Wampiryczna proza!
(2008-11-08)
Jarosław
Czechowicz
Więcej o recenzencie
Jeśli uważacie, że na co dzień mijacie na ulicy takich samych ludzi jak wy, to bardzo się mylicie! Jeżeli jesteście przekonani, iż świat zdominowany przez homo sapiens podlega rzekomo rozumnemu człowiekowi i nie ma w nim miejsca na rządy innych, inteligentniejszych i potężniejszych istot, jesteście w dużym błędzie. Nowa książka Dawida Kornagi udowodni wszem wobec, iż wokół nas żyją... wampiry. I to nie byle jakie wampiry! Cwane to bestie, sprytne i tak doskonale kamuflujące swą obecność, że nijak nie możemy odkryć ich obecności czy to na wykładach z teorii filozofii, czy to pod łóżkiem domu rozkoszy, czy też w perfumerii, na plaży, w parku lub w budce z kebabem. A jeśli myślicie, że pojawiły się znienacka i straszą Bogu ducha winnych Polaków w XXI wieku, wbijając swe zęby w ich szyje, dowiecie się, że jeden z nich uczestniczył w bitwie pod Grunwaldem i pod Warną, drugi był wielbicielem przedwojennego kina lwowskiego, a jeszcze jeden namiętnie wypijał krew stróżów porządku na mrocznych polskich ulicach podczas stanu wojennego. Kornaga wybornie udowadnia, iż nie wyczerpały się w polskiej literaturze pomysły na krytykę polskości i codziennych absurdów, jakie są udziałem każdego z nas. Podążając śladami jego wampirów, wędrujemy ścieżkami wydeptanymi już przez wielu literackich kontestatorów polskiej rzeczywistości. Skąd innowacyjny pomysł na lubujących się w jusze bohaterów? "(...) A na tym właśnie polega bycie wampirem, na byciu sobą, co nieliczni potrafią; kiedy ktoś się odważy, zaraz wytykają go palcem, że niby zęby mu się wydłużyły, serce zhardziało, sumienie poplątało." Bohaterowie odważni, bohaterowie z krwi (sic!) i kości, bohaterowie wyraziści i przekonujący... obecność takowych jest mocno deficytowa we współczesnej literaturze polskiej. Ci wampiryczni są straszni i - przekonujący. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo!
Mocną stroną książki jest ironiczny język, który pozornie trywializuje ważkie kwestie, a jednocześnie ostrą brzytwą satyry tnie wymagającą operacji na żywym organizmie tkankę społeczną, którą wszyscy tworzymy. Z pewnością uczucie niedosytu wywoła fakt, iż zbyt wiele rozwiniętych opowieści nie ma w książce spójnego zamknięcia. Z drugiej jednak strony jest "Znieczulenie miejscowe" powieścią - kolażem, literacką galerią postaci i zdarzeń, które dopiero wspólnie tworzą dość przygnębiający obraz polskości.
(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji