Wenecja" opowiada historię pewnej podróży, która się nie odbyła. Historię, w której siła marzeń pozwoliła zamienić zalaną piwnicę rodzinnej posiadłości w najbardziej romantyczne miejsce na Ziemi. Główny bohater - Marek kocha Wenecję. W jego rodzinie do "wodnego miasta" jeździ się od pokoleń. Marek ma 11 lat, zna na pamięć nazwy wszystkich placów i ulic w Wenecji. Niestety, wybucha wojna i chłopiec zamiast do Wenecji, jedzie do ciotki Weroniki. Ale od czego jest wyobraźnia? Zwariowane ciotki budują chłopcu prawdziwą Wenecję w zalanej wodą piwnicy domu. "Wenecja" to firm oparty na prozie wybitnego polskiego pisarza Włodzimierza Odojewskiego, który jest wymieniany jaki jeden z kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla.
Wkroczmy w świat Wenecji
(2010-10-02)
Anna Janina
Kloza
Więcej o recenzencie
Są filmy, które pozostają w nas na zawsze. Często dla "myślących obrazami" w pamięci pozostają poszczególne kadry. Inni pamiętają nastrój, muzykę. Czasem jednak pamiętamy wszystko. Do zestawu moich ulubionych filmów dodałam "Wenecję", poetycki obraz Jana Jakuba Kolskiego.
Marek, główna postać kocha Wenecję, chociaż nigdy tam nie był. Marzy, że pojedzie tam pewnego dnia, razem z matką. Miejsce to przyciąga chłopca swoim pięknem, ponieważ w jego wyobrażeniach, tam ludzie się kochają i nie boją namiętności. Rodzinny majątek w Pochajczyku nad Sanem jest zrujnowany, zniszczony, a ciotki skrywają głęboko swoje uczucia. Chłopiec nie chce tam być, jednak musi, bo wybuchła wojna i matka, zajęta swoim kochankiem, zostawia go pod opieką ciotek. Marek poszukuje ekwiwalentu, jakiegoś miejsca, dzięki któremu przeniesie się w inny świat: świat marzeń i wyobraźni. Tworzy zatem "piwniczną" Wenecję, ba, nawet organizuje tam karnawał, zapraszając całą swoją rodzinę. Kolski poruszył wiele tematów, co czyni jego obraz niezwykle wielowymiarowym. Jest to film o miłości: bezgranicznej miłości Marka do matki, który czeka na jedno zdanie: "Kocham Cię, synku". Bohater modli się do Boga życie długie, piękne i pełne miłości". Mamy tu pokazaną nieumiejętność ukazywania uczuć (tak symptomatyczną również dla naszych czasów), przesadną egzaltację (ciotka Klaudyna, którą wojna irytuje), samotność (Weronika, Barbara). To film o bólu dojrzewania, smaku pierwszego wina, pierwszych pocałunków, uważnym przyglądaniu się sobie, poznawaniu własnego ciała, o rodzącym się uczuciu. To w końcu obraz o dramacie kobiet, oddalonych od swoich mężów, którzy przebywają w niemieckim oflagu i obozie w Ostaszkowie. Kobiety zamknięte w pozornie bezpiecznej przestrzeni dworu, są zagubione uczuciowo i życiowo bezradne. Szczególne napięcie towarzyszy widzowi, gdy na karnawał w "piwnicznej" Wenecji przybywają Niemcy, którzy doceniają piękno scenerii i muzyki, i za chwilę robią zdjęcia dla III Rzeszy, dokumentujące "rzeczy osobliwe".
"Wenecja" to również film o Bogu, ukrytym w małej kapliczce i sacrum, które wkracza w codzienną egzystencję człowieka, mimo "czasu pogardy". Kapliczka znajduje się wysoko na drzewie (symbolika wertykalna, bliżej Boga jak gotyckie katedry), tak wysoko, że dzieci muszą się do niej wspinać stojąc na stołeczku. Zuzia mówi: "Przypilnuj, żeby nie było wojny!" Dzieci zostawiają karteczki dla Naumka, małego żydowskiego chłopca. Dzieci wierzą, że Naumek, nawet po śmierci, przychodzi po landrynki. Kapliczka to miejsce znane i tam znajduje się ktoś, kto czuwa i jest największym autorytetem, w przeciwieństwie do dorosłych, którzy często ów autorytet utracili. Film Kolskiego to poetycki przekaz angażujący wszystkie zmysły, wydawał mi się, że czuję zapach stęchlizny w "piwnicznej" Wenecji, ale też łąki, na której ciotka Weronika tańczy żydowski taniec z butelką na głowie. Za chwilę zginie, w wyniku nalotu bombowców. "Wenecja" to film o wojnie, która burzy porządek i nic nie jest takie, jak dawniej. Na błękitnym niebie, jak z płócien Cezanne; a, pojawiają się złowrogie bombowce, obserwowane przez mieszkańców dworu. Mamy zbliżenie na piękną twarz niemieckiego lotnika, który strzela do idących szosą żołnierzy. "Rzeczywistość jest nam dana tylko we fragmentach" - pisała Zofia Nałkowska. Na wojenną rzeczywistość "Wenecji" składają się poszczególne kadry, niezwykle sugestywne. Warto obejrzeć ten film.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Kolszczyzna - powtórki, przysiady
(2010-09-26)
Radosław
Orzeł
Więcej o recenzencie
Kolski nie po raz pierwszy konfrontuje się z rzeczywistością wojenną. Nie po raz pierwszy dotyka rzeczywistości, oczyma dziecka. Nie po raz pierwszy fotografuje gigantów (Gombrowicz, Krall, Odojewski). Nie po raz pierwszy, zanurza widza w miodzie, sepi, półtonach o mglistym nasyceniu. Nie po raz pierwszy, Polska to klasyczne pejzaże Ziem Odzyskanych, na których kobiety przejmują cugle i ster. I choć, znów, mimo męczenia warsztatu, nie uniknięto błędów czy naiwności czysto scenariuszowych, od dawny nie wyjdziemy z Kolskiego przesadnie rozczarowani. „Wenecja”, to jedno z lepszych dziełek reżysera od lat. W którym… nie po raz pierwszy, czegoś zabrakło.
(1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji