Kamil Dąbrowski
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 15
-
- Live At Reading
- Nirvana
- cena: 41,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Kamil Dąbrowski 2011-02-21
Pamiętasz gdzie byłeś 30 sierpnia 1992?
Data z hasła reklamującego nową płytę Nirvany dla niektórych będzie ciemną plamą z przeszłości, dla innych sentymentalną podróżą do tamtego dnia, do tamtego miesiąca, roku… Tego roku skończyłem lat 18. Świat otwierał się przede mną na nowo. Muzycznie też. Kilka miesięcy wcześniej poznałem, wysłuchałem po raz pierwszy „Nevermind” Nirvany. Uprzednio zaznajomiłem się z klipem do „Smells Like Teen Spirit”. Pamiętam to jak dziś… Spotkałem kolegę: „-Widziałeś „Smells…”? – Jakie „Smells…”? – No… Nirvany… - Jakiej do cholery Nirvany??? –To włącz MTV. Nadają to kilka razy dziennie. Rewelacyjne! Musisz tego posłuchać. Spodoba ci się”. Był może październik albo listopad 1991 roku. Poszedłem do domu. Włączyłem telewizor. Czekam i czekam… I nagle jest. Szok! To tak można grać??? Bomba! Booooombaaaa!!! I potem biegiem do sklepu. Kupiona kaseta, niestety piracka, wylądowała w magnetofonie. Nie obowiązywało wtedy w Polsce jakiekolwiek prawo autorskie dotyczące wszystkich ukazujących się wydawnictw fonograficznych, a legalnych wydawnictw było jak na lekarstwo. Potem było oglądanie klipów Nirvany we wspomnianej MTV, koncerty i występy na żywo… Zbierane skrzętnie artykuły, plakaty, etc. Na oczach nastolatka rodziła się historia gatunku muzycznego i pewnego zespołu. Dwadzieścia cztery kawałki pełne brudu, wściekłości, nieokrzesanej energii. Kwintesencja stylu tria z Seattle. Krótkie utwory, niemal punkowe brzmienie. Już samo zdjęcie na okładce mówi nam, że będzie ostra jazda bez trzymanki. I tak od otwierającego „Breed” po ultra szalone wykonanie „Territorial Pissings”. Na całą płytę złożyły się głównie utwory z „Nevermind”. Mamy też np. klasyczną „balladę” - „About a Girl” – bez udziwnień, zagraną niemal jak na macierzystym krążku „Bleach” czy „All Apologies” – hipnotyczną piosenkę dedykowaną przez Cobaina Courtney Love i córce Frances Bean. Piosenka ta ukazała się niemal rok później na „In Utero”. Nie mogło oczywiście zabraknąć „Smells Like Teen Spirit”, hymnu ówczesnej kontestującej młodzieży czy też „Polly”, której tekst opisuje prawdziwą historię gwałtu 14-letniej punkówy. Mam głęboko gdzieś opinie, czy wydanie tego bootlegu jest wyciąganiem kasy od fanów, odcinaniem kuponów, czy to może jakiś kolejny chwyt marketingowy. Mam to gdzieś! Dla mnie się liczy muzyka. Taka, której będę też słuchać za lat - dajmy na to 10 - i nie znudzi mi się. Na tej muzyce wychowywałem się. W środku siebie nadal mam „osiemnastkę” i chcę pogować przy tych ulubionych dźwiękach. „Come as you are / as you were”. -
- Antyszanty [Digipack]
- Spięty
- cena: 31,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Kamil Dąbrowski 2010-11-22
Nie ma kei, nie wieje wiatr... (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kochacie szanty? Ta płyta nie jest dla Was. Rockowy Kraken śpiewa antyszanty. Surowo, ale i melodyjnie. Mroczno, ale i zabawnie. Rytmicznie, z lekka przebojowo (ale nie komercyjnie), „z jajem". Takie są w skrócie „Antyszanty" Spiętego, wokalisty znanego z warszawskiego ansambla Lao Che. Spięty czyli Hubert Dobaczewski, żeglarz od wielu już lat, zapowiadał już od jakiegoś czasu nagranie autorskiej płyty ze swoimi wersjami szant, a raczej ich bardzo nowatorskimi wersjami. Rok temu dla tygodnika „Przegląd" powiedział: „Od 20 lat żegluję, co roku jestem na Mazurach. Kocham to, ale uważam, że nie ma dobrych szant. Śpiewa się je gdzieś tam przy butelczynie podczas żeglowania, ale nie ma dobrych wykonań. A to jest przecież fajny, „brudny" nurt, takie folkowe korzenie. Tymczasem nasi wykonawcy to wygładzają i robią z tego jakieś popowe przyśpiewki do ogniska" (…) Dlatego chciałbym przywrócić szantom ich czar i zrobić w tym uładzonym nurcie jakąś prowokację". I o ile już samą prowokacją może być styl muzyki zaprezentowany na albumie, to warstwa tekstowa na pewno porazi nie tylko zagorzałych fanów Lao Che. Spięty gładko operuje swoim językiem, lekko żulerskim, ale na tyle inteligentnym, aby przyćmić twórczość wielu polskich tekściarzy. Język to przemyślany, bo nawet zawarte wulgaryzmy są tutaj idealnie wplecione i nie rażą uszu. Poczucie humoru Spiętego też zmusza do zmiany swojego stosunku względem tych tradycyjnych szant. Można stwierdzić kolokwialnie, że Spięty całościowo „pojechał po bandzie", ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Zrobił to czego nie zrobił do tej pory żaden wykonawca, kto nikt by nie śmiał dokonać. Przerobił, wykoncypował i stworzył swoją wizję tego co dla żeglarzy jest tradycją, niemal świętością. „Antyszanty" muzycznie to miszmasz gatunkowy. Jest zimno-falowo, z lekka jakby reggae'owo, kapelo-podwórkowo, rockowo, transowo. Niesamowita to woltyżerka i nad wyraz duża doza sporych wrażeń słuchowych. Tę płytę można tylko polubić bądź znienawidzić. Na forach żeglarskich ponoć już zawrzało. Zaczyna się podział i dylemat fanów macierzystego zespołu Spiętego. Wśród nich są też tacy, którzy lubią te tradycyjne szanty. Trzymać sztamę czy zbojkotować? A Spięty - niczym muzyczny Kraken - pożera żeglarskie konwenanse. Ja jestem za „Antyszantami". Lubię takie wyzwania. Brawa za odwagę! -
- Sonic Nurse
- Sonic Youth
- (towar niedostępny)
Kamil Dąbrowski 2005-01-24
Niezniszczalni z Sonic Youth (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Panie i Panowie. Któryż to z kolei album Sonic Youth? Nie chce mi się już liczyć. Nieważne. Ważne jest to, że ilość łączy się z jakością. Ten krążek powinien mieć stosowną naklejkę z napisem „HIGH QUALITY”. Starzy Sonic Youth znów w waszych odtwarzaczach za sprawą nowego albumu „Sonic Nurse”. Już od 23 lat raczą nas swoimi dźwiękami. Niepokojącymi, przesterowanymi, noise’owymi, onirycznymi, drapieżnymi, transowymi... Tacy są. Mają różne oblicza. Poprzednim albumem narazili się fanom, a i dziennikarzom też nie przypadli do gustu. „Murray Street”, bo o nim mowa, był za łagodny i ukazywał subtelniejsze oblicze zespołu. To tak, jakby nagrali specjalnie taki album. Zadziwiająco nierzucający na kolana. „Sonic Nurse to powrót do starego stylu SY sprzed kilkunastu lat. Zaczyna się od „Pattern Recognition”, w którym wokalnie prezentuje się Kim Gordon. Cztery utwory na dziesięć należą do niej. Lubię, gdy to ona śpiewa, a nie Thurston (dla niezorientowanych – gitarzysta SY, a prywatnie mąż Kim). Potrafi zaczarować w jednym momencie. Albo zawodzi i jęczy tak, jak w „Kim Gordon and the Arthur Doyle Hand Cream”, albo szepcze miłosne wyznania, jak w „I Love Golden Blue”: Is it time to go / Is it a place I know / I can't read your mind / I can't find the time / I can't feel the thrill / I don't have the will / I love you. Muzycznie jest naprawdę nieźle. Znowu pojawiły się typowe dysonanse i rzężenia jak na wcześniejszych albumach. I te jakby podwodne wycieczki po sonicowym świecie dźwięków. Z lekka bujające i uspokajające. Fanów SY powinno to usatysfakcjonować. Ja jestem zadowolony z tak udanego krążka. To płyta znacznie lepsza od poprzedniej, „Murray Street”. Taka mała rehabilitacja. Aż chce się podkręcić na full volume w swoim zestawie audio. -
- Keep On Your Mean Side
- The Kills
- (towar niedostępny)
Kamil Dąbrowski 2004-03-05
Następcy duetu The White Stripes
Jak ja lubię takie proste dźwięki! Tyle w tym spontanu, radochy i bezpretensjonalnego grania! Nawet duet White / White nie powstydziłby się takiej płyty. Oto zatem kolejny band, który poraża buzującą energią i prostą zarazem formą. Całość stanowi hybrydę Velvet Underground, P.J. Harvey i wspomnianego już duetu The White Stripes. Porównywanie ich do tego ostatniego mogą uważać za nobilitację. Zespół założony przez ex - wokalistkę amerykańskiego Discount, Allison Mosshart vel VV i Jamie Hince’a vel Hotel, wydał jak do tej pory 2 EP-ki i debiutancki, długogrający krążek „Keep On...”. Grają jakby za chwilę miał nadejść Armagedon. Łomoczą, walą i rzężą. Allison jest czasem liryczna i „potulna” (Monkey 23, Gypsy Death And You), ale jak tylko przestaje się przymilać, drze się i zawodzi, jak na byłą punk wokalistkę przystało (Superstition, Fried My Little Brains). Wcale nie musi tego robić, aby sprawić komuś przyjemność. Po prostu z poprzedniego zespołu przemyciła swój charakterystyczny styl i ekspresję. Hotel także udziela się wokalnie, partnerując Allison w prawie wszystkich utworach. Co dwa gardła to nie jedno! Naprawdę świetnie się uzupełniają. Hotel obsługuje jednak większość instrumentariów. Wspólnie, jak na duet, muszą nieźle skakać przy tych wszystkich gitarach, perkusjach, dyktafonach, tamburynach, itp., gimnastykować się tak umiejętnie, aby wygenerować tak czadowe i niemal punkowe utwory, które jednak pozostają chwilami w konwencji bluesowej. Płyta zawiera 3 numery w nowych wersjach, pochodzące ze świetnej EP-ki „Black Rooster”: tytułowy, „Cat Claw” i „Wait”, który brzmi jak... country! Jednak to debiutancki album pokazuje, jakim zespołem jest The Kills. Z premedytacją zabijają rutynę i mainstreamowe granie. Oni mają naprawdę szansę stać się jednym z pierwszych wykonawców nowej ery rocka. Kto wie, czy już się nimi nie stali? -
- Blood Sugar Sex Magik
- Red Hot Chili Peppers
- cena: 29,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Kamil Dąbrowski 2003-11-21
Wstyd nie mieć! (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Pamiętam pierwszy kontakt z Papryczkami. Był to album "Mother's Milk" - rok 1992, a zaraz potem "Blood Sugar Sex Magik". Płyta była na topie i wstyd było jej nie mieć. Ale to nie snobizm przemówił do mnie. Niesamowita energia w utworach, jaką wskrzesiły Papryczki buzuje we mnie do tej pory. Ileż to imprez odbyło się przy dźwiękach "Give It Away" czy "Under the Bridge". Ta muzyka jest naprawdę hot & chili. Uważam, że to ostatnie udane przedsięwzięcie Red Hotów. Do tej pory nie wydali lepszej płyty od "Blood Sugar..." . Nagrali za to kilka bardzo dobrych utworów. Nic poza tym. A zatem drodzy słuchacze. Edukacja wasza powinna się zacząć od tej płyty. -
- Nowa eXtra Klasyka - Fallout Tactics
- (towar niedostępny)
Kamil Dąbrowski 2003-11-16
Fallout Tactics to już klasyka!
Fallout Tactics obok wcześniej już wydanych części Fallouta to już klasyka! Gra wciąga (nawet bardzo) i pozwala zapomnieć o bożym świecie. W porównaniu do F1 i F2 to całkiem nowa zabawa w wyzwalanie świata postnuklearnego. Możemy np. operować oosbno każdą jednostką, co pozwala na przeprowadzenie akcji według własnej taktyki. Dodatkowe bonusy to między innymi prowadzenie hummera czy jazda czołgiem! Poprzednie części raziły swoją prymitywną strukturą, nie mniej ja sam mam do nich wielki sentyment.Chwała firmie CD Projekt, że zdecydowała się na wydanie tak dobrej gry za tak niewielką cenę. Polecam wszystkim fanom rpg i strategii. -
- Get Born
- Jet
- cena: 45,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Kamil Dąbrowski 2003-11-04
Australia atakuje! (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Muzyczne antypody, a w szczególności Australia kojarzyć będą się głównie z AC/DC, Midnight Oil, a ostatnio z The Vines. No i mamy teraz kolejny, młody zespół, który przypomina, czym jest stary dobry rock. Melodyjne i spokojne utwory "Look What You've Done" czy "Radio Song" przeplatają się z bardziej żywiołowymi "Last Chance", "Get Me Outta Here"... Oby więcej takiej muzyki. Aż chce się żyć! -
- 2
- Cool Kids Of Death
- (towar niedostępny)
Kamil Dąbrowski 2003-10-27
Cool_Ki strikes back! (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
„Piąta kolumna”, dyżurni obrazoburcy i pierwsi buntownicy XXI wieku rodzimego polskiego punk - alternatywnego rocka pojawiają się po raz drugi na muzycznym firmamencie. Na debiutanckiej płycie zespół atakował butelkami z benzyną i kamieniami. Dostało się znanym dziennikarzom, politykom, a także idolom i symbolom naszego społeczeństwa. Na „2” jest ostrzej. Brudniejsze gitary, więcej jadu w głosie wokalisty Ostrowskiego i sporo ładunku wybuchowego. To takie muzyczne C-4. Siła rażenia jeszcze większa... Szarżowanie i epatowanie rewolucyjnymi hasłami w dzisiejszej kulturze jest może barwne i porywające, ale mało skuteczne. Czasy rewolucji punkowej dawno minęły. Bunty w muzyce pojawiają się co jakiś czas, aby zaistnieć w mediach i oświetlić scenę rozrywkową. Cool-Ki choć zastrzegają, że nie są punkowymi idealistami ani raperami, muzycznie brzmią jak typowa punkerka, a w tekstach słychać echa hip hopu (w utworze „Hardkor” pojawił się Vienio z Molesty). Ta płyta to sprawdzian. Tzw. syndrom drugiej płyty udziela się wszystkim wykonawcom. Po bardzo przebojowej „jedynce” dostaliśmy cięższy i trudniejszy w odbiorze materiał. Zespół musi teraz liczyć na przychylność odbiorców, zarówno wśród dziennikarzy, jak i zwykłych słuchaczy. Jeżeli C.K.O.D. jest naprawdę dobrym zespołem w swoim rzemiośle, to popełni nie tylko kolejne prowokacje, ale też również dobre nagrania. -
- Happy Songs for Happy People
- Mogwai
- (towar niedostępny)
Kamil Dąbrowski 2003-10-27
Happy Songs For Another People
Szkoccy melancholicy powracają. Tytuł jest przewrotny. Nie ma tutaj żadnych „happy” piosenek dla szczęśliwych ludzi. Chyba, że są to „słuchający inaczej”, posiadający szczególną, specyficzną wrażliwość i umiejętność odbioru tego typu muzyki. A taka jest właśnie twórczość Mogwaia. Mocna i ekspresyjna, a zarazem wyciszona i kameralna. Od pierwszych taktów „Haunted By A Freak” rozpoczynającego płytę mamy do czynienia z niemal epickim stylem. Nie będę ściemniał: Mogwai jest jednym z moich ulubionych wykonawców przełomu XX i XXI wieku. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z twórczością zespołu. Dźwięki z "Young Team" i "Come On Die Young" bardzo mnie urzekły, że dotąd przechodzą mi ciarki po plecach przy niektórych utworach. Choć pojawiają się ostrzejsze momenty („Killing All The Flies” i „Ratts Of The Capital”),charakterystyczne już dla zespołu rzężenia i przestery, „Happy Songs...” jest najspokojniejszym albumem w twórczości Szkotów. Starzy fani zgrzytają pewnie zębami, bo na wcześniejszych albumach wyspiarze potrafili naprawdę dać czadu. Już na "Rock Action" zespół wyhamował i zaczął tworzyć bardziej poetyckie, subtelne pejzaże. Taki jest też teraz Mogwai AD 2003. To jedna z moich ulubionych płyt mijającego roku. -
- #2: Static
- Emiter
- (towar niedostępny)
Kamil Dąbrowski 2003-10-17
Inne oblicze Marcina Dymitera - posłuchaj koniecznie
"Emiter mówi do Państwa: muzyka krąży po świecie - trzeba tylko nastawić ucha, zatrzymać się i wyłączyć telefon komórkowy." Na drugiej płycie swojego projektu, Marcin Dymiter (ex-Ewa Braun) kontynuuje swoją wizję muzyki XXI wieku w towarzystwie muzyków z Columbus Ensemble, Krzysztofa Topolskiego (Arszyn, ludzie) i gościnnie Rosy Arruti, legendy hiszpańskiej muzyki elektronicznej. Dymiter penetruje stylistyki wcześniej już odkryte. Używając swojej magii tworzy je na nowo. W utworach, na fali ambientu i minimal-post rocka, podróżuje z przedsionka umysłu do głównego rdzenia osobistych pejzaży. Surowe brzmienie Emitera zahacza o niewidzialną barierę, gdzie dźwięki łączą się z literaturą i obrazem. Zero pozerstwa i łaknienia komercji. Muzyka do kontemplacji i odkrywania nowych emocji.
- 1
- 2






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













