Pełny opis produktu
Średnia ocena z 12 recenzji
(Dodaj własną)
- Zagubieni w Tokio
- Autor:
-
Marcin Bruczkowski
- Wydawnictwo:
-
Rosner & Wspólnicy
, Maj 2007
- ISBN:
- 978-83-60336-18-2
- Liczba stron:
- 398
- Wymiary:
- 145 x 205 mm
- Sprawdź inne tytuły:
-
Marcin Bruczkowski
Autor bestsellerów "Bezsenność w Tokyo" i "Singapur czwarta rano", w swojej trzeciej książce proponuje Czytelnikom powrót do Japonii.
Bohater "Zagubionych w Tokio", młody, pracujący w małej wytwórni płytowej grafik z Polski Michał Jachimczyk poszukuje swego przyjaciela Jamesa, który pewnego dnia nie przyszedł do pracy i słuch po nim zaginął."
Czy zwrócenie się o pomoc do Gajdzina i Seana było dobrym pomysłem?
W jaki sposób japońscy policjanci przesłuchują podejrzanych cudzoziemców?
Jakie danie przygotować na pierwszą randkę z japońską dziewczyną?
Czy wizyta w tokijskiej loży masońskiej i w siedzibie sekty religijnej pomoże w rozwikłaniu zagadki zniknięcia Jamesa?
Marcin Bruczkowski, znany jako Gajdzin, zaprasza nas do Japonii, doskonale wiedząc, że wrócimy z tej wirtualnej podróży lekko oszołomieni, mocno zdziwieni, a może nawet troche zmienieni...
- Zagubieni w Tokio
- Autor:
-
Marcin Bruczkowski
Pewnych rzeczy, kiedy nie są prawdziwe lepiej żeby nie było
(2007-05-16)
Kasia
Krzywicka
Więcej o recenzencie
Nie lubię czytać zachęcających zapowiedzi ma okładce książek. Nie lubię, bo nijak nie oddają tego, co jest w środku. Garść zdań mających przyciągnąć, zwabić i zatrzymać. Wystarczy mi lekki zarys fabuły - resztę wolę odnaleźć sama. Kiedy przeczytałam "Zagubionych w Tokio" i wróciłam do krótkiego opisu na okładce – zaśmiałam się tylko w duchu do siebie, bo książka jest daleko głębsza, niż mógłby wskazywać na to okładkowy wabik. Jednym zdaniem można by było powiedzieć, że "Zagubieni w Tokio" to historia Michała Jachimczyka, poszukującego swojego zaginionego przyjaciela Jamesa, który pewnego dnia przestał pojawiać się w pracy. Co w tym ekscytującego? Tymczasem jest to najlepsza powieść Marcina Bruczkowskiego – po bardzo japońskiej "Bezsenności w Tokio" i muzycznej "Singapur, czwarta rano". Najbardziej dopracowana, przemyślana, dobrze skonstruowana. Książka podobno najdłużej "się pisała", ale wyszło jej to tylko na dobre. "Zagubieni w Tokio" wciągnęli mnie w swój klimat po uszy, a naprawdę rzadko się to zdarza. Po pierwsze – przygoda. Nie jestem zwolenniczką książek z wątkiem sensacyjnym. Tutaj intryga snuła się w taki sposób, że z niecierpliwością przerzucałam kolejne stronice. Gęsta atmosfera tajemnicy, zagęszczająca się z każdym kolejnym zdaniem. Tak jakby James obserwował bohaterów z boku i czekał czy uda im się rozszyfrować zagadkę. Mało tego – on obserwował nie tylko bohaterów, ale i czytelnika jakby śmiejąc się zza kulisów z tego, że jesteśmy tak blisko, a nie widzimy wyraźnych wskazówek. Trochę mi to przypominało komputerową grę przygodową, w której trzeba znaleźć kolejne drzwiczki, rozszyfrować jeszcze jedno hasło i wreszcie otworzyć zamek z rozwiązaniem. Tylko znikąd nie ma jasnej podpowiedzi – i to jest najfajniejsze w całej zabawie. Do ostatniej strony jej szukamy. Po drugie – element "obcości" i zagubienia. Nie chodzi tylko o obcość w zupełnie egzotycznym dla głównego bohatera mieście. Nie chodzi nawet o tkwienie w "pierwszej fazie" przystosowania do Japonii. Chodzi o obcość taką ludzką, brak zrozumienia i powierzchowność relacji. O ucieczkę na koniec świata od problemów, niewypowiedzianej samotności, żeby w momencie przełomowym odnaleźć siebie. Kiedy przeczytałam: "Sufit był bezlitosny. Nie pozwalał nie myśleć. Stał się ekranem, na którym oglądałem cztery lata swojego życia. Pełne... pełne czego? Ludzi, których znałem? Ale czy znałem? Miałem wrażenie, że razem z kręgosłupem zastrzału doznała cała moja misternie skonstruowana struktura istnienia. Że wszystko rozsypało się na drobne kostki. Że niczego nie można być pewnym, nic nie jest takie, na jakie wygląda. Ot stosik kości rozsypanych w artystycznym nieładzie na podłogowej macie. Pytanie, czy da się z nich na powrót coś zbudować", pierwszy raz od bardzo dawna poczułam, że rozumiem emocje głównego bohatera i wieloznaczność tytułu powieści. Smakowite. Lubię takie wyjście poza powierzchowność uczuć. Takie podejście zawsze porusza we mnie jakąś strunę w sercu. Obcość w innym kraju jest kolejnym aspektem, który mną poruszył – z takiego etnograficznego punktu widzenia. Ta głęboka potrzeba przezwyciężenia samotności w obcym miejscu sprawia, że główny bohater gubi gdzieś swoją tożsamość. Wtopienie się w inną kulturę, nawet, jeśli nie jest ona tak totalnie różna od naszej jak japońska, jest z założenia niemożliwe, frustrujące, trudne... do momentu, gdy nie uświadomimy sobie prostej prawdy - Be yourself, no matter what they say. Przydatna bywa także we własnym, oswojonym miejscu... Pozostaje tylko mieć nadzieję, że autor wykorzysta swój talent obserwacyjny i jego kolejne powieści oprócz niewątpliwie smakowitych kąsków japońskich, będą podążały w kierunku rozbudowanej fabuły, intrygi i życiowych przemyśleń... co zostało zapoczątkowane w "Zagubionych w Tokio".
Ta książka jest prawdziwa, dlatego dobrze, że zaistniała... Chcę czytać o emocjach z męskiego punktu widzenia, zwłaszcza, kiedy nie są one potraktowane w powierzchowny sposób. PS. Do tej pory nie wiem jednak co się podaje japońskiej dziewczynie na pierwszej randce - jak wskazuje na to opis na okładce.
(9 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Rewelacja
(2007-05-30)
Anna
Stromidło
Więcej o recenzencie
Zaczęło się od kupienia książki na urodziny z racji mojego uwielbienia Japonii. Przygotowana, mając wiele wolnego czasu zasiadłam do lektury. Zdążyłam w trakcie lektury zjeść dwa opakowania ryżowych krążkow, cała bombonierkę z wiśni w likierze. I byłoby więcej, ale tak się zaczytałam, że do końca nie ruszyłam tyłka z fotela. Zapowiadała się tak jak i "Bezsenność" i "Singapur", czyli fajnie. A okazała się jeszcze lepsza od tych dwóch pozostałych. Tak mnie zaciekawiła, źe jak dobrnęłam w ekspresowym tempie do końca to okazało się, że chcę wiedzieć co będzie dalej. Uważam, że autor, czyli pan Bruczkowski, przekonał mnie do swojego kunsztu literackiego już na 100%. Przygody Mih-au zapierają dech w piersi. Dobrze, że jest jedna osoba, która nie podaje tylko suchych faktów na temat tego pięknego kraju, ale pokazuje czytelnikowi rzeczy, których nie znajdziemy w żadnym przewodniku. Bardzo spodobało mi się spojrzenie na "Krzaczki", czyli rozeznanie w piśmie. Jak roszyfrować to, co jest napisane na niektorych informacjach. Polecam tym, którzy lubią dobrą książkę. Ja zrobiłam sobie naprawdę dobry prezent na urodziny.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Warto
(2007-05-28)
Kasia
Naszarkowska
Więcej o recenzencie
W jednym z wywiadów autor "Zagubionych w Tokio" powiedział: "(...) Zasiadanie w fotelu z moją książką w rękach ma sens, jeśli chcemy spędzić kilka godzin czytając książkę. Dobrze się bawiąc. Czasem zamyślając. Budując swój własny świat wyobraźni, zaglądając do głów innych ludzi i do swojej własnej. Po to są książki. (...)". Marcin napisał kolejną powieść opierając się na tej prostej prawdzie i po raz już trzeci bezbłędnie trafił w oczekiwania swoich czytelników. Zasiądnięcie w fotelu z jego nową książką jak najbardziej ma sens (zwłaszcza dla tych, którzy przeczytawszy dwie poprzednie - na najświeższą czekali z niecierpliwoscią) - naprawdę pozwala świetnie się bawić, ale od czasu do czasu także i poddać refleksjom, a nawet wzruszyć. I każdy, kto przyjmie wspominaną prostą prawdę Marcina Bruczkowskiego - znajdzie na kartach "Zagubionych w Tokio" to "coś" tylko dla siebie. Dla jednych będzie to opowieść o poszukiwaniu i odnajdywaniu/odkrywaniu w sensie materialnym i duchowym. Dla drugich - historia sensacyjna (faktycznie trzymająca w napięciu i zaskakująca do ostatniej linijki), rodem jak spod pióra poczytnego amerykańskiego (na przykład) pisarza. A dla jeszcze innych, jak dla mnie - opowieść o przyjaźni, o wartości, która w dzisiejszym pędzącym na łeb i na szyję świecie wydaje się czasem zanikać, a która jest przecież jedną z tych rzeczy, które stanowią o sensie i "kolorystyce" naszego życia. Opowieść zdecydowanie budująca i napawająca optymizmem. Nowa książka Marcina to też po prostu pudełko pełne niespodzianek - rzeczywiście nie sposób się nie zgodzić, że od swojej pierwszej powieści autor zdecydowanie rozwinął skrzydła i niejednym nas w "Zagubionych w Tokio" zaskoczy, w dobrym tego słowa znaczeniu... Warto.
(1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Gorąco polecam
(2007-05-24)
Wioletta
Rosińska-Kania
Więcej o recenzencie
"Nikt nie zauważył, kiedy James Yoshino przestał przychodzić do pracy". To pierwsze zdanie z najnowszej książki Marcina Bruczkowskiego. Nikt nie zauważył... natomiast wszyscy w moim domu zauważyli zniknięcie Fiolki na dwa dni. Pochłonięta czytaniem nowego tytułu, kompletnie zapomniała o bożym świecie. Nowa książka jest inna od pozostałych... zaryzykowałabym nawet stwierdzenie: "dojrzalsza", choć równocześnie niepozbawiona tej znanej nam lekkości pisania i ogromnego poczucia humoru. A może się mylę? Może po prostu to Sean i Marcin, którzy pojawiają się w książce, są starsi albo główny bohater kompletnie różni się od zwariowanych kolegów? Głównym motywem książki jest poszukiwanie przez Michała Jachimczyka, grafika małej wytwórni płytowej, swego zaginionego kolegi Jamesa. Poszukując przyjaciela, odnajduje prawdę o sobie samym... Autor bardzo mądrze, dowcipnie, a także krytycznie (co osobiście bardzo sobie cenię), patrzy na świat. Cudownie przy tym fascynuje swoją wrażliwością... Po przeczytaniu książki zupełnie nieświadomie włączysz Dire Straits, zanucisz: "Było nas trzech..." przy zmywaniu, a na dobranoc przeczytasz dziecku Kubusia Puchatka... prawda Prosiaczku??? Książka sama się czyta (podobno sama się też pisała) więc nic w tym dziwnego, a ponadto autor kompletnie zaskakuje czytelnika zakończeniem... Zresztą, czy to pierwszy raz? Jak mawiają mądrzy ludzie: "Prostota jest zasadą zarówno wielkich wynalazków jak i wstrząsających opowieści...". Bardzo polecam i z niecierpliwością czekam na kolejne.
(7 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Znakomita powieść, wciąga jak odkurzacz...
(2007-05-22)
Czesław
Grojnicki
Więcej o recenzencie
"Bezsenność w Tokio" była znakomita jako debiut. Przeczytałem ją dwa razy, chociaż nie jestem fascynatem Japonii. "Singapur, 4 rano" też mi się podobał. Ale dopiero w "Zagubionych w Tokio" Bruczkowski naprawdę rozwinął skrzydła. Przeczytałem w rekordowym czasie i odłożyłem na specjalną półkę z książkami, do których się wraca... To nie jest kryminał ani sensacja, ani literatura faktu. To klasyczna powieść. Bardzo piękna i dojrzała. Fascynująca historia bardzo nieprzeciętnego człowieka mieszkającego w bardzo nieprzeciętnym miejscu... chociaż czasem bohater wydawał mi się dziwnie znajomy. Polecam z całego serca. Jedna z najlepszych książek, jakie czytałem.
(7 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Gorąco polecam
(2007-05-19)
Wioletta
Rosińska-Kania
Więcej o recenzencie
"Nikt nie zauważył, kiedy James Yoshino przestał przychodzić do pracy". To pierwsze zdanie z nowej książki Marcina Bruczkowskiego - "Zagubieni w Tokio". Nikt nie zauważył..., natomiast w moim domu domownicy zauważyli zniknięcie Fiolki na dwa dni, pochłonięta czytaniem nowego tytułu kompletnie zapomniała o Bożym świecie. Nowa książka jest inna od pozostałych... zaryzykowałabym nawet stwierdzenie: "dojrzalsza"? Choć równocześnie niepozbawiona tej znanej nam lekkości pisania i poczucia humoru. A może się mylę? Może po prostu to Sean i Marcin, którzy pojawiają się w książce, są starsi lub główny bohater (też Polak) kompletnie różni się od zwariowanych kolegów? Głównym motywem książki jest poszukiwanie przez Michała Jachimczyka, grafika małej wytwórni płytowej, swego zaginionego kolegi Jamesa. Poszukując przyjaciela, odnajduje prawdę o osobie samym... Autor bardzo mądrze, dowcipnie, a czasami krytycznie patrzy na świat. Cudownie przy tym fascynuje swoją wrażliwością... Po przeczytaniu książki zupełnie nieświadomie włączysz Dire Straits, zanucisz: "Było nas trzech..." przy zmywaniu, a na dobranoc przeczytasz dziecku Kubusia Puchatka... prawda Prosiaczku? Książka bardzo dobrze się czyta i kompletnie zaskakuje zakończeniem... Zresztą, czy to pierwszy raz? Jak mawiają mądrzy ludzie: "Prostota jest zasadą zarówno wielkich wynalazków jak i wstrząsających opowieści...". Bardzo polecam.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(12)