Najnowsza książka autora Czwartego nieba to zbiór opowiadań, w których rzeczywistość, pozornie przewidywalna, odsłania swoją drugą, absurdalną i często potworną stronę. Obskurny publiczny szpital okazuje się feudalnym królestwem, którym rządzi ordynator, otoczony dworem lekarzy i pielęgniarek. Zwykłe zakupy w hipermarkecie stają się nagle wstrząsającym seansem nienawiści, chciwości i perwersji, zatłoczony autobus w godzinach szczytu zmienia się w arenę morderczej gry między pasażerami. W tych szalonych, hipnotyzujących, brutalnych niekiedy opowiadaniach zwyczajność postawiona jest w stan oskarżenia, okazuje się bowiem, że wcale nie jest dana raz na zawsze, oczywista i sprawdzalna. Człowiek skonfrontowany z absurdalną i groteskową sytuacją zmuszony jest uczestniczyć w czymś, co go przerasta, niszczy dotychczasowe wyobrażenia o sobie i własnym świecie.
Wszyscy jesteśmy Żydówkami
(2005-06-08)
vrediana
Więcej o recenzencie
Mariusz Sieniewicz ma już za sobą dwie powieści: "Prababkę" i "Czwarte niebo". "Żydówek nie obsługujemy" to jego kolejna książka, nie wiem więc zupełnie, jak mogła mi wcześniej umknąć ta proza, zwłaszcza, że jest warta uwagi.
Tom jest zbiorem opowieści, które splatają się w całość, w opowieść o drugim dnie naszej rzeczywistości. To opowieść pełna zaskakujących aluzji, metafor, symboli. To odkrywanie tego wszystkiego, co skrywa się pod cienkim płaszczykiem codzienności, to zgłębianie absurdów, z których w pierwszym odruchu chcemy się śmiać, ale które po chwili refleksji nastrajają nas ponuro. Najlepszym przykładem jest moja ulubiona historia tej książki – o Filipie Piszczajko, "Banderasie przeciętności", który – nękany bólem brzucha – udaje się po pomoc do szpitala, a zastaje tam... królestwo rodem z serialu Larsa von Triera.
W tej książce właściwie nie ma fabuły, a jeśli się dopatrzymy jakichś jej elementów, to wielkiego znaczenia nie mają. Bo to nie jest opowieść o zdarzeniach, tylko o nas, o ludziach. I o Inności. Tytułowa Żydówka to tylko symbol odmienności, w dodatku podwójny, bo nie dość, że Żyd, to jeszcze kobieta. Tak naprawdę wszyscy mamy w sobie Żydówkę. Tylko tworzymy sobie złudzenia, trwamy w fałszywych przeświadczeniach, wypieramy, maskujemy wszystko, co inne i niewygodne. "Jesteśmy odmieńcami-Żydówkami. Wszyscy!", pisze Sieniewicz, a "jeśli chcę być naprawdę człowiekiem, muszę mieć świadomość, że więcej mnie dzieli od ludzi, niż z nimi łączy".
Tylko hołubiąc własną inność, możemy być ludźmi, możemy być sobą, a przestajemy być bezwolną masą tworzącą wspólnoty nie po to, żeby w nich być, ale po to, żeby odepchnąć Inność. To bardzo trudna, ale bardzo mądra proza. Chwilami przypominała mi prozę Magdaleny Tulli, ale na szczęście tylko z formalnego punktu widzenia – zbudowana jest podobnie, ale poza technicznymi zabiegami zawiera też treść i przesłanie, Sieniewicz nie oddał czytelnikom wydmuszki do rąk.
Dla mnie najważniejszym przesłaniem tej książki będzie: "I gdyby człowiek posiadł najpiękniejsze kobiety, samochody najszybsze, cuda wianki na kiju, gdyby żył w pięknym, szklarniowym ogrodzie, a dziewczynki z zapałkami by w sobie nie miał, byłby niczym esteta brzęczący fałszywie o urodzie świata".
(5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji