Kora nie do zdarcia!
(2007-02-03)
Adam
Morawski
Więcej o recenzencie
Złota kolekcja Maanamu to wygodne rozwiązanie dla osób, które nie czują się na tyle związane emocjonalnie z Korą i muzyką zespołu, aby słuchać ich piosenek codziennie. Mamy tutaj dość ciekawy - żeby nie powiedzieć - niekompletny jak na liczbę wylansowanych przebojów - zestaw dokonań. Nie ogarnia on jednak wszystkiego w sposób obiektywny. Gdyby nie wydano drugiej części składanki, posłałbym ten album do piekła. W końcu niejeden fan przyzna bez bicia, że najwspanialszy Maanam to Maanam najwcześniejszy, najbardziej punkowy, dynamiczny i zbuntowany. Tutaj jednak przeważa repertuar z lat dziewięćdziesiątych, kiedy teksty Jackowskiej oscylują między łkaniem odrzuconej, wiejskiej, naiwnej dziewuchy ("Twist") a nagminnym odcinaniem kuponów od "Kocham cię kochanie moje". Nawet największy romantyk może w pewnym momencie ulec znużeniu tym przesytem "poetyckiej miłości". Płyta jedynie w zestawieniu z drugą częścią Złotej kolekcji zyskuje na wartości. Widocznie ktoś mądry doszedł do wniosku, że Maanam ostatniej dekady dawno się już skończył i to, co stworzone zostało najwcześniej, najlepiej się dzisiaj broni. Szkoda jedynie, że obie składanki nie zostały wydane jednocześnie. Młodzież niezorientowana głębiej w twórczości Kory mogłaby poznać jednocześnie undergroundowy i kapitalistyczno-komercyjny styl muzyczny artystki, bo być może niektórych mógł zawieść brak tak wielu udanych rockandrolli zespołu, dzięki którym grupa przeszła do legendy. Pozostaje jednak nadzieja, że idąc za ciosem, większość słuchaczy nabyła część drugą.
Należy pamiętać, że to tylko esencja, bo nic nie zastąpi regularnych płyt Maanamu. Kora 20 lat temu okryła drzewo mojego życia i raczej nie zostanie zdarta zbyt szybko.
(4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji