stały recenzent  Izabela Sekulska

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 20

  • Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!

    Izabela Sekulska 2009-10-26

    Uwaga! Ratunku!   (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Uwaga, ratunku.. ostrzegam... Hey.. uzależnia! Kupiłam tę płytę wczoraj i od wczoraj przesłucham ją.. 6 razy. Nie jestem znawcą muzyki... nie znam się specjalnie na dźwiękach, akordach itp. Albo ten kto napisał muzykę " zdobędzie" moje serce albo nie. Zazwyczaj wiem to już po przesłuchaniu płyty po raz drugi. Hey tą płytą po raz kolejny zdobywa moje serce. Słowa... to one mają jednak kluczowe znaczenie jeśli chodzi o moją miłość i moje uzależnienie od Hey. My ludzie... nawet nie wiemy, jak podobnie odczuwamy, jak podobnie kochamy, jak podobnie cierpimy. Nie wiemy, bo tak trudno określić słowami emocje. Katarzyna Nosowska potrafi nazywać emocje jak chyba żadna inna kobieta tworząca na naszej scenie muzycznej. Te teksty to czysta poezja, dlatego tak je cenię. Nosowska często ubiera w słowa to czego mnie nie udaje sie nazwać...Dlatego jest mi wyjątkowo bliska. Piękna poetycka płyta klimatem zbliżona do tej z piosenkami Osieckiej. Polecam
  • Iris
    • Iris
    • Richard Eyre
    • (towar niedostępny)

    Izabela Sekulska 2006-03-12

    Wartość miłości

    Tylko ta najprawdziwsza miłość potrafi przejść najcięższą próbę. Wytarty frazes? Nie. Prawda, którą możemy poznać również dzięki filmowi pt. „Iris”, który opowiada historię miłości pisarki Iris Murdoch i jej męża Johna Bayleya. Bardzo łatwo jest kochać i być szczęśliwym, kiedy wszystko przebiega w życiu tak jak powinno. Kiedy jest zdrowie i są pieniądze. Najtrudniej jest kochać wtedy, kiedy przechodzi się przez piekło. Ale to właśnie „przechodzenie przez piekło” określa wartość i siłę naszej miłości. John Bayley potrafił kochać najpiękniej jak można. Kochał nie tylko „ na dobre”, kochał również „na złe”. Bayley i Murdoch – para dziwaczna. Ona żywiołowa, energiczna i piękna. On safandułowaty, nieatrakcyjny. A jednak coś ich przyciągnęło do siebie i sprawiło, że zostali ze sobą do końca. Iris, kobieta o wielkim intelekcie, podziwiana przez męża, chyba przede wszystkim właśnie za ten intelekt.. Kochająca „słowo”, kochająca pisać, walcząca o czystość języka. I nagle cios. Ta wspaniała intelektualistka zapada na chorobę Alzheimera. Nagle zaczyna brakować jej słów na określenie przedmiotów, pamięć płata figle. Nic nie może być już tak, jak dawniej. Zrozpaczony mąż nie potrafi uwierzyć, że mózg Iris nie pracuje już z taką sprawnością. Ona jednak wie i spodziewa się najgorszego. John z wielką determinacją walczy o każdy wspólny dzień. Powolne odchodzenie w ciemność dla nikogo nie jest łatwe. Łatwiej jednak odchodzi się, kiedy trzyma cię za rękę ktoś bliski. I o tym jest ten świetnie zrobiony i świetnie zagrany film – o przejściu na drugą stronę, w którym najważniejsze jest to, że odchodzi się otoczonym miłością.
  • Ostatnie historie
    • Ostatnie historie
    • Olga Tokarczuk
    • (towar niedostępny)

    Izabela Sekulska 2005-03-04

    Okno zaledwie uchylone   (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oczekiwanie na książkę ulubionego pisarza jest jak czekanie na „zamówiony” prezent. Niby wiemy, co to będzie, niby wiemy, czego się możemy spodziewać, ale tak naprawdę wszystkie walory prezentu możemy poznać dopiero wtedy, kiedy już mamy go w swoich rękach. Jeśli prezent spełni oczekiwania, jest świetnie, jeśli zaś nie – przychodzi lekkie rozczarowanie, z którym trudno się pogodzić. Nie będę ukrywać, że Olga Tokarczuk (trzykrotna finalistka literackiej Nagrody Nike), jest dla mnie kimś wyjątkowym. Ulubioną pisarką, dostarczycielką wielkiej czytelniczej przyjemności, symbolem sukcesu, który zrodził się z pasji. Przekonała mnie do siebie swoją powieścią „Prawiek i inne czasy” i już ze mną została z etykietką „mój ulubiony pisarz”. Oczekiwanie na jej nową powieść było więc długie i niecierpliwe. I może właśnie dlatego jest teraz odrobinę ciężko – bo według mnie „Ostatnie historie” Olgi Tokarczuk są więcej niż dobre, ale nie tak znakomite jak poprzednie książki. Pisarka zaskakuje niebanalną kompozycją. Powieść składa się z trzech części, a każda z nich jest historią kobiety, innej kobiety. Nie są to jednak obce sobie osoby. Tokarczuk pisze o matce, córce i wnuczce. Ida, bohaterka pierwszej części wybiera się w sentymentalną podróż do miejsca urodzenia. Ociera się o śmierć i przypadkiem trafia do domu dwojga staruszków, którzy tworzą w nim coś na kształt hospicjum dla zwierząt. Paraskewia, bohaterka drugiej części powieści, to matka Idy. Ukrainka, która na ziemie odzyskane trafiła po wojnie wraz ze swoim polskim mężem. Przez całe życie tkwiła w związku dość przypadkowym, była bardziej obok niż ze swoim dużo starszym mężem. Bohaterka trzeciej części Maja, to wnuczka Paraskewii, córka Idy. Jest autorką przewodników i samotną matką. Poznajemy ją podczas jednej z jej egzotycznych podróży. Wszystkie trzy stają w pewnym momencie życia naprzeciwko śmierci. Ida ociera się o własną, Paraskewia przeżywa śmierć męża, Maja jest świadkiem śmierci poznanego w podróży węgierskiego sztukmistrza. Są bardzo samotne – samotność wyziera z wersów książki Tokarczuk. Nie przygotowane ani na samotność, ani tym bardziej na śmierć – tego przecież nigdzie nie uczą, w żadnej, nawet najlepszej szkole. A życie jest srogim egzaminatorem. Subtelna to proza, wnikliwa, dobrze się ją czyta. Nie warto obok niej przejść obojętnie. Jednak pewien niedosyt mnie nie opuszcza, kiedy patrzę na poruszającą okładkę książki Tokarczuk. Bo to okno na okładce jest jakby zapowiedzią wtopienia się, zachłyśnięcia się wielką literaturą, a jednak nie do końca się przed nami otwiera, pozostaje jedynie uchylone. Mam takie swoje własne określenie na prozę tworzoną przez tę pisarkę – „smakowita”. Czytanie jej książek to dla mnie prawdziwa uczta. Smakowita uczta. Czemu zawdzięczają ów wyjątkowy smak książki Tokarczuk? Co to za literacka przyprawa? Naprawdę nie wiem. Szkoda tylko, że w ostatniej książce przyprawy jednak zdecydowanie zabrakło. Pomimo tego mam nadzieję, że tytuł „Ostatnie historie” nie okaże się proroczy, a czytelnicy jeszcze nieraz rozsmakują się w prozie utalentowanej pisarki.
  • Pod słońcem Toskanii (okładka filmowa - twarda)

    Izabela Sekulska 2005-02-15

    Pragnąc słońca

    Okres zimowy sprawia, że jak nigdy łakniemy światła, słońca, zastrzyku energii. Jak sobie pomóc? Narratorka autobiograficznej powieści „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes, przechodząc wśród pachnących róż w swoim ogrodzie przy jej toskańskim domu myśli: „ Skłonna jestem uwierzyć w aromaterapię. Kiedy idę przez fale tej woni, nie mogę jej nie wdychać głęboko, nie poddać się zalewowi błogości”. A czy Państwo są skłonni uwierzyć w literaturoterapię? W to, że same pozytywne myśli przyjdą po przeczytaniu tej książki? Proszę uwierzyć. To na pewno się stanie. Zapewniam. Frances Meyes Amerykanka będąca na życiowym zakręcie, pod wpływem impulsu kupuje dom w Toskanii. BRAMASOLE- to nazwa domu. „Bramare” pragnąć, „ sole”- słońce. Czy można piękniej nazwać dom? W ten oto sposób zaczyna się włoska przygoda Frances. Od tego momentu swój czas zacznie dzielić pomiędzy dwa kraje. Frances i jej przyjaciel Ed rzucają się w wir pracy: remontują, karczują, koszą, sieją, sadzą. Autorka w swoim notesie zapisuje historię powstania ich włoskiego siedliska. Zapisuje ważne i mniej ważne rzeczy, notuje przepisy. Z tych luźnych zapisków powstanie książka – książka pachnąca ziołami, pomidorami, oliwą, warzywami, książka rozświetlona słońcem Toskanii, przepełniona smakami i zapachami. Opowieść pozornie o niczym, a jednak tak wiele w niej barw, emocji i drobiazgów, które składają się na naszą codzienność. I do tego okraszona wieloma oryginalnymi przepisami „Pod słońcem Toskanii” to wielka pochwała życia. Swoim niepowtarzalnym klimatem przywodzi na myśl jedną z najbardziej pogodnych i optymistycznych powieści w światowej literaturze „Colasa Breugnon” Romaina Rollanda. To tekst napisany w hołdzie Toskanii, słońcu, naturze. Napisany w hołdzie życiu. Niby nic. Niby nie żadna wielka literatura, a jednak tak wiele. Cóż więcej dodać? Zapraszam do czytania.
  • Dziewczyna z perłą (okładka filmowa)

    Izabela Sekulska 2004-11-29

    Drżenie duszy   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Rozchylone usta, oczy, w których można dostrzec i zdziwienie i nostalgię. Na głowie niespotykane jak na ówczesną epokę nakrycie głowy. Dopełniający całości perłowy kolczyk, w którym odbija się światło. Kim była dziewczyna, spoglądająca na nas z obrazu Johanesa Vermeera, siedemnastowiecznego holenderskiego mistrza pędzla? Jaka tajemnica tkwi w twarzy, której siła porównywana jest do uroku Mony Lisy?. Zagadka pozostała niewyjaśniona. Mona Lisa Północy spędza od lat sen z powiek badaczom i historykom sztuki. Amerykanka Tracy Chevalier pewnego ranka leżąc w łóżku, przyglądała się dziewczynie z obrazu Vermeera i w jej głowie zaczęła rodzić się historia związku słynnego Holendra z dziewczyną z portretu. W ten oto sposób Chevalier została pisarką, a malarstwo Vermeera zawładnęło umysłami setek czytelników na całym świecie. W "Dziewczynie z perłą" sporo jest prawdy. Autorka niezwykle starannie przygotowała się do napisania powieści. Świadczą o tym przedstawione przez Chevalier fakty z życia Vermeera i jego rodziny, ale też opis siedemnastowiecznego Delft, w którym malarz mieszkał. Obok tych faktów poznajemy zupełnie fikcyjną, ale jakże intrygującą opowieść o tajemniczej dziewczynie , która stała się muzą mistrza. Narratorka "Dziewczyny z perłą" szesnastoletnia Griet niespodziewanie musi opuścić swoją rodzinę i swoje środowisko. Griet zamieszkuje w domu Vermeerów, który nie jest dla niej szczególnie przyjazny. Nie lubi jej służąca Tanneke, nie lubi żona Vermeera, podejrzliwa staje się również matka Pani Vermeer, Maria Thins. Życie Griet ulega diametralnej odmianie. Dzięki możliwości wstępu do pracowni malarza (jej zadaniem jest sprzątanie) wkracza w świat barw, wrażliwości, piękna i zupełnie odmiennego postrzegania rzeczywistości. Ze zdumieniem i jakby zażenowaniem odkrywa, że jest częścią tej mozaiki. Bo Griet nie jest taką sobie zwykłą służącą, nie jest tylko i wyłącznie muzą swojego Pana. Dziewczyna spogląda na świat oczami artystki. Jej wrażliwość na piękno i na świat czyni ją w oczach Vermeera osobą wyjątkową. Można powiedzieć, że spoglądają w tę samą stronę i widzą to samo. Vermeer, zezwalając Griet na sprzątanie swojej pracowni, na ucieranie składników na farby, na przyglądanie się procesowi tworzenia swoich dzieł, pozwala jej jednocześnie przekroczyć pewną intymną granicę swojego świata. Granicę, której nikomu innemu przekraczać nie wolno. Daje jej odczuć, że jest dla niego KIMŚ więcej niż tylko służącą. Fascynację podsyca akt tworzenia portretu dziewczyny. Portretu, który na domiar złego powstaje w tajemnicy przed żoną artysty. Od pierwszego spotkania tej niezwykłej pary wyczuwamy napięcie. Wersy tworzone przez autorkę aż kipią od emocji. Niby między dwojgiem bohaterów nic się nie dzieje, a jednak dzieje się tak wiele. Coś niedopowiedzianego, coś niezrobionego, niespełnionego. Griet, dziecko wyobraźni Tracy Chevariel jest postacią tak wyrazistą , że trudno będzie odtąd patrząc na ten niezwykły obraz Vermeera uwierzyć, że kogoś takiego jak holenderska szesnastolatka po prostu nie było. Chevalier przekonuje nas, że to właśnie wizerunek dziewczyny o imieniu Griet patrzy na nas od ponad trzystu lat z obrazu holenderskiego mistrza. Po jednej z sesji w pracowni mistrza, gdzie Griet ma okazję przyjrzeć się procesowi tworzenia obrazu, dziewczyna stwierdza: "Po tym doświadczeniu zaczęłam uważnie obserwować wszystko dookoła". Mogę powiedzieć to samo - po tej lekturze, po tym subtelnym spotkaniu z malarstwem Vermeera naprawdę patrzy się na świat o wiele bardziej uważnie. To jest książka dla tych, którzy patrząc w niebo z zachwytem, widzą coś więcej niż zwykłe chmury. Są takie książki, które wywołują drżenie duszy i na długo opanowują nasze zmysły. To bez wątpienia jedna z nich.
  • Niewiedza
    • Niewiedza
    • Milan Kundera
    • (towar niedostępny)

    Izabela Sekulska 2004-09-23

    Literatura nostalgiczna

    Milan Kundera, wybitny czeski prozaik w swojej najnowszej książce pt. „Niewiedza”, raz jeszcze „uwodzi” czytelników swoim talentem. Autor głośnej „Nieznośnej lekkości bytu”, emigrant , trochę pisarz, trochę filozof, zabiera nas do krainy nostalgii, gdzie każda ścieżka wybrukowana jest genialnymi spostrzeżeniami ubranymi w proste słowa. Nostalgia to uczucie, które towarzyszy człowiekowi od zawsze. Coś tracimy – za czymś tęsknimy, coś przeżywamy – chcielibyśmy to powtórzyć. Codzienność naznaczona jest małymi i większymi tęsknotami. Nostalgia to jedna z „bohaterek” Kundery. Poza tym w „Niewiedzy” mamy jeszcze kilku bohaterów, bo podobnie jak we wspominanej już „Nieznośnej lekkości bytu” , Kundera nie konstruuje akcji wokół jednej osoby. Autor krzyżuje losy kilku osób, które kiedyś się znały, a teraz spotykają się ponownie pod dwudziestu latach życia na emigracji. Irena i Josef przypadkiem spotykają się na lotnisku. Obydwoje są politycznymi emigrantami i lecą do Pragi - krainy dzieciństwa, raju utraconego, bo teraz wreszcie już mogą. Ich kraj jest wolny, granice otwarte. Ale czy chcą lecieć? Wcale nie. Popychają ich do tego inni. Mamy jeszcze może nieco epizodyczną , ale ważną w całej opowieści postać Milady – dawnej dziewczyny Josefa. Praga nie spełnia oczekiwań Ireny i Josefa. Nie jest już tą Pragą z ich pamięci. Jest gwarna, hałaśliwa, zbyt kolorowa i zbyt zachodnia. Czeska mowa brzmi jakoś obco. A ludzie? Znajomi wcale nie są zainteresowani tym, jak Irena i Josef żyli przez te 20 lat. Nie pytają o przeszłość. Bohaterowie Kundery nie czują się w Pradze jak u siebie. Nagle uświadamiają sobie, że tęsknią za swoim miejscem, tym, które pozostawili za granicami ojczyzny. Irena tęskni do Paryża, Josef do swojego domu w Danii. Tkwią zawieszeni gdzieś pomiędzy jednym a drugim miejscem. I podobnie jak Ulisses, na którego temat snuje rozważania Milan Kundera – nagle pojmują, że istota ich życia polega na tym właśnie stanie zawieszenia. Czy bohaterowie Kundery tęsknią? A jeśli tak to do czego? Chyba do możliwości dokonywania wolnego wyboru. Do życia bez podszeptów i rad innych. Tylko czy nie jest już za późno, kiedy nareszcie to zrozumieją? „Niewiedza”, oprócz dużej czytelniczej przyjemności, dostarczyła mi pewności – że nie opuści mnie już nostalgia za tak „napisaną” literaturą.
  • Pociągi pod specjalnym nadzorem

    Izabela Sekulska 2004-09-21

    Najlepsze wspomnienia   (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Bohumil Hrabal, jeden z największych, nie tylko czeskiej, ale i światowej literatury. Jak twierdzi Paweł Huelle – powinien zostać uhonorowany Nagrodą Nobla. Paweł Huelle ma chyba rację. Myślę „Hrabal” widzę Czechy. Widzę „Czechy” – myślę Praga. Myślę „Praga” widzę piękne, wąskie uliczki, usytuowane wzdłuż nich kawiarenki, knajpki, karczmy. Czuję zapach piwa, kapusty i schabowego, słyszę karkołomną czeską mowę – widzę uśmiech przyjaznych Czechów. A gdzieś wśród staropraskich gospod krąży duch Bohumila Hrabala, pijącego zdrowie młodej pary, która właśnie wzięła ślub w ratuszu ( taki ponoć zwyczaj miał wielki Czech). Praga – jedno z moich najlepszych wspomnień. Taka jest właśnie proza Hrabala – jak moje najlepsze wspomnienie. Pachnie piwem, słychać w niej śmiech Czechów, pobrzmiewa w niej czeska mowa, skrzy się od specyficznego czeskiego humoru. Płynie się przez hrabalowskie wersy bardzo lekko, mimo tego, że treść książek Hrabala zmusza do pochylenia głowy i refleksji. No i ten hrabalowski humor – wyrafinowany choć momentami nieco rubaszny, i dosadność, która u Hrabala wcale nie razi. Przygodę z Hrabalem rozpoczęłam od „Auteczka”. Teraz powoli, powolutku będę się zaprzyjaźniać z Panem Bohumilem dalej. „Pociągi „ dostałam w podarunku i tego samego dnia przeczytałam. Akcja „Pociagów pod specjalnym nadzorem” rozgrywa się podczas II wojny światowej na kolejowej stacji. Bohater Miłosz Pipka barwnie przedstawia swoich niemniej barwnych współpracowników i ich otoczenie. Ci zwykli-niezwykli bohaterowie powieści oraz giętki język Hrabala stanowią o sile tej niewielkiej książeczki. Są tacy pisarze, którzy zostają z nami na całe życie. Wystarczy jedna książka, a jesteśmy „zgubieni” i odtąd przemierzamy księgarnie i biblioteki w poszukiwaniu ulubionego autora. Dla mnie Hrabal jest jednym z takich pisarzy. Przyznam się szczerze, że nie czuję się zbyt kompetentnie do komentowania mistrza Hrabala, on jest gdzieś bardzo wysoko na literackim szczycie, ja jestem tylko marnym czytelnikiem. Powiem tylko tyle, że to jeden z najlepszych opowiadaczy, jakich udało mi się poznać. Dajcie się wciągnąć w „słuchanie” opowiadanych przez niego historii. Na pewno nie będziecie żałować!
  • Blaszany bębenek
    • Blaszany bębenek
    • Günter Grass
    • (towar niedostępny)

    Izabela Sekulska 2004-07-23

    Mały wielki człowiek

    „Blaszany bębenek” jest jak świetna, ale dość ciężkostrawna potrawa. Smakuje, ale momentami męczy, czujemy przesyt, trzeba ją „odstawić” na chwilę, by potem znowu się rozsmakować w tej cudnej literaturze. To powieść wielka pod względem rozmiaru i treści. Powieść, która budzi skrajne odczucia: od zachwytu nad jej literackością i nieograniczoną wyobraźnią autora, do delikatnego niesmaku, który odczuwa się momentami, kiedy to niemalże turpistyczny naturalizm Grassa po prostu „zwala z nóg”. „Zwala” do tego stopnia , że czytelnik zadaje sobie pytanie: po co i dlaczego Grass tak pisze? Ale Grassowi nie można odmówić tego, że te „obrzydliwe „ opisy to jednak majstersztyk. Główny bohater książki, Oskar, przez ponad 600 stron, snuje historię swojego życia, ocierając się również o barwne historie swoich przodków – dziadków Koljaczków. Oskar budził moją sympatię tylko do pewnego momentu. Do momentu swoich słynnych 3 urodzin, kiedy to postanowił nie rosnąć i od tej chwili jest to już historia karła Oskara. Ekscentrycznego, momentami złośliwego człowieczka, który wraz ze swoim bębenkiem sieje zamęt w całym Gdańsku. Nie pozbawionego jednak intelektu i nadprzyrodzonych zdolności. Osobowość Oskara jest porażająca. Małe ciało, ale wielki duch, jakby górujący nad resztą ludzkości. Manipulant, sterujący ludzkimi poczynaniami, chcący przejąć rolę niemalże Boga. Czytelnikowi, z każdym rokiem, który przybywa Oskarowi i o którym opowiada nasz bohater, ubywa sympatii dla niego . Kiedy zaczyna objawiać się nadzwyczajna seksualność Oskara, to zwyczajnie zaczynamy odczuwać coś w rodzaju wstrętu. Bez obaw - sympatia i zrozumienie dla Oskara jednak powróci. „Blaszany bębenek” to nie tylko historia Oskara, to także intrygujący opis przedwojennego i wojennego Gdańska z jego wielonarodowościową społecznością, konfliktami i problemami, które zawsze rodzą się w takich środowiskach. To opis nostalgii za tą krainą dzieciństwa, którą bieg historii zamienił w krainę utraconą.
  • Fragmenty z życia lustra

    Izabela Sekulska 2004-07-01

    W lustrzanym odbiciu   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Joanna Szczepkowska jest aktorką. Nie jest pisarką, a raczej nie była nią. Mamy oto jej prozatorski debiut ( po tomiku wierszy i zbiorze felietonów), wydany przez Wydawnictwo Literackie zbiór opowiadań pt: „Fragmenty z życia lustra”. Z pewnością podeszłabym z wielką rezerwą do tej książki, wietrząc czubkiem nosa kolejne pseudoliterackie dzieło znanej osoby, która zapragnęła sprawdzić się w czymś jeszcze, gdyby nie felietony Szczepkowskiej drukowane od lat w „Wysokich Obcasach”. Felietony, na które nie ukrywam czekam zawsze z niecierpliwością. Czekam, bo są kojące, mają w sobie jakiś nieznośny idealizm, ale ja ten idealizm bardzo lubię. Ktoś kiedyś określił je „naiwnymi moralitetami”, a ja uważam, że takie moralitety są nam potrzebne. Współczesna polska literatura niesie za sobą tyle goryczy, brudu, opisów nazbyt szarej, ciężkiej rzeczywistości, że taki „oddech”, taka świeżość jaką zaskakuje Szczepkowska i powrót do nieco może dziecięcej naiwności, naiwności, którą tracimy dzień po dniu przekraczając próg dorosłego życia, każdemu z nas chyba od czasu do czasu jest potrzebny. I dlatego zapraszam do sięgnięcia po „Fragmenty z życia lustra”. To zbiór opowiadań, o ludziach z pozoru zwykłych, ale czy tacy są? Nie, bo życie każdego niesie za sobą jakąś tajemnicę. Mamy więc lekarza psychiatrę, który na zaproszenie kolegi-lekarza przyjeżdża do kliniki dla psychicznie chorych, która jest kliniką zgoła inną od pozostałych placówek tego typu. Inaczej być nie może, skoro na jej czele stoi lekarz ogromnie niekonwencjonalny. Mamy malarkę, która artystką stała się w wieku trzydziestu kilku lat, kiedy to po przeżyciu traumy spowodowanej wypadkiem, nagle zaczęła malować obrazy tak dobre, że wprawiła w osłupienie cały artystyczny świat. Skąd nagle taki talent, bez teoretycznej wiedzy, bez nauki techniki malowania? Skąd? Sprawdźcie sami. Mamy parapsychologa-jasnowidza, który dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom pomaga wielu ludziom, ale nie potrafi ( a może nie chce) pomóc sobie. Mamy wybitnego profesora, który po latach spędzonych na emigracji przyjeżdża do Polski , a zetknięcie ze światem dzieciństwa jest trudniejsze niż by się z pozoru wydawało. I mamy tytułowe lustro, bo pojawia się ono w każdym opowiadaniu, będąc świadkiem wydarzeń z życia bohaterów, a może nawet w jakiś magiczny sposób determinuje ich zachowania? Świat, który opisuje Szczepkowska jest jakby nieziemski, oderwany od rzeczywistości. Nie wszystko można racjonalnie wyjaśnić, ale to właśnie chyba w tej książce jest najpiękniejsze. Kto zresztą powiedział, że literatura musi być odbiciem rzeczywistości? W „lustrze” Szczepkowskiej widzimy więc świat tajemniczy, niezgłębiony, świat bez politycznych kłótni, bez codzienności naznaczonej trudem pracy lub jej brakiem, bez narkotyków, oszustw, morderstw itp. Co nie oznacza, że jest to świat pozbawiony problemów. Jest jednak tajemniczy, tak tajemniczy, jak tajemniczy jest Człowiek. Warto przejrzeć się w tym „lustrze” i nie warto lekceważyć autorki jako pisarki, tym bardziej, że jak sama powiedziała w jednym z wywiadów :”To są właściwie gotowe scenariusze i być może któreś z tych opowiadań doczeka się ekranizacji telewizyjnej, może filmowej. Z tym, że według mojej hierarchii to nie jest wyższy szczebel. Wyższy szczebel to jest literatura”.
  • Polowanie na motyle

    Izabela Sekulska 2004-05-06

    Warto spróbować zapolować

    Często bywa tak, że życie człowieka przybiera formę, która boleśnie uwiera. Nasze życiowe role, nie zawsze pokrywają się z naszymi marzeniami, pragnieniami czy charakterem. „Przeszkadzać” może więc rola matki , żony, rola urzędnika za ladą a nawet naukowca. Tkwimy w swoich formach, a z oddali słychać złośliwy chichot losu. Są tacy, którzy potrafią się uwolnić od niechcianych ról, ale są też tacy, których paraliżuje strach przed nieznanym, cierpią więc przez całe życie. Nie jest to nowy temat w literaturze, można nawet mówiąc kolokwialnie uznać go za „oklepany” – Virgnia Woolf czy Michael Cunnigham, to pierwsze nazwiska, które przychodzą mi na myśl. Cunnigham był zainspirowany „Panią Dalloway”, a Marika Cobbold, autorka „Polowania na motyle”, wydaje się wprost czerpać z „Godzin”. ( dwie bohaterki, nie mogące pogodzić się z tym, co je otacza, wrażliwe kobiety, których losy są zadziwiająco podobne, chociaż żyją niemalże w innych epokach). I jeśli nawet ze zniecierpliwieniem powiedzcie „ale to już było”, to zaręczam - warto zgłębić ten temat raz jeszcze. Pierwsza bohaterka powieści, Grace – nie ma za sobą zbyt udanego życia. Kiedy była małą dziewczynką, zmarła jej matka, niedługo potem ojciec. Kiedy miała 17 lat straciła ukochanego -swoją wielką miłość. Kiedy była przed trzydziestką, przytrafiło się jej nieudane małżeństwo -nie mogła znaleźć zrozumienia u boku swego partnera. Druga bohaterka, Louisa, babka przyjaciela Grace , wydaje się wygrała los na loterii. Sierota ( rodzice popełnili samobójstwo skacząc z mostu), niezbyt urodziwa , zostaje żoną znanego malarza. Mąż jednak okazuje się egoistą, dbającym tylko i wyłącznie o swoje potrzeby. Nierozumiana przez nikogo Louisa popada w depresję, czym jeszcze bardziej rozwściecza małżonka. Zarówno Grace, jak i Louisa przeżyją swoje tragedie, po których nic już nie cieszy, a świat wydaje się zbyt ponury, aby chcieć żyć. Losy obu Pań skrzyżują się z powodu obrazu malarza, o którym nikt nic nie wie (tak przynajmniej myśli Grace). Czy aby na pewno? O tym przekonajcie się sami. To przejmująca książka - historia dwóch ludzkich losów, bardzo podobnych, i bardzo tragicznych. Grace i Louisa przez większą część swojego życia chciały zadośćuczynić żądaniom innych i nie potrafiły wyzwolić się ze swoich form. Nie potrafiły zawalczyć o siebie. Czasem niestety dzieje się bowiem tak, że stajemy się takimi, jakimi chcą nas widzieć inni – rodzice, partnerzy, dzieci. I zapominamy o tym, jakimi chcielibyśmy być. Ale jak pokazuje nam Cabbold czasem powinniśmy odrzucić w kąt odgrywaną rolę, bo : „ Ludzkość jest na Ziemi nie po to żeby robić wszystko jak należy, ale żeby próbować.” Warto spróbować tej literatury i warto czasem „zapolować” na swoje motyle - te ulotne chwile szczęścia, które czynią nasze życie wyjątkowym.
(Stron: 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!