Inni klienci oglądali również...
Pełny opis produktu: Czekolada
Średnia ocena z 10 recenzji
(Dodaj własną)
- Autor:
-
Joanne Harris
- Tytuł oryginału:
- The Chocolat
- Wydawnictwo:
-
Prószyński i S-ka
, Czerwiec 2001
- ISBN:
- 83-7255-868-X
- Liczba stron:
- 310
- Wymiary:
- 130 x 185 mm
- Tłumaczenie:
-
Zofia Kierszysz
- Sprawdź inne tytuły:
-
Joanne Harris
Do małej mieściny na francuskiej prowincji, gdzie czas się zatrzymał, przyjeżdża tajemnicza młoda i piękna kobieta z córeczką.
Mieszkańcy Lansquenet ze zdumieniem obserwują, jak Vianne z Anouk odnawiają starą piekarnię na rynku, by urządzić tam sklep z czekoladą. W dniu otwarcia właścicielka ofiarowuje zaglądającym do niej ciekawskim gatunek słodyczy, który każdy z nich lubi najbardziej, jak gdyby znała ich najskrytsze myśli i pragnienia. Czyżby ta dziwna kobieta była czarownicą? Dla wielu mieszkańców miasteczka przyjazd Vianne jest prawdziwym darem losu, ale są i tacy, którzy zrobią wszystko, by opuściła Lansquenet. Zbliża się Wielkanoc i Vianne zamierza urządzić dla dzieci "festiwal czekolady", lecz jej wrogowie za wszelką cenę chcą jej w tym przeszkodzić...
- Czekolada
- Autor:
-
Joanne Harris
Pyszne!
(2003-08-14)
karolina
rodzaj
Więcej o recenzencie
O wojnie postu z karnawałem śpiewał Jacek Kaczmarski. To „niecodzienne zbiegowisko” na swoim obrazie przedstawił Peter Breughel. U holenderskiego malarza tłusta personifikacja karnawału uzbrojona była w pieczeń.
U Joanne Harris, autorki przepysznej powieści "Czekolada" karnawał jest młodą kobietą, która sprzedaje… czekoladki. Skąd skojarzenie? Do Lansquenet na południu Francji Vianne Rocher z córką Anouk przybywa w tłusty czwartek. Od tej pory miasteczko podzieli się na zwolenników i zajadłych wrogów kobiety.
Życie mieszkańców zacznie koncentrować się wokół sklepiku. Sprzymierzeńcy Vianne będą mogli liczyć na dobre słowo okraszone kubkiem czekolady i słodkim ciastkiem. Nie ma chyba miasta, któremu nie przydałby się maleńki „La Celste Praline Chocolaterie Artisanale”. Nie ma chyba ludzi, którzy nie pragnęliby odrobiny magii. Którzy nie marzyliby o odmianie… Sama właścicielka jest współczesną czarownicą, potrafi zgadnąć, kto jaki rodzaj czekoladki lubi najbardziej. Wiedźmą z gatunku dobrych wróżek. Dzięki swoim nietypowym umiejętnościom wpłynie na wielu ludzi, sprawi że odnajdą swoje miejsce w życiu.
Do najzagorzalszych wrogów należy drugi obok Vianne narrator, miejscowy ksiądz. Kobieta gorszy jego samego i jego „biblijne fanki”, kiedy tylko się da. Otwiera sklep w niedzielę, nie chodzi do kościoła, zyskuje coraz większy wpływ na owieczki proboszcza - to tylko kilka zarzutów wobec niej. Kiedy jednak postanawia w Wielkanoc rozpocząć Festiwal Czekolady, przeciwnicy uznają, że miarka się przebrała.
W książce Joanne Harris wszystkie postacie, i te pozytywne i te negatywne, nie są jednoznacznie. Każda z nich, tak jak przysmaki ze sklepu Vianne, ma inny smak. Narratorka, mówiąc o życiu w Lansquenet, nawiązuje do swojej przeszłości, tułania się po świecie z matką, też czarownicą.
Każdy z nas szuka swojego miejsca w życiu. Każdy z nas chciałby kogoś kochać. Podobnie bohaterowie powieści. Niewątpliwie barwną postacią jest osiemdziesięciolatka Armande. Starsza pani pokazuje o wiele młodszym od siebie, jak czerpać radość z życia i… odrobiny czekolady.
Nie czytajcie "Czekolady" nie przygotowawszy czegoś czekoladowego do pogryzania albo do picia... Książka rozbudza apetyt. Czytając opisy sklepu Vianne ma się ochotę udać się do takowego i spotkać kogoś, kto będzie wiedział, jaki jest nasz ulubiony słodki przysmak. Powieść można porównać do tortu z ciemnej czekolady z kremem i wiśniami. Mniam.
(2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Smacznego...
Paweł
xxxxxxx
"Czekolada" - książka, jak kto woli: albo kulinarna, albo magiczna. Spis, to przepisów, to zaklęć... Ale nie tylko. Nie tylko, bo jest to też cudowna układanka, która w trakcie czytania, odkrywa przed nami uroki barwnego, podróżniczego życia. Życia, którym gardzą ludzie uporządkowani, dla których najważniejszą rzeczą na świecie jest, że się obudzą w tym samym łóżku, w którym zasypiali… A przecież nie o to chodzi… Trzeba żyć tak, żeby u kresu, wiedzieć, że (jak mówił Forrest Gump) „…życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo na co się trafi…”. Chodzi o to, że nigdy nie wiadomo, co czeka za następnym zakrętem, wiec nie warto kurczowo trzymać się brzegu, bo i tak kiedyś nurt nas niespodziewanie porwie…. Książka przyjemna, bo nieskomplikowana, z jasno nakreślonymi postaciami i ich charakterami. Pokazuje, że magia towarzyszy naszemu codziennemu życiu, czy tego chcemy – czy nie, czy ją dostrzegamy – czy pozostajemy na nią ślepi. Pokazuje jednak też, że szczęśliwsi są jednak ci, którzy się o nią otarli… Dziękuję osobie, która mi ja poleciła i która właśnie, mam nadzieję, odkrywa magiczne uroki życia, a dla mnie jest – jak pierwsze, ciepłe, wiosenne promienie słońca, pozwalające oddychać pełną piersią. Polecam wszystkim, smacznego, „niech moc będzie z wami”, „abra kadabra”, Amen.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Pyszna literatura
(2001-06-29)
Anna
Nowicka
Więcej o recenzencie
Nieprzypadkowo użyłam słowa 'pyszna'. "Czekolada" jest to książka, którą można odbierać wszystkimi zmysłami. Fabuła może nie jest szczególnie fascynująca, ale język i sposób narracji po prostu zachwycają. Tej książki nie czyta się, ale smakuje, dotyka, wącha... W zdaniach, wspaniale lekkich i smakowitych, można się bez trudu zatracić. Piękna powieść, do której warto wielokrotnie powracać.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Powieść dla smakoszy i liberałów
(2000-09-23)
Agnieszka
Kuza-Tarkowska
Więcej o recenzencie
Z pozoru mogłoby się wydawać, że powieść stanowić będzie ucztę jedynie dla łasuchów. Po tytule oczekujemy lekkiej historii, przepełnionej aromatem i smakiem całej gamy produktów z czekolady. W naszej polskiej rzeczywistości, gdzie ten brązowy przysmak, produkowany jest jedynie w wielkich przemysłowych halach, zachwyt czytelnika budzi możliwość obcowania z małym, kameralny sklepikiem o charakterze wiejskiego zakładu rzemieślniczego. Zapewne czekolada wytopiona w dużym garnku na wiejskim piecu podpalanym drewnianymi balami i studzona w drobnych foremkach w chłodnej piwnicy smakowała inaczej, niż znany nam produkt masowy w połyskliwym sreberku. Ta powieść pozwala nam rozmarzyć się i niemalże doświadczyć tej różnicy smaku.
Jednak dla wnikliwego czytelnika lekka i smakowita historia to nie jest. W gruncie rzeczy jest to powieść o tolerancji, inności, akceptacji "nowych" w społecznościach z uformowaną hierarchią oraz braku wyrozumiałości. Łyżką goryczy w słodkiej masie, jest uwypuklony aspekt braku poszanowania przekonań drugich i wybranych przez nich stylów życia. Społeczność miasteczka nie akceptuje tułackiego trybu życia Vianne, sposobu, w jaki wychowuje córkę Anouk oraz jej braku uległości wobec lokalnej hegemonii miejscowego księdza. Mieszkańcy nieufnie odnoszą się do festiwalu czekolady, dobudowywując do błahego, jakby się zdawało, lokalnego happeningu, całą masę negatywnych wyobrażeń i zarzutów wobec pomysłodawczyni. Mieszkańcy nie rozumieją innego zachowania Armande -staruszki, pragnącej wyrzec się typowej dla jej wieku zgorzkniałości i rozkoszującej się jesienią swojego życia. Większość z dezaprobatą odnosi się do odwiedzających miasto Cyganów na łodziach. W rzeczywistości nie mogą nikomu nic zarzucić, ani wypunktować niczyjego niewłaściwego zachowania, ale ich nie lubią, nie chcą się integrować, nie chcą poznać, nie chcą pomóc w zdobyciu materiałów potrzebnych do naprawy łodzi itp. To taki znany nam polski ostracyzm środowiskowy wobec inności i ksenofobia, którą znamy z naszego podwórka. Czytając o kreatywności mieszkańców wioski w utrudnianiu życia Vianne, Cyganów i Armande, widziałam oczami wyobrażni dantejskie sceny na polskich wsiach, kiedy w podliżu buduje się kolejny Markot dlla byłych narkomanów lub ośrodek dla chorych na aids. Analogia nasuwa się niezwykle szybko.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Recenzja-www.latarnik.pl
Aleksandra
Janiszewska
Więcej o recenzencie
Czekolada Joanne Harris to dziwna książka, złożona bardziej z zapachów, smaków i symboli niż akcji, chociaż akcja właśnie poprowadzona została bardzo starannie. Opowieść ujmuje pewien wyjątkowy czas w życiu bohaterki wędrującej z córką jak ptaki z miejsca na miejsce, zatrzymującej się czasem, żeby - czego czytelnik nie dowiaduje się do końca - znaleźć wreszcie dla siebie miejsce, czy może spełnić raczej jakąś wyjątkową, magiczną misję. W książce obecne są oba te dążenia: potrzeba wypełnienia misji i chęć ułożenia sobie wreszcie własnych spraw. Bohaterka, Vianne, jest ni to Cyganką, ni to czarownicą, która nie chce wracać do czarów, ni to czarodziejką, której po prostu pisany jest szczególny los.
Do małego francuskiego miasteczka przywiewa ją wiatr zapustów. Pełen zapachów, wyjątkowo ciepły, niezwyczajny. I tu, 11 lutego, zaczyna się opowieść, kończy zaś 31 marca, w Poniedziałek Wielkanocny. Oczekiwanie, praca, pokuta, Zmartwychwstanie, radość - taki rytm przyjmuje powieść, bo w takim rytmie żyją mieszkańcy miasteczka. Na tej prowincji znaczenie ma także Kościół odzwierciedlający przekornie zło tkwiące w naturze człowieka i ksiądz, który stanowi symbol tej ciemności i jest jednocześnie od początku adwersarzem Vianne - może dobrej wróżki, może zwyczajnej, odważnej kobiety.
Konstrukcja powieści jest czysta i nienaganna jak konstrukcja baśni. Wszystko toczy się w swoim rytmie, na wszystko jest czas, każdy przedmiot, człowiek, a nawet zdarzenie da się poznać zmysłami, a teraźniejszość i przyszłość kształtują się niemal same, nie trzeba koniecznie się z nimi mierzyć - należy im się raczej dokładnie przyglądać. Postaci są wyraźne - choć dosyć schematycznie zarysowane - na tyle tylko, na ile potrzeba, by znalazły swoje miejsce wśród innych i by mogły razem stworzyć układ dopełniający się. Powstaje nawet wrażenie, że zamknięty czas - od zapustów do Wielkanocy - i zamknięty krąg różnorodnych charakterów, to rekwizyty - podobnie jak świeca i talerzyk - niezbędne do tego, by spełniły się czary. Nawet narracja jest symetryczna - tworzy ją dwugłos: relacja poszczególnych dni zapisana przez Vianne i równoległa relacja-spowiedź księdza, szeptana nie do konfesjonału, tylko do kompletnie sparaliżowanego starego cure, postaci dwuznacznej, ale bardzo mocnej. Tak więc wszystko jest jak w prawdziwej baśni: są kręgi czasu i ludzi, są walczące ze sobą przeciwieństwa. Odszukać też można namiętności: miłość i nienawiść, winę i karę, przebaczenie i zadośćuczynienie. Czekolada jest więc baśnią, ale wcale nie pospolitą, a bogatą i piękną, mówiącą o pogańskiej religijności, polegającej na odczuwaniu świata wszystkimi zmysłami, świętowaniu zmian zachodzących w przyrodzie i odkrywaniu ludzkiego prawa do radości i własnych wyborów.
Vianne, "zwyczajna czarodziejka" to też obraz matki widziany oczami dziecka. Każda matka jest chyba dla dziecka taką czarodziejką. Dobra, dzielna, wyjątkowa, ujarzmiająca świat. W dodatku Vianne prowadzi sklep z czekoladkami, nie zwykłą cukiernię, ale właśnie sklep z czekoladkami. Wszystko tam ma zapach cynamonu, wanilii, ciepła i bezpieczeństwa, choć nie wiadomo wcale, czy nie jest to tylko krótki przystanek w drodze Vianne przez świat i czy ta kobieta z małą dziewczynką nie ruszą zaraz w dalszą podróż. Nie bez przyczyny chyba podkreślana jest w książce relacja między matką i kilkuletnią córką, ich silny związek i wzajemna potrzeba nieustannego kontaktu. Czytając baśń, chcąc nie chcąc, odwołujemy się zawsze do naszej dziecięcej wyobraźni. W powieści Joanne Harris ten element dziecięcej fantazji został przemycony i tylko popycha nas łagodnie do przodu - bo przecież te wykwintne czekoladki, sreberka, wstążki, zwierzątka z lukru, to wszystko właśnie dla nas, czytelników, i dla nikogo innego...
(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji
Recenzja-Rzeczpospolita
Krzysztof
Masłoń
Więcej o recenzencie
Podejrzewamy drobną mistyfikację - podany jest wprawdzie tytuł oryginału, "Chocolat", ale nazwiska tłumacza nie mogliśmy się dopatrzeć. Chyba więc jakieś polskie pióro sprokurowało to, wedle zapewnień wydawcy, "smakowite czytadło na lato".
Smakowite są w nim naprawdę jedynie opisywane słodycze ("Caro tęsknym wzrokiem powiodła po gablocie: pralinki, trufle, makaroniki i nugaty, eklerki, florentynki, wiśnie w likierze, lukrowane migdały"), cała reszta jest w wątpliwym guście. Oto do prowincjonalnej francuskiej mieściny przybywa tajemnicza kobieta (czarownica? wróżka?) i wraz z małą córeczką otwiera sklep z czekoladą. Uznany za narzędzie szatana przez miejscowego księdza. Wszystko od razu jest jasne: dobro, szlachetność i tolerancja skupiają się w liberalnie nastrojonej cukierence, a ksenofobiczny ciemnogród o morderczych skłonnościach - w kościele. Festiwal czekolady wygrywa, jego wrogowie z Człowiekiem w Czerni na czele - zostają pognębieni i ośmieszeni. Młodzi może nie pojmą, ale starsi chwycą w lot: wyrób czekoladopodobny. Ersatz, proszę młodzieży.
Klasyczna powieść tendencyjna, a myśleliśmy, że dawno, biedulka, umarła.
(2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zgłoś nadużycie
Zgłoś nadużycie, jeśli powyższarecenzja zawiera treści niezgodnez Regulaminem recenzji