Dawno temu, w odległej bałkańskiej republice, Serb o imieniu Luka budował tory kolejowe. Budował je dla turystów, by mogli przyjechać i podziwiać jego piękny kraj. Luka bardzo kochał swoją żonę Jadrankę - szaloną śpiewaczkę operową i syna Milosa. Ale wkrótce wybuchła wojna serbsko-bośniacka. Jadranka uciekła z węgierskim muzykiem, a Milos został schwytany przez wroga. Przyjaciel Luki przyprowadził mu więc piękną muzułmańską zakładniczkę - Sabah, aby mógł ją wymienić na syna. Wkrótce oboje połączyła zakazana miłość.
Kusturica w czystej formie
(2009-01-19)
Marta
Sarwińska
Więcej o recenzencie
Większość filmów Kusturicy opowiada o jego wielkiej tęsknocie do ukochanej, zniszczonej Jugosławii. Mamy piękne krajobrazy, zniszczone domy i szalonych bohaterów. Wszystkie filmy Kusturicy są jak fabularyzowana bajka - niby gdzieś w tle toczy się jakaś wojna, ale w rzeczywistości wszystko ma tajemniczą, bajkową oprawę, ludzie się śmieją i są szczęśliwi. W "Zivot je cudo" mamy mężczyznę, ogarniętego miłością do torów i kolei; jego zwariowaną, głupiutką żonę - śpiewaczkę; syna uprowadzonego przez wroga; drezyny, mosty, góry i... zakochaną oślicę. Żeby w filmie o wojnie nie pokazać ofiar, rannych i bomb, a pokazać zakochanego osła, trzeba albo najeść się sporo halucynogennych specyfików albo mieć przebogata fantazje. Kusturica nie raz pokazał, że fantazje bogatą ma, a "Zivot je cudo" to - moim zdaniem - jego najlepszy, najbardziej optymistyczny film. Taki, po którym człowiek uśmiecha się sam do siebie bo przecież życie jest piękne, nawet jeżeli w okolicy nie ma żadnego osła.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji