Tomasz Kaczmarek
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 12
-
- Samotny / A Single Man [OST]
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2010-07-26
Muzyczny balsam dla duszy (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Abel Korzeniowski to jeden z nielicznych kompozytorów, którzy udowodnili, że polski film również może mieć piękną, poruszającą muzyczną duszę. Czarował choćby kompozycjami do filmów "Pogoda na jutro" czy "Anioł w Krakowie". Teraz przeniósł się za ocean i tam błyszczy swoim talentem, a muzyka do filmu "Single Man" jest jego wybitnym osiągnięciem. Piękna, poruszająca, pełna nostalgii i zadumy nie tylko znakomicie podkreśla akcję filmu, ale również doskonale sprawdza się na płycie. W sam raz dla osób szukających subtelnych doznań artystycznych - wystarczy posłuchać choćby utworów "Stillness of the Mind", "Swimming" czy "Daydreams". Jeśli jeszcze nie kochasz muzyki filmowej, ten album sprawi, że stanie się ona ważną częścią Twojego życia. -
- 88 minut
- Jon Avnet
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2008-08-13
88 minut nudy
Film miał niezwykle solidne podstawy, aby stać się emocjonującym widowiskiem, a nawet przebojem i na to zapewne liczyli producenci wykładając nań w pocie czoła zarobione pieniądze. W końcu pomysł na fabułę całkiem niezły, narracja oparta na emocjonującej zasadzie "każdy może być podejrzany", kilka zwrotów akcji, za kamerą Jon Avnet, a w głównej roli Al Pacino. Czy mogło się nie udać? Niestety, w przypadku "88 minut" nic się nie udało. Ze wzniosłej koncepcji wyrosło coś, co ani specjalnie nie emocjonuje, ani też nie wciąga. Reżyser chyba zapomniał, że jest uznanym twórcą i widz będzie od niego wymagał czegoś więcej, niż tylko poprawności realizacyjnej na poziomie telewizyjnego serialu sensacyjnego. Al Pacino ze zwichrzoną czupryną i przekrwionymi oczami nawet nie próbuje grać - on po prostu jest. Aż przykro patrzeć, jak ten wielki aktor rozmienia się na drobne występując w podobnych produkcjach, wszystkie środki wyrazu opierając na zadęciu i napuszeniu. Zresztą z całej obsady w miarę dobrze wypada jedynie Amy Brenneman. Pozostałych litościwie pomińmy milczeniem. Film kładą na łopatki także beznadziejne zaaranżowane sceny, w których nie ma ani emocji, ani polotu - bohater biegający po parkingu w poszukiwaniu podejrzanego, usiłujący zatrzymać każdy wyjeżdżający pojazd; tenże sam bohater robiący widowiskowy unik przed pędzącym wozem strażackim (gasimy pożar, panowie, to najważniejsze, a jak się jakiś przechodzień napatoczy, rozjechać!); scena z telefonem na auli wykładowej. Miejscami widać, że intryga jest grubymi nićmi szyta (zachowanie agenta FBI w końcowych scenach filmu, wybuch samochodu bohatera), a w dodatku można uśmiać się po pachy (bohater płaci taksówkarzowi 100 dolarów, żeby ten pozwolił mu prowadzić taksówkę, którą jeździ potem przez 1/3 filmu grzecznie i zgodnie z przepisami ruchu drogowego, z taksówkarzem na tylnym siedzeniu...). W dodatku już w połowie filmu uważny widz rozgryzie intrygę, a reszta będzie dla niego tylko potwierdzeniem postawionej tezy. Panowie twórcy, chyba nie o to chodziło... Z plusów można wymienić jedynie dobre zdjęcia i niezłą muzykę Edwarda Shearmura ("K-Pax"). Owszem, miłośnicy gatunku znajdą tu parę emocjonujących scen, momentami fabuła potrafi zaintrygować i nawet wciągnąć, ale cóż tego, skoro w obliczu wymienionych wad całość sypie się przed oczami, a widz ma wrażenie, że właśnie zmarnował prawie dwie godziny życia. -
- Ostry dyżur (sezon 9 , 3 DVD)
- Michael Crichton
- cena: 63,19 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Tomasz Kaczmarek 2008-05-28
Oszczędności - czyli ładnie, ale niepraktycznie (9 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Fanów najlepszego serialu medycznego pragnę uspokoić, gdyż ocena wydania 9 sezonu tyczy się wyłącznie opakowania. Ci, którzy dokonali zakupu wiedzą zapewne, iż Warner wydaje serial na płytach dwustronnych, niezwykle podatnych na różnorakie uszkodzenia mechaniczne wynikające z ich konstrukcji. Dotychczas były one pakowane w zgrabne pudełka typu "slim", co stanowiło wystarczające zabezpieczenie dla płyt. W przypadku sezonu 9 ktoś wpadł na genialny pomysł umieszczenia DVD w jednym pudełku, zamocowanych na trzpieniach jedna na drugiej, przez co już na początku płyty mogą ocierać o siebie. Najgorsze jest to, iż DVD wypadają z łatwością z owych trzpieni, przez co grzechoczą wesoło w pudełku, a zadowolony z zakupu konsument po ściągnięciu folii przekonuje się, iż jego płyty pokryte są całkiem sporą kolekcją zarysowań i obtarć. Jak to wpływa na oglądanie, nie muszę chyba mówić... Gdy przetestowałem stojące na półce pudełka w pewnym markecie przekonałem się, iż nie byłem pechowcem - we wszystkich płyty powypadały z trzpieni, gdyż "latały" w pudełkach. Reasumując, gratuluję wydawcy pomysłu na opakowanie i życzę jak najwięcej reklamacji w związku z mechanicznymi uszkodzeniami płyt. Brawo projektant. Brawo producent. Brawo wydawca. Na koniec mała dygresja - śledząc ze zgrozą trendy oszczędnościowe pośród wydawców, a szczególnie firmy Warner Bros, a przejawiające się w różnych pokrakach typu "digipack" (np. muzyka z filmu "Źródło"), papierowych sklejkach (edycja limitowana "Władcy pierścieni") czy tekturowych rozkładówkach (edycja kolekcjonerska "Łowcy Androidów") proponuję zawijać nośniki w papier toaletowy. Jaka to będzie oszczędność! W końcu konsument płaci (słono) za zawartość płyty, a że będzie ona przy tym zniszczona czy też nie będzie jak jej przechowywać... Cóż, to już problem kupującego. -
- Zejście
- Neil Marshall
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2008-05-05
Strach czai się w ciemności (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ostatnie produkcje filmowe, chcące nosić miano horroru, raczej rozczarowują i śmieszą miast straszyć. "Zejście" jest inne. Widać od razu, że twórcy postawili na jakość, serwując film niezwykle klimatyczny, trzymający w napięciu i wywołujący dreszcz grozy. Napięcie budowane jest powoli, ale umiejętnie: Neil Marshall z wyczuciem bawi się emocjami widza, wprowadzając bohaterki w ciemne i ciasne korytarze, tak że uczucie klaustrofobii od razu udziela się tym, co siedzą przed ekranem. Reżyserowi pomagają znakomite zdjęcia Sama McCurdy i sugestywna muzyka Davida Julyana. Sześć kobiet uwięzionych pod ziemią musi stawić czoła nie tylko nieznanemu, ale i też własnym lękom i demonom przeszłości. Im głębiej, tym atmosfera gęstnieje, napięcie wzrasta by osiągnąć punkt szczytowy w momencie, gdy bohaterki dowiadują się, z czym mają do czynienia. Reasumując, to nie jest film dla miłośników krwawych masakr, których bohaterowie są rozczłonkowywani przez psychopatę z maczetą tudzież innym narzędziem zagłady. "Zejście" docenią ci, co szukają w horrorach niepowtarzalnych emocji, chcą dzielić grozę razem z bohaterami, a nie tylko być biernym widzem kolejnej rzezi. Wieczorem, w pustym pokoju, przy zgaszonym świetle można się tak wczuć, że aż strach... -
- Mordercza zaraza
- Hal Masonberg
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2008-05-05
Ciężkostrawny koktajl grozy
Weźcie "Świt żywych trupów". Dodajcie do tego "Wioskę przeklętych", "Śmiertelną gorączkę" oraz "Władców marionetek" i wszystko razem zmieszajcie - wyjdzie koktajl o wątpliwym smaku, czyli "Mordercza zaraza". Jeśli zamierzeniem twórców było nakręcenie ambitnego horroru, to zdecydowanie się to nie udało. Bo choć intencje były szczere, reżyser dawał radę momentami utrzymać napięcie grozy, to fabuła i realizacja rozłożyły ów film na łopatki. Przede wszystkim owe "dzieło" sprawia wrażenie zmontowanego na szybko, gdzie co ważniejsze sceny zleciały ze stołu montażysty i wylądowały w koszu na śmieci, wrzucone tam przez nadgorliwą sprzątaczkę. Mamy więc bohaterów, co pojawiają się znikąd, a twórcy nie poświęcają ani chwili by nam coś o nich powiedzieć - przez co trudno przejmować się ich losem (para nastolatków snująca się po ekranie, wątek żony szeryfa, postać pastora). Scenarzysta najwyraźniej stwierdził, że nie ma potrzeby niczego wyjaśniać, bo widz się wszystkiego domyśli. Więc gdy dwójka bohaterów zaczyna debatować nad przyczynami owej "morderczej zarazy", zamieniają zaledwie parę zdań, a chwilę potem giną. Pozostali miotają się bez sensu po ekranie, zupełnie jakby męczyli się w lepkiej sieci utkanej przez scenarzystę, a widz męczy się razem z nimi. Czarę goryczy przepełniła drewniana realizacja (sceny walki) i marne aktorstwo (poza Jamesem Van Der Beekiem, ale on sam nie był w stanie udźwignąć ciężaru filmu). Gdyby twórcom chociaż zechciało się wyjaśnić, dlaczego tytuł brzmi "Mordercza zaraza" (w oryginale "The Plague" - Plaga)... Ale nie. Bo po oglądnięciu filmu można śmiało stwierdzić, że żadnej plagi nie było, przynajmniej w dosłownym tłumaczeniu owego pojęcia. Za takie horrory panom z Hollywood dziękujemy. -
- Last Night [European Edition]
- Moby
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Tomasz Kaczmarek 2008-04-22
Nowy - stary Moby, wciąż intrygujący (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Moby od samego początku swojej kariery był wielkim eksperymentatorem. Każdy jego następny album przynosił coś nowego, co świadczy o ciągłym poszukiwaniu odmiennych środków wyrazu przez artystę, próbach zaskoczenia fanów i dzięki temu pozyskaniu nowych. W jego twórczości jednak istnieje pewna myśl przewodnia, zapoczątkowana przez album "Everything is Wrong" i doskonale rozwinięta w "Play" oraz "18". Te krążki określiły Moby'ego jako twórcę nostalgicznych, subtelnych brzmień oraz prostych, ale poruszających i w jakiś sposób chwytających za serce tekstów. Jest w nich swoiste rozważanie, pewna tęsknota za lepszym, niemożliwym do osiągnięcia życiem, odniesienia do wiary, egzystencjalizmu, a także społeczne zaangażowanie. "Last Night" kontynuuje tę tradycję. Co prawda od strony muzycznej Moby pozwolił tu sobie na kilka eksperymentów, nie ucieka jednak od opracowanej przez siebie konwencji. Mamy więc tu sample pamiętające lata 80-te, odwołania do współczesnych trendów muzyki popularnej, a także dźwięki niejako "futurystyczne", choć dobrze znane fanom muzyki elektronicznej. W ogólnym ujęciu jednak Moby pozostaje wierny wypracowanemu przez lata stylowi - teksty brzmią więc nostalgicznie, sporo jest tu żeńskiej wokalizy - co ciekawe, sam artysta mało udziela się od strony wokalnej, a jeśli nawet, to jego głos przetworzony jest komputerowo i czasem wręcz nierozpoznawalny (co stanowi swoisty kontrast dla poprzedniej płyty - "Hotel"). Album ma też podobną konstrukcję do wspomnianych przeze mnie wcześniej - niezobowiązujący wstęp, porywające rozwinięcie, wyciszenie i w końcu ujmujące zakończenie. Na sam koniec artysta funduje nam subtelny, jazzowy motyw (druga część utworu "Last Night") - intrygujące postscriptum albumu, w tle z odgłosami miasta budzącego się do życia po długiej nocy. I człowiek może tylko żałować, że ta unikalna, muzyczna podróż właśnie się zakończyła - nie pozostaje nic innego, jak rozpocząć ją na nowo... -
- Blade
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2008-04-15
Klimatyczny soundtrack
Mark Isham jest specjalistą od klimatycznych, nastrojowych kompozycji, subtelnie podkreślających akcję filmu. Tak samo jest w przypadku „Blade”. Idąc niejako na przekór modzie ilustrowania filmów akcji dynamicznymi, orkiestrowo-elektronicznymi pochodami, Isham postawił na budowanie nastroju. Robi to za pomocą długich, wysmakowanych elektronicznych motywów, podkreślanych od czasu do czasu pulsującymi uderzeniami perkusji oraz orkiestrowymi samplami. Gdzieniegdzie dają się słyszeć tajemniczo brzmiące głosy, które potęgują niesamowite doznania wynikające z obcowania z tajemniczym światem wampirów. Oczywiście później muzyka przyspiesza, aby spełnić choć częściowo wymagania hollywodzkiego kina akcji, poprzez chóralno-orkiestrową orgię akustyczną w „The Bleeding Stone” aż po dynamiczny utwór „The Blood God”, z arcyciekawą sekcją smyczków. Całość prezentuje się znakomicie i zaspokoi gusta każdego miłośnika oryginalnej muzyki filmowej. -
- 300 (2-płytowa edycja specjalna)
- Zack Snyder
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2007-11-09
Widowisko pozbawione duszy (4 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Niepodważalnym faktem jest, iż film jest wyśmienicie zrealizowany, kadry przypominają komiks, a efektowność toczonych bitew i plastyka niektórych ujęć powala na kolana (scena z wyrocznią, bitwy). Gdzieś jednak pośród tych wszystkich wodotrysków Snyder zapomniał o duszy filmu-o pogłębieniu filmowych postaci, dodaniu wątków, które nadałyby im bardziej ludzki wymiar. Białe jest białe, czarne jest czarne, nie ma stanów pośrednich - perscy najeźdźcy są skrajnie źli, bohaterscy Spartanie to wzory cnót wszelakich. Drugoplanowe postacie potraktowane są po macoszemu, stanowią jedynie tło rozgrywających się wydarzeń. Brakuje zadumy, zgłębienia starożytnych realiów - i nie chodzi mi tu o trzymanie się historycznych faktów, ale ukazanie specyficznego klimatu epoki, nawet jeśli miałby być to klimat stworzony specjalnie na potrzeby filmowego widowiska. Pośród tego wszystkiego za dużo jest patosu (nie obyło się bez wyświechtanego zwrotu "zaszczytem było walczyć u twojego boku"), który momentami staje się nie do zniesienia.W dodatku wykreowane na komputerze krajobrazy w szerokich ujęciach rażą sztucznością. Irytują też nawiązania do "Gladiatora" (niektóre sceny wydają się wręcz skopiowane - choćby gdy Leonidas spotyka żonę pośród zboża); muzyka Tylera Batesa, choć całościowo dobra, momentami zrzyna bezwstydnie z Elliota Goldenthala do "Tytusa Andronikusa" (aż dziw bierze, że nie było procesu o plagiat). Ale wymienione przeze mnie wady zdają się być nieistotne dla współczesności kreowanej przez media pokroju MTV, hołdującej w przekazach wizualnych efektowności i widowiskowości ponad wszystko inne. Bowiem w konwencji filmowego widowiska "300" nie ma sobie równych i stanowi solidną porcję rozrywki dla każdego spragnionego wrażeń kinomaniaka. Co prawda rozrywki pozbawionej duszy, ale zawsze - rozrywki... -
- Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia (limitowana edycja 2 DVD)
- Peter Jackson
- (towar niedostępny)
Tomasz Kaczmarek 2007-11-03
"Edycja naciągana" (25 z 25 uznało tę recenzję za pomocną.)
Na początek słowo wyjaśnienia - ocena nie tyczy się filmu, który w swoim gatunku nie ma sobie równych, ale wydania. Pierwsze, co negatywnie rzuca się w oczy, to kartonowe opakowanie. Swoją konstrukcją przypomina ono pudełko na czekoladki - popularne "bombonierki". Nawet jest przezroczysta "szybka". Wydanie zasługiwało na jakiś solidny box, a nie mało odporny na uszkodzenie karton, któremu ulec może już przy pierwszym, nieostrożnym otwieraniu. Drugie - obie wersje filmu upchnięte są na dwustronnym DVD - tym, którzy spotkali się już z tym ustrojstwem, nie muszę chyba mówić, jak bardzo taka płyta podatna jest na działanie wszelkich czynników "szkodliwych" - chociażby znakomicie zbiera odciski palców, nie mówiąc o kłopotliwym wkładaniu tego do odtwarzacza DVD. Niestety, podczas oglądania też wesoło nie jest - nieważne, którą wersję filmu oglądasz, w połowie należy zmienić stronę płyty. Co jeszcze? W porównaniu do "Edycji kolekcjonerskiej" tracimy sporo dodatków specjalnych, cztery ścieżki dźwiękowe z komentarzami twórców i dźwięk DTS 6.1. Stratę dodatków po części rekompensuje dokument Costy Botesa o powstawaniu filmu, obecny na drugiej płycie. Ale czy warto wysupłać aż tyle kasy aby obejrzeć ten dokument? Tym bardziej, iż film swoje lata już ma, a pieniędzy wydawca życzy sobie jak za super-nowość, a nawet drożej. Moim zdaniem, ta "limitowana edycja" to zwykły nabijacz kasy. Film tej klasy zasługiwał na naprawdę bogatsze wydanie, a już na pewno na solidny box i inne rozwiązanie kwestii "naleśnika" (czyli dwustronnego DVD - może 3-dyskowe wydanie?) Osobiście polecam pozostanie przy "Edycji kolekcjonerskiej". -
- The Grudge 2 - Klątwa 2
- Takashi Shimizu
- cena: 9,9 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Tomasz Kaczmarek 2007-08-04
"Klątwa" drugiej części (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zapewne każdy z Was zna stwierdzenie, że sequel jest gorszy od swojego poprzednika. Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, większość filmów dosięga "klątwa drugiej części". Niestety, w tym przypadku jest tak samo. Pierwsza część "The Grudge", choć arcydziełem horroru nie była, miała przynajmniej dość ciekawą fabułę i doskonale zrealizowane sceny grozy, które mogły przestraszyć. Druga część nie ma, ani jednego, ani drugiego. Fabuła jest do bólu schematyczna, postacie ledwo naszkicowane, przez co ciężko jest przejąć się ich losami. Bohaterowie snują się po ekranie, odnajdując siebie w coraz gorszym położeniu, miotają się w swojej bezradności, a ich rozpaczliwe próby uwolnienia od tytułowej klątwy spełzają na niczym. Ale ciężko od nich czegokolwiek wymagać, bo scenariusz przypomina układankę z niepasującymi do siebie elementami, które ktoś na siłę poskładał do kupy. Chaotycznie zrealizowane sceny grozy, w dodatku skrócone do minimum nie są w stanie wywołać choćby odrobiny strachu. Aż dziw bierze, że za kamerą stanął ponownie Takashi Shimizu, twórca poprzedniej części. Mogłoby się wydawać, że zadba przynajmniej o wizualną część tej opowieści. Zmarnowany potencjał, szkoda też roli Sarah Michelle Gellar. Polecam zaprzestanie oglądania na pierwszej części albo odświeżenie japońskiego oryginału.
- 1
- 2






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













