Pierwszy na polskim rynku muzycznym projekt oddający hołd zespołowi, którego twórczość od ponad 30 lat fascynuje artystów i zjednuje sobie rzesze fanów. Wpływ Joy Division (wcześniej: Warsaw) na współczesną muzykę gitarową jest bezsporny, szczególnie w obliczu popularności tzw. drugiej nowej fali (Interpol, The Editors), którzy bezpośrednio nawiązują do muzyki kwartetu z Manchesteru. Na tej składance znajdziemy 15 kawałków, zagranych zarówno przez tzw. starych wyjadaczy polskiej sceny alternatywnej, jak i wyjatkowo interesujące interpretacje zagrane przez młodych debiutantów. Warto posłuchać, jak inspirująca jest ciągle muzyka tego kultowego zespołu.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. One Milion Bulgarians - A Means To An End |
|
| 2. DHM - Transmission |
|
| 3. Agressiva 69 - Isolation |
|
| 4. NOT - Atmosphere |
|
| 5. Pustki - Koniec Kryzysu - |
|
| 6. Nut Cane Lizzy - Colony |
|
| 7. Jolanta Kossakowska - New Dawn Fades |
|
| 8. Organizm - Digital |
|
| 9. Masala - Warszawa |
|
| 10. Tymon & The Transistors - Heart and Soul |
|
| 11. Wundergraft - Love Will Tear Us Apart |
|
| 12. Kuba Wandachowicz - Wilderness |
|
| 13. Komety - Ice Age |
|
| 14. Ścianka - She's Lost Control |
|
| 15. New York Crasnals - Ceremony |
|
Kilka perełek wśród utworów, o których lepiej zapomnieć
(2007-06-19)
karolina
rodzaj
Więcej o recenzencie
Z jednej strony legenda. Z drugiej - w większości przypadków - nieznane szerszemu gronu zespoły z polskiej sceny alternatywnej. "Warszawa. Tribute to Joy Division" to dowód na to, że muzyka skupiającej się wokół Iana Curtisa manchesterskiej grupy jest wciąż istotna, a jednocześnie dość trudna. W większości przypadków zmierzenie się z tekstami, osobowością wokalisty i specyficzną ciężką atmosferą unoszącą się nad płytami Dywizji Radości okazało się być zadaniem przerastającym naszych muzyków. Stolica w tytule nie tylko podkreślić ma, kto płytę zrobił, ale nawiązuje do historii bandu, który wcześniej nosił nazwę Warsaw. Zarzut pierwszy, który postawić można większości kowerujących Joy Division to niestety fatalna angielszczyzna, która kaleczy uszy. Chociaż Masala, która zaśpiewała po polsku "Warszawę", czyli "Warsaw" stworzyła utwór dość kuriozalny. Wykrzykiwane w refrenie "trzydzieści jeden gie" będzie prześladować mnie jeszcze długo. Wundergraft z "Love Will Tear Us Apart" (najbardziej chyba znany kawałek Joy Division) zrobiła smętną chilloutową pioseneczkę, a to w oryginale raczej nie było tak. Ocenianie płyt typu "Tribute To" to zawsze zadanie trudne - z jednej strony mamy utwory kultowe, pomnikowe, z drugiej próby zmierzenia się z nimi. Powstaje pytanie, gdzie leżą granice dobrego uwspółcześniania kawałków - robienie z wyrazistej muzyki rozmytych songów albo po prostu kilku minut hałasowania raczej mieści się poza tymi granicami. Nie chodzi o świętości, ale o to jak daleko moża odejść od wzorca? Zapewne dość daleko, o ile mimo wszystko odda się ducha utworu. Czas wskazać jeszcze kilku wykonawców, którzy zmierzyli się ze spuścizną Iana Curtisa i wyszli z tego starcia wygrani. Przede wszystkim Pustki (po albumie poświęconym poezji Władysława Broniewskiego to już druga składanka, na której zespół ten się sprawdził). "Koniec kryzysu" to twórcza polska rekonstrukcja piosenki "Passover" - świetnie zagrany znakomity tekst z szerokim marginesem na własne pomysły. Uwagę przykuwa również zaskakująca Jolanta Kossakowska z "New Dawn Fades" - jest ascetycznie, bo cała piosenka rozpisana została jedynie na głos i skrzypce, a jednocześnie jest monumentalnie. To chyba utwór, w którego prawdziwość najłatwiej jest uwierzyć. Chapeau bas! Smutno i niepokojąco - tak moim zdaniem powinno się grać Joy Division. Duch manchesterskiego grania spróbowali oddać także członkowie Ścianki i w przypadku rozedrganego "She's Lost Control". To nie jest ani wierne naśladowanie, ani wykonanie totalnie oderwane od pierwowzoru - jest dobrze. Sprawdził się też Kuba Wandachowicz (ale już "Atmosphere" NOT-u, grupy, w której gra, to totalna pomyłka) z zaśpiewanym w duecie "Wilderness". Na wyróżnienie zasługuje jeszcze "Ice age" Komet. I koniec. Jedna trzecia tracklisty to niestety niedużo. O części pozostałych wykonań chciałabym zapomnieć jak najprędzej. Szkoda też, że na płycie zamiast jednej z wielkich porażek nie pojawiło się grane przez Cool Kids of Death "Disorder". Zastanawiam się, dla kogo przeznaczona jest płyta "Warszawa. Tribute to Joy Division". Ortodoksyjni fani mogą poczuć się co najmniej rozczarowani, a z drugiej strony zamieszczone na krążku aranżacje raczej nie przekonają nikogo do sięgnięcia po dorobek grupy. Czyżby więc totalna klapa? Na szczęście znaleźć tu można kilka (szkoda, że naprawdę niewiele) kawałków, które co prawda albumu jako całości nie bronią, ale warte są posłuchania.
(2 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji