-
-
-
-
-
-
Third
- Portishead
-
cena:
34,49
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Volta [Digipack]
Średnia ocena z 5 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Bjork
- Firma fonograficzna:
-
Universal Music Group
, 2007
- Nr katalogowy:
- 1733524
- Sprawdź inne tytuły:
-
Bjork
Szósty studyjny album Islandki, której z każdym kolejnym albumem dokonuje kolejnej rewolucji w muzyce alternatywnej. Na Volta udziela się szereg sław: Antony Hegarty z Antony and the Johnsons, legendarny producent Timbaland, Mark Bell z LFO, Chris Corsano (ex-Sonic Youth) i Brian Chippendale z Lightening Bolt. Brzmienie wzbogaca talent wyjątkowych gości z Afryki i Chin. Toumani Diabate grający na "korze" (21-strunowy instrument będącym połączeniem harfy i lutni) oraz Min Xiao Fen - wirtuozka instrumentu "pipa" (chińska lutnia) obok żeńskiej sekcji dętej z Islandii oraz niekwestionowana muzyczna intuicja Bjork - te składowe współtworzą wyjątkową jakość dziesięciu utworów napisanych i wyprodukowanych w całości przez artystkę. Płyta objęta patronatem Merlin.pl
| Posłuchaj utworów: |
| 1. Earth Intruders |
|
| 2. Wanderlust |
|
| 3. Dull Flame of Desire |
|
| 4. Innocence |
|
| 5. I See Who You Are |
|
| 6. Vertebrae by Vertebrae |
|
| 7. Pneumonia |
|
| 8. Hope |
|
| 9. Declare Independence |
|
| 10. My Juvenile |
|
- Volta [Digipack]
- Wykonawca:
-
Bjork
A to ciekawe...
(2008-05-29)
Piotr Kowalski
Więcej o recenzencie
Wiele osób krytykujących nowy album Bjork zapomina, co sama zainteresowana powiedziała po nagraniu Vespertine. Otóż stwierdziła, iż czuje, że może "zacząć od początku". Dało się to wyczuć na Medulli, gdzie wróciła do tytułowego szpiku. Ale my tu o Volcie. Bjork z Timbalandem. Timbalandem! Z początku brzmiało to jak połączenie niemożliwe. Mnie również nie odpowiadało zbytnio. Aż do usłyszenia "Earth Intruders". To szamańskie techno okazało dynamiczną Bapsi, której dawno nie było. Pozostało czekać na nowy album. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że nie będzie to koncept-album, do czego sama zainteresowana nas przyzwyczaiła. I chyba za to część się obraziła. Bynajmniej nie ja. Patrząc technicznie na nowe dzieło Islandki, widzimy konwencje z pierwszych trzech dzieł solowych. Primo, album ten to kwintesencja lata (miejsce na okładkę Debut). Secundo, strukturalnie mamy powtórkę z "Homogenic" z kwintesencją piękna w utworze drugim, oczyszczeniem w ostatniej pieśni czy zawodowym rozp****alaczem z dziewiątki. Tertio, stylistycznie uśmiecha nam się nierówne, poszatkowane i przebojowe "Post". Niestety, nie zabrakło zapożyczeń z "Drawning Restraint 9", co powoduje efekt autoplagiatu. Ale zagłębmy się we wnętrze, bo jest w co. Niczym na drugim albumie Bjork, nie ma tu jednego przewodniego motywu muzycznego. Niby mamy porty, statki i pirackie zapędy, ale to za mało, aby podciągnąć to pod motyw. Mamy za to kombinatorykę szalonej artystki utrzymaną na zadowalającym poziomie. Z rozmarzonego, quasi-romantycznego "The Dull Flame of Desire" przechodzimy w nieco promiskuityczne, zadziorne i taneczne "Innocence". Po pompatycznych zaśpiewach w stylu "Vertebrae by Vertabrae" i "Pneumonia", zjeżdżamy (a raczej unosimy się samolotem) w płynne "Hope". Wspominałem o rozwalającej dziewiątce. Otóż mamy tu powtórkę z naszego ulubionego "Pluto" z Markiem Bellem w rzeczy samej. Pokazuje on, że Bjork ciągle może, czego zazdroszczą jej pewnie wszystkie gwiazdki młodego pokolenia. Ano, zapomniałem o gościach, a to chyba dosyć ważne przy tym albumie. Otóż rozmemłana mimoza, jaką jest Antony H. śpiewa na tym albumie tak, jakby w końcu nauczył się oddychać, co cieszy. Dźwięków typowo timbalandowych próżno tu szukać, skoro i tak wiadomo, kto tu jest główną gwiazdą i kto "rulsuje". Potraktowana na zasadzie przekory i eksperymentów współpraca jest bardzo udana. No i nie zapominajmy o Sjónie, którego Wanderlust jest niczym karat w diamencie. Podsumowując, mamy całkiem udaną kolekcję piosenek. Nieco niespodziewaną, zaskakującą, ale udaną. Ten album zapewne nie przejdzie do historii, nie wywoła wieloletnich dysput, nie zapisze się bardziej w pamięci fanów Bjork, nie zostanie umieszczony na liście albumów obowiązkowych do wysłuchania/posiadania. Jest jednak mimo wszystko dziełem udanym, wobec którego większość osób miała zbyt duże oczekiwania.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nie jest źle, mogłoby być lepiej
(2007-09-06)
Jerzy
Moskal
Więcej o recenzencie
Nowa płyta Bjork jest niezła, ale trochę brakuje jej geniuszu, do jakiego przyzwyczaiła nas niesamowita Islandka. Sporo na niej czarujących utworów łatwo wpadających w ucho, zarówno zabawnych ("Earth Intruders"), jak i bardzo nastrojowych ("The Dull Flame of Desire"). Niestety, utworom, samym w sobie naprawdę ciekawym, brakuje wspólnego mianownika, typowego dla wcześniejszych albumów, przez co "Volta" nie tworzy tak spójnej całości, jak jej poprzednicy. Po genialnej "Medulli" i interesującym soundtracku z "Drawing Restraint 9" oczekiwałem czegoś więcej, dlatego tylko czwórka.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Muzyka dla masochistów
(2007-05-17)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Już album "Medulla" sprawiał wrażenie dzieła pozbawionego konceptualnych proporcji, pretendującego do miana bałaganu, w którym trudno było doszukać się dawnej magii i niepowtarzalności, tak charakterystycznych dla twórczych poszukiwań, znanych z wybitnych dzieł w rodzaju "Homogenic" czy też "Vespertine". Z najnowszym krążkiem Bjork jest podobna sprawa i przy tej właśnie okazji zastanawiam się, gdzie w tej muzyce podziały się harmonia i muzyczna materia? To nie jest tzw. trudna, nie omercyjna muzyka, ale dysharmoniczne dźwięki oraz toporne, bezsensowne beaty, na których tle futurystyczna artystka opowiada swoje abstrakcyjne historie. Śpiew i interpretacje rażą tym razem brakiem pomysłów i w konsekwencji cierpliwość nawet fanatycznego słuchacza twórczości Islandki zostaje wystawiona na nie lada próbę. "Volta", jak mówi tytuł, jest rzeczywiście voltą, tyle że zmierzającą w kierunku muzycznej mielizny, nazbyt abstrakcyjnej, w której zostały zachwiane podstawowe zasady kompozycyjne i w której całkowicie brak intrygujących melodii. Nawet duet z nawiedzonym Anthonnym & The Johnsons w "Dull Flame Of Desire" staje się jedynie popłuczynami po dawnym wizerunku płodnej, nonkonformistycznej artystki, którą to Bjork już niestety nie jest.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
"Volta", czyli regres artystyczny Bjork
(2007-05-10)
Emilia
Lipowska
Więcej o recenzencie
Przed laty Bjork zasłynęła jako najbardziej niekonwencjonalna artystka muzyki pop, wydając na świat takie produkcje jak "Debut" czy "Homogenic". To ona zachęciła innych popowych artystów do eksperymentowania z dźwiękiem i wokalem; to pod jej wpływem Madonna nagrała najbardziej dziwaczny utwór w swej karierze. O ile Bjork nigdy nie wahała się ryzykować i zaskakiwać, o tyle nie zapominała, że piosenki powinny mieć melodie i sens. Do czasu. Pierwsze symptomy świadczące o tym, że z Bjork dzieje się coś niedobrego, pojawiły się na płycie "Medulla", na której połowę miejsca zajmuje bezcelowe wycie, stękanie i lament. Jeszcze gorzej było przy okazji ścieżki dźwiękowej, którą Bjork przygotowała na potrzeby filmu "Drawing Restraint 9" - nie potrafię przypomnieć sobie ani jednego motywu muzycznego z owej produkcji. Najnowsza płyta "Volta", zapowiadana była jako powrót do bardziej przystępnej i melodyjnej Bjork - teraz widzę, że wytwórnia płytowa musiała puścić takie informacje z czystej desperacji, bowiem "Volta" to najgorszy album w karierze Islandki (nie licząc "DR9"). Płyta jest niespójna, niemelodyjna, robiona w pośpiechu, bez głębszych przemyśleń. Piosenki snują się bez celu jedna po drugiej; wieje z nich jakimś dziwnym patosem, który przygniata uszy i świadomość. Całość brzmi jakby Bjork nie miała generalnie pomysłu na płytę i weszła do studia z myślą "poimprowizuję, co będzie to będzie". Z wyjątkiem ciekawego utworu "Innocence", nie jestem w stanie przywołać żadnej z pozostałych piosenek, ponieważ zwyczajnie ich nie pamiętam (po parokrotnym przesłuchaniu!). Jedyne, co utkwiło mi w pamięci to pretensjonalne wycie Bjork na tle elektronicznej sieczki, tudzież bardziej wysublimowanego instrumentarium, które jednak na nic się zdało. Artystka powinna umieścić w książeczce "Volty" takie oto słowa: "Nazywam się Bjork i wiem, że mogę sobie pojęczeć do fajnych bitów, a moi wyznawcy i tak nazwą to wielkim dziełem.".
(4 z 18 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Nowy początek
(2007-05-10)
Piotr
Myszyński
Więcej o recenzencie
Björk jest zdecydowanie jedną z tych artystek, obok których nie da się przejść obojętnie. Każda premiera jej albumu jest sporym wydarzeniem muzycznym. Raz dostają one entuzjastyczne opinie, raz trochę mniej. Ale zawsze jej płyty wzbudzają ogromne zainteresowanie. Nie inaczej jest w przypadku "Volty". Prestiżowe magazyny muzyczne prześcigają się w coraz to surowszych recenzjach, twierdząc, iż "Volta" jest albumem "wtórnym, niewnoszącym nic nowego do twórczości Björk". Pozwolę sobie zaprotestować. Dwa ostatnie albumy uroczej Islandki, w przeciwieństwie do jej pierwszych dokonań, były bardzo "trudne" w odbiorze. "Volta" natomiast jest po części powrotem do starszej twórczości Björk. Jednak album zawiera także wiele całkiem nowych dźwięków, dotąd niespotykanych w utworach piosenkarki. Oprócz radosnych utworów, takich jak "Earth Intruders", "Wanderlust" czy "Innocence" na "Volcie" znajdziemy przepiękne, liryczne pieśni, jak choćby "Dull Flame Of Desire", zaśpiewane w duecie z Antonym Hegartym czy "My Juvenile", napisanym przez artystkę dla syna. Warstwa tekstowa albumu także zachwyca. Jednym z większych atutów albumu, prócz mnóstwa wręcz egzotycznych dźwięków, wydobywanych przez rzadko spotykane instrumenty z Afryki i Chin, jest obecność bardzo ciekawych aranżacji wokalnych. Głos Björk od lat nie brzmiał tak dobrze. Słuchając "Volty", słuchacz ma wrażenie, iż Islandka doskonale czuje, co śpiewa. W jej głosie słychać mnóstwo emocji; raz radość, innym razem smutek, w zależności od utworu. W przeciwieństwie do ostatnich, bardzo spójnych dokonań Bjork, płyta jest niesamowicie kontrastowa. Są chwile szaleństwa (najmocniejszy punkt albumu, bardzo wybuchowe i zaskakujące "Declare Independence"), ale są także momenty melancholii i wyciszenia (przepiękne "I See Who You Are"). Swą różnorodność "Volta" zawdzięcza całej gamie producentów, od wieloletniego współpracownika Björk, Marka Bella, po Timbalanda, giganta hip-hopowego, który niegdyś współpracował z Missy Elliott. Podsumowując, "Volta" jest udanym powrotem do dawnej Björk, ale także początkiem czegoś całkiem nowego, co zapewne artystka szerzej zaprezentuje nam na następnej, miejmy nadzieję równie rewelacyjnej płycie.
(11 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji