stały recenzent  vrediana

Rekomendacje:

  1. Ewolucja teorii dedukcyjnej
  2. Zaproszenie Do Podróży
  3. Kapelusz z zielonymi jaszczurkami
  4. Dzień dobry... i co dalej? Jak zmienić swój scenariusz życiowy, aby być szczęśliwym
  5. Interwencja kryzysowa
  6. Rameau: Une Symphonie Imaginaire
  7. Pożądanie
  8. Sen o kobietach pięknych i takich sobie
  9. Koncepcje "ja"
  10. To, co zostaje
  11. Lapidarium VI
  12. Xavras Wyżryn
  13. Mnemosyne. Rzecz o powinowactwie literatury i sztuk plastycznych
  14. Teorie literatury XX wieku
  15. Niezwykli
  16. Na imię mam Jestem
  17. Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall
  18. Wytwórca makaronu
  19. Historie z lewej ręki
  20. Pies. 100 sposobów na jego poznanie
  21. Kabała
  22. Maski Pana Boga
  23. Impotent
  24. Zachwyt i logika czynu. Portret intelektualny Tadeusza Tomaszewskiego
  25. Dobry pies
  26. Doktor Jekyll i pan Hyde
  27. Nauki mistrzów
  28. Aria, do mnie! skuteczna nauka przywołania
  29. Szekspir i uzurpator. Z Krzysztofem Warlikowskim rozmawia Piotr Gruszczyński
  30. Skafander i motyl
  31. Dziwniejsze brzegi. Eseje literackie 1986-1999
  32. Jan Paweł II. Analiza Krytyczna
  33. Niepełnosprawność
  34. Omnis Moriar
  35. Kruchy absolut

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 143

  • Jeden dzień z panem Julesem

    vrediana 2008-07-20

    O tych, co pozostają   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jest to książeczka o śmierci, ale zwracająca uwagę przede wszystkim na tych, którzy zostają, a nie na tych, którzy odchodzą. Jules, starszy pan, który umiera, nie żegna się z życiem, nie układa swoich spraw, nie ma tu rozważań, jakie często przed śmiercią się podejmuje - zaczynamy towarzyszyć Alice, żonie Julesa, dopiero od momentu jego śmierci. "Jeden dzień z panem Julesem" to tak naprawdę jeden dzień z Alice. A Alice nie chce się z mężem pożegnać, więc przez ten jeden dzień postanawia ukryć przed wszystkimi fakt jego śmierci. Nie daje się temu zwieść jedynie David, autystyczny chłopiec z sąsiedztwa. To mnie w tej książce najbardziej uderzyło i ujęło: że w obliczu nieszczęścia to nie dorośli są rozsądni; dorośli tracą zmysły i zachowują się nieracjonalnie. Tylko dziecko, w dodatku dziecko autystyczne, reaguje zdroworozsądkowo. Mówi się, że książka ta podobna jest do "Weronika postanawia umrzeć" i do "Gołębia" Sueskinda. To nie jest prawda. Od tej pierwszej jest zwyczajnie lepsza i głębsza, a z drugą nie ma nic wspólnego - "Gołąb" bowiem opowiada o nerwicy natręctw, "Jules" natomiast - o godzeniu się ze śmiercią bliskiego. Dwie ostatnie polecam.
  • Dzięki za każdy nowy ranek

    vrediana 2008-07-20

    Polskie "Wióry"   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Pierwsza książka Pawlowskiej, „Zdesperowane kobiety postępują desperacko”, nie podobała mi się wcale. Nie planowałam już Pawlowskiej w czytelniczym repertuarze, ale tak się stało, że wpadła w moje ręce zupełnie niespodziewanie i postanowiłam dać jej szansę. Nie miałam wobec niej nadmiernych oczekiwań, prawdę mówiąc, wystarczyłoby mi, gdyby okazała się nie gorsza od poprzedniej. Zaskoczyła mnie pozytywnie. „Dzięki za każdy nowy ranek” to książka zupełnie inna od poprzedniej. Inna jest przede wszystkim bohaterka – tam mieliśmy kobietę czterdziestoletnią, tu: kobietę młodszą, która wchodzi w życie, uczy się, zdaje na studia, bierze ślub, rodzi dziecko. Tam czasy – o ile dobrze pamiętam – były nam współczesne, tu: Czechosłowacja po klęsce Praskiej Wiosny. Inne zupełnie realia. „Dzięki za każdy nowy ranek” zaskoczyła mnie najbardziej stylem. Jak poprzednia książka wydawała mi się napisana topornie i męczyłam się, czytając, tak ta napisana jest dużo lżej, prawie że językiem mówionym – miałam wrażenie, że bohaterka przepowiada tę historię sama sobie; bo książka napisana jest w pierwszej osobie, ale nie stylem pamiętnikarskim, raczej bliższym potocznemu, ale bez typowych dla tego języka błędów i uproszczeń. Chwilami miałam wrażenie, że to takie czeskie „Wióry” Krystyny Kofty, choć realia „nie-wiórowe”, ale tak samo jak w „Wiórach” wszechobecny był nastrój strachu, absurdów. I Pawlowska, podobnie jak Kofta, opowiada o rzeczach wcale nieśmiesznych bez patosu i zadęcia. Z humorem wręcz. To nie jest książka-świadectwo, ale o życiu w totalitaryzmie mówi dużo i to nawet jest ciekawsze niż obserwacje obyczajowe i sama opowieść. Zdaje się nawet, że autorka właśnie o totalitaryzmie chciała opowiedzieć, nie o życiu młodej bohaterki, bo książka nie posiada zakończenia fabuły. A może zakończenia brak, bo to książka autobiograficzna, a życie autorki się nie zakończyło?
  • Bliźnięta Fahrenheit
    • Bliźnięta Fahrenheit
    • Michel Faber
    • (towar niedostępny)

    vrediana 2008-02-05

    Świetna!

    Faber nieustannie mnie zaskakuje. Sprawdza się i w powieściach grozy, i w wielostronicowych opowieściach historycznych wymagających badania źródeł; i w krótkiej formie maistreamowej, i w krótkiej formie fantastycznej. Bo "Bliźnięta Fahrenheit" to zbiór opowiadań należących do form rozmaitych, także s.f. I o ile przy "Jabłku" złośliwi mogliby podejrzewać, że opowiadania są niewykorzystanymi odpryskami z powieści, o tyle tutaj taka teza już się nie utrzyma. To, co niezmiennie mi się u Fabera podoba, to żywe, błyskotliwe opisy. To znakomite monologi wewnętrzne, ale przede wszystkim umiejętność tworzenia wiarygodnych, prawdziwych postaci, nawet jeśli te postacie są kreowane w nieistniejący, fantastycznym świecie. To wszystko jest i w "Bliźniętach Fahrenheit" - jak znak rozpoznawczy, logo Fabera. Każde opowiadanie jest jak uchylenie drzwi - wolno nam zajrzeć, ale tylko na krótką chwilę. Zobaczymy bezdomnego szukającego Kryjówki, matkę mordującą dziecko, geja zmagającego się z ojcostwem i wiele innych postaci, a wszystkie tylko na moment, w jednej jedynej sytuacji życiowej. Ten moment będzie obfitował w szczegóły, bo Faber nie tylko słuch ma absolutny, ale i wzrok. Nic mu nie umknie. Te szczegóły potem będziemy pamiętać - formuły wyglądające jak znaki w genogramach na T-shirtach bezdomnych, wielkie focze oczy bliźniąt niemal pozbawionych białek, "Harry Potter", nad którym zasypia jedna z bohaterek... Nic nie jest nieistotne, wszystko tworzy rys postaci i klimat. W tych opowiadaniach najbardziej uderzyła mnie Inność. Chyba każde z siedemnastu opowiadań to historia Innego. Innego, który dokądś zmierza - dokądś, skąd nie ma powrotu. Czy w ogóle powrót jest możliwy? Andy z opowiadania "Andy wraca", po długim pobycie w szpitalu, wraca do domu, do żony i dzieci, do na pozór bezpiecznego znanego mu świata - i nie odnajduje się. Ten świat jest mu już obcy. Podobnie dzieci w opowiadaniu tytułowym - wracają do domu, którego już nie ma. Lachlan, detektyw sklepowy, także wraca po nic nieznaczącym, zdawałoby się, incydencie z młodą złodziejką, ale wraca do czego...? To opowiadania o ludziach przegranych, złamanych. Wszyscy pragną ciepła, czułości, zrozumienia, bezpieczeństwa - ratunku. Każdy z tych ludzi tego ciepła szuka na swój sposób (matka zabijająca dziecko szuka zrozumienia na policji - oczywiście nie znajduje go) i żaden go nie znajduje. Nie ma ratunku. Ani mąż, ani ojciec, ani obietnica miłości fizycznej, ani mechanizmy obronne ("Nie ufaj nikomu" Lachlana), ani policja, ani prawo nie pomogą. W tych opowiadaniach jest rozdzierający smutek, jakaś dekadencka nuta, przerażająca daremność podejmowanych wysiłków. Czy taka jest wizja relacji międzyludzkich według Fabera? Metafora współczesnego świata? To bardzo realistyczna wizja. Świetnie napisana książka. Sprowadzająca na ziemię, przekłuwająca z sykiem balonik nieuprawnionego huraoptymizmu.
  • Psi rok
    • Psi rok
    • Jon Katz
    • (towar niedostępny)

    vrediana 2008-02-03

    Dobry rok   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Na farmie Katza mieszkały już dwa psy: biszkoptowe labradory Julius i Stanley. Obydwa były "piękne, lojalne, uczuciowe i w najwyższym stopniu godne zaufania". Katz wychowywał je od szczeniaka, a że pracował w domu, oba labki miały zaspokojoną potrzebę przebywania z człowiekiem, nie zostawały same na długie godziny (czym tak często ludzie krzywdzą te wyjątkowe psy!), więc nie demolowały posiadłości i nie przejawiały żadnych (auto)destrukcyjnych zachowań spowodowanych nierozładowanym napięciem. "Wszystko, o co prosiły, to żyć, bawić się i pracować u mego boku", pisał Katz. Labki Katza, jak wszystkie labki, miały prostą filozofię życia: "Nie myśl źle, nie czyń zła, szerz miłość i szczęście". Katz miał z nimi takie psie życie, jakiego pragnął i potrzebował. I wtedy przygarnął border collie o imieniu Devon (czyli Orsona, o którym pisał Katz w "Dobrym psie") - żeby z nim mieć dokładnie takie psie życie, jakiego nie chciał. Devon, poza tym, że niszczył, niszczył, niszczył, uciekał, nie słuchał, ujadał, bywał agresywny, odbierał Stanleyowi łóżko, zabawki, wypierał go z ulubionych miejsc, co było "szczególnie niepokojące, bo Stanley nie bronił swojego rewiru", jak to labek. Pogodne spacery Katza z psami stały się niemiłe i stresogenne. Labki zostały sterroryzowane przez Devona, źle reagowały na krzyki, przywierały do ziemi z podkulonymi ogonami, myśląc, że to one są besztane - a przecież Katz nie musiał wobec nich nigdy podnieść ręki, a tym bardziej głosu. Devon zburzył całą sielankę dobrego życia Katza i labków. Potrzebował ciężkiej ręki, krzyku, łamania siłą, czyli tego wszystkiego, co Katza brzydziło i przed czym się wzdragał, jako zwolennik metody marchewki, a nie kija. Ale marchewka nie działała na Devona, a Katz nie mógł się poddać, bo to oznaczałoby koniec życia Devona w tym domu i najprawdopodobniej koniec życia Devona w jakimkolwiek domu. Rok z tymi psami nie był idyllą, był ciężką przeprawą!
  • Matka z córką. Rozmowy intymne

    vrediana 2008-01-24

    Brak redakcji zabił doskonałą książkę   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    To merytorycznie najlepsza książka o matkach i córkach ze wszystkich, jakie czytałam - a czytałam kilka. Ale przebrnąć przez nią jest kosmicznie trudno - książka bowiem nie ma zrobionej redakcji. Błąd na błędzie, szczególnie drażniący i utrudniający rozumienie jest brak przecinków. Rozumiem, że można parę błędów przepuścić - to się zdarza zawsze i jest normalne, nie ma wszak ideałów. Rozumiem, że czasami może być tych błędów nawet więcej niż zwykle, bo np. korekta czy redakcja musiały być wykonane w trybie pilnym, na wczoraj, więc z konieczności więcej błędów przeszło. Ale jeśli się nie robi redakcji i korekty w ogóle, to powinno się samemu dopieścić tekst - dlaczego autorki tego nie zrobiły? Czytelnicy powinni reklamować tak wydane książki. Kupili w końcu książki, a dostali brudnopisy. Brrr. Rzadko mi się zdarza trafić na tekst w takim stanie. Na szczęście. To niechlujstwo zabiło tę książkę. Zrobiło jej straszną krzywdę. Widać to tym bardziej, że merytorycznie książka jest doskonała - mądra, wyważona, ciepła, ku kobietom: i matkom, i córkom. Jeśli jest się w stanie znieść niechlujstwo, trzeba tę książkę przeczytać. Jest ważna. I dobra. A konwencja wywiadu rzeki wpływa na łatwe przyswajania rzeczy trudnych.
  • Spalone Lato

    vrediana 2008-01-24

    Prochaśko, jak zawsze, w formie   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    To - wbrew notce - nie jest dziennik. To są króciutkie tekściki-opowieści (opowiastki?) pisane do audycji radiowych, do trzyminutowych wejść, codziennie od poniedziałku do piątku - i to właśnie tylko ta pięciodniowa codzienność ma cokolwiek wspólnego z dziennikiem. W dodatku dziennikiem, który - jak pisze sam autor - powinien być opowiedziany "czytelnikowi", a nie czytany. Niemniej czyta się wyśmienicie. Jak zwykle Prochaśko - doskonały.
  • Lord Nevermore

    vrediana 2008-01-24

    Rozczarowanie   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Rozczarowałam się. To urocza książka, ale męcząca. Znudziła mnie. Jakby autorka chciała bardzo stworzyć wiarygodne postacie, albo inaczej: Witkacego i Malinowskiego naszkicować wiarygodnie, z całym psychologizmem i analizą postaci, ale jej się to nie udało. Na okładce jest napisane, że to powieść "o złożoności ludzkiej psychiki", ale właśnie tej złożoności w książce nie ma. Na psychologizm jest za płytko. Na faktografię - za mało faktów. W rezultacie ani to biografia, ani powieść. Gdyby to było coś pomiędzy biografią a powieścią, nie byłoby to zarzutem, wręcz przeciwnie - zbeletryzowane losy różnych ludzi czytać lubię, jeśli są dobrze napisane. Wcale nie optuję za czystą formą, lubię mieszanie gatunków. Miałam nadzieję, że "Lord Nevermore" czymś takim właśnie będzie. Ale zbeletryzowanie autentycznej historii wbrew pozorom jest bardzo trudne - Pleijel się to nie udało, bo jej połączenie gatunków spłyciło je obydwa. O ile niedostatki biograficzne nie są dla mnie problemem, o tyle zbyt płytkie niedopracowane postacie - już tak. Beletrystyka też ma swoje prawa. A jeśli opisuje postacie prawdziwe, nie wymyślone, to wymaga podwójnego wysiłku od autora. Myślałam, że Pleijel pogłębi postać Witkacego, ale ona nie wykorzystała nawet tego, co już o nim wiemy! Porwała się z motyką na słońce.
  • Dipa Ma
    • Dipa Ma
    • Amy Schmidt
    • (towar niedostępny)

    vrediana 2008-01-18

    Nani Bala Barua   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "W ciągu 10 lat Dipa Ma straciła dwoje dzieci, męża i zdrowie. Jako czterdziestokilkuletnia kobieta była wdową z siedmioletnią córką na utrzymaniu. Jej rodzice nie żyli, Indie były daleko, a ona pogrążyła się w rozpaczy i niepewności". Nani Bala Barua (Dipą Ma została dopiero później) medytacją interesowała się przez całe życie. Przez całe życie odznaczała się niezwykłą atencją wobec otaczającego ją świata i ludzi. Już w dzieciństwie szukała towarzystwa mnichów i ceniła ich bliskość. Fakt, że została mistrzynią medytacji therawady, nie powinien więc dziwić. A jednak dziwi - bo Dipa Ma (czyli matka Dipy) jest pierwszą urzeczywistnioną kobietą, w dodatku kobietą, która uzyskała oświecenie z dala od murów klasztornych, w czterech ścianach niewielkiego mieszkanka, które w Kalkucie dzieliła z córką. Dipa Ma wiedziała, że kobiety w duchowych osiągnięciach nie tylko dorównują mężczyznom, ale często ich przewyższają. Była guru, mistrzynią i dla kobiet, i dla mężczyzn. Przemieniała ich życie, po prostu będąc sobą. Ta książka to nie poradnik dla pragnących medytować. Tu nie ma recept. Ale adepci medytacji znajdą mnóstwo wskazówek w samym życiu Dipy. Ona sama była tak ciekawą postacią, że czytanie o niej może być ciekawe także dla tych, którzy medytować nie zamierzają (do tych sama się zaliczam), szczególnie dla zainteresowanych psychologią poznawczą (szkoda jedynie, że tak niewiele napisano w książce o wyniku testu Rorschacha, któremu Dipę Ma poddano).
  • To wszystko wina twoich rodziców? Co nie gra w waszych związkach i jak to naprawić

    vrediana 2007-11-12

    Jak zburzyć schematy i skrypty

    Każdy z nas nosi w sobie schematy i skrypty zachowań i reakcji emocjonalnych. Nabyte na ogół we wczesnym dzieciństwie w relacji z rodzicami, przede wszystkim z matką, która na wczesnym etapie rozwoju dziecka ma znaczenie największe. Stosujemy te schematy nieustannie, bo one bardzo lubią się powtarzać. Przykładamy je tylko do kolejnych sytuacji. Czasami po trosze świadomie. Częściej - zupełnie nieświadomie. Nie wiemy skąd się wzięły, co więcej - nie wiemy, że w ogóle są, więc nie umiemy im zapobiegać. A potem jesteśmy zaskoczeni, że coś nam się nie udaje, mimo że - jak nam się wydawało - zadbaliśmy o wszystko. Ta książka jest o takich właśnie schematach i skryptach, powtarzanych w kolejnych związkach. Autorzy na licznych przykładach pokazują czytelnikowi, na jakiej zasadzie nieświadomie odbiera cechy drugiej osoby, zanim w ogóle zauważy je świadomość. Tłumaczą, skąd się biorą te schematy, w jaki sposób wynosimy je z dzieciństwa i jaki wpływ na nie mają nasi rodzice. A potem mówią czytelnikowi, że można je zburzyć. Bo nie musimy wcale schematom ulegać. Nie musimy na nowo przeżywać tych samych konfliktów w związku. Nie musi nam się podobać partner o tych samych cechach co poprzedni. I nie musimy znowu doświadczać rozstania. Rozwiązanie jest osiągalne zarówno dla tych, którzy dopiero szukają partnera, jak i dla tych, którzy już trwają w wieloletnim związku, w którym im się nie układa. Właśnie dla nich jest ta książka.
  • Aria, do mnie! skuteczna nauka przywołania

    vrediana 2007-11-05

    Dobrze ułożony pies

    Jedną z najważniejszych umiejętności dobrze ułożonego psa jest przychodzenie na zawołanie. Jest to też umiejętność, która może zapobiec trudnym sytuacjom, a w przypadkach skrajnych uratować życie psu. Jednocześnie na brak tej umiejętności najczęściej narzekają właściciele czworonogów. W tej niewielkiej książeczce Jacek Gałuszka uczy, jak wpoić psu tę umiejętność, i robi to przystępnym językiem, zrozumiałym przede wszystkim dla laików - to głównie dla nich właśnie jest ta książka. Jacek Gałuszka jest zwolennikiem pozytywnego szkolenia, czyli raczej marchewki niż kija. Współpracował z wrocławską szkołą i z moją znajomą ulubioną trenerką - to właśnie jest dla mnie gwarancja jakości i znak, że mogę autorowi zaufać. "Aria, do mnie" to pierwsza książeczka w serii, w której Jacek Gałuszka prezentuje poszczególne komendy. Skuteczna nauka przywoływania już przynosi efekty u moich czworonogów.
(Stron 15)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Nowości - polecamy!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!