Live Chat
x

Serwis używa cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z Polityką Cookies.

Olga Tokarczuk

Urodzona w 1962 roku w Sulechowie, studiowała psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Pierwsze wiersze i opowiadania publikowała już pod koniec lat siedemdziesiątych - najpierw w młodzieżowym "Na Przełaj", a potem w "Radarze" i "Życiu Literackim". Wybitna prozaiczka i eseistka, wielbicielka Junga, znawczyni filozofii i wiedzy tajemnej, autorka uhonorowana wieloma nagrodami, m. in. nagrodą Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek za powieść "Podróż ludzi księgi", nagrodą Fundacji im. Kościelskich oraz nominacją do nagrody Nike za "Dom dzienny, dom nocny" w 1999 roku i " Prawiek i inne czasy " w 1998 roku. Niekwestionowane odkrycie w polskiej literaturze ostatnich lat, pisarka ceniona przez krytyków i przez publiczność. Fenomen popularności i dobrego smaku, wiedzy i sprawności pisarskiej, filozoficznej głębi i sztuki opowiadania.
Książki Olgi Tokarczuk charakteryzują się między innymi perfekcyjną sztuką narracji i poetyckimi opisami. Wiele jej książek zostało przetłumaczonych na: francuski, niemiecki i duński.

fot. Juliusz Sokołowski (juliusz@poland.com)

  1. Merlin: Mawia Pani, że wszystkie rzeczy na świecie z natury zanurzone są w narracji, że jest w nich zaklęta jakaś historia, chciałabym wiedzieć jednak, po co się je opowiada, spisuje dzieje rzeczy i ludzi, to pomaga jakoś światu?
  2. Olga Tokarczuk: To by było za duże zadanie - pomagać światu. Za ambitne. Pisanie, opowiadanie, porządkuje przede wszystkim mnie samą, moje własne doświadczenie.
  3. M.: Bohaterowie lub narratorzy Pani książek starają się odkryć sens losów ludzkich, dotrzeć do księgi ksiąg, jeśli dobrze rozumiem, zawsze bez powodzenia, a co w trakcie tych poszukiwań robi pisarz, jaka jest jego rola?
  4. O.T.: Dokładnie taka sama - dojrzeć w chaosie jakąś nić sensu. Być może wszelki sens nie może być czymś danym z zewnątrz, nie może być żadnym porządkiem obiektywnym, nadawanie sensu staje się wtedy jego tworzeniem. Samo postrzeganie jest już tworzeniem porządku.
  5. M.: Czym się różni opowiadanie historii w filmie i w książce?
  6. O.T.: Film w dużo większym stopniu opiera się na opowiadaniu historii, dlatego filmowcy tak dramatycznie szukają tematów do opowiedzenia. Książka wydaje mi się bardziej wolna od dyktatu historii, bo opowieści mogą się dziać już na poziomie języka, zdania. To może zabrzmi dziwnie, bo przecież film jest dużo młodszy niż literatura, ale wydaje mi się, że mimo wszystko jest medium bardziej konserwatywnym, bardziej ufa rzeczywistości. Język, jakim posługuje się kino, jest chyba o wiele bardziej jednoznaczny, buduje gotowe obrazy i podaje je widzowi na tacy. Możliwość pracy wyobraźni widza jest mniejsza. Czytając książkę człowiek przekłada język na obrazy lub myśli i dopiero potem te obrazy rozumie czy interpretuje. W tym sensie czytanie książki może być bardziej osobiste, ponieważ większy jest w niej wkład pracy własnej czytelnika. Weźmy na przykład "Śmierć w Wenecji". Nowela Manna jest bardzo głęboką, wstrząsającą opowieścią o przeczuciu śmierci, o dojrzewaniu śmierci w człowieku. Cały proces opisany jest jakby po spirali, od zewnątrz ku środkowi. Znaczenia zahaczają się subtelnie o odniesienia, skojarzenia. Sens tego opowiadania opiera się równocześnie na przeciwstawieniu sobie chaosu i porządku, lecz w bardzo niezwykły sposób - to życie jest chaosem i nieświadomością, śmierć zaś staje się porządkiem i uświadomieniem sobie własnej prawdy. Dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych kawałków, jakie kiedykolwiek zostały napisane. Film też jest niezwykły, ale preparuje z wielkiej niejednoznaczności opowiadania zaledwie jeden, dwa wątki. Ujednoznacznia, dopowiada. Robi to doskonale, ale dla mnie jednak opowiadanie zawiera więcej. Najlepszym wyjściem w takich przypadkach byłoby przeczytać książkę i obejrzeć film. W kinie nie lubię wykładania kawy na ławę (a najgorzej, gdy film kończy się jakimś morałem). Pociąga mnie wieloznaczność. Oglądałam kiedyś niesamowity francuski film w telewizji, niestety nie od początku, dlatego nie wiem do tej pory, co to był za film. Grał tam Trintignant, który jako tajemniczy uciekinier trafił do domu pary żyjącej samotnie na odludziu. Ten film jest zbudowany z niepewności. Podawane są cały czas inne wersje wydarzeń. Widz do końca nie wie, w co ma wierzyć.
    Bardzo lubię kino, ale nigdy nie zawładnęło mną tak całkowicie jak literatura.
  7. M.: Czy są lepsze i gorsze historie do opowiadania, ciekawsze dzieje rzeczy lub ludzi?
  8. O.T.: Doskonałe historie, które podsuwa rzeczywistość wydają mi się zawsze podejrzane. Literatury nie buduje się z historii. Historia jest tu tylko medium do wyrażenia tego, co jest poza. Przeczuć, intuicji, dziwności rzeczy oczywistych. Na gotowych historiach opiera się reportaż.
  9. M.: Bohaterowie "Podróży Ludzi Księgi" szukają księgi skrywającej zagadkę świata? Czy interesowała się Pani tradycją takich poszukiwań, czy czytuje Pani książki poświęcone wiedzy ezoterycznej, kabale etc.? Co to były za pozycje?
  10. O.T.: Kiedyś tak, teraz zupełnie nie. Czytałam wszystko na ten temat. Naukowe elaboraty i rzeczy bardzo podejrzane.
  11. M.: W Pani książkach widać zamiłowanie dokumentalisty do zgłębiania, jednostkowych, mocno osadzonych w realiach historii, a więc temperament reportera?
  12. O.T.: Jeżeli istnieją jakieś cegiełki rzeczywistości, to jest nimi szczegół. Literatura tak jak diabeł tkwi w szczegółach.
  13. M.: A realizm magiczny: Borgesa , Marqueza , Cortazara ?
  14. O.T.: Nie lubię tego określenia - realizm magiczny. Mam w ogóle kłopoty z określeniem tego, co to jest rzeczywistość, a więc i realizm. Pojęcie realizmu magicznego jest niezręczną próbą połączenia pozytywistycznej w gruncie rzeczy wizji świata ze starym jak świat, dziecięcym poczuciem cudowności świata. Gdyby Kafka urodził się później, też wrzucono by go do tego worka.
  15. M.: co sądzi Pani o tradycyjnym realizmie na modłę dziewiętnastowieczną, daje się dzisiaj pisać tak jak Tołstoj czy Balzac ?
  16. O.T.: Zdaje się, że ludzie tęsknią do takiej prozy i nie ma się co dziwić, bo to wielka proza. Sądzę jednak, że doświadczenie ludzi współczesnych jest dramatycznie inne. Historia, ta przez duże H, potrząsnęła nami, wyprawiając rzeczy trudne do wyobrażenia i pojęcia. Nowe wynalazki, wszechobecność mediów rozmyły nam "rzeczywistość". Człowiek współczesny jest człowiekiem introspekcyjnym, a tam, w głębi, współistnieją rzeczy sprzeczne ze sobą, niejednoznaczne, czasem przerażające. Tzw. opisanie rzeczywistości stało się trudniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Tak mi się przynajmniej wydaje.
  17. M.: A czytać ich?
  18. O.T.: Jeżeli sprawia to przyjemność - czytać. Ja często wracam do takiej realistycznej, konkretnej prozy jak do baśni.
  19. M.: Interesuje mnie także Pani stosunek do pisarstwa Schulza ?
  20. O.T.: Podziwiam. Często wracam choćby po kilka zdań i klimat. To jest ten rodzaj prozy, który zmienia czytelnika.
  21. M.: Powiedziała Pani, że "pisanie powieści jest dla Pani przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek". Czy Pani dzieciństwo wypełniały książki - baśnie? Czy pamięta Pani swoją ukochaną książkę z tego okresu?
  22. O.T.: Do tej pory lubię baśnie i też chętnie podczytuję. W baśniach lubię zwięzłość i cudowne paradoksalne myślenie. Lubię baśnie z innych kultur. Z polskich baśni urzeka mnie nieustannie - już bardziej literacki " Kwiat paproci ".
  23. M.: Jest Pani niezwykle wrażliwą osobą, ale jednocześnie silną osobowością. Czy kiedykolwiek uległa Pani modzie zarówno w literaturze, muzyce czy filmie?
  24. O.T.: Dziękuję. Moda wydaje mi się bardzo tajemniczym zjawiskiem. I ta, która przejawia się w tym, że nagle wszyscy nosimy czerwone buty, ale także i ta, że uzgadniamy ze sobą jakieś podobne myślenie, podobną wrażliwość. Myślę, że w gruncie rzeczy moda jest zewnętrznym przejawem czegoś, co nazywamy duchem zbiorowości, nieświadomością zbiorową i jako taka ma o wiele większy na nas wpływ niż skłonni jesteśmy jej przyznać. Jedni są na nią bardziej oporni i mniej wyraźnie współbrzmią z tym "zbiorowym umysłem", inni - wprost przeciwnie - roztapiają się w nim tracąc poniekąd siebie. Jasne, że ulegam modzie. Mam na przykład czerwone buty. Jakiś czas temu odkryłam Cecilię Bartoli, a potem okazało się, że ona jest po prostu "modna" - więc mój gust był niejako sterowany modą, choć o tym nie wiedziałam. Sięgam po książki głośne, a więc modne. Czasem się rozczarowuję, czasem podobają mi się.
  25. M.: Mało porusza Pani w swoich książkach wątków miłosnych. Czy Pani sama ucieka od takiej literatury, gdzie miłość jest wątkiem przewodnim?
  26. O.T.: Nie zgadzam się z tą oceną. W każdej mojej książce jest miłość rozumiana jako potężny wpływ, który potrafi ukierunkować życie człowieka lub przynajmniej zmienić jego bieg. W ogóle zdumiewa mnie, jaka to potężna siła, której jednak nie traktuje się tak poważnie, jak na to zasługuje. W "cv" pisze się o ukończonych szkołach i kolejnych pracach, ale nie pisze się, jak uczucie do X czy Y zmieniło nas. Niestety właśnie dlatego trudno jest pisać o miłości.
  27. M.: Jak najchętniej i najlepiej Pani odpoczywa? Czy są takie miejsca na Ziemi, które chciałaby Pani koniecznie zobaczyć? Czy jest Pani typem domatora i niechętnie opuszcza swoje ukochane miejsce?
  28. O.T.: Bywam domatorem i bywam podróżnikiem. Lubię samo podróżowanie, cel jest mniej ważny. Dlatego nie lubię latać samolotami - wsiada się w jednym miejscu i wysiada w drugim. To wbrew wszelkim prawom podróżowania - powinno się być świadomym świadkiem zmiany każdego krajobrazu, przekraczania każdej granicy.
  29. M.: Czy film jest dla Pani relaksem, czy w kinie szuka Pani czegoś więcej, np. tematów do przemyśleń, może pomysłów do swoich książek? Jaki film ostatnio zrobił na Pani największe wrażenie?
  30. O.T.: Nie szukam tam pomysłów ani relaksu. W kinie szukam owładnięcia mną, zaanektowania mnie, oderwania od siebie. Kino ma ogromne możliwości, dobry film może się stać czymś w rodzaju misterium - uwalniania nas od samych siebie. Moim ulubionym filmem jest "Fanny i Aleksander" Bergamana. Bez końca mogę oglądać Felliniego i Bunuela . Pewnie jak wszyscy. Ostatnio? Myślę, że " Truposz " Jarmuscha , choć było to już dobrych kilka lat temu.
  31. M.: Czy przy pisaniu książki lubi Pani samotność i ciszę? Czym jest dla Pani muzyka?
  32. O.T.: Nie umiem pracować przy muzyce, bo muzyka jest wymagająca, kieruje mną, zmienia nastrój. Lubię słuchać muzyki w skupieniu. Najbardziej lubię taką, gdzie główną rolę ma ludzki głos.
  33. M.: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Koszyk pusty

Pół miliona trafionych prezentów dla każdego
Bony na zakupy w Merlinie
ODBIERZ ZA 0ZŁ - ZERO UKRYTYCH KOSZTÓW - DOSTAWA W 24H
Napisz do nas Zadzwoń do nas
tel. +48 (61) 628 66 00
fax. +48 (61) 628 61 05