msq
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 7
-
- Gwiazda Pandory - tom 2 Inwazja
- Peter F. Hamilton
- cena: 34,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
msq 2009-05-25
Pełnokrwista space-opera (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Świat przyszłości wykreowany przez Hamiltona wciąga. Tym razem jest to bliższa przyszłość, ludzkość opanowała podróże tunelami hiperprzestrzennymi, dzięki czemu sięgnęła gwiazd. Do tego postęp w inżynierii genetycznej i nanotechnologia pozwalają żyć prawie wiecznie. Tylko natura ludzka się nie zmieniła, więc dalej dobre chęci mieszają się z podstępem i złem. Do tego zza granic znanego świata nadciąga zagrożenie, obnażając wszystkie słabości i niedostatki aparatu władzy. Książka wciąga i nie pozwala przestać czytać do ostatniej strony. Akcja jest podzielona na kilka wątków, ale zgrabnie się one splatają i nie ma wrażenia, że część z nich służy jedynie zapchaniu miejsca. Szkoda tylko, że na kolejną ostatnią (w Polsce pewnie podzieloną na dwa tomy) część trzeba będzie jeszcze czekać. -
- Święto Kozła
- Mario Vargas Llosa
- (towar niedostępny)
msq 2008-11-13
Brutalny komentarz do historii i ludzkich słabości (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Święto Kozła" jest uważane za najważniejszą książkę w dorobku peruwiańskiego pisarza Mario Vargasa Llosy, dlatego właśnie od niej rozpocząłem poznawanie jego twórczości. Powieść ma zasadniczo trzy wątki z punktem wspólnym, którym jest Rafael Leónidas Trujillo Molina, Dobroczyńca Narodu Dominikany, Szef i Generalissimus Armii Dominikańskiej. I to on jest tytułowym Kozłem, i wydawać by się mogło, że głównym bohaterem książki. Ale według mnie główny bohater nie jest pojedynczy - jest nim szeroko rozumiana ludzka podłość i oportunizm. Przez wprowadzenie wątku retrospektywnego Uranii Cabral jesteśmy dość brutalnie przerzucani z gorącej i wesołej współczesnej Dominikany, pachnącego cygarami turystycznego raju, w mroczną Erę Trujillo, która wydaje się dla niektórych piekłem na ziemi. Poznajemy punkty widzenia przeciwników reżimu i jego zwolenników, a nade wszystko czujemy strach, który chyba jest najpowszechniejszym uczuciem doświadczanym przez ówczesnych mieszkańców wyspy Hispaniola. Niestety, wydaje mi się, że autor momentami posuwa się za daleko i wielu dosłownych drastycznych scen mógłby czytelnikowi oszczędzić - spragnieni opisów tortur zapewne znajdą je w podręcznikach medycyny sądowej. Niemniej nie można autorowi odebrać umiejętności budowania napięcia, wątek Uranii jest poprowadzony po mistrzowsku i ładunek emocjonalny, który przekazuje, może powalić. Książki nie czyta się lekko, chociaż język nie jest może szczególnie wyrafinowany. Jednak gdy pozwoliłem porwać się opowieści, kolejne kartki pochłaniałem coraz szybciej. Podobał mi się również wyraziście przedstawiony klimat Karaibów - przez wersy sączy się duszne powietrze i dźwięki merenge. Na minus zaliczyłbym wspomnianą wcześniej brutalność i dosłowność, która aż tak mnie zraziła, że postawiłem tylko 4 gwiazdki. -
- Tribute to Queen
- Bracia
- cena: 28,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
msq 2008-11-02
Fajne... ale po co? (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Bracia Cugowscy wykonali kawał solidnej roboty przy tej płycie. Większość kawałków brzmi prawie jak oryginał. Niestety. Nagrywanie coverów ma sens, jeśli nowe wykonanie coś wnosi (np. "Knocking on Heavens Door" w wykonaniu Guns'n'Roses przenosi kawałek w nowy wymiar, "Whisky in the Jar" Metallicy też jest zupełnie nową piosenką niż oryginał). Można pomyśleć, że Bracia chcą pokazać swoją sprawność wokalno-instrumentalną - tego im odebrać nie można. Ale oryginały brzmią ciekawiej. I lepiej moim zdaniem. Właściwie nie ma jak pisać o tej płycie - piosenki fajne, ale już setki razy słyszane. Początkowo dałem 3 gwiazdki, ale po namyśle dodałem czwartą za ostatnią piosenkę. Jakby cała płyta była po polsku - to by było coś. Mnie nie zwiedziesz. -
- Clapton. Autobiografia
- Eric Clapton
- (towar niedostępny)
msq 2008-11-02
Sex, drugs and rock'n'roll (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
W Claptonowej opowieści żadnej z tych trzech rzeczy nie brakuje. Ale mam wrażenie, że rock'n'roll (a właściwie blues) jest jednak na drugim miejscu. Na pierwszym jest ego Erica Claptona, które jest pierwszoplanowym bohaterem książki. Książkę można podzielić na trzy części - opowieść o muzyce, opowieść o ćpaniu i piciu, a na koniec przypowieść o mężu doskonałym. Samokrytycyzmu troszkę zabrakło moim zdaniem. Ale po wylaniu tej żółci (pewnie z zazdrości) przyznać muszę, że smakowitych kawałków nie brakuje. Do tego aż by się prosiło, żeby książce towarzyszyło wydawnictwo płytowe, umożliwiające przesłuchanie utworów, o których Clapton pisze (tych, które wpłynęły na niego oraz jego własnych). Tak czy inaczej pozycja obowiązkowa dla każdego fana bluesa. -
- Lwy Al-Rassanu
- Guy Gavriel Kay
- (towar niedostępny)
msq 2008-11-02
Historia fantastyczna z elementami nudy (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Lwy Al-Rassanu" to swego rodzaju oszustwo autora "Tigany" - czytelnicy spodziewają się powieści fantasy, a dostają przygodową powieść historyczną. Żeby nie tracić fanów, Kay umieszcza akcję "Lwów" w niby świecie, który jednak jest tylko trochę zmodyfikowaną wersją średniowiecznej Europy. Dostajemy nawet mapę, na której nasz kontynent został nieco wygładzony, a nazwy pozmieniane. Akcja powieści rozgrywa się na półwyspie, którego teren stanowił dawniej jedno państwo o nazwie Esperaña (brzmi znajomo, prawda?). Obecnie jego teren jest podzielony między Asharitów - wyznawców Ashara (czyli Allaha) a Jadytów (czyli wyznawców boga Jada - chrześcijan). Jest też trzeci naród, wyznający swoją własną religię - Kindath, czyli Żydzi. Właściwie oprócz zmiany nazw jedynym istotnym elementem różniącym świat Kaya od naszego jest drugi, niebieski, księżyc. Z trzech religii islam prawie wcale nie został zmieniony na potrzeby książki, Jadyci wierzą w słońce, a Kindath w księżyc. Nie wiem, czemu autor zdecydował się na takie karkołomne rozwiązanie - wprowadzone przez niego modyfikacje prowadzą jedynie do zamieszania czytelnikowi w głowie (np. po co flota chrześcijańska, a raczej jadycka, miałaby płynąć do Palestyny, skoro autor z religii tej usunął Jezusa?). Ale przecież gdyby było inaczej nie byłaby to powieść fantasy. Centrum fabuły są losy żydowskiej (będę trzymać się nazw z naszego świata) lekarki Jehane, córki geniusza medycznego. Przypadkowo zostaje ona wplątana w walkę między najpotężniejszymi przedstawicielami chrześcijan i muzułmanów. Oprócz niej na pierwszy plan wysuwają się postacie księcia poety Ammara ibn Khairana i rycerza Rodrigo Belmonte. Początkowo akcja toczy się dość wartko, zaś autor nie szczędzi też wysiłków, żeby czytelnik dobrze poznał książkowy świat. Kay próbuje przywiązać nas do stworzonych przez siebie postaci, nadając im przy tym "ludzkich" cech, dość często również wprowadza na karty powieści śmierć i przemoc. Niestety, wraz ze zbliżaniem się do końca moje zainteresowanie losem Esperanii i jej bohaterów malało. Śmierć postaci, którą w książce główni bohaterowie opłakują na wielu stronach, nie wzruszyła mnie w najmniejszym stopniu. Miarka przebrała się, gdy Kay zastosował mechanizm "deux ex machina" (oszczędzę tu szczegółów, żeby nie zdradzić fabuły) ratując jedną z głównych postaci. Kilkadziesiąt ostatnich kartek czytałem już z obowiązku. "Lwy Al-Rassanu" polecić można chyba tylko fanom Kaya. Pozostałym radzę albo sięgnąć po prawdziwą fantasy, albo po jakąś książkę z działu "Historia". -
- Nakręcana pomarańcza
- Anthony Burgess
- (towar niedostępny)
msq 2008-11-02
Nakręcony majstersztyk
"Nakręcana pomarańcza" jest drugim tłumaczeniem powieści Burgessa, które ukazało się w Polsce (poprzednia wersja ukazała się pod nazwą "Mechaniczna pomarańcza"), a co dziwniejsze, tłumaczem jest ta sama osoba - Robert Stiller. Pokusić się można jednak o stwierdzenie, że mamy dzięki temu dwie książki, które łączy, jak przyznaje sam Stiller, jedynie fabuła. Oryginał powieści Burgessa jest napisany wymyślonym przez autora językiem przyszłości, będącym połączeniem angielskiego z rosyjskim. W "Nakręcanej pomarańczy" główny bohater posługuje się językiem polskim z elementami angielskiego (w poprzednim wydaniu był to język polsko-rosyjski). Ten eksperyment lingwistyczny powoduje, że przez kilka pierwszych stron trzeba przebijać się z dużym skupieniem, a osoby nie znające angielskiego mogą mieć spore kłopoty ze zrozumieniem treści bez częstego zaglądania do zamieszczonego na końcu słowniczka. Widać jednak sporo pracy włożonej przez tłumacza w wiarygodność przekazu, jedyne zastrzeżenie budzić może zastosowanie pisowni fonetycznej (trochę czasu zajęło mi przykładowo zrozumienie, że abitow znaczy "a bit of"). A Robert Stiller obiecuje, że uraczy nas jeszcze trzecią wersją tłumaczenia, zatytułowaną "Sprężynowa pomarańcza", opartą tym razem na języku niemieckim... Akcja "Pomarańczy" toczy się w bliżej nieokreślonym czasie - dla autora była to pewnie odległa przyszłość, natomiast dla nas może to być trochę zmieniona teraźniejszość. Świat przedstawiony jest z punktu widzenia narratora, którym jest młodociany chuligan, Alex. Głównym elementem tego świata jest wszechobecna przemoc - to ona stanowi istotę życia Aleksa, ale wydaje się, że inni ludzie są przez nią również w mniejszym lub większym stopniu dotknięci. Czas upływa Aleksowi na pijatykach, bijatykach, gwałtach i kradzieżach, głównymi jego wrogami są członkowie konkurencyjnych gangów i policja, ale tak naprawdę to wrogiem Aleksa jest każdy napotkany człowiek. Wszystko zmienia się z chwilą, gdy nasz bohater ląduje w więzieniu, gdzie zostaje poddany kuracji, mającej wykorzenić z niego zło. Długie sesje przed ekranem kinowym wyrabiają w nim odruch warunkowy, każący mu powstrzymywać się od przemocy - Alex staje się pozornie dobry, ale tak naprawdę jest robotem, w którego program wpisano niemożność popełnienia złych uczynków. Oprócz rozważań nad zagadnieniem wolnej woli i prawem, jakie ma społeczeństwo do eliminacji jednostek zagrażających jego egzystencji, nieuchronnie czekają czytelnika refleksje nad trafnością wizji Burgessa - Alex i jego palucy kojarzą się ze znanymi z naszych ulic dresiarzami i bejsbolowcami, dla których przemoc stała się stylem życia. Najgorsze, że jedyną radą, jaką daje nam autor, jest poczekanie, aż młodociani przestępcy dorosną i zmądrzeją. Książka Burgessa jest książką mądrą, ale wymagającą od czytelnika sporego wysiłku. I do tego może czasem spowodować, że włosy na głowie staną dęba z przerażenia. -
- Piąty elefant
- Terry Pratchett
- (towar niedostępny)
msq 2008-11-02
Tak wartkiej akcji dawno u Pratchetta nie było (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Piąty elefant" jest dwudziestą piątą opowieścią ze Świata Dysku. Co ciekawe, jest też chyba jedną z najmniej śmiesznych (ale bez obaw - czyta się ją znakomicie), ale za to tak wartkiej akcji dawno u Pratchetta nie było. Nadal oczywiście znajdziemy zabawne spostrzeżenia i kilka niezłych tekstów, ale właściwie ani razu nie zaśmiałem się na głos podczas czytania (a zdarzało mi się to dość często przy wcześniejszych powieściach Pratchetta). Wydaje mi się, że jest to książka dla "zaprzyjaźnionego czytelnika", który dość dobrze orientuje się w zaułkach Ankh Morpork, zna kilka piosenek o złocie i w wolnych chwilach zastanawia się, czy drzewo upadające w lesie wydaje dźwięk nawet wówczas, gdy nikt tego nie słyszy. Tytułowy piąty słoń jest bratem bliźniakiem czterech słoni dźwigających na plecach Świat Dysku. Niestety, miał mniej szczęścia i w wyniku jakiejś kosmicznej katastrofy w bardzo odległej przeszłości rozbił się o ziemię, zapewniając przyszłym mieszkańcom Świata pokłady węgla, żelaza i... tłuszczu (tak, tak, w Świecie Dysku najlepszy jest tłuszcz kopalniany). Największe pokłady słoniowego sadła znajdują się pod powierzchnią kraju Uberwald, który jest jakby połączeniem Niemiec, Rosji i Rumunii, a do tego zamieszkują go krasnoludy, wilkołaki i wampiry (w Uberwaldzie już byliśmy w "poprzednim odcinku" - jest to ojczyzna wampirów z "Carpe Jugulum"). I właśnie tam trafia jako ambasador nasz znajomy z wielu poprzednich książek, komendant Samuel Vimes ze Straży Miejskiej Ankh Morpork, którego zadaniem jest upewnienie się, że wybrany zostanie właściwy król krasnoludów. Oczywiście nic nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać - przez czterysta pięćdziesiąt stron będziemy gonić, uciekać, strzelać, nurkować i poznamy krasnoludzką legendę, w której dość istotną rolę odgrywa pewna stara bułka. Pratchett stara się przemycić pod humorystycznym kostiumem kilka poważnych myśli, związanych z nietolerancją, nierównością rasową oraz sensem życia w ogóle. Do pewnego stopnia z sukcesem, ale niekiedy chyba jednak przesadza (a przecież w najlepszej moim zdaniem części świata dysku, "Small Gods", udało mu się znakomicie wpleść kilka głębszych myśli). Ale bez obaw - "Piąty elefant" nie jest książką zupełnie poważną. Znajdziemy tu wiele dowcipów, które docierają do ośrodków śmiechu z pewnym opóźnieniem (ja tak zareagowałem na trzy siostry, mieszkające w czereśniowym sadzie, wręczające Vimesowi stare spodnie wujaszka Wani), spotkamy się też ze znanymi i lubianymi postaciami (trochę mi tylko brakowało C.M.O.T Dibblera, przecież mógłby sprzedawać czosnek na patyku...). Jak wspomniałem wcześniej, jest to pozycja raczej dla osób znających twórczość Pratchetta. Książka nie jest zła, ale chyba jednak wolę Pratchetta dowcipasa od Pratchetta filozofa.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













