Nasza cena: 9,9 zł

Informacje o dostępności

wysyłamy w ciągu 24 h

Towar w magazynie, powinniśmy wysłać go w ciągu 24 godzin (1 dzień roboczy).

wysyłamy w ciągu 3-5 dni roboczych

Towaru nie mamy w magazynie, sprowadzamy go w ciągu max 5 dni roboczych.

wysyłamy w ciągu 7 lub 14 dni roboczych

Towaru nie mamy w magazynie, sprowadzamy go w ciągu max 14 dni roboczych.

towar trudno dostępny, do 21 dni

Towar sprowadzany zza granicy lub produkowany pod zamówienie.

w sprzedaży od ...

To zapowiedź, którą możesz już zamówić. W podanym terminie pojawi się
w sprzedaży.

ponownie w sprzedaży od ...

Towar chwilowo wyczerpany u dostawców, ale możesz go zamówić.
W podanym terminie pojawi się ponownie w sprzedaży.

towar niedostępny

Towar wyczerpany, nie można go obecnie zamówić.


więcej szczegółów »


ok

zamknij

Dodaj do koszykaDodaj do przechowalni Do listy życzeń

Co to jest lista życzeń?

Koszyk pusty

Dostawa za darmo!
Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Upadek ślepców

Upadek ślepców

Gert Hofmann  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
nośnik: druk
liczba stron: 120
Ocena klientów:   wszystkie recenzje (4)

Czerwiec 2005 - "Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną", mówi Jezus o faryzeuszach (Mt 15, 14). 1500 lat później Pieter Bruegel na słynnym, wiszącym dziś w Neapolu obrazie odmalował sześć postaci najwyraźniej niewidomych mężczyzn, odzianych w...

Pełny opis produktu...

Udostępnij na facebooku
Pin It
+1
Tweetnij

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Inni klienci oglądali również...

    Pełny opis produktu: Upadek ślepców

      Średnia ocena z 4 recenzji (Dodaj własną)

    Autor:
    Gert Hofmann
    Tytuł oryginału:
    Der Blindensturz
    Wydawnictwo:
    Państwowy Instytut Wydawniczy , Czerwiec 2005
    Seria:
    Kroki / Schritte
    ISBN:
    83-06-02749-3
    Liczba stron:
    120
    Wymiary:
    125 x 195 mm
    Tłumaczenie:
    Jacek St. Buras
    Sprawdź inne tytuły:
    Gert Hofmann
    Kategorie:
    proza obca > powieść
    "Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną", mówi Jezus o faryzeuszach (Mt 15, 14). 1500 lat później Pieter Bruegel na słynnym, wiszącym dziś w Neapolu obrazie odmalował sześć postaci najwyraźniej niewidomych mężczyzn, odzianych w ubogie stroje XVI stulecia, jak trzymając się za ręce posuwają się gęsiego skrajem rowu na tle posępnego krajobrazu Brabancji. Pierwszy z idących już leży w rowie, następny właśnie pada i z pewnością pociągnie za sobą kolejnego, trzymającego się jego kija towarzysza niedoli. Ale tego już nie zobaczymy, artysta bowiem uchwycił tylko jeden moment zdarzenia, pozostawiając jego prehistorię i następstwa wyobraźni widza. O tym, kim mogli być namalowani przez Bruegla "Ślepcy" i jak mogło dojść do powstania tego obrazu, opowiada w fascynujący sposób powieść wybitnego prozaika niemieckiego Gerta Hofmanna (1932-1993), znanego w Polsce z powieści "Na wieży" (PIW 1987) i opowiadania "Pan Veilchenfeld" (PIW 1990), przełożonych przez Karolinę Niedenthal. "Upadek ślepców" to niezwykła relacja z domniemanych wydarzeń jednego dnia, kiedy to grupka wędrujących po kraju ślepych żebraków godzi się za łyżkę strawy pozować niewidocznemu malarzowi. Aura powieści w mistrzowski sposób koresponduje z surowym klimatem Brueglowskiego arcydzieła. Oszczędnymi, a zarazem bardzo sugestywnymi środkami autor kreuje świat doznań niewidomych i opowiada indywidualną, przejmującą historię każdego z nich. Jednocześnie odtwarza otaczającą ich szesnastowieczną rzeczywistość, na ile ślepcy potrafią wyobrazić ją sobie za pośrednictwem słuchu, węchu i dotyku. Niezwykłość tej perspektywy i konsekwencja, z jaką autor wciela się w swoich niewidomych bohaterów, sprawiają, że lektura tej książki jest poruszającym przeżyciem.

    Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

    Upadek ślepców
    Autor:
    Gert Hofmann

    Przypowieść (2009-06-26)

    Aneta Sandecka  Więcej o recenzencie

    Przedziwna ta opowieść - przypowieść... Z jednej strony nie czyta jej się łatwo, tzn. tematyka nie jest przyjemna, przeciwności losu jakie spotykają głównych bohaterów nie powinny spotykać żadnego człowieka, a z drugiej strony - nie można oderwać się od tej książki. W jej atmosferze jest pewna doza magii, która sprawia, że po iluś tam przeczytanych stronach zaczynamy zdawać sobie sprawę z jednego - z tego, że po każdym naszym upadku i my musimy się podnieść i iść dalej przez życie...

    (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Inspirujące upadki (2006-06-11)

    Maciej Pinkwart  Więcej o recenzencie

    Nie wiemy na pewno, czy kobieta w ciemnej sukni, tajemniczo uśmiechająca się na tle dalekiego pejzażu toskańskiego to jest w stu procentach Lisa, żona pana Giocondo. I czy jej uśmiech ma dwuznaczny charakter wynikający ze szczególnego rodzaju jej związku z mistrzem Leonardo. Nie wiemy, czy pierwszą ofiarą kanibalizmu na tratwie „Meduzy” była młoda kobieta i czy jej oprawca miał na imię Jean. O mrówkach i absyncie w czasie śniadania na trawie Monet się nie wypowiadał... Inspiracje literackie są rozmaite i tym cenniejsze, im bardziej opierają się na wyobraźni pisarza. Niemniej jednak, alianse między rozmaitymi rodzajami sztuk najczęściej przynoszą ciekawe rezultaty. Nie inaczej i w przypadku tej książki. „Upadek ślepców” Gerta Hofmanna to dorobienie fabuły do obrazu Pietera Brueghla starszego "Przypowieść o ślepcach". Narracja - prowadzona w pierwszej osobie - opowiada o dniu, w którym malarz - tu nie wymieniony z nazwiska - ma namalować sześciu wędrujących po kraju w poszukiwaniu jałmużny i tymczasowo przebywających w tej miejscowości ślepców. Narrator - jeden z niewidomych - mówi o sobie w liczbie mnogiej, jakby w jego osobie zawierała się cała społeczność ślepców, choć i inni z wędrujących przez wieś kalek wnoszą coś do opowiadania. Największe wrażenie robi Wyłuskany - ślepiec o najkrótszym stażu, którego decyzją Kościoła skazano na wyłupienie oczu za próbę kradzieży paramentów kościelnych. Ostatnim widokiem, jaki pojawia się przed jego mającymi stracić swą funkcję oczami jest stadko wron, czekających na posiłek, jaki niewątpliwie rzuci im kat po dokonaniu wyłupienia... Tego dnia ślepcy budzą się w jakiejś stodole i potem bądź to prowadzeni przez dobrych lub złośliwych ludzi, bądź to błądząc samemu zupełnie bezradnie, trzymając się jeden drugiego przez cały dzień wędrują przed dom malarza, znajdujący się ledwie kilkadziesiąt metrów od owej stodoły. Gdy wreszcie tam dotrą, malarz najpierw nie chce na nich patrzeć, potem każe im - przez osoby trzecie - odgrywać wciąż w kółko scenę upadku, co ma stanowić temat obrazu. Dzieło powstaje, ślepcy w ten sposób przechodzą do wieczności, ale dzień kończą w tej samej stodole - miejscu izolacji, upodlenia i beznadziei... Kapitalna metafora ludzkiego życia, w którym błądzimy pozornie szukając czegoś istotnego, chcąc - czy musząc - przejść do historii przez powtarzające się upadki, by wreszcie zatoczywszy koło po ziemskim widnokręgu naszej globalnej wioski znaleźć się z powrotem tam, skąd wyszliśmy - bez wiary, że uczyliśmy słusznie, bez nadziei że nasz los zdoła się odmienić, bez miłości w świecie, w którym możemy liczyć co najwyżej na litość tych, od których jesteśmy zależni. Wrony, chcące pożywić się tym, co dla nas najcenniejsze i co, jeśli to stracimy, stracimy bezpowrotnie, słyszymy kraczące nad nami, a Wielki Malarz Życia z niejakim obrzydzeniem, za pośrednictwem swoich sług i przyjaciół zabawia się nami dla swych malarskich celów, by wreszcie porzucić nas bez cienia żalu, dając nam z łaski możliwość przeżycia tego dnia - i przejścia do nieśmiertelności, za cenę upodlenia, drwiny z naszej niedoskonałości, biedy i upadku. Ale i dzieło Breugla miało swoją - tym razem literacką - inspirację: są nia słowa Chrustusa z przypowieści o upadających ślepcach, którzy musza upaść, jeśli ślepy prowadzi ślepego... Pomysł kapitalny, ale dobrze, żeby nie był powielany w nieskończoność. Po „Upadku ślepców” (niemieckie pierwsze wydanie w 1985 r.) mieliśmy wszak „Dziewczynę z perłą” według Veermera, a można się spodziewać literackiej egzegezy i innych dzieł. Mimo wszystko jednak wolę, żeby w przyszłości literaci nie tłumaczyli nam „co artysta miał na myśli” i pozostawili niejakie pole dla naszej własnej wyobraźni.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Ślepy los (2006-06-08)

    Renata Piżanowska-Zarytkiewicz  Więcej o recenzencie

    Zarzucono mi, że czytając książkę nie potrafię później ocenić jej obiektywnie, że nie zauważam czasu, w jakim powinnam dostrzegać jej bohaterów, że na wszystko patrzę przez pryzmat współczesności. Oczywiście jest to totalną bzdurą, która raczej wynikła z faktu niezrozumienia indywidualności osoby czytającej. Cała filozofia recenzji polega bowiem na własnej interpretacji metafor i subiektywnej opinii. Każdy czytelnik ma prawo do swojego zdania i bardzo dobrze, jeżeli chce je głośno wypowiadać. I obojętnie czy będzie zachęcał do lektury czy nie, to jednak będzie świadczyć o tym, że jeden dzień w życiu poświęcił na jej przeczytanie. A pryzmat współczesności? Chyba jest zawsze, bo człowiek został tak skonstruowany, że jego ego często w wyobraźni staje w konkury nawet z bohaterem książki, ale realnie raczej woli pozostać w obecnych czasach. Gert Hofmann prowadząc przez swoją powieść „Upadek ślepców”, prowadzi nas przez jeden dzień życia, życia ślepców. Stajemy się kimś z szóstki bohaterów, którzy zmierzają do celu, jakim jest uwiecznienie ich na płótnie malarza. To, że czujemy się jednym z nich spowodowane jest tym, iż zostały nadane imiona tylko czterem z nich, natomiast dwóch pozostaje bezimiennych. Daje to czytelnikowi pole do popisu dla wyobraźni i stawia go konkretnie w miejscu którejś z tych właśnie osób. Cała grupa mimo swojej złożoności stanowi jedność. Mówią o sobie „My”, choć myślą, czują i żyją jak osoba pojedyncza. Powstają dwa światy, My – ślepi i Oni – normalni. Tworzy to rodzaj enklawy, gdzie obowiązują dwa różne prawa: prawo normalności i prawo ułomności. Jedno wyklucza drugie. Prawo ułomności lub mówiąc językiem potocznym, skrzywienie zwyczajności zostaje stworzone właśnie przez tych normalnych, wg których jakakolwiek dewiacja jest powodem do wykluczenia z grupy. Gert Hofmann ukazał to też między innym na zasadzie ukrytego porównania ze zwierzętami, gdzie występuje likwidowanie słabszych czy chorych osobników jako tych mogących osłabić gatunek. Pokazuje jak podobni są: człowiek i zwierzę; pies gryzie––dziecko kopie–ptaki dziobią-ludzie kąsają słowami. Bohaterowie podążają do konkretnego celu określonego już na samym początku powieści. Kierunek mają wyznaczony, droga ma być krótka i prosta. Pozostawieni sami sobie, zdani na łaskę innych i resztkę swoich zmysłów starają się za wszelką cenę dojść tam gdzie powinni. Zagmatwani w pory dnia, w przyrodę, głód, fizjologię chcą udowodnić światu, że są normalni. Walcząc z kalectwem, z samym sobą narażają się na śmieszność tylko po to, by zostawić po sobie jakiś ślad, po to by zaznaczyć swoje istnienie. Droga, jaką pokonują to symbol życia, cel-przejście przez nią w taki sposób, by zostać zapamiętanym. Najlepiej bez ułomności. Podobnie przedstawił to Maurice Maeterlinck w dramacie „Ślepcy”, gdzie właśnie w finale pokazana została radość z potomka, który jak się okazuje jest pozbawiony kalectwa, czyli po prostu widzi i będzie funkcjonował jako normalny człowiek. Często kalectwo kojarzone jest z jakimś fatum czy klątwą, a więc urodzenie się dziecka zdrowego to forma fizycznego katharsis. U Hofmanna rodzajem takiego oczyszczenia była być może właśnie woda, do której wpadają ślepcy w trakcie pozowania malarzowi. Książka jest kolejnym dziełem pisarskim opisującym ludzką ułomność i trochę jakby reklamą malarstwa Petera Breughla. Nie sposób po jej przeczytaniu nie zapoznać się z dziełami malarskimi tegoż artysty. Wywołuje refleksje nad sensem życia, przemijaniem, refleksje nad samym sobą. Dominują w niej wartości metafizyczne. Co po niej pozostaje? Inaczej postrzega się życie, inaczej ludzi i chyba inaczej siebie... A czy polecam? Polecam tym, którzy nie rozumieją i boją się ułomności… Polecam tym, którzy drwią z kalectwa…Polecam tym, którzy boją się życia…A pryzmat współczesności? Będzie tylko potknięciem w czasie, kiedy czytelnik oślepnie od blasku metafor błądząc drogą, jaką jest życie.

    (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Perspektywa podwojona (2005-10-12)

    vrediana  Więcej o recenzencie

    Pogodny, wiosenny dzień. Niewielka wioska, kamienny mostek nad potokiem. Na nim sześciu ślepców, jeden za drugim, trzymających się nawzajem siebie i swoich kijów. Pierwszy pada, zanurzając się niemal w potoku, drugi w pół kroku zawisł nad nim. Pozostali za moment złożą się jak domino, padając jeden na drugiego, bezładnie, bezwolnie, nieporadnie, jakby pchnięci niewidzialną ręką. "Mamy na sobie grube, włochate, trawą, słomą i pieprzem obwieszone kaftany z długimi, zwisającymi do łydek sznurami (...), do tego okrągłe, nasunięte na czoło czapki i długie, własnoręcznie ostrugane kije, którymi idąc, wodzimy po ziemi, żeby wyczuć, co leży przed nami albo się do nas przybliża" (s. 7). To nasi bohaterowie. Na planie centralnym obrazu "Ślepcy" Pietera Bruegla Starszego ślepiec w granatowej kapocie i strasznie brudnym płaszczu, zabłoconym od ćwiczenia upadania, usiłuje się opierać przed upadkiem. To trudne, napiera na niego kolejny ślepiec, ten w zielonej kapocie i za dużym kapturze. To nasz narrator zbiorowy. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby mnogiej – "my". To sprawia, że sześciu ślepców odbieramy jak jeden, niepodzielny organizm, jakby pojedynczy ślepiec nie miał własnej tożsamości, a jedynie był częścią tożsamości zbiorowej. Nasz narrator nie tylko dzieli się historiami życia każdego z nich, ale przede wszystkim zdaje relację z bieżących wydarzeń, spostrzeżeń, opowiada nam swoje myśli i wątpliwości. Wędrowców rzadko spotyka coś dobrego. Zazwyczaj zaznają pogardy obserwujących ich wieśniaków, są wyśmiewani, słyszą obelgi, są bezinteresownie oszukiwani. Zdani na łaskę i niełaskę innych, nie mają wyboru, muszą ufać w to, co słyszą, a znosić muszą nawet okrucieństwo dzieci, które – zazwyczaj najsłabsze – teraz pławią się we władzy nad istotami nieoczekiwanie słabszymi od nich. Chętnie z tej władzy korzystają, wystawiając ślepców na publiczne pośmiewisko. Ale i ślepcy nie są bez winy. Nie protestują, nie bronią się, poddają się wyuczonej bezradności i pokornie znoszą niedolę, błagając o litość. Walczą też sami między sobą: z tego zbiorowego organizmu wypluli Wyłuskanego, oślepionego za kradzież. Złodziej nie może znaleźć swego miejsca nawet pośród ślepców. Pośród wyrzutków też jest wyrzutkiem – ślepcy odrzucają go, odpychają, on do nich nie należy i nie będzie im go brak, bo prócz oczu, Wyłuskany nie ma też brwi, włosów i uszu. A więc jest inny. Inny pośród innych. Ślepcy, którym ktoś dla zabawy wskazał złą drogę, zabłądzili w drodze nad staw, gdzie mieli być malowani, poddają się więc rozmaitym rozważaniom. Są przecież tak szkaradni, że ludzie odwracają od nich wzrok, po co więc ich "utrwalać malowaniem, malowaniem podwajać"? Kto zechce spojrzeć na taki obraz, skoro nawet sam malarz nie chce ich widzieć przed rozpoczęciem procesu malowania? Malarz, ekscentryk, który przysiągł sobie, że nic więcej nie namaluje, łamie obietnicę daną sobie – teraz chce przekonująco namalować krzyk. Tak, żeby przyćmić wszystkie swoje dotychczasowe obrazy. Tak, żeby ślepcy zostali zauważeni. Tak, żeby dobitnie wyrazić kondycję świata i ludzi, żeby pokazać, kim jest Człowiek. Maluje, wiedząc, że to daremne, bo niemożliwe jest stworzenie obrazu "dostatecznie przerażającego i pięknego". Czytelnik patrzy na ten świat z podwójnej (podwojonej) perspektywy. Widzi to, co jest, i to, co ślepcom wydaje się, że jest. Nieustanne przechodzenie z jednej perspektywy do drugiej odbywa się bezboleśnie, a może zachodzi jednocześnie? Książeczka jest niewielka, zmusza do refleksji, pozostawia niedosyt.

    Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

    Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

    Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

    Książki - wszystkie zapowiedzi »

    Książki - Nowości - polecamy!

    Książki - wszystkie nowości »

    Książki - Promocje - kupuj i oszczędzaj!