Powojenne zapiski autora "Szkiców piórkiem", fragmenty dziennika pisanego we Francji w latach czterdziestych przed wyjazdem z Europy oraz w Gwatemali w latach pięćdziesiątych. Tom zamykają poruszające notatki z 1958 r., pisane w obliczu ciężkiej choroby.
Śladami wielkiego pisarza
(2009-10-29)
Bogdan
Buczek
Więcej o recenzencie
Po przeczytaniu „Szkiców piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego pierwsze rozdziały tego „dziennika” nie czytało mi się tak jak „Szkice...”. Inny styl inny temperament. Te kolejne dni mijały nudnie i rozwlekle. Wyczuwało się w nich to zniechęcenie całą Francją, stylem życia, tą Francją walczącą o jedzenie, spanie, tą Francją zakłamaną. Nie mogłem w tych pierwszych stronach znaleźć pana Andrzeja tego piszącego leciutkim „piórkiem”. Dopiero gdy znalazł się on na statku zmierzając do egzotycznej i odległej Gwatemali znalazłem tego samego autora co w „Szkicach...” tak jakby wstąpił w niego nowy a raczej stary duch. Każdy opisany dzień to frajda dla mnie czytającego. Jego lekkie „piórko” znowu zaczęło malować, każdy jego opis otaczającej rzeczywistości to dla mnie kolejny stojący przed moimi oczami obraz, tak jakbym się znajdował tuż obok pana Andrzeja widząc to morze, brzegi Hiszpanii, mijający Giblartar, te bawiące się ze statkiem delfiny, fruwające rybki. Odwracając głowę na widok zwracanego morzu lub walającego się po pokładzie „makaronu z pomidorami”, czując zapach tych niemytych nóg współpasażerów. Niezapomniane będą dla mnie czytającego te chwile kiedy statek dopłynął do portu w Wenezueli La Guaira, wyspy Curacao, Panamy. Tak dzięki Bobkowskiemu ja tam byłem w swoich „fata morgana” obrazach. Następnie jest Gwatemala i ponownie okres wojny, rewolucji, strzelaniny i bombardowań. Autor tak jakby kroczył począwszy od Francji od jednej wojny do drugiej. Ponownie jak w „Szkicach ...” zamieszcza swoje wywody dotyczące polityki, szerzącego się już po całym świecie komunizmu. Następnie wspaniały opis w stylu Antoine de Saint-Exup'erego długi lot samolotem do Stanów Zjednoczonych na zawody modelarzy, spotkania zwiedzanie i refleksje z lat młodzieńczych spędzonych w Polsce. Do końca swoich dni autor posługiwał się swym „piórkiem”. Świetnie pisał pan Andrzej szkoda, że już jego nie ma a jego dusza znajduje się na „tamtym świecie”. Teraz na pewno też tak pięknie opisuje swoje dni w tej innej przestrzeni. Mam nadzieję że tam już bez wojen, rewolucji znowu opisuje swoim lekkim i wspaniałym „piórkiem” to co widzą jego wrażliwe oczy. Jak znajdę się i ja w „tamtym świecie” – mam nadzieję, że znowu będę mógł dzięki niemu poznawać „tamten świat” i razem z nim poprzez jego „dzienniki” wędrować, odkrywać piękno i podziwiać „tamten świat”. Gorąco polecam, prawdziwa uczta.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji