Dawid Kornaga
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 18
-
- Wampir. Leksykon
- Kamil Śmiałkowski
- cena: 46,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Dawid Kornaga 2010-06-11
Wampirologia (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Wampir. Leksykon Kamila M. Śmiałkowskiego, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o wampirach, a NAPRAWDĘ baliście się zapytać... O ile swego czasu prof. Maria Janion w przepysznie eseistyczno-erudycyjnym dziele Wampir. Biografia symboliczna przybliżyła nam - jak mało kto przed nią - fascynujący wciąż nowe pokolenia mit krwiopijcy w kulturze europejskiej, to teraz Kamil M. Śmiałkowski porwał się dzielnie na encyklopedyczną, niezwykle konsekwentną w różnych aspektach popkultury systematyzację jego świata, a właściwie - światów. Bo wampiry na przestrzeni wieków ewoluowały, że... aż strach. I właśnie o tym opowiada ten niezwykły leksykon. -
- Czysta anarchia
- Woody Allen
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2008-05-28
Inflacja groteski (7 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Być może w przeciwieństwie do wielu innych czytelników nie wyrażę swojego zachwytu nad "Czystą anarchią" Woody Allena. Miniaturki, z których składa się ta książka - poczęte przeważnie dla dodatku z recenzjami książek New York Times - mają jedną wadę: są przesterowane. Allen chce być tak literacki, tak metaforyczny i tak zabawny, że praktycznie każdy akapit okraszony jest sosem z porównań, dowcipów i retorycznych zabiegów. O ile bawi to przez pierwszych kilkanaście stron, później, przynajmniej mnie, przestaje. Zamiast prozy widać silenie się na prozę, zamiast jakiejś głębi - płytkie żarciki, które być może dobrze się sprawdzają w filmowych dialogach Allena, zaś w konfrontacji z papierem stają się... papierowe. Powtarzające się patenty na wzbudzenie jako takiego uśmiechu przestają intrygować, obnażając niekoniecznie solidnie przemyślaną konstrukcję, na której się opierają. Być może komuś odpowiada ta inflacja groteski, więc będzie dobrze się bawił od strony pierwszej do sto sześćdziesiątej dziewiątej; mnie znużyła. Niezaprzeczalnie do "ocalałych z potopu" należą takie nowelki jak Superstruna, z "kwantowo-molekularną" narracją ("Obudziłem się w piątek, a ponieważ świat się rozszerza, znalezienie szlafroka zajęło mi więcej czasu niż zwykle".) czy Odmowa, przekomiczna historia pary nowojorskich nuworyszy, których trzyletni synek nie został przyjęty do ekskluzywnego przedszkola. Na pewno autor dobrze się bawił, pisząc swoje miniaturki. Czytelnik, który poszukuje doznań, niekoniecznie będzie się bawił. Za to koniecznie "Czystą anarchię" powinien przeczytać każdy początkujący (i nie tylko) pisarz. -
- Buszujący w zbożu
- J.D. Salinger
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2008-03-28
To co grzało, dzisiaj ziębi (4 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Książki zazwyczaj starzeją się wolniej np. w porównaniu z filmami. Uniwersalizm pewnych powieści jest bezdyskusyjny, choć i on zapewne zostanie przytępiony przez nowe problemy i mentalność kolejnych generacji. To dyskusja na tysiąc akademickich wykładów, więc ją pominę. Napiszę o własnych odczuciach. I tak, jestem świeżo po lekturze "Buszującego w zbożu" Salingera. Legendarna to już pozycja (wyd. 1951), która wciąż się świetnie sprzedaje, ale też niejako w wymuszony sposób, bo zdaje się, w USA jest lekturą szkolną. Podsumowując: klasyka, która antycypowała protagonistów beat generation i zyskała status podobny do "W drodze" Kerouaca. O ile ta druga nadal wydaje mi się porywająca, wręcz hipnotyzująca i stylem, i nerwem fabuły, który rozpędza gałki oczne czytelnika, to "Buszujący" mnie rozczarował. Rozczarował nie dlatego, że to powieść słaba. Wręcz przeciwnie; napisana prostym stylem, jak na tamte czasy pełnym kolokwializmów, musiała robić wrażenie. No właśnie, tamte czasy... Winę ponosi właśnie - jeśli mogę się tak wyrazić - konkretne osadzenie w czasie. Pewne problemy bohatera-narratora po prostu pachną dziś myszką i to taką myszką dobrze odkarmioną, prawdziwą mychą. (A np. dylematy Raskolnikowa nadal pozostają świeże). "Buszujący w zbożu" to taki typ powieści, która traktując również o inicjacji, powinna być pisania za każdym razem od nowa, niejako na miarę kolejnego pokolenia. Jest socjologiczno-literackim dziedzictwem swoich czasów - i chwała jej za to. Mnie jednak, w 2008 roku, po prostu, jakby zauważył jej narrator, nie rusza. To, co kiedyś grzało, dziś wręcz ziębi. -
- Jak rozmawiać ze ślimakiem
- Stephen Clarke
- cena: 33,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Dawid Kornaga 2008-03-28
Francologia (6 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
To nie jest książka dla ludzi, którzy nigdy nie byli we Francji, a przynajmniej w Paryżu, a to zasadnicza różnica, którą Clarke wyjaśnia ze wspaniałym poczuciem humoru. O ile jego powieści o przygodach osiadłego we Francji Anglika (o korzeniach jak najbardziej biograficznych), w znanym cyklu Merde, ocierają się o żenującą szablonowość, to poradnik traktujący o francuskiej duszy jest dziełkiem udanym, iskrzącym humorem, można rzec: - Panie Clarke, więcej takich eseistycznych patchoworków, a mniej powieści, uniknie pan dzięki temu żenującej, ocierającej się o fabularne grafomaństwo kompromitacji. Żona, która jest romanistką, pierwsza przebrnęła przez Ślimaka, niejednokrotnie wzbudzając zdziwienie pasażerów w metrze, co tak rozśmieszyło tę blondynkę, zbiór kawałów o niej? Śmiech w pełni uzasadniony, Clarke błyskotliwie odkrywa francuską psyche, poddając ją miażdżącej krytyce, a równocześnie potrafi dostrzec jej zalety - w końcu żyje tam kilkanaście lat. I wątpię, by coś go skłoniło do powrotu do Anglii, chyba że polepszy się tam kuchnia, kobiety wyszczupleją, a deszcz będzie rzadziej padał. W każdym razie to naprawdę nie jest książka dla tych, którzy nigdy nie mieli do czynienia z potomkami poddanych Króla Słońce. Patent komiczny polega na tym, że czytelnik poznając kolejne "podsumowania" o Francuzach ma okazję skonfrontować je ze swoimi doświadczeniami. Przeważnie wszystko się zgadza. Jest przy tym naprawdę niezły ubaw. Ja sam pozwoliłem sobie w mojej najnowszej książce zrobić parę wycieczek, wyśmiewających Francuzów. Z miłym zdumieniem przeczytałem, że Clarke ma podobne wnioski (jego bardziej realistyczne, moje zdecydowanie absurdalne, spekulatywne, choć wychodzące z podobnych przesłanek), on, prawdziwy "francolog". Tak, skoro są sowietolodzy czy sinolodzy, czemu nie mogą się pojawić "francolodzy"? Mają co badać, powstały pierwsze poważne opracowania. Na czele z dziełem ojca-założyciela nowej dziedziny nauki, pana Clarke'a. -
- Droga
- Cormac McCarthy
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2008-03-28
Apokalipsa św. Jana (6 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Wydawnictwo Literackie powinno wstydzić się tak "amberowskiej" okładki, sugerującej grafomańskie popisy jakiegoś trzecioligowego epigona Roberta Ludluma. Redaktorzy nie napracowali się za wiele, zdjęcie kupione w banku zdjęć, podbite nazwisko autora, normalnie witamy w świecie zabili go, a uciekł. Amerykańskie wydanie zdecydowanie bardziej oddaje charakter tej niezwykłej powieści. Bo Droga McCarthy'ego to nie tylko powieść niezwykła, to powieść wybitna. Niejako aneks do Apokalipsy św. Jana. Świat się w końcu doigrał. Prawdopodobnie coś na kształt nuklearnego holokaustu zmiotło naszą cywilizację. Wyludnione, zdewastowane miasta. Porzucone samochody. Setki wysuszonych trupów. Ani ptaka na niebie, ani Boga w niebie. Ci, którzy ocaleli, nie mając już jakiejkolwiek nadziei, że będzie lepiej, pragną tylko przeżyć. By trwać - choć wiedzą, że niekoniecznie ma to sens. W "Drodze", nawet w przekładzie, poraża cięty, adekwatny do opowiadanej historii styl. Już dawno nie czytałem tak wolno książki; wracałem ustawicznie do kolejnych akapitów, analizując absolutnie wciskający w fotel opis rozkładu naszej cywilizacji. Równoważniki zdań podbijają doznania podczas lektury. Wszystko jest takie, jakie być powinno: świat się skurczył, zmalał, zdewastował. Język, którym przedstawia to McCarthy, również nie pozwala na oddech. Odetchnąć mogłem dopiero po odłożeniu "Drogi" na półkę. Dziękuję autorowi za katharsis, którego doznawałem dosłownie na każdej stronie jego powieści. -
- Zimny płomień
- Yukio Mishima
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2008-03-28
Straceńcy (3 z 19 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mishima uchodzi za tytana literatury japońskiej. Ostatnią dekadę jego życia zdominował nacjonalizm i idealistyczne żądanie powrotu do tradycji dawnej Japonii. Wydaje się, że facet po prostu zwariował; zresztą od małego pławił się w mrocznym klimacie autodestrukcji. Zaczął ćwiczyć sztuki walki, kierować się kodeksem bushido etc. Aż wymarzył mu się przewrót. Oczywiście, rzadko który pisarz zostaje rewolucjonistą. Pisarze mogą być natchnieniem, nigdy karzącą ręką; ta ręka winna pisać, nie ścinać głowy. Po nieudanej akcji Mishima popełnił obrazowe harakiri. W wydanym u nas niedawno tomie jego opowiadań "Zimny płomień", w opowiadaniu "Umiłowanie ojczyzny" honorowy oficer robi to samo, pociągając ze sobą w otchłań śmierci swoją posłuszną japońską żonę (sam opis procesu rozcinania brzucha nieźle napisany, to mógł stworzyć tylko Japończyk). Aż chce się powiedzieć: - Popieprzeni ci Japończycy. Tłumacz napisał, że to podobno jedno z najlepszych opowiadań Mishimy. Dla mnie to banalna historyjka, ocierająca się o kicz w stylu Harlequinów; normalnie aż wstyd je czytać, takie jest głupiutkie w opisach postaci, ich postaw rodem z jakiejś szowinistycznej bajki. Ale może właśnie jest to immanentne dla wytworów dalekowschodniej kultury. Seppuku miksuje się z mangą i filmami o Godzilli. Najgorsze, że Mishima to naprawdę wybitny prozaik. Jego nacjonalistyczne obsesje, anachroniczna chęć restytucji boskości cesarstwa i autentyczne pragnienie śmierci (niektórzy chełpią się depresjami, lecz jak tacy mądrzy, niech targną się na swoje życie, przynajmniej wypadną autentycznie...) umniejszyły rangę literacką jego ostatnich książek, napisanych w okresie zachwytu samurajskimi wartościami. -
- Charles Bukowski. W ramionach szalonego życia.
- Howard Sounes
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2008-03-28
...i prostactwa (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mam ambiwalentny stosunek do prozy Charlesa Bukowskiego. Poznałem ją dawno temu dzięki jawnie autobiograficznym powieściom Bukowskiego - "Factotum", "Listonoszowi" czy "Z szynką raz" oraz paru tomom znakomitych opowiadań (m.in. "Kłopoty to męska specjalność", "Najpiękniejsza dziewczyna w mieście"), właściwie najżywiej oddającym jego zapijaczone życie. Jego i wszystkich wykluczonych przez amerykański system. Tych, których wykluczał, bo z natury byli za słabi i tych, którzy wykluczali się z niego dobrowolnie, wybierając życie outsiderów. Bukowski mistrzowsko opisał ludzi z antypodów społeczeństwa. Bez sentymentu, bez pretensjonalnego użalania się nad ich przesranym życiem, a zwłaszcza bez wymuszonego humoru. Bo właśnie dowcip jest jedną z największych zalet jego prozy. Szukając literackich odpowiedników, niektórzy twierdzą nie bez słuszności, że Bukowski to taki Hemingway z bonusem satyry. Mnie z kolei Bukowski bardziej kojarzy się z Henrym Millerem, szczególnie z jego genialnym "Sexusem" z trylogii "Różoukrzyżowanie" ("Zwrotników" nie trawię, czytając ledwo uszedłem śmierci, tak się wynudziłem) - ta sama brutalność i szczerość, lecz stylistycznie Miller to zupełnie inna temperatura; wyższa, duszniejsza. Język Bukowskiego jest prosty jak heblowana deska - akuratny do świata przedstawionego. Nie ma co się roztkliwiać nad przestępcami, jak czynił to w "Matce Boskiej Kwietnej" Genet. Tylko że Genet kochał rzezimieszków i wykolejeńców, bo i sam przez wiele lat miał na pieńku z kodeksem karnym. Tym większe zaskoczenie, gdy sięgnąłem po najnowszą biografię autora "Zapisków starego świntucha" - "Charles Bukowski w ramionach szalonego życia". Tytuł tabloidalny, ale idealnie oddający "fabułę" tej książki. Tym, co wypił Bukowski, można by oddzielić przeciętną polską wioskę. - Więc wcale nie tak dużo - powie ktoś. Poniekąd. Bo mimo wszystko nieprawdą jest, że Bukowski chodził non stop nawalony; to jeden z mitów, które podkręcały sprzedaż jego książek. "Szalone życie" napisane jest podobną frazą jak wiersze i opowiadania Bukowskiego: dużo dialogów, sporo kurw, wymiocin, bójek. Nie gdzieś w tle, na pierwszym planie, bez niedomówień. Dawno nie czytałem tak bezpośredniej biografii. Pod koniec trochę siada, autor niepotrzebnie odpuszcza wielu faktom, nie dopowiada; za to od pierwszej strony przez następne ¾ pędzi na łeb, na szyję, na żołądek i wątrobę. Nie ma mocnych, kto ją przeczyta, a kocha życiową literaturę, ulegnie wręcz przytłaczającej pokusie, żeby poznać Bukowskiego. Mało jest aż tak lumpiastych autorów, którym się powiodło - i to w skali światowej. Jak wspomniałem, mam do niego ambiwalentny stosunek, bo niestety, z jednej strony bardzo mi się podoba, z drugiej - powtarzalność pewnych epizodów jest męcząca, tak, że powstaje wrażenie, że autor nie ma już nic do powiedzenia. Dlatego dobra rada dla każdego, kto dopiero sięgnie po Bukowskiego: warto przeczytać tylko parę rzeczy (choćby wymienione powyżej), resztę spokojnie można sobie odpuścić. -
- Złodziej i psy
- Nadżib Mahfuz
- cena: 13,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Dawid Kornaga 2007-04-12
Dobry pomysł, słabsza realizacja
Wyznanie, że ta krótka powieść kończy się tragicznie dla jej bohatera na pewno nie będzie nietaktowne dla potencjalnego czytelnika. Bo nie o "akcję" tu chodzi. Złodziej z Kairu, po wyjściu z więzienia, pragnie jednego: zemsty. Jednak autor dość naskórkowo go nakreślił. Skutek tego taki, że niezbyt się przejmujemy rozterkami nieszczęsnego Saida. Wiemy, że skończy marnie, bo marna jest rzeczywistość, w której przyszło mu żyć. Być może gdyby ta historia znalazła się w opasłym tomie o rozczarowanych eksrewolucjonistach egipskich, zyskałaby mocniejszy wydźwięk. A tak nie dorasta nawet do przysłowiowych pięt innemu dziełu Mahfuza - "Opowieści starego Kairu". -
- Komórka
- Stephen King
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2007-04-10
Hamburger (3 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Dwie gwiazdki za pomysł. To on zachęca do sięgnięcia po tę powieść. "Co by było, gdyby" - ludzie uwielbiają historie alternatywne. Szkoda, że tym razem będą zawiedzeni. Pisanie Kinga przypomina wielki fast food. Każdy znajdzie tu zestaw Wciągającej Fabuły. Najgorsze, że każdy z nich jest do siebie podobny. Cóż, konwencja horroru usprawiedliwia taką produkcję. Nie usprawiedliwia jednak braku smaku. Sięgając po "Komórkę", czułem, że ślina skapuje mi wprost na kartki. Z początku przecież pyszny hamburger, zaczął mnie jednak mdlić. Choć przyznam, że mięso pierwszych stron było wyśmienite. Gorzej z pozostałymi składnikami, połykanymi w miarę kolejnych stron. Aż przyszedł moment na przesyt - za dużo majonezu z drętwych dialogów, za dużo samej buły z przemyśleniem całości, a szczególnie zakończenia. Nic dziwnego, że na końcu pojawiła się straszliwa niestrawność. Cudem wmusiłem w siebie całą porcję, raczej z przekonania, że skoro kupiłem ten zestaw, to za karę go zjem. A potem, w nagrodę za wytrwałość, sięgnę po... komórkę i zadzwonię do jakiejś bardziej wyrafinowanej jadłodajni i zamówię tym razem pełniejsze literacko danie. Nawet na wynos. -
- Miasto Boga
- Paulo Lins
- (towar niedostępny)
Dawid Kornaga 2007-04-06
Piekielna samba
W "Mieście Boga" porusza przede wszystkim brak Boga w brazylijskim gettcie. Liczą się tylko pieniądze, walka o wpływy, dominację nad dzielnicą. Żyj krótko, ale intensywnie, zdają się krzyczeć młodzi bohaterowie, praktycznie półanalfabeci. Tyle im zostało. Autor genialnie oddał mentalność bandytów. Pod koniec powieść nieco nuży, wątki się powtarzają, trupów pada tyle, ile w drugiej części "Rambo", co stronę przytrafia się komuś coś złego, kogoś rozszarpują, jednak śwaidomość, że to dzieje się naprawdę, nie odstręcza od lektury. Gdyby nie autentyczny talent literacki Paulo Linsa, "Miasto Boga" byłoby jedynie reportażem z czeluści piekieł. Szczęśliwie ta proza daje nadzieję.
- 1
- 2






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













