-
Twilight / Zmierzch [OST],
Muzyka,
CD,
cena:
37,49
zł
-
Saga zmierzch: Księżyc w nowiu - Edycja limitowana (2DVD), Chris Weitz,
Filmy,
DVD,
cena:
29,99
zł
-
The Twilight Saga: New Moon / Saga Zmierzch: Księżyc w nowiu [OST],
Muzyka,
CD,
cena:
37,49
zł
-
Zmierzch, Stephenie Meyer,
Książki,
cena:
38,49
zł
-
Księżyc w nowiu, Stephenie Meyer,
Książki,
cena:
28,99
zł
Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Zmierzch
Średnia ocena z 25 recenzji
(Dodaj własną)
- Reżyseria:
-
Catherine Hardwicke
- Tytuł oryginału:
- Twilight
- Seria:
-
Saga Zmierzch
- Produkcja:
-
USA
, 2008
- Czas trwania:
- 01:55:00
- Dźwięk:
- DD 5.1 angielski, polski (lektor)
- Format:
- 16:9
- Płyta:
- DVD-9
- Występują:
-
Peter Facinelli
,
Robert Pattinson
,
Elizabeth Reaser
,
Nikki Reed
,
Kristen Stewart
- Sprawdź inne tytuły:
-
Catherine Hardwicke
- Dystrybucja:
-
Monolith Video
- Napisy:
- polskie
- Dodatki:
- menu główne, wybór scen, zapowiedzi, zwiastun
Ekranizacja pierwszej części bestsellerowego cyklu powieści Stephenie Meyer ze wschodzącymi gwiazdami Hollywood w rolach głównych. Pełna pasji, zniewalająca opowieść o zakazanym, burzliwym i niebezpiecznym romansie młodej dziewczyny i nieśmiertelnego wampira.Bella Swan (Kristen Stewart) różni się od swoich koleżanek z liceum. Nie interesuje jej moda ani bujne życie towarzyskie. Kiedy sytuacja rodzinna zmusza ją do przeprowadzki w mgliste okolice Waszyngtonu, nie spodziewa się, że w jej życiu zajdzie jakaś zmiana. W nowej szkole poznaje jednak olśniewająco przystojnego, a jednocześnie tajemniczego i nieodgadnionego Edwarda Cullena (Robert Pattinson). Chłopak jest inteligentny, błyskotliwy i intrygujący, lecz trzyma dziewczynę na dystans. Jak się okaże, Edward ukrywa mroczny sekret...
- Zmierzch
- Reżyseria:
-
Catherine Hardwicke
(2011-04-03)
Kamil
Stasiewicz
Zostań recenzentem Merlin.pl.Podziel się swoją opinią i zdobywaj piórka!
Więcej o recenzencie
Szkoda, że po lekturze "Zmierzchu" moje oczekiwania co do pierwszej, kinowej odsłony serii były dużo większe. Spodziewałem się czegoś na poziomie książki. Czyli czegoś nudnego, ale na tyle ładnie opakowanego w muzykę i widoki, że dałoby się to znieść. Niestety było gorzej. To nie było nudne. Było bardzo nudne. Różnica między filmem dobrym i nudnym, a słabym i nudnym, polega na tym, że produkcję, która z zamierzenia jest dobra, chce się obejrzeć po jakimś czasie jeszcze raz. Być może, ktoś tych bohaterów dobrze nakierował, tylko ja źle to odebrałem. W końcu sam temat poruszony w danym filmie, jest wart obejrzenia, zwrócenia uwagi. Jednak "Zmierzch" jest filmem o fabule bardzo prostej, nieskomplikowanej i w żadnym wypadku nowatorskiej. Gdyby chociaż ubrać go w przekonywujące postacie, to może dostałby drugą szansę? Przykro mi, ale na dłuższą metę, takie zamierzenie poniosłoby sromotną klęskę. "Zmierzch" jest filmem grozy koszmarnych lotów, romansem, też lotów zaledwie poprawnych, a jako film obyczajowy z domieszką przygodówki spełnia się w pełni, bo zawiera wszystkie elementy kina hollywoodzkiego. Jest rozrywką z tzw. cudownymi rozwiązaniami fabularnymi – czyli w finałowej scenie rycerz musi się pojawić, aby stoczyć walkę w obronie swojej księżniczki, a czarna charaktery ujawniają się dużo wcześniej, byśmy mogli je znienawidzić od pierwszej ich sekundy na ekranie. Gdyby nie klimatyczna piosenki Muse będąca podkładem do sceny z rozgrywką wampirzego baseballa, reszta ginęłaby w tłumie. A nominowana do Grammy rockowa propozycja grupy Paramore odnalazła się… ale w napisach końcowych. Czy zatem głównym filarem tak źle wpływającym na całość odbioru jest aktorstwo? Niestety tak. Zarówno Kristen Stewart grająca Bellę, jak i Robert Pattinson grający Edwarda są fatalni. Zupełnie jakby wyjęci z ośrodka dla uzależnionych. Bella cały czas śpi i od czasu do czasu podnieca się widokiem Edwarda, jakby ten był działką heroiny. A sam Pattinson jest urody tak przeciętnej, że porównanie go do boskości jest sporym nadużyciem nawet dla samego książkowego Edwarda. Autorka przedstawiła nam wizję księcia z bajki. Kogoś idealnego, który z czasem ewoluuje i ta jego doskonałość staje się jego własnych krzyżem bo robi się coraz bardziej mdły i sztuczny. Niestety ten zastosowany marysuizm autorce na dobrze nie wyszedł, bo na ekranie bożyszcze nastolatek – Bob Pattysio – ma brzydki nos, podługowatą twarz, a lica tak sztucznie blade, że na ustach widać stosowanie szminki. Ale żeby podgrzać atmosferę Edward w jednej ze scen prezentuje zwyczajną, przeciętną, ale uroczą w swojej naturalności męską klatę. Czyżby ten wampiryzm w wersji emo miał być lekarstwem na narastającą modę na ciacha lekkoatletów z bicepsami większymi niż ich przyrodzenie? Jednak nie. Czas pokazał, że lekkoatletyzm i wielkie bicepsy zamiast mózgu są ciągle na pierwszym miejscu w wizji ciacha idealnego. A stało się to już w drugiej części cyklu.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Laury? Tylko za co?! cz.2
(2011-02-16)
Ariel
Więcej o recenzencie
Pójdźmy dalej. Przyjrzyjmy się gatunkowi filmu – horror, romans. Z tym pierwszym – kinowy hit „Zmierzch” nie ma zbyt wiele wspólnego, z tym drugim – owszem, w znacznej mierze, choć odnosi się wrażenie, że takich historii widziało się już tysiące, co przyprawia raczej o mdłości niż o poczucie czegoś wyjątkowego. Osobiście uważam, że nie powinno się do czegoś takiego dopuścić. Klimat, który był wyczuwalny na początku, nagle zniknął i to bezpowrotnie po dziesięciu minutach seansu, pozostawiając widzowi ogromny niesmak i rozpaczliwe wołanie „Kończcie wreszcie ten film!”. Historia jest naprawdę bardzo bardzo słaba, bezbarwna, „do bólu” przewidywalna i właściwie kiepściuteńka. Ekranizacja także. Wiele wątków (a raczej skrawków wątków) sztucznie naciągniętych, wręcz idiotycznie głupich. Przede wszystkim nie potrafię wytłumaczyć sobie, co takiego wyjątkowego było w postaci Belli, że prawie każdy wampir tak bardzo miał ochotę przekąsić ją na podwieczorek. Czyżby mało to „smakowitych kąsków” w postaci ludzkiej chodziło po Ziemi? W samym „Zmierzchu” takowych zdecydowanie nie brakowało, byli na wyciągnięcie ręki. Kolejna sprawa. Brak napięcia i tajemniczości. Podstawową wadą filmu jest na pewno przesadzona do granic możliwości schematyczność. Czuję ogromny niedosyt i rozczarowanie. Do obejrzenia na jeden raz i to wszystko, co reprezentuje ze sobą „Zmierzch”. Obejrzeć warto chociażby ze względu na zwykłą ciekawość zmierzenia się z hitem kina współczesnego. Mimo wszystko, widać jednak starania, jakie zostały włożone w przygotowanie tej produkcji, więc złośliwością byłoby niedocenienie tego, w związku z czym dam jedną gwiazdkę więcej niż planowałem, czyli ostatecznie wychodzi mi tutaj 2/5.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Laury? Tylko za co?! cz.1
(2011-02-16)
Ariel
Więcej o recenzencie
Zważywszy na ogromną popularność cyklu, słysząc tu i ówdzie „ochy” i „achy” na temat fantastycznego „Zmierzchu”, spodziewałem się ujrzeć atrakcyjny kąsek, którego trawienie wiązałoby się co najmniej ze sporą przyjemnością dla ducha. Stwierdzam jednak, że owa potrawa stanęła mi w gardle niczym ogromna ość z samego grzbietu rekina, by po gigantycznym wysiłku obejrzenia do końca, wychwalanego pod niebiosa horroro-romansu, móc ją w końcu z nutą obrzydzenia wypluć wprost do worka z show-biznesowym bagnem poziomu niżej średniego, takiego „na jeża”, niewyróżniającego się niczym szczególnym od innych tego typu produkcji. Worek, o którym wspominam, to worek najbardziej uwielbiany przez przeciętnego człowieka, w którym jedyną rzeczą potrzebną widzowi do szczęścia jest obecność topowej gwiazdki. W „Zmierzchu” top-starem okazał się konkurent z branży Zac'a Efrona, czyli niejaki pan Robert Pattinson (którego nazwisko kojarzę z pewną roślinką dosyć popularną w światowej kuchni). Jestem facetem i pewnie do końca nie znam się w tej kwestii, ale głośno polemizowałbym nad boskością i nieskazitelnością urody aktora odgrywającego Edwarda, czyli postaci mężczyzny idealnego wykreowanej przez Stephanie Meyer w swej powieści. Ale nie to jest głównym celem, do którego zmierzam. Przejdę więc do rzeczy i podzielę się wrażeniami, jakie odniosłem przyglądając się poczynaniom aktorskim Kristen Steward i Roberta Pattinsona, czyli filmowych Belli i Edwarda. Niestety. Nie było się za bardzo czemu przyglądać. Gra w wykonaniu tych dwojga w pierwszej części sagi to po prostu zwykłe nieporozumienie. Zero uczuć, zero emocji... Istne drewno. Za to pojawia ogromna dawka egoizmu (widoczna przede wszystkim u Belli). Brak tu jakiejkolwiek nici uczucia, nie wspominając już o „chemii” między bohaterami czy oddaniu się granej roli. Proszę nie wmawiać mi, że bohaterów połączyła prawdziwa miłość, bo to, co zaprezentowano, z miłością nie ma zupełnie nic wspólnego. Same postacie zostały wykreowane poniżej dopuszczalnej normy stworzenia życiowego człowieka czy nawet konkretnego wampira. Brakowało im przede wszystkim... życia! Ot to! Czułem się jakbym oglądał mało interesujące przedstawienie w przedszkolu. Zwykła przeciętność, jakiej pełno wokół, i wydaje się, że wymienieni aktorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę, z tym że bez poczucia wstydu korzystają ze swoich pięciu minut, jakie sprezentowali im miłośnicy pospolitych romansideł ze zgrabnie wplecionym wątkiem wampirów. Cóż z tego, że nie ma w tym tak naprawdę krzty oryginalności i prawdziwości?
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Romantyczny i lekko mdły w smaku...
(2010-07-21)
VtH
Więcej o recenzencie
Tak właśnie: romantyczny i mdły lekko. Jako miłośnik kina fantastycznego i klimatów m.in. gotyckich oceniam ten film raczej słabo, ale nie ja jestem docelową widownią. Ja nie czytam tzw. romansideł i nie robią na mnie najmniejszego wrażenia sercowe perypetie bohaterów 'M Jak Miłość'. Są jednak osoby, które gustują w takich klimatach i mimo, że film oceniam średnio to polecam miłośnikom lekkiego romansu. Wampiry są tu takim dodatkowym smaczkiem lekko zaostrzającym tę mdłą potrawę. Daleko temu filmikowi do 'Wywiadu z Wampirem', ale w sam raz dla nastoletniej widowni rozczytanej w młodzieżowych romansach, a także dla miłośników lekkich romansów w ogóle. Niestety film jest do bólu przewidywalny, żaden zwrot fabuły nie był w stanie mnie zaskoczyć. Byłem tylko nieco zdziwiony, że pewne elementy, które na siłę pchały się na ekran, nie pojawiły się jednak. Wątpliwości te rozwiała druga część filmu, gdzie elementy te i rozwiązania jednak się pojawiły sprawiając, że druga część stałą się zdecydowanie gorsza i nudniejsza od pierwszej... Ergo - polecam 'Zmierzch' miłośnikom lekkiego romansu, romantycznych seriali i komedii. Pozostałym - odradzam.
(2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Przeczytaj wszystkie recenzje
(25)