Mieczysław Łydziński
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 3
-
- Wieszanie
- Jarosław Marek Rymkiewicz
- cena: 34,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Mieczysław Łydziński 2007-03-04
Gniew ludu (13 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
„Wieszanie” – to tytuł najnowszej książki Jarosława Marka Rymkiewicza, poety i historyka literatury. Już sam tytuł wywołuje ciarki na plecach, a lektura wręcz poraża, powoduje wstrząs, skłania do głębokiej refleksji. Głównym tematem publikacji jest bowiem, jak wskazuje tytuł – wieszanie ludzi na szubienicy w Warszawie, w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej w roku 1794. Rymkiewicz pisze: „Wieszanie (dotyczy to także gilotynowania, zresztą wszystkich technicznych sposobów mordowania) jest głęboko humanistyczne i wyłącznie humanistyczne – jest, w zwierzęcym i roślinnym wszechświecie, czymś zupełnie wyjątkowym. Można nawet powiedzieć, że jest jakimś humanistycznym cudem, jednym z takich cudów. Jeże nie wieszają jeży, nie słyszano także o kotach, które wieszałyby inne koty. Znane są natomiast wypadki wieszania kotów przez ludzi”. Problemem XVIII-wiecznej Warszawy, jak i każdego innego miasta, był gnój, ten domowy i ten uliczny zmieszany z błotem. Ówczesne kloaki były wykopanymi w ziemi dziurami. Ich zawartość była wyrzucana na ulicę i gromadzona na kupach, tak że idąc Krakowski Przedmieściem trzeba było omijać wielkie kupy śmierdzącego gnoju. Latem, kiedy zmieszany z błotem gnój wysychał, budowano z niego wieże, sięgające nawet drugiego piętra i podpalano, oczyszczając w ten sposób miasto. Potężne pochodnie z gnoju oświetlały w nocy Warszawę. Rymkiewicz puszcza wodze fantazji: „... kilkupiętrowe wieże z gnoju płonące w maju i w czerwcu przed kościołem Dominikanów Obserwantów na Nowym Świecie i przed pałacem Brühla na Wierzbowej, i oświetlające ustawione tam szubienice oraz wisielców, kołyszących się na postronkach, to byłby wspaniały widok; to byłby jeden z najwspanialszych i najdzikszych pejzaży naszej polskiej historii”. W Warszawie wieszał lud, budując nocami szubienice, takie jak te na rysunkach Norblina. Najpierw wieszano zdrajców ojczyzny, a w końcu wieszano tych, którzy wieszali – ot, taka mała replika Rewolucji Francuskiej w polskim wydaniu. Zawisł m.in. biskup Kossakowski, hetman Ożarowski, hetman polny Zabiełło, marszałek Rady Nieustającej Ankiewicz, agent carskiej policji Karol Boscamp Lasopolski, konsyliarz konfederacji Targowickiej książę Antoni Czetrwetyński, szambelan królewski Stefan Grabowski, instygator koronny Józef Majewski, biskup wileński Ignacy Massalski, marszałek wielki koronny hrabia Fryderyk Moszyński... Ledwie uniknął szubienicy sam król Stanisław August Poniatowski za to, że brał pieniądze od rosyjskich protektorów. „Gazeta Rządowa” zaczęła publikować archiwum Igelströma – papiery ze zdobytej ambasady rosyjskiej, gdzie widniała też kwota wypłacona królowi. Stanisław August wysłał do naczelnika T. Kościuszki list pełen lamentów i usprawiedliwień. Kościuszko z różnych względów uratował króla zakazując dalszych publikacji. Tak skończyła się ówczesna lustracja. I komentarz Rymkiewicza: „...przywódcy insurekcji [...] przegapili wtedy tę niezwykłą chwilę, która w dziejach narodu pojawia się niezmiernie rzadko; te chwilę , w której przed Polakami otwierała się jakaś zupełnie inna przyszłość [..] – przyszłość królobójców. Polacy mogli wtedy stać się innym narodem, ich dzieje można było wtedy skierować w inna stronę [...] - niewyobrażalną i piękną jak wszystko, co niewyobrażalne”. Było to 213 lat temu. Ale czy tylko o historię chodzi autorowi książki? „Wieszanie” nie jest dziełem naukowym, ale napisanym z pasją esejem, gdzie historia miesza się ze współczesnością. Rymkiewicz chce nam dosadnie uzmysłowić naukę płynącą z historii, przypomnieć, a może i napomnieć, pisząc o szubienicach, tych pamiątkach ludowego gniewu: „Przypominają one (może nie przypominają, ale powinny, komu należy, a najlepiej nam wszystkim, przypominać), że nie tylko wykształcone i światłe elity, ale także nieuczony, ciemny, dziki i rozwścieczony lud ma prawo do rządzenia Polską. Ma przynajmniej prawo do wypowiadania się, jak Polska, jego zdaniem ma wyglądać – jeśli tylko zechce się w tej sprawie wypowiedzieć”. Czy nie brzmi to dla nas jak memento? 10 października 1974 r. pod Maciejowicami dokonała się klęska ostatniego w dziejach I Rzeczypospolitej zrywu niepodległościowego Polaków, 16 listopada uległy rozproszeniu resztki wojsk powstańczych, Polska legła u stóp carycy Katarzyny. Niespełna rok później, 24 października, został podpisany traktat rozbiorowy, 25 listopada abdykuje Stanisław August, ostatni król Polski. Polacy tracą swoją państwowość na 123 lata. Płonące w Warszawie nocą kupy gnoju, oświetlające szubienice i kołyszących się na postronkach wisielców... oczyszczenie... To byłby wspaniały widok? -
- Rewolucja u bram. W.I. Lenin: pisma wybrane z 1917 roku
- Slavoj Žižek
- (towar niedostępny)
Mieczysław Łydziński 2007-02-10
Czy rewolucja stoi u bram? (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Wydarzeniem wydawniczym ostatnich miesięcy jest publikacja dzieła znanego słoweńskiego socjologa, filozofa i krytyka kultury współczesnej z Ljubljany Slavoja Żiżka "Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917". Podtytuł książki może być nieco mylący, gdyż to nie o Lenina Żiżkowi chodzi, ale o współczesny kapitalizm. Publikacja liczy 636 stron, z czego teksty Lenina zajmują ok. 250 stron, natomiast tekst zasadniczy stanowi obszerne posłowie, w którym Żiżek dokonuje krytycznej analizy zjawisk współczesnej kultury i kapitalizmu, posługując się metodą psychoanalizy Jacques'a Lacana. Błyskotliwe i często zaskakujące obserwacje ilustrowane są m.in. wieloma filmami, np. Kieślowskiego i "Matrix". Liberalny brak solidarności międzyludzkiej i postępującą dezintegrację społeczną Żiżek opisuje przykładem znanej anegdoty, w której dwóch białych mężczyzn widzi na sawannie zbliżającego się głodnego lwa. Pierwszy panikuje, podczas gdy drugi spokojnie zakłada buty do biegu. Pierwszy go pyta: "Po co to robisz? Nie wiesz, że lew jest szybszy od najszybszego z ludzi?". A ten odpowiada: "Wcale nie chcę biec szybciej niż lew - wystarczy, że pobiegnę szybciej od ciebie". Książka wzbudziła w Polsce falę dyskusji, głównie w prasie. Entuzjastycznym recenzjom towarzyszy wręcz paniczna krytyka płynąca z niektórych tekstów zamieszczonych m.in. w "Dzienniku - Europa", "Gazecie Wyborczej" czy "Rzeczpospolitej". Odwoływanie się dziś do Lenina budzi najgorętsze emocje i sprzeciw ze względu na świeże jeszcze w świadomości wielu Polaków przykre doświadczenia z okresu komunizmu, ale i z tego, jakie komunizm w swej historii uczynił spustoszenia w każdej dziedzinie z ludobójstwem włącznie. Tu komunizm jest porównywany jedynie z faszyzmem. Żiżek tego nie kwestionuje, pokazuje jedynie pewną niekonsekwencję, obłudę czy cynizm współczesnej dominującej tzw. liberalno-demokratycznej cywilizacji zachodniej, która awersywnie reaguje na słowo faszyzm czy komunizm, utrwalając jego złe konotacje, ale jednocześnie toleruje bez większej krytyki to, co dzieje się dziś w Chinach, Korei Północnej, niektórych państwach Afryki. Na początku lat 90-tych XX w. Francis Fukuyama ogłosił tzw. koniec historii, uznając, że upadek ideologii komunistycznej na znacznej połaci globu dowodzi, że na świecie dojdzie do ekspansji i utrwalenia się jedynej możliwej formy rządów - liberalnej demokracji. W tym sensie mówi się o końcu historii czy końcu wielkich narracji. Żiżek uświadamia nam, że nie jest to takie oczywiste, że również demokracja nie chcąc stać się nową formą zniewolenia musi immanentnie dopuszczać możliwość poszukiwania alternatywy dla samej siebie. Żiżek pyta, co w tym złego, jeżeli będzie to alternatywa nawiązująca do ideologii marksistowskiej? To właśnie stąd bierze się ta paniczna reakcja na dzieło Żiżka, gdyż zaślepieni ideami demokracji, zapominamy, że wolność będąca jedną z naczelnych zasad demokracji nie może być ograniczana, oczywiście poza skrajnymi przypadkami (np. konstytucja RP zabrania szerzenia ideologii faszystowskiej i komunistycznej), a skoro tak, to nie można zabronić głoszenia poglądów stanowiących alternatywę dla istniejącego status quo. W tym sensie nieco prowokacyjny tytuł najnowszej książki Żiżka mówi sam za siebie: rewolucja jest już u bram! Obserwując trudną drogę Polaków w dziele budowania demokracji po 1989 r., aktualną sytuację polityczną w kraju, informacje o aferach i skandalach płynące codziennie z mediów, można odnieść wrażenie, że rzeczywiście rewolucja stoi u bram. -
- Struktura kosmosu. Przestrzeń, czas i struktura rzeczywistości
- Brian Greene
- (towar niedostępny)
Mieczysław Łydziński 2006-08-18
Świetna książka o superstrunach, przestrzeni i czasie (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Brian Green należy do tych nielicznych zawodowych fizyków, którzy doskonale potrafią przejść od abstrakcyjnego i sformalizowanego języka nauki do barwnej i frapującej opowieści o najnowszych odkryciach naukowych. Świadczą o tym jego dwie książki. Pierwsza – "Piękno wszechświata", która stała się światowym bestsellerem. Druga – "Struktura kosmosu", która jest kontynuacją tematyki podjętej w poprzedniej książce i wszystko wskazuje na to, że również stanie się światowym hitem. Tylko dogłębna znajomość współczesnej fizyki połączona z talentem pisarskim pozwala autorowi, w sposób zrozumiały nawet dla ucznia szkoły średniej, opowiadać o zawiłościach przestrzeni, podróży w czasie, jedenastu wymiarach czasoprzetrzeni, teorii względności, grawitacji czy superstrunach. Po lekturze tej książki czytelnik uświadamia sobie, że oto fizyka dociera do granic poznania. Chociaż do ogłoszonego niedawno końca fizyki, co miało nastąpić wraz z opracowaniem tzw. "Teorii Wszystkiego", okazuje się być jeszcze daleko, to jednak widać, że docieramy już do granic poznania. Zainteresowania fizyków koncentrują się dziś na kluczowych zagadnieniach prowadzących do tego celu. Są to: opracowanie jednolitej teorii tzw. wielkiej unifikacji podstawowych sił występujących w przyrodzie, badania w dziedzinie teorii superstrun, tzw. M-teorii unifikującej istniejące do tej pory pięć teorii strun w jedną wzorcową, badania w dziedzinie grawitacji zmierzające do detekcji fal grawitacyjnych czy wielkoskalowe badania kosmosu wraz z zagadnieniem początku wszechświata. Czytelnik, który do tej pory nie zetknął się tymi zagadnieniami, po przeczytaniu tej książki może doznać wręcz szoku poznawczego, gdyż świat znany z codziennego naszego życia okazuje się bardzo złożony, zarówno w skali mikro jak i makro, i podlega procesom przekraczającym naszą wyobraźnię. Nasuwa się nieodparcie pytanie: czy w ogóle coś istnieje? Jeżeli okazuje się, że najmniejsze znane dziś cząstki elementarne, to punktowe zwitki materii podlegające zasadzie nieoznaczoności i że są one emanacją próżni (tzw. fluktuacje próżni), to pytanie czy coś istnieje staje się oczywiste. Są to kluczowe i odwieczne pytania ludzkości, dlatego odpowiedzi są tak frapujące. Warto ze wszech miar sięgnąć po tę książkę.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













