-
-
Above
- Mad Season
-
cena:
24,99
zł
-
-
-
Ten
- Pearl Jam
-
cena:
37,99
zł
-
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Unplugged
Średnia ocena z 8 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Alice In Chains
- Firma fonograficzna:
-
Sony Music
, 1996
- Nr katalogowy:
- 4843002
- Sprawdź inne tytuły:
-
Alice In Chains
Jest to album koncertowy. Na tym koncercie zespół Alice In Chains zagrał wszystkie utwory akustycznie. Pojawiła się tu nowa piosenka - "Killer Is Me".
| Utwory: |
| 1. Nutshell |
|
| 2. Brothers |
|
| 3. No Excuses |
|
| 4. Sluge Factory |
|
| 5. Down In A Hole |
|
| 6. Angry Chair |
|
| 7. Rooster |
|
| 8. Got Me Wrong |
|
| 9. Heaven Beside Now |
|
| 10. Killer Is Me |
|
- Unplugged
- Wykonawca:
-
Alice In Chains
Inne, choć piękne oblicze Alicji
(2010-01-28)
Michał
Wiśniewski
Więcej o recenzencie
W pewnym momencie bardzo popularne się stało pokazywanie akustycznego oblicza przez zespoły grające ciężką muzykę. Niektórzy uważali to za wyzwanie, inni za zawracanie głowy... Z Alice In Chains było nie co inaczej. Zespół Jerrego Cantrella praktycznie już nie istniał. Ale tuż przed ostatecznym schyłkiem uraczył nas przecudowną dawką pięknej akustycznej muzyki. Był to także jeden z niewielu momentów, w których zespół mógł w pełnej krasie zaprezentować materiał z mini albumów "SAP" i "Jar Of Flies". Mamy tu więc takie cukiereczki, jak "Nutshell", "Brother", "Got Me Wrong", czy "No Excuses". Ale oprócz tego Alicja zaproponowała akustyczne aranżacje takich killerów, jak: "Would?", "Rooster", "Down In A Hole", "Sludge Factory". Wspaniała i melancholijna dawka muzyki. Jednakże, kiedy obejrzy się zapis video widać, w jak słabej kondycji zdrowotnej był wtedy Layne Stanley. Choć do końca jego głos brzmiał, jak za najlepszych czasów. Można nawet pokusić się, że "Unpluged" to pewna forma pożegnania wokalisty z fanami. Mimo, że płytę wieńczy premierowy utwór "Killer Is Me", to przez kolejne 14 lat Alicja nie nagrała żadnego premierowego materiału, a Layne prawie 10 lat później zmarł z powodu przedawkowania narkotyków. Polecam tę płytę wszystkim fanom Alice In Chains. Obiecuję, że akustyczne oblicze Alicji łykną i pokochają, tak samo mocno, jak ja.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Akustyka Seattle
(2009-08-03)
Little Pea
Więcej o recenzencie
Jedno z największych wyzwań, jakie może podjąć zespół, szczególnie kojarzony powszechnie z ciężkim i surowym brzmieniem, które w odmiennej konwencji wydaje się być podejrzane, niestosowne, czy też zwyczajnie niepotrzebne. Istnieje jednak seria koncertów, które poddają próbie nie tylko samych muzyków i ich umiejętności, ale również nadają zupełnie inny wymiar ich dorobkowi muzycznemu. Fabryka nowatorskich i wciąż odkrywanych na nowo brzmień, sala, na której prócz totalnego zamroczenia i zmysłowego odurzenia, można nauczyć się oddychać dźwiękiem. Siła akustyki pozwala na modulację dotychczasowego odbicia muzyki w krzywym zwierciadle, który ukochały tłumy.
Chwila zapomnienia, podczas której racja bytu elektryczności i syntezatorów staje się wątpliwa. Znany dotychczas repertuar okazuje się podróżą w świat zupełnie innych, nowych doznań. Nie dziwi więc fakt, że zapis akustycznej, zwykle bezprzewodowej uczty ląduje w domach rozmarzonych fanów.
W przypadku Alice In Chains koncert unplugged to istna uczta, legenda grunge’u prezentuje się kapitalnie w wersji bezprzewodowej. Esencja dorobku fonograficznego grupy: poczynając od otwierającej koncert, zmysłowej wersji „Nutshell”, po epilog w postaci „Killer Is Me”, utwór, który publiczność koncertu unplugged usłyszała po raz pierwszy. Magia wizytówek Alice In Chains: „Rooster”, „Down In The Hole” czy „Would”, które mimo wersji “soft” wciąż brzmią grunge’owo, wciąż surowo, nie tracą na wartości czy charyzmie.
Fenomen w dziedzinie bezprzewodowych podróży…
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Najlepszy Unplugged
(2008-11-05)
Rolu
Więcej o recenzencie
Niektórzy narzekają, że zespół poszedł na łatwiznę i zagrał piosenki identycznie jak na albumach studyjnych - bez żadnych udziwnień w stylu akordeonu (Nirvana), liry korbowej (Hey) czy innych wynalazków (KoRn). A mi się to właśnie w tym albumie najbardziej podoba. Proste brzmienia, świetny głos Staleya, niektóre utwory o wiele lepsze niż w wersjach studyjnych. Do tego dochodzi w wersji video mroczny klimat, Layne w ciemnych okularach (później jego dziki wzrok po ich zdjęciu), w swetrze z rękawami zakrywającymi pokłute aż do dłoni ręce. To nie tylko trzeba usłyszeć ale również obejrzeć. Co ciekawe wydawnictwo to zwróciło moją uwagę na utwory, których wcześniej nie dostrzegałem jak np. "Brother", "Frogs". W wersjach albumowych są one lekko jałowe a tu zaprezentowano je w lepszy i ciekawszy sposób. Wielu moim znajomym AIC się nie podobało (bo niby kopia Nirvany) a po usłyszeniu tej płyty zmienili zdanie. Gorąco polecam!
(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji