Koszyk pusty
- polecamy
-
- Lamentations
- cena: 49,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
- The Roundhouse Tapes [2CD+DVD]
- cena: 74,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
- Ghost Reveries
- cena: 60,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Koszyk pusty
Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.
Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".
Średnia ocena z 3 recenzji (Dodaj własną)
| Utwory: | ||
|---|---|---|
| 1. Coil | ||
| 2. Heir Apparent | ||
| 3. The Lotus Eater | ||
| 4. Burden | ||
| 5. Porcelain Heart | ||
| 6. Hessian Peel | ||
| 7. Hex Omega | ||
Pikusław Więcej o recenzencie
Ostatnia płyta Opeth potwierdza klasę muzyczna Mikaela Åkerfeldta i jego ludzi. Zręczne połączenie agresywności death metalu z niemal piosenkowymi koncepcjami znów się sprawdziło. Moc muzyki Opeth wciąż jest żywa, riffy dopracowane a klawisze klimatyczne. Jeden z najlepszych przykładów, że z tym gatunkiem muzycznym da się jeszcze zrobić coś twórczego. Wielkie brawa dla zespołu za konsekwentność i przede wszystkim za to, że każda płyta jest równie dobra a nawet i lepsze od poprzednich.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Mikołaj Sędek Więcej o recenzencie
Czy nowa płyta szwedzkiej, metalowej grupy Opeth jest zgodnie z tytułem punktem zwrotnym? Siedem kompozycji Mikaela Akerfeldta i jego kompanów nie przynosi raczej nagłej zmiany jakości czy (na szczęście) rewolucji stylistycznej. To raczej ewolucja, nie rewolucja. Dla tych, którzy Opeth nie znają wyjaśniam - ta grupa nieprawdopodobnie dobrze połączyła skrajnie różne stylistyki - mroczne, metalowe, wręcz deathowe brzmienie z progresywnym graniem mającym korzenie w latach 70'. Do tego należy dołożyć nieziemskie umiejętności techniczne wszystkich muzyków i fantastyczny wokal Mikaela (aż ciężko uwierzyć, że jeden człowiek potrafi tak czysto, melancholijnie zaśpiewać, a potem ryknąć, że aż ściany się trzesą). Nowa płyta zaczyna się trochę jak "Damnation" (nagranie na którym Szwedzi skupili się na bardziej wyciszonym, spokojnym brzmieniu) - od rewelacyjnego, delikatnego "Coil". Akustyczne gitary, spokojny wokal (i urocze towarzystwo Nathalie Lorichs), bardzo przejmujące melodia (i tekst). Potrafią budować nieziemski klimat jak mało kto. Ale to cisza przed burzą - "Heir Apparent" uderza z siłą huraganu. Nie ma pomiłuj - potężne riffy, ciężka perkusja i mroczny głos wokalisty zrównują z ziemią. A potem nagłe wyciszenie, znów delikatne dźwięki gitar, chwila na oddech i burza wraca ze zdwojoną siłą. "The Lotus Eater" to gitarowo-perkusyjne nawałnice, połączone z przejmującymi wokalami, obłędnymi solówkami oraz fascynująco psychodelicznym zakończeniem. "Burden" przynosi chwilowe uspokojenie, z pięknymi liniami wokalu (oj zasłuchali się chyba ostatnio w Porcupine Tree, te chórki), fantastycznym brzmieniem organów Hammonda i solo na gitarze, jakiego nie powstydziłby się David Gilmour. "Porcelain Heart" świetnie łączy ściany metalowych riffów (i to jakich, nowy gitarzysta daje z siebie wszystko) oraz miażdżącej perkusji z nagłymi wyciszeniami, to taki Opeth w pigułce - ten jedyny w swoim rodzaju klimat, piękny, bardzo dostojny i groźny zarazem. "Hessian Peel" jest jak podróż od ciszy (delikatny, progresywny wstęp na akustyki i głos, plus piękne orkiestrowe dodatki) do nadciągającej burzy (coraz cięższe, lecz doskonale wyważone gitary i demoniczny Mikael) z pięknym, nieco etnicznym zakończeniem. Zamykające "Watershed" nagranie "Hex Omega" czaruje obecnością mellotronu i kolejnymi, karkołomnymi przejściami od spokoju do szaleństwa. Mam wrażenie, że od dawna ("Blackwater Park") tak świetnie nie wyważyli przepysznych składników - melancholii i mroku, metalowego gniewu i akustycznego piękna, progresywnych zapędów i melodyjności. "Watershed" to nie jest płyta dla każdego, wymaga sporo skupienia i "wgryzienia się" w swoją konstrukcję, ale jest z pewnością warta poznania. Nie ukrywam, że po prostu rewelacyjnie się jej słucha, jest jako całość bardzo spójna i wyśmienicie brzmi. Dla wielbicieli takiego grania - zakup obowiązkowy! A jeśli jeszcze nie słyszeliście Opeth - cóż, może też was zafascynuje i będzie to punkt zwrotny?
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Radosław Kielak Więcej o recenzencie
Kilka dni temu w ręce wpadł mi najnowszy long play szwedzkiego zespołu Opeth. "Watershed" była jedną z najbardziej oczekiwanych płyt roku, dlatego jej pierwsze odsłuchanie łączyło się ze sporą dawką emocji. W ramach wstępu wspomnieć należy, że Opeth od dawna boryka się z ustaleniem stylistyki. Raz to zaskakuje pięknymi, lirycznymi wstawkami, aby na następnej znów płycie miażdżyć czystym, rasowym death metalem. Te dychotomie wzbudzają ambiwalentne uczucia i spore emocje wśród fanów, zaś wieści o ukazywaniu się kolejnych krążków jedynie te emocje wzmagają. I tym razem nie było inaczej, zwłaszcza że Szwedzi swe najnowsze dziecko ochrzcili imieniem "Watershed" czyli "Przełom". Czego więc spodziewać się po kolejnej płycie? W którą stronę podążyła jedna z najpopularniejszych w Polsce kapel? Te pytania towarzyszyły mi uruchamianiu płyty. Kiedy z wieży popłynęły początkowe dźwięki "Coil" uśmiech wykwitł mi na twarzy. Pierwszy utwór okazał się piękną, akustyczną kompozycją; pełnym różnorodnych smaczków i spokoju preludium. Po chwili jednak potężny, miażdżący riff będący wstępem do utworu "Heir Apparent" dosłownie rozsadził moje uszy. Nie zaczęła się jednak od razu klasyczna sieczka, lecz delikatne a jednocześnie zdecydowane dźwięki fortepianu przywróciły poprzedni klimat. Jak to Opeth ma w zwyczaju i to nie trwało długo, mała zmiana rytmu i kolejna porcja mięsistych, tłustych dźwięków wprawiła cały pokój we drgania. Nie będę opisywał tu każdego z utworów, bo mijało by się to z celem. Stwierdzić jednak muszę, że płyta pełna jest niebanalnych połączeń stylistyki; częstych, niespodziewanych zmian nastrojów i pięknych partii solowych a usłyszenie takich kompozycji jak "The Lotus Eater" czy "Hessian Peel" warte jest wydania pieniędzy na płytę. Takiego nagromadzenia pomysłów na granie nie spotyka się często, a kompozycje Szwedów są wyjątkowo odważnymi i skomplikowanymi utworami. Czy jednak płyta ta rzeczywiście jest przełomem? Moja subiektywna ocena brzmi - nie. Całe szczęście nie!. Opeth najnowszą płytą udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem w obu typach muzyki jaką gra i to właśnie to połączenie wyróżnia zespół i czyni go unikalnym. Każda zmiana była by zmianą na gorsze. Ode mnie pięć gwiazdek. Gorąco polecam.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji



























