Tulipanowa gorączka" stawała się coraz lepszą powieścią! Książka Deborah Moggah jest kapitalna! Czyta się świetnie- cud, miód i orzeszki. Napisana przejrzystym i potoczystym językiem. "Kiedy ludzie budzili się ze snu, kwiaty zdążyły powiędnąć, lecz obrazy pozostały. W nadchodzących stuleciach ludzie znajdą ukojenie w pięknie, które dawniej było przyczyną bolesnych przeżyć."
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Barbara Rompalska Więcej o recenzencie
Narodziła się trzykrotnie. Po raz pierwszy dla świata, drugi – dla miłości, trzeci – dla Boga. Trzykrotnie też umarła. Najpierw dla męża, potem – dla kochanka, następnie – dla świata. "Początek mój tam, gdzie mój kres, węgorz zwija się i pożera własny ogon", powiedziała o sobie. Kimże była? Któż to wie? Nie ma jednak żadnej wątpliwości, że pomimo owej trzykrotnej tajemnicy narodzin i śmierci pozostała w pamięci na zawsze: jako Sophia Sandvoort w "Tulipanowej gorączce", bardzo możliwe też, że uwieczniona jako "dziewczyna czytającą list przy otwartym oknie" na płótnie Jana Vermeera lub "kobieta na łóżku" w Rijksmuseum w Amsterdamie... Może potrafi rozwikłać tę zagadkę Deborah Moggach, może Wam samym się to uda, jeśli weźmiecie do ręki tę książkę. Piękną niezależnie od tego, czy zaliczacie się do koneserów sztuki czy też nie. Autorka przeniesie Was do XVII-wiecznej Holandii, kwitnącej nie tylko w przenośni – jako kraj potężny i bogaty – ale również dosłownie. Rok 1636 to bowiem rok prawdziwej "tulipanowej gorączki", gdy opanowani i zwykle nieskorzy do hazardu bogobojni Holendrzy nagle odkrywają w sobie pasję, ba, szaleństwo, hodowli tulipanów. Ceny cebulek osiągają zawrotny pułap. Semper Augustus – kwiat o płatkach białych jak czoło dziewicy, o żyłkach rubinowoczerwonych jak krew, o kielichach z błękitnym połyskiem letniego nieba – jest bardziej ceniony niż całe złoto świata. Do pewnych tawern i gospod w Amsterdamie wejść można tylko za podaniem sekretnego hasła, gdyż spotykają się tam najbardziej szaleni z szalonych hodowców tulipanów. W takiej to scenerii w ponurym domu nad kanałem Cornelius Sandvoort, zamożny kupiec, nosi się z planem zaznaczenia swego istnienia w nieśmiertelności poprzez zamówienie portretu swojego oraz młodziutkiej żony, Sophii, u malarza-portrecisty Jana van Loos. Nie wie, że ta jedna decyzja podjęta przy obiadowym stole odmieni życie nie tylko jego, ale i szeregu innych osób, w zupełnie nieoczekiwany sposób, gdy pomiędzy Sophią i malarzem rozwinie się namiętny romans. Tak wiele się zmieni, tak wiele się wydarzy i tak wiele zależeć będzie od jednej niewielkiej kwiatowej cebulki... Ale, ale, nie będę Wam przecież opowiadać tutaj całej treści. Dość rzec, że "Tulipanowa gorączka" to zupełnie wyjątkowa powieść, w której miłość i malarstwo splotły się ze sobą w szczególnie uroczy sposób. Każdy rozdział przypomina obraz – pełną niedopowiedzeń, statyczną kompozycję zdarzeń i myśli bohaterów, oświetloną subtelnie światłem narracji, dzięki której nie zagubimy się w tym szczególnym literacko-artystycznym świecie. Będą w tej kompozycji sceny mroczne i pełne napięcia, jak również łagodne tonacje barw. Zaskakujące zakończenie. Przyciągające wzrok ilustracje. Pytania, która z tych postaci istniała naprawdę. Może Jan van Loos? Chyba jednak nie, choć jego dzieła wydają się niezwykle silnie przypominać twórczość Jana Vermeera, wybitnego holenderskiego malarza z właśnie XVII wieku. Jeśli chcecie i macie ku temu okazję, nie wątpię, że spróbujecie odnaleźć obraz zatytułowany "Kobieta na łóżku" w amsterdamskich muzeach. Nawet jeśli jednak okaże się on fikcją autorki, cóż z tego? Czyż owoc (lub tulipan) namalowany ręką mistrza nie wydaje się żywy? Czy fikcyjność "Tulipanowej gorączki" odbiera jej piękno? Nie, zdecydowanie nie. Ta książka była, jest i pozostanie piękna. Zawsze.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Jacek Kaczmarski Więcej o recenzencie
"Tulipanowa gorączka" Debory Moggach (Dom Wydawniczy Rebis, 2000) jest próbą stworzenia powieściowego odpowiednika "Martwej natury z wędzidłem" Zbigniewa Herberta, esejów na temat siedemnastowiecznego malarstwa holenderskiego. Autorka nie ukrywa tego wykorzystując fragmenty dzieła Herberta jako motta i przywołując je w końcowych podziękowaniach. Odnajdujemy tu więc nie tyle Holandię historyczną, Holandię rozkwitu gospodarczego, ekspansji kolonialnej, demokracji, ładu i dobrobytu, ile Holandię tego okresu utrwaloną na zawsze w zbiorowej wyobraźni przez jej malarzy; rzemieślników w końcu, opłacanych za uwiecznianie materialnych dowodów łaski bożej, sukcesu ludzi bogobojnych, przedsiębiorczych i pracowitych. Deborah Moggach buduje kolejne rozdziały powieści wokół istniejących obrazów.
Nie jest to jednak czcza stylistyczna zabawa. Przed laty autor "Paragrafu 22" Joseph Heller usiłował w książce "Namaluj to" znaleźć nić łączącą demokrację ateńską, holenderski cud gospodarczy siedemnastego wieku i tajemnicę malarstwa Rembrandta za pomocą właściwych sobie talmudycznych, erudycyjnych paradoksów. Udało mu się połączyć Sokratesa, Homera i Arystotelesa z boomem śledziowym i cenami farb olejnych, ale klucza do rembrandtowej magii nie znalazł. Autorce "Tulipanowej gorączki" udało się to.
Powieść można by określić mianem występnego romansu we wnętrzach. Jest to bowiem romans występny, wobec praw boskich, wobec norm obyczajowych, wobec sztuki nawet. Namiętność łącząca dwoje bohaterów podważa i niszczy wszystko, na czym stoi świat, w którym się spotkali, choć jednocześnie jej spełnienie jest od tego świata zależne. Grzeszna pasja demaskuje pozorność, fasadowość ładu, dobrobytu i reguł porządkujących życie codzienne. Okazuje się nagle, że to, czym człowiek zabezpiecza się przed nicością: religia, prawodawstwo, rzemiosło i sztuka - musi wejść w konflikt z emocjami, które stanowią o jego człowieczeństwie: ze świadomością lęku przed śmiercią i z pragnieniem miłości.
Jest to romans we wnętrzach, gdzie, jak w obrazach Vermeera, de Hoocha czy Hedy panuje stałe niedopowiedzenie; częściowo tylko oświetlone przedmioty i twarze, choć pieczołowicie oddane, tracą swoją realną codzienność, stają się pozbawionym praktycznego wymiaru sygnałem światła i mroku. Nie ma tu nieba. Jest tylko "echo nieba", światło właśnie, przenikające szczeliny bastionu przedmiotów, który człowiek postawił wokół siebie.
Ten nastrój niedopowiedzenia, nieobecności tego, co najważniejsze, co sprawia, że nic nie jest tym, czym się wydaje, metafizyka konkretu rodem z holenderskich mistrzów, nadaje "Tulipanowej gorączce" niezwykły smak.
W tradycji śródziemnomorskiej, tradycji Starego i Nowego Testamentu czy tragedii greckiej dramat ludzkiego pojedynku z przeznaczeniem odbywał się niemal zawsze pod gołym niebem. Ofiara Abrahama, Chrystus na krzyżu, to wizerunki bezpośredniego starcia tego, co ziemskie i poznawalne z tym, co boskie i niepojęte.
Człowiek nowożytny to herbert-owski Spinoza szlifujący soczewki na mrocznym poddaszu, który słyszy oddalające się kroki. Tacy też są uczestnicy historii opowiedzianej przez Deborę Moggach.
Czy to oznacza wyrok na świat stworzony przez człowieka? Czy te wnętrza, meble, dywany, kafelki, dzbany i kielichy, te okręty wyładowane wszelakim dobrem, te wiatraki i tulipany, wreszcie te kobiety przy klawikordach, czytające w oknie listy od ukochanych, nalewające mleko do mis, wyszywające barwne wzory na tkaninach - to marność i tylko marność, pozór istnienia poniżej poziomu morza, istnienia w ciągłej grozie unicestwienia?
Siedemnastowieczne obrazy, z których wzięły się i eseje Herberta, i powieść Moggach, potwierdzają i zaprzeczają zarazem. Jeśli to nawet marność, to jakżeż piękna! I to bolesne piękno rodzi sztukę, która na miarę człowieka jest namiastką wieczności.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
























