Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną (okładka miękka)

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

Dorota Masłowska  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
Ocena klientów:

Grudzień 2002 - Wojna polsko- ruska... to pierwsza polska powieść dresiarska. W głównej warstwie narracyjnej opowiada o przygodach dresiarza Silnego z pięcioma kolejnymi dziewczętami. Jednocześnie stanowi nadrealistyczną alegorię polskiej tożsamości narodowej w rzeczywistości małego miasta w województwie...

Pełny opis produktu...

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...

Pełny opis produktu: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

  Średnia ocena z 42 recenzji (Dodaj własną)

Autor:
Dorota Masłowska
Wydawnictwo:
Lampa i Iskra Boża , Grudzień 2002
ISBN:
83-86735-87-2
Liczba stron:
160
Wymiary:
150 x 210 mm
Sprawdź inne tytuły:
Dorota Masłowska
Kategorie:
proza polska > powieść
Wojna polsko- ruska... to pierwsza polska powieść dresiarska. W głównej warstwie narracyjnej opowiada o przygodach dresiarza Silnego z pięcioma kolejnymi dziewczętami. Jednocześnie stanowi nadrealistyczną alegorię polskiej tożsamości narodowej w rzeczywistości małego miasta w województwie pomorskim. Wątki kryminalne przeplatają się w niej z nadzwyczaj dojrzałą egzystencjalną refleksją. Trzeba tu dodać, że jest to utwór dość brutalny, uświadamiający jak wielkim zagrożeniem jest dla człowieka narkotyk (w tym wypadku amfetamina), niszczący osobowość i generujący niebezpieczne urojenia. Uwagę zwraca zwłaszcza doskonale stylizowany język podkultury marginesu społecznego.
Książka ukazuje się z rekomendację znanego poety Marcina Świetlickiego, który podsumował ją następująco: Podejrzewam, że Masłowska jest ruskim szpiegiem. Książkę tę napisała po to, by bezkarnie poruszać się w naszej polskiej rzeczywistości i zamydlić nam, Polakom, oczy. Nigdy w życiu nie chciałbym się z nią osobiście spotkać, albowiem obawiam się, że wyssie ze mnie wszystko co najcenniejsze i na swój szpiegowsko-rosyjski sposób przetworzy to dla siebie. Z drugiej jednak strony, jeżeli chodzi o tę książkę, to jestem bardzo zadowolony. Tutaj nie nasuwa się pytanie, czy jest to proza kobieca, czy męska. Jest to kawał lekko nadpsutego literackiego mięsa i, zdaje się, warto było żyć 40 lat, aby wreszcie coś tak interesującego przeczytać.
Dorota Masłowska jest najmłodszą polską powieściopisarką. Ma 19 lat (urodziła się w lipcu '1983), jest laureatką konkursu Dzienniki Polek miesięcznika "Twój Styl" (jej tekst "Lekcje miłości" był drukowany w "Twoim Stylu" nr 5/02). Oprócz prozy, pisze także wiersze - ostatnio zwyciężyła w konkursie poetyckim Złote Pióro Sopotu. Była finalistką Olimpiady Polonistycznej, od października 2002 r. będzie studiowała psychologię na Uniwersytecie Gdańskim. Mieszka w Wejherowie.
Dodaj do profilu: FacebookBlipTwitter

Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
Autor:
Dorota Masłowska

Wojna o Dorotę (2003-10-04)

karolina rodzaj  Więcej o recenzencie

Otwieram lodówkę. Masłowska. Czytam gazety. Masłowska. Niewinnie spędzam czas w Internecie. Masłowska. Masłowska w radiu, telewizji i teatrze. Pewnie jeszcze kilka dni i pokażą się gumy do żucia z rudowłosą Dorotą, takie same konserwy i podobne skarpetki, tudzież inna bielizna w ten deseń. Sypią się gromy i głosy zachwytu. Miewałam momentami wrażenie, że oto wybuchła wojna czytelników za z czytelnikami przeciw pod sztandarem z podobizną ognistowłosej nastolatki. Dziś szum medialny się skończył, więc przystąpić mogłam do lektury. Przyznam się, że nie udało mi się "Wojny polsko ruskiej pod flagą biało-czerwoną" przeczytać przy pierwszej takiej próbie. Nie udało się przy próbie drugiej. W końcu się wgryzłam. Z czym to się je? Ta książka, Silny, Magda i cała reszta. Pewnie z szarym widokiem z oknem, takim telewizorem, co to wciąż nadaje przez całą dobę wiadomości ze świata i okolic. Według autorki książki, je się to z "Naszym Dziennikiem" i "Bravo girl". Nie wiem. To nie jest mój świat, mój widok z okna, moje cokolwiek. Ja to nie jestem nikt z tej bajki. Nie mam się, z kim w tej książce utożsamić. Nawet nie z Alą, co to jest w ogóle w porządku i ma wszystko w rządkach i na swoim miejscu poukładane. Ala i stosunek Silnego do niej to jest świetny przykład, tego no, relatywizmu, bo Silny uważa, ma taką opinię, że to Ala jest zła i jej świat jest spaprany. Ala pewnie myśli, ma swoje zdanie, że jest bardzo inaczej. Historia mnie średnio zaciekawiła. Pewnie gdyby nie język Masłowskiej, to bym rzuciła po kilku stronach. To dla składni, frazeologii i niezwykle chwytnego dla ucha rytmu warto sobie poczytać. Nie da się tego tekstu przejrzeć po łebkach, opuścić kilku linijek, co to się niby nieważne wydają. Co do rzekomego wielkiego naturalizmu w tej literaturze, to bym się jednak spierała. Język interesujący, ale z całą pewnością przerysowany i karykaturalny. Przyjemnie sobie było z tak nieliteracką polszczyzną w słowie drukowanym poobcować. To jak to jest z Masłowską? Święta, co to ma aureolę, poklask w niebiosach i hołdy od żywych, czy też może skandalistka, gorszycielka i wszystko co najgorsze na tym padole? Myślę, że ludzie powinni sobie się zastanowić, ta dziewczyna ma dopiero dziewiętnaście lat, a mało kto byłby w stanie napisać coś tak interesującego, mając lat dziewięćdziesiąt. "Wojna polsko-ruska..." mnie intrygowała i irytowała od samego początku. Masłowska nie stała się moją ulubioną pisarką, nie zafarbowałam sobie włosów na kolor, jaki ma jej grzywa, nie kupiłam sobie nawet koszulki z jej podobizną, jednak na następną powieść czekam bardzo, z bardzo wielką ciekawością.

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Mój bolesny świat (2007-08-24)

Jerzy Lengauer 1Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

Dlaczego wojna polsko-ruska w tytule? Mam nadzieję, że to metafora mojego świata z początku lat dziewięćdziesiątych, a może i nawet przełomu z latami osiemdziesiątymi. Rzecz dzieje się wprawdzie już w XXI wieku, ale skojarzenie pozostaje. Pamiętam bazar w dwudziestokilkutysięcznym miasteczku i na nim Ruskich, krzyczących, brudnych, pijanych, cuchnących tanimi wschodnimi papierosami. Pośród nich my - młodzież, czasem również pijana, z tanimi papierosami w ustach. Oni w marnych dresach, my już w jeansach. Dla nas Ruski to był wróg, ktoś gorszy. Z nimi była wojna. Wojna mentalna. To popłuczyny po podejściu do Ruskich naszych rodziców. Jak bardzo niektórzy już wtedy chcieli przemalować ściany domów na kolor biało-czerwony, żeby zamanifestować swój patriotyzm, swoją pogardę. Masłowska zakpiła tą tytułową metaforą. Z nas samych. Z nas dwudziestoletnich, z nas czterdziestoletnich. I to chyba wszystko, co dobrego mogę napisać o książce. Pierwsze strony znudziły mnie niezmiernie. Nudę rozwiało nieco pojawienie się Andżeli, która wprowadziła do blokowej scenerii nieco subkulturowej fantazji, przynajmniej w ubiorze. Potem nadal jest normalnie, zwyczajnie. Seks z pozbawieniem dziewictwa, narkotyki, łażenie po mieście, po knajpach, piwo. Wszystko toczy się sennym trybem od jednego takiego zdarzenia do drugiego. Narkotyki, pigułki przeciwbólowe, alkohol, chętka na dziewczynę nie pozwalają zająć się czymkolwiek innym. Gdzieś tam w tych oparach zdarzają się nieprzewidziane sytuacje. Zdechł pies, dziewczyna zwymiotowała nie tam, gdzie powinna, plamy z dziewiczej krwi nie dają się usunąć ani z wersalki, ani z dywanu, ich ślady na spodniach to nie problem. Bohater powieści, Silny, jest normalną małomiasteczkową bądź osiedlową (blokowisko) postacią. W jego zachowaniu nic nie dziwi. Jego otoczenie jest prawdziwe aż do bólu. Przypieczętowuje to język bohaterów. Niegramatyczny (wzięłem, włanczam, poszłem), wulgarny. To nic nowego, nic zaskakującego. W tych środowiskach, na ogromnych połaciach naszych małych miast i w betonowych osiedlach w aglomeracjach to rzecz powszednia. Masłowska nie odkryła niczego. Opisała środowisko, z którym się być może zetknęła, w którym mieszkała. Nie ma w tym poezji, literatury. Nie ma żadnego przesłania. Żadnej zmyślnej konstrukcji fabuły. To tylko wycinek ze świata, w którym żyje wielu z nas, świata, o którym nie trzeba nam przypominać, bo jest bardzo bolesny. W trakcie czytania "Wojny polsko-ruskiej" pod wpływem jej języka nasunęły mi się skojarzenia z "Mechaniczną pomarańczą". Może zbyt przesadzone. Z kolei nieprawdopodobieństwo sytuacji, aczkolwiek w całkiem innym wymiarze, to jakby Niziurski dla niegrzecznych dwudziestolatków. A jeszcze prośba do zafascynowanych tą książką. Sięgnijcie dla porównania po powieści Bogdana Loebla. To też nasz świat, od którego próbowaliśmy uciec.

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Bełkot... (2007-07-25)

Wojtek i Monika 1Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!  Więcej o recenzencie

Zachęcony szumkiem medialnym (głównie "Polityka" była sprawcą tegoż) sięgnąłem po dzieło nastoletniej pisarki. Oj, aż w głowie zazgrzytało, toż to zupełny bełkot! I niepokój się pojawił, czyżbym nie pojął, nie zrozumiał; czy to może objawy sklerozy (przedwcześnie chyba?). Z obawą i ciekawością reakcji podsunąłem inkryminowane dzieło mojej Małżonce, która jest osobą wielce oczytaną, ludziom i światu życzliwą, tolerancyjną... "A cóż to za bełkot" zakrzyknęła po chwili Pani Żona! I tu uczucia ambiwalentne mnie dopadły, bo wprawdzie potwierdziła się moja opinia, a więc nie skleroza (jeszcze), tym niemniej powaga lansujących pannę Masłowską mediów, hurra-pochwalne recencje... Może z nami obojgiem coś jest nie tak? By ostatecznie rozwiązać dylemat Pani Żona zadzwoniła do dobrego znajomego - profesora, polonisty, sławnego literaturoznawcy, by ostateczny werdykt zasłyszeć. "Nie martwcie się" szybko uspokoił nas Profesor. "To JEST BEŁKOT". Tak więc w pełni potwierdzona Autorytetem opinia niżej podpisanego brzmi: TO BEŁKOT, nie dajcie się zwieść, nie pozwólcie się nabrać, nie traćcie czasu na wypociny panienki, która pisać nie potrafi i talentem literackim nie grzeszy. Swoją drogą, jakże szalonym, nie bójmy się powiedzieć: idiotycznym zjawiskiem jest ISTNIENIE, BYWANIE, wręcz LŚNIENIE w blasku jupiterów, na każdej stronie kolorowych czasopism, w telewizorni, rzecz jasna, rozmaitych nieudaczników: pisarzy bez talentu, nieumiejących zaśpiewać czysto jednej nuty "piosenkarek", "aktorów" wszelkiej płci i maści (nie szekspirowskich rzecz jasna, ale z "M jak miłość" i tym podobnych wykwitów geniuszu pożal się Boże "tfurców" przez duże TFU). Sztuka czy to wysoka, czy popularna wymaga zaistnienia trzech niezbędnych równorzędnych elementów: PASJI, TALENTU, UMIEJĘTNOŚCI. Gdy ich brakuje, mamy do czynienia z gniotem, takim jak, powtórzmy, ewidentny bełkot panienki Masłowskiej. Stanowczo odradzam!

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Geniuszka z mianowania (2006-10-03)

waldemar brzeziński  Więcej o recenzencie

Sprawa jest dość prosta. Krytyk to taki pisarz, który nie umie pisać i nie zna się na literaturze. Równocześnie tłuszcza, na szczęście coraz mniejsza, żąda od niego oświecenia, co jest dobre, a co złe. Krytyk z reguły nie lubi literatury, której sam nie napisał, ale co jakiś czas musi kogoś obwołać geniuszem, dla własnej wiarygodności. Masłowska świetnie nadaje się na geniusza: małolata z Wejherowa, która pisze na tyle niezrozumiale, że krytyk myli jej głos z głosem "nowego". Henryk Bereza, który właśnie dał Masłowskiej Nike, nie ma pojęcia o nowym świecie, który go otacza. Masłowska zresztą też nie. Geniuszem została trochę przez przypadek, ale teraz, ojcowie, trzeba w tę uliczkę brnąć. Czeka nas jeszcze wiele genialnych książek Masłowskiej, a każda nie do czytania.

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Intrygujący styl (2003-09-10)

Philippe Nowak  Więcej o recenzencie

Bez wątpienia, Dorota dokonała przełomowego dzieła w polskiej literaturze, jeżeli chodzi o formę. Bardziej sceptycznie można się odnieść do samej treści. Pod tym względem książka przyniosła mi niewiele. Jednak warto ją przeczytać dla barwnych określeń, jak choćby "Dzięki-uśmiecha się Andżela dość mętnie, jak rzadko zmieniana woda w rybkach akwariowych."

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Wymachując flagą z podobizną Masłowskiej

Paweł Biedrowski

Jestem pod wielkim wrażeniem debiutanckiej książki Masłowskiej! Po bardzo skrajnych odczuciach innych czytelników, od zachwytu po potrzebę przeżegnania się nad nią, podszedłem do niej z myślą, że albo przyłączę się do grona oklaskujących, albo opluwających Masłowską. Że nie będzie można pozostać wobec niej letnim, ocenić na 3. Tak lub nie. Jedynie ekstrema. I po przeczytaniu potwierdzam to moje założenie. "Wojna polsko-ruska" przedstawia świat dresiarzy, blokersów, tych grup, o których wcześniej inni bali się pisać, wychodząc z założenia, iż to, co niewypowiedziane, niezaznaczone słowem, tak naprawdę nie istnieje. Dalsza możliwość serwowania społeczeństwu papki o idyllicznym świecie po transformacji. Dlatego nie dziwi mnie wcale oburzenie znacznej części społeczeństwa, które żyło do tej pory w nieświadomości. Podana w tak dużej dawce prawda, w dodatku w wulgarny, lecz jakże realistyczny sposób, sprawia, że ludzie rzucają ją ze zniechęceniem, czują się przez nią brudni czy palą ją, nazywając antypolską. Po prostu ich czystość zostaje ubrudzona. Ale mimo tego nadal niektórzy nie przyjmują tej prawdy, chcąc wciąż się oszukiwać, że Masłowska przedstawiła świat przejaskrawiony i wykreowany. Także język książki wzbudza wiele kontrowersji. Pełno w niej wulgaryzmów, niegramatycznych wypowiedzi (poszłem, włanczać, ruski). Śmieszy mnie zarzut, że jak Masłowska mogła wydać książkę czy nawet napisać pracę klasową, skoro w ogóle nie zna polskiej ortografii! To narzędzie, za pomocą którego opisuje świat i rozumowanie Silnego, Lewego, Andżeli czy Nataszy. Oni tak się porozumiewają, nie upiększają słowotoku kwiatkami ani ozdobnikami. I Masłowska konsekwentnie pisze tym chaotycznym slangiem. Banalnym i bełkotliwym jedynie z pozoru. A w rzeczywistości to bardzo przemyślany, staranny, literacki; ba, nawet poetycki język. Obfituje w ukrytą i precyzyjną konstukcję zdań, niezwykłą zdolność autorki do wyszukanych i interesujących metafor. Mimo młodego wieku jest dojrzałym, wrażliwym, nawet i okrutnym obserwatorem. Potrafi stanąć z boku i przypatrzeć się trzeźwo ludziom, którzy przecież należą do jej pokolenia. Masłowska jest obiektywna, zdystansowana do przedstawianej rzeczywistości. Wprowadza nawet do książki własną postać (Masłoska) i potrafi być wobec siebie równie obiektywna, chociaż też trochę krytyczna. Doceniam ją również za ogromne poczucie humoru, a quiz urządzany Silnemu przez Alę sprawił, że zanosiłem się śmiechem. Jednak w istocie jest to obrazowanie za pomocą groteski, karykatury. Sposób pokazania świata odwróconych wartości, którego rytm wyznaczany jest kolejnymi kreskami amfy i jeszcze bardziej przesadnymi halunami i zjazdami. Ta 19-letnia dziewczyna, z ufarbowanymi na rudo włosami, skrępowana szumem medialnym wokół swojej osoby, odważyła się pokazać realia życia młodzieży z blokowisk, w których dominują narkotyki, brudny seks, przemoc. Świat jakby odwróconej na drugą stronę rękawiczki. Ci ludzie, i to pokazuje Masłowska, nie byli tacy zawsze. W Silnym tkwią bardzo duże możliwości, pod tym wizerunkiem imbecyla i narwańca jest tak naprawdę inteligentny i wrażliwy chłopak, który jak wielu przyjął złudną definicję szczęścia. Autorka przedstawia nam ich świat nie po to, by zaszokować i zawisnąć w galerii niepokornych buntowników. Ona chce nam otworzyć oczy. Uświadomić pokoleniu McDonaldsów i popcornu zagrożenie świata, do którego wielu wręcz dąży. Mnie książka wciągnęła i to też jest zasługa przemyślanej konstukcji. Jeśli ktoś tak pisze, mając lat 19, to: panie, panowie, mamy nowy ogromny talent w naszym kraju. I z wielką ochotą sięgnę po "Pawia królwej", chociaż też słyszałem, że można się nim albo zadławić, albo zaciągnąć. Brzmi jakoś znajomo.

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Niedorobiony twór

Edyta .

Z różnych recenzji wiedziałam już, że treść nie będzie dla mnie specjalnie ciekawa, że książka ogólnie niewiele wnosi. Ale niemal wszędzie trafiałam na zachwyty, dotyczące rzekomo doskonałej stylizacji języka (cyt.: „Uwagę zwraca zwłaszcza doskonale stylizowany język podkultury marginesu społecznego.”) Okazuje się jednak, że ta niby doskonała stylizacja zgrzyta mi niemal w każdym zdaniu. Ot, choćby kwestia zaimka „tę”. Mam tekst dresiarza, który mówiąc „w szczere oczy” czy też „mieć powinnem”, jednoznacznie kojarzy mi się z osobnikiem z gatunku tych, co na szkołę to głównie kamieniami rzucali, Polakiem zdecydowanie niewykształconym, bardzo zdecydowanie, bo już średnio ambitny uczeń podstawówki nie wypowie się w ten sposób. A zaraz potem mam: „tę wadę”, TĘ, gdzie z doświadczenia wiem, że bardzo niewielki procent społeczeństwa stosuje tę właśnie, poprawną formę, absolutnie zdecydowana większość bowiem, w tym także część wykształcona, nierzadko na poziomie wyższym, używa wyłącznie „tą”. Ale to nie koniec zgrzytów. Bo nasz dresiarz, posługujący się językiem polskim na naprawdę żałosnym poziomie, nierzadko wplata wyrazy, których nie powstydziłby się pan magister – mało że wplata, bo wpleść to każdy może, ale wplata naprawdę dobrze. Nie wydaje mi się, żeby zwykły nieuk używał określeń „paranormalny” (bo pewnie nawet do końca nie wie, co oznacza przedrostek „para”), „pozamałżeński”, „abnegat” (nawet błędnie), „zła kondycja”, „nadmiernie”, „niczym zwierciadło”, „mieli mi za złe”, „toteż”, „powiedziałbym”, „żenada”, „abstrakcyjne”, „respekt”, „etyczne matactwo”, „tymczasem” itp. Zastanawia mnie też niekonsekwencja w zakresie ortografii i interpunkcji. Bo albo decydujemy się na druk, symulujący oryginalne zapiski dresiarza – wtedy w tekście roi się od błędów wszelkiej maści – albo wydajemy z poprawną ortografią, bo zamierzamy oddać oryginalną wersję wyłącznie tekstu mówionego. Tutaj jednak takiej konsekwencji zabrakło (w tym miejscu to już ukłon w stronę wydawców, którzy nie podjęli stosownych kroków w celu ujednolicenia tekstu i poszli na żywioł, drukując jak leci), dzięki czemu mamy ogólnie niezłą ortografię z niczym nieuzasadnionymi wstawkami w stylu „poczym” czy „nie przyjemnym”. I to by było na tyle...

(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Nie Masłowska, lecz Kafkowska powinna się nazywać! (2004-09-08)

Hammerschmidt Ulrich  Więcej o recenzencie

Dorota Masłowska bądź jak powinniśmy powiedzieć ” ta Masłwoska ” , prowadzi nas swoja książką do świata bez pociechy dla pokrzywdzonych , książka ta jest obrazem wnętrza człowieka przegranego, który winą za swoje zmarnowane życie obarcza innych. To nie jest tylko czerwono-biała prowincja, prowincja ta ma również inne barwy, naturalnie i czerń, i czerwień, i złoto. Ta intelektualna , duchowa prowincja jest stołem dla stałych gości tego świata, którzy jako „Wykształceni” omijają ją ze wstydem. To jest brutalna zmiana perspektyw, którą tylko w niektórych przypadkach można znieść. Lektura tej książki nie pozostaje bez wpływu, jest na to zbyt głęboko irytująca (niepokojąca) i zbyt trudna do strawienia. Bohater jest pouczającym przykładem psychosocjalnej konstytucji młodzieńca wypchniętego ze społeczeństwa. Książa powinna być lekturą obowiązkową na studiach pedagogicznych na I semestrze. I wszystko to ujęte jest w języku metaforycznym, ordynarnym, niegrzecznym, ekspresywnym i surrealistycznym jednocześnie. Języka jak muzyka punkowa, wymowne obrazy zmieniają się w „ Staccato ” w gitarowych akordach. Obskurna dramaturgia sztuki, pokazująca świat, którego my, my czytający książki, właściwie nie chcielibyśmy znać. Literacki egzystencjalizm w wariancie hardcorowym. Dlatego też- zobacz nagłówek!

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Ta książka gwałci psychicznie.

Krzysztof Thallmann

Przeczytałem tę książkę, ponieważ chciałem znaleźć w niej coś całkowicie nowego i niepowtarzalnego. Znalazłem! Ta "Księga"zgwałciła moją etykę, moralność i nie mogłem potem spokojnie spać. Przeczytałem ją w jeden dzień, wchłonąłem ją całym ciałem i wszystkimi zmysłami. Od tego momentu moje zapatrywania na literaturę i ogólnie pojętą sztukę diametralnie się zmieniły. Cała książka spowodowała, że z uwagą i podejrzliwością patrzę na świat. Nie wiem, czy wszyscy podzielają moje zdanie i czy wszyscy mieli zbliżone do moich uczucia, ale powtarzam, że Dorota gwałci, zmusza do myślenia, pozostawia uraz psychiczny i rozdziewicza nawet najbardziej niedostępne umysły. Notka końcowa: chciałbym być bratem Doroty.

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Pełny sukces (2007-11-01)

Dawid Goliat  Więcej o recenzencie

Ta książka to szmira - ale za to ilu ludzi ją kupiło, aby przekonać się o tym na własnej skórze! Pełny sukces!

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Zgłoś nadużycie Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji

Przeczytaj wszystkie recenzje (42)

Książki - Zapowiedzi - zamów już dziś!

Książki - wszystkie zapowiedzi »

Książki - Bestsellery. Bądź na czasie!

Książki - wszystkie bestsellery »

Książki - Nowości - polecamy!

Książki - wszystkie nowości »