| Posłuchaj utworów: |
| 1. Beethoven: Violin Concerto In D Op.61 - I. Allegro Non Troppo (Cadenza: Fritz Kreisler) |
|
| 2. Beethoven: Violin Concerto In D Op.61 - II. Larghetto |
|
| 3. Beethoven: Violin Concerto In D Op.61 - III. Rondo: Allegro (Cadenza: Nigel Kennedy) |
|
| 4. Mozart: Violin Concerto No.4 In D Kv218 - I. Allegro (Cadenza: Nigel Kennedy, W/ Michal Baranski, Double Bass) |
|
| 5. Mozart: Violin Concerto No.4 In D Kv218 - II. Andante Cantabile (Cadenza: Nigel Kennedy, W/ Michal Baranski, Double Bass) |
|
| 6. Mozart: Violin Concerto No.4 In D Kv218 - III. Rondo: Andante Grazioso - Allegro Non troppo(Cadenza: Nigel Kennedy) |
|
| 7. Horace Silver (Arr. Nigel Kennedy): Creepin' In |
|
Nigela odkurzanie i polerowanie klasyków
(2008-06-13)
Magda
Talik
Więcej o recenzencie
Na czym polega siła dobrego wykonania muzyki? Wbrew pozorom nie na poprawności i twardym trzymaniu się reguł; raczej na kreatywności, obezwładniającej szczerości i zaskoczeniu. Pewnie dlatego najnowsza płyta Nigela Kennedy'ego z koncertami Beethovena i Mozarta odkurza cokoły, poleruje popiersia i każe zesztywniałym klasykom wyprostować się w fotelach. Beethoven traci tu marsowy wyraz twarzy stając się porywającym, uwodzicielskim romantykiem, Mozart zaś zostaje obdarzony pogodną zmysłowością. Dla fanów Kennedy'ego ten album nie powinien być zaskoczeniem, bo artysta od lat pracuje nad tym, by szokować a w sztuce autopromocji doszedł do prawdziwej perfekcji. Paradoksalnie prowokatorski image pomógł mu może w sprzedaży milionów płyt, ale też mocno zaszkodził. Zwłaszcza w kręgach muzyki poważnej, gdzie Kennedy zaczął być postrzegany jako rewelacyjny muzyk, który albo zbłądził albo po prostu się wypalił. Niewielu krytyków miało ochotę i odwagę przyznać, że angielski wiolinista jest osobowością potrzebującą ciągle nowych bodźców, by się rozwijać. I że każde z nabytych doświadczeń wykorzysta do wzbogacenia swojej gry. Po lekturze najnowszej płyty Kennedy'ego niektórym znowu zjeżą się włosy na głowie, pod większością jednak powinny ugiąć się kolana. Koncert D-dur Beethovena, jeden z najtrudniejszych (i najdłuższych) w literaturze skrzypcowej pod palcami Anglika i z towarzyszeniem Polish Chamber Orchestra nie zachwyca może od razu, ale stopniowo doprowadza do prawdziwej ekstazy. Najpierw trzeba przyzwyczaić serce do innego, bardziej energicznego a nawet porywczego rytmu, jaki na początku narzuca Kennedy. Potem wystarczy już tylko dać się ponieść muzyce. Tej samej, która w interpretacji wielu innych skrzypków nuży i jest przewidywalna a na tej płycie poraża czystością, pięknem, liryzmem i brzmi zaskakująco świeżo. To nie Beethoven - ostatni klasyk, to Beethoven - pierwszy romantyk, nie pozbawiony przy tym poczucia humoru. Tak radosnej ostatniej części koncertu próżno szukać w wielu znanych i uważanych za kanoniczne nagraniach. Z kolei w czwartym koncercie Mozarta Kennedy (także w roli dyrygenta polskiego zespołu) daje popis kameralistycznego kunsztu i zarazem wirtuozowskiego talentu. Sam bowiem skomponował kadencje (solowe popisy) do wszystkich części koncertu. Jak zwykle w jego własnym, niekonwencjonalnym stylu. Zbyt nowatorskie i dziwne, by spodobały się od pierwszego przesłuchania, nie dające się wyrzucić z pamięci, kiedy poznamy je bliżej.
Kennedy udowadnia tą płytą, że wciąż gra w pierwszej wiolinistycznej lidze a cała showbiznesowa otoczka nie ma wpływu na jego wyobraźnię i wrażliwość. Za wizerunkiem irokezowego kumpla nadal kryje się fenomenalny artysta ćwiczący nas w zachwycie nad muzyką.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji