Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: X
Średnia ocena z 10 recenzji
(Dodaj własną)
- Wykonawca:
-
Kylie Minogue
- Firma fonograficzna:
-
EMI Music Poland
, 2007
- Nr katalogowy:
- 5154730
- Sprawdź inne tytuły:
-
Kylie Minogue
Dziesiąta w dyskografii, pierwsza od czasów Body Language (2003 r.) i pierwsza po bohaterskiej walce z nowotworem piersi (2005 r.) studyjna płyta Kylie. Na tajemniczo nazwanym krążku znajdziemy wcale nie pechowe 13 piosenek, w dużej części współtworzonych przez australijską artystkę, a nagranych w Londynie, Sztokholmie i na Ibizie. Co ciekawe, pierwszy singiel z tej płyty - 2 Hearts to kompozycja i produkcja londyńskiej formacji Kish Mauve.
| Posłuchaj utworów: |
| 1. 2 Hearts |
|
| 2. Like A Drug |
|
| 3. In My Arms |
|
| 4. Speakerphone |
|
| 5. Sensitized |
|
| 6. Heart Beat Rock |
|
| 7. The One |
|
| 8. No More Rain |
|
| 9. All I See |
|
| 10. Stars |
|
| 11. Wow |
|
| 12. Nu-di-ty |
|
| 13. Cosmic |
|
- X
- Wykonawca:
-
Kylie Minogue
Ani dobra ani zła
(2010-07-05)
esteczka
Więcej o recenzencie
Jaka Kylie jest każdy widzi. Czasem właśnie lepiej na nią patrzeć niż słuchać. A ta płyta? Można się w niej zakochać, można znienawidzić, wszystko zależy od stopnia odporności. Jeśli ktoś lubi disco łupankę z wdzięcznym, choć nie porażającym damskim wokalem, solidnie skrojone hity na parkiet, błyszczące glitterem i neonkowymi bransoletkami - to będzie całkiem zadowolony. Bo płyta wpada w ucho, nuci się ją, ale po jakimś czasie niemiłosiernie drażni. Płyta nie zaskakuje, nie jest zróżnicowana, i mimo przebojów takich jak '2hearts' .. i właściwie nie wiem jaki drugi hit wymienić! Bo wszystkie są w sumie jednakowe. Czy to dobrze? Nie dla mnie. Nic nie stracicie nie kupując tego krążka.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Z uśmiechem Kylie
(2009-12-30)
Mateusz
Kó
Więcej o recenzencie
Kylie Minogue nagrała nowy album. Przyznam, że zainteresowałem się nim po wydaniu trzeciego singla. Trzy wyśmienite piosenki muszą świadczyć o dobrym albumie. "2 hearts" to utwór, powiedziałbym "niecodzienny". Trudno o taki utwór w radio i brawa dla Minogue, że dała go na singla. Później "Wow". Może mniej ambitny, ale na wysokim poziomie w swojej dyskotekowości. Jest to utwór stworzony na parkiet i dla rozgłośni. Jeśli takie piosenki fundowaliby nam w radio, byłbym największym fanem gorących dwudziestek. Myślałem, że promocja albumu Kylie skończyła się na tych dwóch propozycjach. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem "In my arms". Zdziwiłem się, gdy piosenka ta zyskała tak dużo popularność. Ludzie chętnie przyjęli tę nowoczesną propozycję Kylie. Pani Minogue to ogólnie piosenkarka, która tworzy muzykę na naprawdę wysokim poziomie i bije na głowę inne księżniczki i królowe. Jej nie zależy na jakiejś plakietce. Wystarczy chyba muzyka. Madonna udowodniła albumem "Hard Candy" jak mały wpływ miała na jego nagranie. A tutaj? Widać, że Kylie wykonała tę pracę całym swoim sercem. Ta płyta naprawdę warta jest kupna. Nie tylko dla piosenek, które zostały singlami. "Nu-di-ty", "Speakerphone", "Heart beat rock" to świetne kawałki, szczególnie na parkiet. Nie mogę zapomnieć o znakomitym "All I see", z lutnią w tle. Ten album naprawdę jest barwny, pomysłowy, albo po prostu: świetny. Minęło trochę czasu od jego premiery, ale to wciąż płyta, którą warto kupić. Album oceniam na 5 czarodziejów. Album na pewno nie jest idealny, zawiera parę potyczek, ale z pewnością opłaca się go mieć. Rzadko płyta w całości jest tak dobra jak ta.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przebój + przebój = Kylie, czyli jubileuszowe podsumowanie kariery ubrane w nowe szaty
(2009-03-27)
Kamil
Stasiewicz
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Kylie Minogue powróciła! Po długim okresie muzycznej posuchy spowodowanej walką z nowotworem, ta znana na całym świecie Australijka przygotowała zupełnie nowy materiał. Choć określanie nowej płyty „zupełnie nową” wydaje się przesadzone. Jest to 10 studyjny krążek w karierze Kylie, więc łatwo można spostrzec, że nie będzie on specjalnie błyszczał, z kolei uzupełniał muzyczne dokonania artystki na przestrzeni lat. Słuchając „X” doczekałem właśnie takiego podsumowania. Z każdej swojej poprzedniej płyty Kylie zabrano po trosze kilka znanych nutek, po trosze beatów no i podszlifowano stare teksty. Nie wyszła z tego wielka niewiadoma w postaci „X”, gdyż jestem niemal pewien, że tytuł krążka jest wyłącznie związany z numerem porządkowym (w końcu X to w rzymskiej pisowni arabska 10). Przejdźmy zatem do samej zawartości płyty. Otwiera ją dosyć tajemnicze (bo ukryć się tego nie da) „2 Hearts” będące pierwszym singlem. Ale to tylko początkowa odskocznia, do tego krótka. Dalej z kolei słyszymy starą Kylie, która chce kąpać nas w nowych beatach, mimo że to niemożliwe. „In My Arms”, „Wow”, „Heart Beat Rock”, „Stars”, nie są świeże, za to pożądane na listach przebojów, ale stanowią jak wspomniałem wyżej, pewną symbolikę, jubileuszowe podsumowanie kariery pani Minogue. Płyta z pewnością sprzeda się świetnie, z tego względu, że Kylie przedstawiać nie trzeba, a na liście najbardziej znanych gwiazdek pop, znajduje się w ścisłej 5. co prawda Madonny nigdy nie zdetronizuje, ale nad Britney ma pełnię władzy, w końcu jak ktoś tu wspomniał musi się szczycić jedynie koroną księżniczki. Na koniec kilka słów co do polskiego wydania krążka. Nie zabrzmi to miło. Wydanie jest biedne, bardzo ubogie, zrobione „na odwal”. Książeczka dołączona do płyty zawiera znajome zdjęcia Kylie, i kilka notek, kto przy krążku współpracował. I na tym koniec. Chyba nie muszę przypominać, że każda dobra płyta warta swojej ceny (w zależności od wartości materiału oczywiście) powinna zawierać teksty piosenek. Tutaj ni widu, ni słychu, Ale cóż. Mieszkamy w Polsce, jak chcesz Polaku kupić taniej licz się z pewnymi stratami estetycznymi. Dziwi mnie jedynie fakt, że nabyłem swego czasu w merlinie, kilka płyt znanych artystów (nie zdradzę jakich, byście nie byli zaskoczeni), wydanych dużo lepiej, zawierające teksty piosenek, a to wszystko w mega śmiesznej cenie. Jaki z tego wniosek? Panowie wydawcy nie róbcie z Kylie nowej gwiazdy, jeśli już nią jest i wydawajcie jej płyty adekwatne do materiału, bo „X” mimo, że przyjemna nie będzie kamieniem milowym w historii popu, ani tym bardziej w karierze samej Kylie.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
W pogoni za modą
(2008-04-29)
Łukasz
Ograbek
Więcej o recenzencie
Kylie Minogue zna swoje miejsce w świecie muzyki pop. Kylie Minogue wie, że nigdy nie osiągnie pozycji artystki Madonny, nie sprzeda tylu płyt, nie zdobędzie takiego uznania krytyki. Kylie Minogue jest księżniczką muzyki pop bez szans na zdobycie korony królowej. Ale ona wcale nie ma takich ambicji. Jej celem jest dawanie ludziom rozrywki na przyzwoitym poziomie. I osiąga ten cel po raz kolejny. Przy pomocy pokaźnego grona producentów i kompozytorów.
Płytą "X" pokazuje, że świetnie się orientuje w bieżących trendach i nie zamierza zostawać w tyle. Proponuje błyskotliwą mieszankę tego co modne, zaznaczając wyraźnie, że to ona a nie ktoś inny. Kylie tym razem nie prezentuje się tak słodko. Pokazuje pazurki w singlowym "Two Hearts", zmysłowo uwodzi w fantastycznym "Like a Drug", zamiast śpiewać figlarnie recytuje tekst w "Heart Beat Rock". Odnajduje się całkiem nieźle w rytmicznym połamańcu "Nu-di-ty", który pewnie chętnie widziałaby na swojej ostatniej płycie Britney. Zaskakuje niezwykle zgrabnym i szlachetnym, wyraźnie amerykańskim "All I See" (tym razem Janet Jackson może czuć się pokrzywdzona).
Prawie wszystkie z 13 utworów zamieszczonych na "X" to po prostu świetne taneczno-popowe kompozycje stanowiące idealny materiał na single. To właśnie oraz nienachalna ale pomysłowa i nowoczesna produkcja decyduje o atrakcyjności 10-tego już albumu australijskiej gwiazdy.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Lepiej niż BL, gorzej niż FEVER
(2007-12-27)
MaTTs
Więcej o recenzencie
Płyta jest dobrze wyprodukowana, ale to oczywiste - robili to zawodowcy. Piosenki dobre, ale wyróżnia się jedynie pięć. Płyta oczywiście dobrze się sprzeda, przecież to Kylie z masą fanów, ale nie ma szans na osiągnięcie sukcesu albumu FEVER. Te parę wyróżniających się piosenkek będzie (lub już są) singlami, niestety żaden z nich na miarę CAN`T GET U OUT OF MY HEAD. Piosenki w stylu Kylie, refren LIKE A DRAG brzmi podobnie jak inna piosenka tej artystki. Najbardziej wyróżnia się oryginalna NU-DA-TY, dla wielu okropieństwo, a dla mnie - świeży electropop z nutką stylu Kylie, czyli coś bardzo fajnego. Obraża mnie, że wersja płyty którą mam posiada tylko 2 strony książeczki, dla biedniejszych krajów centralnej europy, w tym polski, a płyta kosztowała 40PLN - więc za te pieniądze chciałbym kilka fot obejrzeć...
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Kylie nie jest "X"
(2007-12-07)
Art
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Kylie, jest jak blask dyskotekowych neonów. Jest jak migotliwy diadem, współczesnej gwiazdy pop, kokietującej subtelną erotyką, która posiada dobry smak i własne granice. A że od 1988 roku, idzie przebojem przez życie, tak ten właśnie fakt, może być tylko fascynującym, w świadomościach fanatycznych słuchaczy. Dla reszty nie ma znaczenia. Nowa płyta "X", nie ma w sobie krzty weekendowego luzu, znanego z "Light Years", tudzież brzmieniowej konsekwencji, charakterystycznej dla płyty "Fever". "X", to klubowe lata 80 tyle, że w cyfrowych szatach, ("Like Drug", "In My Arms", "The One", "Stars", "Wow"). To także nudne "All I See" i "No More Rain", koszmarne, komputerowe "Speakerphone", kuriozalne "2 Hearts" oraz dziwne "Sensitized". Do prawdy za dużo tutaj nijakich, pozbawionych dawnego blasku piosenek, w których Kylie nie odkrywa żadnych, nowych lądów. Brak tutaj brzmieniowego freshu i "czegoś", co po raz kolejny obroniłoby status Kylie Minogue, przed kolejnym upadkiem z piedestału muzyki pop. Osobiście płycie nie wróżę laurów, ale fani każdej gwiazdy są jak kibice sportowi, mało obiektywni i fanatyczni. Tak, więc o sprzedaż "X", chyba niepotrzebnie się zamartwiam.
(4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Solidny powrót księżniczki
(2007-11-17)
Piotr
Grabarczyk
Więcej o recenzencie
Właśnie jestem po pierwszym przesłuchaniu "X" i muszę powiedzieć, że dosyć miło się rozczarowałem. Wbrew sobie trochę zapoznałem się z tymi wszystkimi previewami, które krążyły po sieci i mój entuzjazm nie był zbyt duży. Po raz kolejny jednak przekonałem się, że są one niezbyt miarodajne i nijak mają się do rzeczywistej wartości pełnych utworów. Rozpoczynające album "2 Hearts" od samego początku mnie nie przekonywało i w sumie to się nadal nie zmieniło, aczkolwiek jakoś już mniejszy uraz mam do tego utworu i tak mocno moich uszu nie krzywdzi. Na szczęście, kolejne piosenki to już kawał dobrej roboty. Specem od Kylie wprawdzie nie jestem, ale słyszę parę muzycznych nawiązań do jej poprzednich dokonań, ale in plus, bo takie "In My Arms" nieodwołalnie kojarzy mi się z "Love At First Sight". Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie doszukał się jakichś podobieństw do Madonny - znalazłem dwa. "No More Rain" bardzo przypomina mi produkcje Williama Orbita dla Madonny i jest to chyba najlepsza rekomendacja... Wprawdzie melodia nie porywa, ale tło muzyczne jest wyborne. Z kolei w trakcie "Wow" cały czas słyszę "Holiday" - nie jestem w stanie powiedzieć, który element piosenki dokładnie powoduje taką refleksję, ale od pierwszej sekundy wprost nie mogę wyzbyć się tego wrażenia. Wskazałbym teraz faworytów albumu, ale na chwilę obecną jest ich dość sporo, więc może wypunktuję tylko cudownie te, które do gustu mi nie przypadły póki co - wspomniane "2 Hearts", "Nu-di-ty" i trochę nazbyt amerykańskie momentami, zamykające płytę "Cosmic". Czyli tylko 3 utwory - aż sam się sobie dziwię, cóż, chyba aura dnia albo chwilowa niedyspozycja naczelnego nie-fana Kylie. Podsumowując, panna Minogue żadnej rewolucji muzycznej nam nie zafundowała, ale też nikt od niej tego nie oczekiwał, a i sama artystka takich ambicji chyba nigdy nie miała i dobrze, bo dostaliśmy ładną, zwiewną, słodką, ale nie do przesady, porcję dobrego dance/popu. W sam raz w czasie oczekiwania na kolejny longplay Madonny.
(3 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji