Alicja Kubiak
Rekomendacje:
- Hyperion
- Upadek Hyperiona
- Wielka Historia Polski - tom 1. Najdawniejsze dzieje ziem polskich (do VII w.)
- Wiedźmin (komplet - 7 ksiąg w 6 tomach)
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 10
-
- Święto Kozła
- Mario Vargas Llosa
- (towar niedostępny)
Alicja Kubiak 2010-11-28
Tyrania i dyktatura, którą czasem odkrywamy w miejscu zamieszkania...
O tyranii dyktatury napisano wiele powieści, dokładnie przedstawiając sposoby uprawiania tortur psychicznych i fizycznych wobec oponentów dobroczyńcy. Ciągłe życie w atmosferze strachu przed gniewem i zemstą za najdrobniejsze przewinienie powoduje marazm i brak motywacji do działania przeciw tyranii. Następuje odrętwienie i bezmyślność, jako obrona i asekuracja przed wykonaniem niewłaściwego posunięcia. Mario Vargas Llosa próbuje wytłumaczyć ten stan odrętwienia i niemocy, trafiając do czytelnika poprzez narrację przenoszoną na różnych bohaterów. Czasami są to wspomnienia dojrzałej kobiety, której udało się uciec z Dominikany do Stanów Zjednoczonych, dzięki pomocy sióstr zakonnych. Urania wraca do rodzinnego miasta po wielu latach spędzonych na obcej, jakże przyjaznej ziemi. Po trzydziestu pięciu latach wraca do domu swojego ojca, w którym ożywają wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Niektóre są miłe, inne – bolesne i ten znienawidzony ojciec, któremu wiele lat pomagała finansowo, jednocześnie karząc go dotkliwie swoim milczeniem. Czas wydarzeń przeplata teraźniejszość z przeszłością. Mamy do czynienia z historią lat trzydziestych, sześćdziesiątych (rządy Kennedy’ego w USA) oraz latami końca XX wieku. Ten wyraźnie zaznaczony splot wydarzeń wskazuje nam na zło ponadczasowe, które widziane w różnych perspektywach przedstawia jednoznacznie końcowy efekt długich rządów tyranii, jednocześnie obnażając dewiacje i schizofreniczne myśli z pozoru zrównoważonego Szefa. Tyran umiejętnie buduje na zewnątrz swój wizerunek dobrotliwego ojca narodu, jednocześnie jątrzy i rozdrapuje intrygi, doszukując się wszędzie wrogów, manipulacji, zdrady, spisku, braku lojalności i słabości u najwierniejszych współtowarzyszy. Chcąc osłabić szeregi podwładnych, buduje fundament swojej władzy absolutnej na strachu, dając do zrozumienia jak marnymi istotami są w jego mniemaniu. On sam jawi się nam w swoich myślach jako lojalny przywódca, pełen dobroci i oddania dla swojego narodu, który winien mu za to wierność i posłuszeństwo a odpłaca się brakiem szacunku i wdzięczności. Spiskowcami są zdesperowani ludzie, także współpracownicy tyrana. Wiedzą o nagłych zaginięciach ludzi, rzeziach, torturach, gwałtach na swoich córkach, siostrach i żonach, morderstwach – sposobach walki Szefa z nieposłuszeństwem. Dostrzegają całe zło i chcą je bezwzględnie i brutalnie zniszczyć. Pod perfidnie wykrzywioną w obłudnym uśmiechu maską pełną czczych obietnic, zauważają kłamstwo jątrzące się z wężowych ust dobroczyńcy. Świadomość poniesienia ofiary i utraty życia nie jest w stanie zatrzymać zdesperowanych mężczyzn. To akt godny każdego przewrotu, każdej rewolucji, w imię lepszego życia ludzi świadomych i wolnych. Lecz najpierw musi być silna i świadoma wola wyzwolenia z kajdan, zrzucenia z barków przytłaczającego ciężaru oraz recepty na przyszłe życie w swobodzie i wolności. -
- Duchy w teatrze
- Ewa Karwan-Jastrzębska
- (towar niedostępny)
Alicja Kubiak 2010-08-07
Teatr w czasie i przestrzeni
Dziwne, straszne, wesołe i z zaskakującym zakończeniem przygody trójki przyjaciół, przygotowujących się do przedstawienia William’a Shakespeare’a pt. „Romeo i Julia”. Spotykają się na strychu szkoły, aby rozwiązać zagadkę poruszającego się popiersia Williama Zapomnianego. W teatrze za kurtyną odnajdują sekretne przejście, którym docierają do szesnastowiecznej Werony – miejsca, gdzie odbył się prawdziwy dramat kochanków Shakespeare’a. Chcą zapobiec śmierci Romea i Julii, przez co wpadają w niezłe tarapaty. Jednak z opałów pomaga im ktoś wyjść cało. Kto to jest i jak zakończyła się historia? Czy bohaterowie powrócili do czasów obecnych? Warto przeczytać samemu tę historię o przygodach trójki nastolatków, aby dowiedzieć się, jaki jest jej koniec. Na końcu książki znajduje się słowniczek, w którym znajdziecie wyjaśniania trudnych słów jak inspicjent, foyer, sufler i inne. -
- Scyzoryk
- Zbigniew Masternak
- cena: 27,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Alicja Kubiak 2010-07-31
Stacja Mirsk - historia godna przekazania potomnym (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Miejsce wydarzeń to jedno pomieszczenie na stacji kolejowej oraz przyległy peron. Jest to jedna z licznych odrapanych, porysowanych graffiti, ze skrzypiącymi drzwiami, powybijanymi szybami, zapomnianych stacji. W takim miejscu spotykają się różni ludzie, różne warstwy społeczne mają okazję poznać się, przeniknąć kulturowo, odczuć różnice rozwarstwiające społeczeństwo. Autor skupia na małej powierzchni językoznawcę z żoną, studenta filologii polskiej (narrator) i cwanego dresiarza oczekujących na przyjazd pociągu. Po pewnym czasie dołącza do nich dziewczyna, która do końca opowiadania pełni rolę chochoła jako symbolu niemocy wobec nastających zmian. Jednak w dalszej części okazuje się, że jest ona uosobieniem degeneracji, efektem obaw wobec krzywdzących zdarzeń, przestępstwa, zbrodni. Jest wymiarem moralnym wobec skrzywdzonych i krzywdzących, milczącym wołaniem o pomoc dla ofiar i oskarżycielskim dowodem wobec oprawców. Na końcu znika jak niewygodny temat, bez dochodzenia skąd się tam wzięła i dokąd odeszła, jak wyrzut sumienia, zepchnięta w najdalszy zakamarek podświadomości. Nie znikła całkiem, problem jest, tylko został zepchnięty na dalszy plan, aby po pewnym czasie znów powrócić. Starsze pokolenie, nauczone szacunku, wierności i stałości wobec wpojonych wartości i patriotyzmu, przeciwstawiono młodszemu pokoleniu, ich niezdecydowaniu, pogoni za dobrami materialnymi, priorytetami takimi jak wykształcenie, praca (szybka kariera zawodowa), mieszkanie czy dom i dopiero na końcu - założenie rodziny. Szybsze życie w ofercie dla elastycznych, potrafiących się szybko dostosować i odnaleźć w błyskawicznie zmieniającym się środowisku. Pociąg niespełnionych nadziei. Nie zatrzymuje się na stacji, pędzi ku innym rejonom, światom, ku lepszej przyszłości, nie oglądając się na stagnację, oczekiwania, nadzieję na zmiany, na lepsze życie. Ludzie stoją na peronie, z napięciem oczekują na obiecany cud, który zabierze ich ku wyśnionym światom, oderwie od szarych odrapanych tynków i przepalonych żarówek. Towarowy - symbol zalewających ludzi towarów jako efekt globalizacji gospodarczej oraz narastającego konsumpcjonizmu do rozmiarów chorobliwej otyłości i nadwagi. Reszta oczekiwań, zwłaszcza korzyści ekonomicznych i nadziei przejechała z prędkością pędzącego pociągu w odległe zakątki świata, na Daleki Wschód taniej tandety. Poranne przebudzenie, kiedy znikają nocne mary a wraz z nimi dziewczyna niczym wyrzut sumienia, jest powrotem do rzeczywistości, która nastała po bezczynnej stagnacji w oczekiwaniu na cud. Słowo pisane każdy może uprawiać z lepszym lub gorszym skutkiem dla czytelnika, jednak nie każdy posiada dar zauważania pewnych ulotnych sygnałów, które tworzą wartościową historię, godną przekazania potomnym. Przedstawiłam jedno opowiadanie ze zbioru pt. „Scyzoryk”. Mam nadzieję, że opis zachęci Czytelników do zapoznania się z pozostałymi. Polecam. -
- Jezus na prezydenta!
- Zbigniew Masternak
- cena: 25,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Alicja Kubiak 2010-07-04
Temat zawsze na czasie... (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Książka Zbigniewa Masternaka pt. "Jezus na prezydenta" wydana w Krakowie w 2010 roku (Wydawnictwo Ha!art) przedstawia kampanię, a właściwie jej całą oprawę, dzięki której kreowani są kandydaci na prezydenta. Ukazuje skorumpowane powiązania, przez które niewinni ludzie zostają uwikłani w brudne sprawy światka przestępczego, sutenerstwa, zbrodni. Autor umiejętnie dobiera zakres słownictwa, podkreślając jednocześnie charakter i pochodzenie poszczególnych postaci. W opowiadaniu pojawia się Marian Świetlisty, polityk centroprawicowy, pomysłodawca uchwały o uznaniu Jezusa Chrystusa królem Polski, jak niegdyś Jan Kazimierz ogłosił Maryję Królową Polski. Świetlisty jest człowiekiem wpływowym, podstępnym, ciemnym typem - na przekór swemu nazwisku. Jezus pojawia się jako żebrak, który postanawia wygrać wybory prezydenckie. Pomaga mu w tym finansowo Padlina oraz medialnie – Wysmukły, prosty łotrzyk, który w pewnym momencie ma dość przebywania w cieniu innych ludzi. Obaj niczym narzędzie szatana rozwijają kampanię wyborczą wplątując swojego protegowanego w różne incydenty. W opowiadaniu pojawia się odwieczny problem walki dobra ze złem. Zakład o wygraną w walce o prezydenturę otwiera niejako scenę z areną do walki szatana z Jezusem. Miejsce akcji – Polska. Szatan tak naprawdę wygrywa już w momencie przyjęcia zakładu przez Jezusa. Jezus do końca stara się utrzymać równowagę między boską a ludzką naturą, nie ulega więcej szatańskim rozgrywkom, przebacza winowajcom, oszczercom, pomaga ciężko rannej kobiecie w ciąży, uszczęśliwia smutnych, zagubionych stara się sprowadzić na właściwą ścieżkę. Świat polityki nie jest dla ludzi o czystym sumieniu, to właśnie autor przedstawił w opowiadaniu. To miejsce pełne podstępu, wyrachowania, układów, nieczystych zagrywek. Reszta to pionki przeznaczone na odstrzał w rozgrywkach między figurami na wyższym szczeblu. -
- Janusz Hrystus
- Jaś Kapela
- cena: 23,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Alicja Kubiak 2010-06-20
Zostawmy filozofów w spokoju, nie są uradowani z faktu zaistnienia w tej książce (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
„Janusz Hrystus” Jasia Kapeli to proza charakterystyczna dla dzisiejszego młodego pokolenia. Autor urodził się w 1984 roku, studiował w Krakowie, mieszka w Warszawie. Wcześniej wydał tomiki wierszy („Reklama” 2005, „Życie na gorąco” 2007), natomiast debiutem prozatorskim była książka „Stosunek seksualny nie istnieje” (2008). Analizując tytuł debiutu prozatorskiego i treść „Janusza Hrystusa” dochodzę (i to częściej niż bohater tytułowy, w sensie pożycia seksualnego) do wniosku, iż mamy do czynienia z problemem natury psychologiczno-tożsamościowo-seksualnej. Forma opowiadania przyjęła charakter bloga, jakże popularnego w sieci i ostatnio przenoszonego gwałtem na kartki papieru. Używane, co jakiś czas przekleństwa nie znajdują według mnie żadnego uzasadnienia dla powoli toczącego się ciągu myśli. Nawet dialogi są naiwnie przedstawione: „powiedziałem jej, że..., ona mi odpowiedziała...”. Przypomina mi to skargę pierwszoklasisty składaną pani nauczycielce z kłótni między koleżankami. Stąd może zachowanie infantylizmu językowego w stosunku do imienia autora? Albo jesteśmy dorośli i wydajemy książki dla dorosłych, albo też jesteśmy niedojrzali i nie próbujemy bawić się w dorosłych piszących książki. Niesprawiedliwość wszystkim daje się we znaki, nawet oceanom, mającym mniej wody niż Pacyfik. Filozofia w tej książce powinna skupić się tylko i wyłącznie na braku pracy zarobkowej bohatera (dojeniu rodziców), jego braku zainteresowania czymkolwiek, poza własną osobą, konsumowaniu, wydalaniu, braku zaspokajania potrzeb seksualnych, użalaniu się nad sobą. Po co zahaczać o filozofię polityczną, ekonomiczną, metafizyczną? Schopenhauer pasuje tutaj ze swoim „świat jest moim wyobrażeniem”, natomiast hermeneutyka ze swoim „przyswojeniem i zrozumieniem” nijak ma się do treści książki. Mam wrażenie, że coś wciśnięto na siłę, aby pokazać „czego to ja nie wiem!”. Blog nagle urywa się na szklance przefiltrowanej wody, od której zaczęło się to fizjologiczne wynurzenie. -
- Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka
- W.G. Sebald
- cena: 42,99 zł
- (towar trudno dostępny, do 21 dni
UWAGA: To towar sprowadzany na zamówienie - nie zawsze możemy
zadeklarować z góry, jak szybko go zdobędziemy. Zakładamy,
że jego sprowadzenie lub wyjaśnienie tego, czy i kiedy
będzie dostępny nie powinno potrwać dłużej niż 21 dni roboczych.
Wraz z dostawcą dokładamy wszelkich starań, żeby stało się to szybciej.
)
Alicja Kubiak 2010-01-26
podróż niemal magiczna po zakamarkach wspomnień
Podróże kształcą, formują charakter, myśli, uczucia, wypełniają monotonię życia. Taka jest właśnie książka W.G. Sebalda "Pierścienie Saturna...". Autor przenosi Czytelnika nie tylko w przestrzeni ale także w czasie, opowiadając historie prawie już zapomniane, barwnie opisując miejsca i ludzi współtworzących przeszłość. Wspaniałe opisy bez wymuszonych upiększeń niemal namacalnie pozwalają wyobraźni wędrować po zakamarkach architektury Somerleyton, wyposażenia wnętrz Moat Farm, zadbanych ogrodach Ditchingham Park lub opuszczonym i zapadłym mieście Dunwich. Autor pisze o tych i wielu innych miejscach w taki sposób, jakby właśnie przechodził obok, obserwował i wspominał lub czytał właśnie fragmenty listów, artykułów, rozmawiał z ludźmi, którzy mieszkają w pobliżu. Narracja wprowadza nas w ten niepowtarzalny klimat złudnego uczestnictwa w opisywanych wydarzeniach, zmieniających się obrazach miejsc i ludzi, niczym w kalejdoskopie. -
- Kalifornijski kadisz
- Henryk Grynberg
- (towar niedostępny)
Alicja Kubiak 2009-03-01
Trudno być obojętnym na ludzką krzywdę (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Holocaust jest jedną z tych wstydliwych spraw ludzkości, za którą słowo „przepraszam” nie wystarcza, bo nie zmieni tego, co najokropniejsze – próby zagłady Żydów przez hitlerowców. Tym bardziej boli, gdy trafia do nas świadomość uczestnictwa naszego narodu w tych staraniach. Trudno określić, czy to strach kazał Polakom zdradzać kryjówki, wypędzać, bić a nawet zabijać Żydów, którzy żyli z nimi po sąsiedzku przez wiele lat. Pamiętając jednak piękne gesty dobrych ludzi, którzy z narażeniem życia ratowali znajomych i całkiem obcych Żydów, ma się tę pewność, że nie wszystko musi być skazane na stracenie, póki jeszcze resztki dobrej woli tlą się w sercach. Jest taka scena w opowiadaniu H. Grynberga pt. Kalifornijski kadisz”, gdzie po śmierci matki syn licytuje jej zasługi wobec zazdrości i sprzeciwu ojczyma. Rabin, chcąc dobrze wspomnieć zmarłą, pyta rodzinę o jej zainteresowania. W tym dialogu słowa wykrzyczane stają się obrazem przeżyć związanych z zagładą. Padają oskarżenia: „- Mojego szwagra zabił Polak, u którego się ukrywał – powiedział wdowiec (...)”, na co narrator, odpowiada: „Mojej matce Polacy pomogli przeżyć”. Widoczne jest tutaj ścieranie się dwu odmiennych poglądów o dobrych i złych Polakach. Stwierdzenie, że: „Może warto zaznaczyć, że przeżyła nie cudem, lecz dzięki własnej dzielności i odwadze...” obrazuje determinację, z jaką człowiek jest skłonny walczyć o przetrwanie, przy pełnym zachowaniu godności. Po przejściach w getcie, Treblince, Mauthausen, życie pod błękitnym niebem Kalifornii, wydaje się czymś doskonałym. Nawet bandyta rabujący sklepy nie jest w stanie zastraszyć pierwszego ojczyma narratora: „ - Ja widziałem gorszych od ciebie, nie masz mnie czym straszyć” i wydawałoby się, że to załatwi sprawę. Ginie jednak od kilku strzałów z pistoletu w brzuch – zamordowany, tu czy tam - to bez znaczenia, bo w taki sam sposób. Czy hitlerowcy byli bandytami? Kim jest w takim razie bandyta, rabuś splamiony ludzką krwią? Narrator w dzieciństwie widział okrucieństwa wojny, pamięta wiele ze wspomnień rodziny i przyjaciół, próbuje spisać wszystkich, których pamięta i przekazać jerozolimskiemu Mauzoleum Imion. Jeśli on, jeden z nielicznych już, którzy przeżyli zagładę, nie czuje się upoważniony do tego, aby przebaczyć, to kto powinien to zrobić? Matka, najukochańsza istota, której oddać serce, to za mało. Trudno jest pogodzić się z jej odchodzeniem. Zawsze jest za wcześnie, są jakieś niedokończone sprawy, niewypowiedziane słowa, lub zbyt mocno wypowiedziane niepotrzebnie i pochopnie. Nawet słowa eklezjasty na temat śmierci nie są w stanie przekonać nas o dobrodziejstwie śmierci. „Matkę ma się raz tylko, więc trzeba siedzieć przy niej i pilnować, żeby czas jej nie ukradł.”[syn]. Rany w końcu goją się a myśli oswajają ze stratą matki, pojawia się świadomość, ile złych spraw wydarzy się za chwilę, których ona nie ominęłaby obojętnie. „I pomyślałem sobie, że dobrze, że jej nie ma, że tego nie widzi, że Bóg miłosierny oszczędził jej dalszego ciągu.” -
- Brida
- Paulo Coelho
- (towar niedostępny)
Alicja Kubiak 2009-02-06
Autor tego formatu nie powinien sobie pozwalać na ignorowanie Czytelnika, który myśli i analizuje. (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Opowieść o młodej irlandzkiej dziewczynie i jej duchowych poszukiwaniach pełna jest nieścisłości w odniesieniu do prawd zastanych. Chociażby kultu Bogini, który opiera się na szacunku do życia (płodności), śmierci, wojny, żywiołów, upływu czasu, pór roku, faz księżyca. Tradycja Księżyca przypomina celtycki Kult Bogini (także u wczesnych Słowian). Dopatrywać można się tutaj powiązań z Izydą, od której bierze się początek tegoż kultu. Izyda - idealna żona, przykładna matka, uosobienie nieskończonej dobroci i miłości była poważną konkurentką chrześcijaństwa. Nie zdołano jednak jej unicestwić, przetrwała będąc spojrzeniem, które stanowi sens i prawdę życia. W starożytnym Egipcie kobieta nie była postrzegana jako źródło zła, była uosobieniem największych cnót jak wierność, odwaga, przenikliwość i mądrość, stawiała czoło największym próbom i odkryła sekret odrodzenia. Coelhowski opis rytuału pobudzającego Bridę do usłyszenia głosów odbieram jako komiczny. Mimo to bohaterka ma moc, dar, który w niej drzemie, a raczej mocno śpi. Mistrz w scenie w lesie na początku opowiadania swoją postawą pełną powściągliwości, tajemniczości i ascezy słownej pogłębia Bridę w uczuciu naiwności. Nie było przemiany Bogini w Boga. Bogini była pierwsza, silna, stanowcza, pełna życia, miłości, walki i śmierci. Bóg zastąpił Boginię, zepchnął ją z piedestału i zajął jej miejsce. Miał do tego rzeszę pomocników, którym wiele wieków zajęło przekonanie do siebie wiernych Bogini. Nastąpiło zderzenie się dwóch światów wiary, wygrał bardziej bezwzględny, tępiący wiedźmy (od słowa „wiedzieć” – za dużo?), które posiadały ogromną wiedzę na temat wiary w Boginię, obrzędów, rytuałów i zaklęć. Bogini została zignorowana, niedoceniona, zepchnięta w zapomnienie po to, by powrócić jako Matka Boska, którą bardzo potrzebował prosty lud, nękany biedą, głodem, chorobami, wojnami możnych i władców. Zwątpienie i nieufność zmusiły do podjęcia decyzji o powrocie kobiety pod płaską postacią uległej matki rodzicielki, żony, posłusznej kobiety, pełnej miłości i miłosierdzia, wybaczającej każdy występek, nawet ten największego i najcięższego grzechu. Mocny kontrast wiekowy dojrzałego Mistrza z posiwiałymi skroniami zestawiony z Bridą, młodziutką dwudziestolatką. Wika może uczyć Bridę, ale w ostateczności zawsze zwraca się do starszego Mistrza o pomoc w najtrudniejszych sprawach. Czyżby niespełniona miłość ojcowska? Co z namiętnością wybuchającą w Mistrzu? Wyczuwalne w opowiadaniu jest spłaszczenie postaci, brak im indywidualizmu, charakterów, rozróżnienia pokoleniowego Bridy. Intelekt Bridy generalnie niczym nie różni się od intelektu Wiki. Mistrz (wyczuwam tu identyfikację bohatera z narratorem, lub raczej – autora opowiadania z postacią Mistrza) jest najbardziej wyrazisty, zróżnicowany myślowo, odczuwa burzę uczuć. Może książka powinna nosić tytuł „Mistrz”, a nie „Brida”? Dokładniej są opisane stany lękowe mężczyzny w czasie kryzysu tożsamości, nadchodzącej starości i strachu przed upływającym czasem. -
- Spacer poranny
- Ryszard Kapuściński
- cena: 28,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Alicja Kubiak 2009-02-06
Danie dla koneserów
Piękny obraz wspomnień człowieka, który ma wrażliwość wręcz poetycką. Wspomnienia układają się w obrazy i uczucia im towarzyszące. Szkoda, że tak mało ich, że człowiek tak wrażliwy nie zdążył dokończyć tego opisanego widoku. Esej jest krótki, ale jakże ciepły i pełen budzących się nadziei. Zestawienie różnych światów - to opisywał najlepiej i to budzenie w czytelnikach świadomości o innych ludziach - jakże biednych, ciemiężonych, głodnych, zranionych... -
- Nocny pociąg do Lizbony
- Pascal Mercier
- (towar niedostępny)
Alicja Kubiak 2009-01-29
Wrażenia z tej lektury trudno wyrazić jednym zdaniem, stąd ten potok słów (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Co skłoniło bohatera powieści do opuszczenia Berna w Szwajcarii, odbycia wielogodzinnej podróży pociągiem z przesiadkami do nieznanego mu miasta pełnego wspomnień o Amadeo Prado, lekarzu, który uratował życie znienawidzonemu dyktatorowi - Salazarowi, i który napisał „Złotnik słów”, ponieważ słowa używane na co dzień wydawały mu się brudne, skalane, zapragnął więc stworzyć język, wymyślić słowa na nowo. Rajmund Gregorius lat 57, nauczyciel greki, łaciny i hebrajskiego w berneńskim gimnazjum, z którym był związany od dzieciństwa, kiedy do niego uczęszczał a następnie pracował jako wykładowca. Był wobec siebie wymagający, ale nie dziwaczny i próżny. Cieszył się silnym i niezachwianym autorytetem nauczyciela, który swoją wiedzą imponuje uczniom. Po zdarzeniu z Portugalką na moście Kirchenfeld, zauroczony wymową słowa, które brzmiało jak melodia postanawia nauczyć się języka portugalskiego. W księgarni wybiera książkę Amadeu Inacio De Almeida Prado „Złotnik słów”, której treść pragnie poznać, by: „... naśladować niepojęte tempo mowy i roztańczone jasne brzmienie przypominające flet picolo.” Ważną osobą dla Gregoriusa jest Grek, okulista i przyjaciel – Doxiades. To do niego może się zwrócić ze swoim lękiem przed całkowitą utratą wzroku o każdej porze dnia i nocy. Doxiades rozumie, że: „Czasami człowiek boi się czegoś, ponieważ boi się czego innego.” Dlatego nie przejawia oznak zaniepokojenia, gdy Gregorius niespodziewanie wyjeżdża z Berna. Uważa, że jest to duchowa wycieczka w głąb siebie, aby poznać bliżej swoje możliwości, lęki, sprawdzić swoją wytrzymałość psychiczną, odbyć podróż do swojego wnętrza, by odkryć otaczający go świat i ludzi, bliskość i dystans. Należałoby wspomnieć o przezwisku Rajmunda Gregoriusa, którym nazwali go uczniowie – Mundus. W języku łacińskim mundus, mundi oznacza świat, ludzi z dala od Boga (rzeczownik: deklinacja II, rodzaj męski, masclinum). Odniesienie znaczenia tego przezwiska znajdujemy w późniejszym wystąpieniu Amadeo Prado w liceum, w sprawie miłości i nienawiści do słowa bożego i potrzebie oglądania katedr, aby nie zapomnieć, dlaczego budzą tak głęboko sprzeczne uczucia. W powieści jest jeszcze mowa o powstaniu, ruchu oporu, o rządach dyktatora i momencie, kiedy ciężko ranny trafia do gabinetu Amadeo. Ratuje mu życie. Ludzie, którzy go przynieśli wpadli w złość, nie rozumieją nawet ci, których bliskich uratował od przedwczesnej śmierci. Nie potrafi ogarnąć w pierwszym momencie, dlaczego tak się dzieje. Jaką moc ma w tym momencie słowo? Wykrzyczane, nienawistne, obraźliwe, szydercze. Czy w takim momencie przychodzi nagle myśl, aby zmienić je na nowe, wymyślić od początku? Na początku musiało być słowo, bo Bóg aby stworzyć światłość musiał rzec: „. I stała się światłość.” (Stary Testament. Księga Rodzaju 1.3.). Analogicznie rzecz biorąc, zanim pierwsze stworzył niebo i ziemię, musiał najpierw powiedzieć, co chce stworzyć. Dlatego sądzę, że najpierw było słowo, a następnie – cała reszta.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













