Paulina Pachulska
Rekomendacje:
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 87
-
- Laureaci Przeglądu Piosenki Aktorskiej '76-08
- (towar niedostępny)
Paulina Pachulska 2009-03-20
30 lat PPA, czyli piosenka aktorska osiąga wiek balzakowski i co z tego wynika (4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Dziś rozpoczyna się 30. - jubileuszowa edycja Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Wielka szkoda, że temu doniosłemu wydarzeniu towarzyszy smutek i niesmak związany z bezprecedensową decyzją prezesa TVP o odmowie emisji na antenie Jedynki koncertu laureatów. w czasach, gdy publiczna telewizja realizuje swą misję, ucząc naród jazdy na łyżwach kosztem prezentowania i promowania wartościowych, unikatowych na skalę światową zjawisk artystycznych (piosenka aktorska jest bowiem polskim fenomenem), to dwupłytowe wydawnictwo staje się bezcenne. Dokumentuje 30 lat estrady w najlepszym stylu. W tym czasie PPA stał się instytucją. To setki spektakli, recitali, dziesiątki koncertów galowych, zagraniczne gwiazdy, mistrzowie słowa, muzyki. Tej imprezie zawdzięcza się podniesienie kultury wykonawczej, kreowanie osobowości i wydarzeń artystycznych, wreszcie - przeniesienie piosenki ze sfery rozrywki do sfery sztuki. Potwierdzają to nazwiska laureatów. Rozmus, Śleszyńska, Kordek, Wójcicki na stałe związali się z teatrem muzycznym czy kabaretem. Radek, Loranc - oszałamiając swoimi interpretacjami, próbują sił w różnych gatunkach i konwencjach. Wśród tego znakomitego grona są też artyści od lat świadomie i konsekwentnie podążający wytyczoną przez siebie drogą, żeby wspomnieć choćby Edytę Geppert albo Katarzynę Groniec. Wszystkich pomieszczonych w tym albumie wykonawców należy zdefiniować jako artystów piosenki. Stworzone przez nich miniatury teatralne wzruszają, bawią, zdumiewają. W ciągu zaledwie kilku minut udało im się opowiedzieć historię, zbudować postać, oddać skrajne emocje. Te wyraziste kreacje nie mieszczą się w sztywnym gorsecie gatunkowych ustaleń. O ich ciągłym przekraczaniu, przenikaniu się świadczy każda kolejna edycja festiwalu otwartego na formalne eksperymenty (np. ubiegłoroczny laureat Wacław Mikłaszewski) i nowy rodzaj ekspresji (lider rockowej formacji Coma Piotr Rogucki). PPA nie jest więc smętną dziewczyną w czarnej sukience. Może właśnie ten stereotypowy wizerunek przeraził stawiającą na wielki show TVP. To raczej barwny ptak (od kilku lat laureaci otrzymują nagrody Brązowego, Srebrnego i Złotego Tukana), który swobodnie przemierza przestworza i pokazuje rozmaite oblicza. Wierzę, że obecność lub jej brak na szklanym ekranie tego nie zmieni. -
- Loranc śpiewa Jakubczak
- Iwona Loranc
- cena: 18,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Paulina Pachulska 2009-02-24
Ludmiła Jakubczak w wersji latino - strzał w dziesiątkę! (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Loranc śpiewa Jakubczak" to trzeci (po nagranym z zespołem Tricolor w 2003 oraz solo w 2006 "Znakach na niebie") album Iwony Loranc - artystki o niekwestionowanych walorach wokalnych i niebywałej skromności. Na płytę składa się 10 nastrojowych piosenek Ludmiły Jakubczak - wschodzącej gwiazdy muzyki rozrywkowej przełomu lat 50. i 60., tragicznie zmarłej u progu kariery. Przywoływane dziś w ironicznym kontekście słowa inżyniera Mamonia o tym, że lubimy piosenki, które już znamy, nie są tu bezzasadne, oczywiście, z pominięciem negatywnych konotacji. Ten krążek jest bowiem czymś więcej niż składanką dawnych przebojów w nowych aranżacjach. Iwona Loranc nadaje im własny stempel. Jej "ciepły, czekoladowy alt" znakomicie harmonizuje z latynoskim brzmieniem tego projektu. Popularne utwory, jak np. "Gdy mi ciebie zabraknie", "Szeptem" czy "Tylko raz" utrzymane w klimacie samby i bossa novy sprawiają, że mamy do czynienia z zupełnie nową jakością. Zaskakuje wysmakowane, nieco rozleniwione, choć dalekie od nonszalancji, wykonanie "Alabamy" oraz piosenki w brazylijskim portugalskim. Wydawca zapewnia, iż te absolutnie świeże i oszczędne interpretacje, ujawniające dojrzałą osobowość artystki, przeniosą słuchaczy w "nowy świat pełen plumerii, hibiskusów, zwrotnikowego powietrza, rytmicznej muzyki, rumu, palm..." Brzmi zachęcająco, prawda? Delektowanie się tą płytą właśnie podczas zimowej aury ma swój szczególny wymiar. Jeśli więc ktoś tęskni za słońcem, to ma ono kształt krążka "Loranc śpiewa Jakubczak". -
- Odmieńcy
- Hans Mayer
- (towar niedostępny)
Paulina Pachulska 2009-02-08
Klasyczne studium poświęcone zjawisku odszczepieństwa (0 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ambicją Hansa Mayera było stworzenie interdyscyplinarnej dysertacji, która - łącząc przeszłość i teraźniejszość - byłaby jednocześnie dziełem literackim i naukowym - jak czytamy w podziękowaniach. Zapewne badacz osiągnął swój cel, skoro tę opublikowaną po raz pierwszy w latach 70. pracę zalicza się dziś do klasyki myśli humanistycznej. Wydawca wspomina o "pięknym przejrzystym stylu", jednak dostęp do zawartej w tej książce wiedzy nie jest taki łatwy. Lektura bowiem wymaga wiele wysiłku, skupienia - żeby nie powiedzieć samozaparcia oraz, w dużym stopniu, znajomości źródeł, z których autor korzysta na ponad pięciuset stronach książki. Celem powstania tego obszernego studium było udowodnienie tezy o klęsce mieszczańskiego oświecenia. Do takiego bowiem wniosku prowadzi imponująca mnogością przykładów i zaświadczająca o erudycji Mayera analiza figury odmieńca. W swojej typologii uwzględnia kobiety, homoseksualistów oraz Żydów. Część poświęcona kobietom nieco rozczarowuje wyborem bohaterek, dość odległych historycznie i zawężonych głównie do kręgu literatury niemieckiej. Na tym tle o wiele ciekawiej prezentuje się partia dotycząca odmieńców seksualnych przywołująca casus m.in. Andersena, Oskara Wilde`a, Geneta. Na podstawie powtarzalnych wzorców wcielanych przez te postaci autor prezentuje destruktywne postawy wobec orientacji homoseksualnej. Natomiast odmienność Szajloka poznajemy, śledząc warianty archetypów żydowskich mieszczan, dla których punktem wyjścia jest postać szekspirowskiego kupca weneckiego. Kierunek obrany przez Mayera wymaga analizy wybranych postaci literackich czy historycznych pod kątem społecznych zjawisk. Świadomie rezygnuje on zatem z interpretacji psychologicznej. Dlatego też można odnieść wrażenie, iż traktuje on swych bohaterów nieco instrumentalnie - wyłącznie jako egzemplifikację określonych założeń, a nie jako tragiczne biografie. Tę wymagającą, jak również satysfakcjonującą lekturę polecam tym szczególnie zainteresowanym tematem odszczepieństwa rozumianego przede wszystkim w kategoriach socjologicznych. -
- Funny games
- Michael Haneke
- cena: 19,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Paulina Pachulska 2009-01-18
Zło w białych rękawiczkach, czyli eksperyment Michaela Haneke (3 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Nie wyróżniająca się niczym, przeciętna rodzina wyjeżdża na parę dni do domu nad jeziorem. Wspólne wędkowanie ojca z synem, pływanie jachtem, wieczory przy grillu z przyjaciółmi - taki jest plan. Tymczasem do drzwi puka rzekomo przysłany przez sąsiadów młody człowiek w sportowym ubraniu i białych rękawiczkach. Chce pożyczyć kilka jajek. Gospodyni wpuszcza go a tym samym otwiera drzwi dla niepojętego koszmaru, który stanie się udziałem trzyosobowej rodziny. Zarysowany tu początek akcji wywołuje skojarzenia z wieloma tytułami. Dom w ustronnym miejscu, gdzie bohaterowie przyjeżdżają po relaks i zabawę, wpadając w pułapkę izolacji, to jedna z ulubionych scenerii dla twórców horrorów. Jednak reżyser tej klasy co Michael Haneke ("Pianistka", "Ukryte") odrzuca wyeksploatowane rozwiązania. Świadomie odnosząc się do wybranej konwencji, burzy gotowe schematy fabularno-psychologiczne. Fizyczna i psychiczna przemoc, której dwóch intruzów poddaje rodzinę, przesuwa granice okrucieństwa. Relację kat - ofiara oglądamy pod innym kątem niż przyzwyczaiło nas do tego amerykańskie kino grozy. Tu oprawcy wchodzą w dialog z widzem. Kilkakrotnie bezpośrednio do niego adresują pytania o rozstrzygnięcie losów ofiar, puszczają oko do kamery, dyskutują o prawach rządzących filmową fikcją. Te elementy podkreślają umowność sytuacji, wytrącają widza z przyjętych torów recepcji tego typu kina. Musi on w końcu przyznać, że jest wodzony za nos. Ostatecznie ironiczny tytuł "Funny games" (zabawne gry) odnosi się nie tylko do upiornego zakładu pomiędzy katami a ofiarami, ale także do rozgrywki pomiędzy reżyserem a odbiorcą. Nie może być inaczej, skoro Haneke podejmuje próbę opowiedzenia o przemocy poza moralistyką. Balansowanie między uśpieniem - chęcią uwierzenia w niewinność oprawców, z którego budzi nas nieludzki skowyt Georga a nieznośnym napięciem w oczekiwaniu na finał tej gry, który będzie dokładnie taki jak uprzedzali ci w białych rękawiczkach - na to trzeba być przygotowanym. Wstrząsające kino eksperymentujące na widzu. -
- Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie
- Piotr Mitzner
- cena: 18,42 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Paulina Pachulska 2009-01-10
Przejmujący esej o trudnym małżeństwie Iwaszkiewiczów (7 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Sprawa zawikłana" - tym tyle lakonicznym co frapującym stwierdzeniem Jan Lechoń określał małżeństwo Hanny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Piotr Mitzner podejmuje ryzykowną próbę wniknięcia w ich związek. Dlaczego ryzykowną? Otóż wszelkie działania przyczyniające się do (de)konstrukcji legendy wywołują podejrzenia o arbitralność sądów, subiektywizm spojrzenia, dowolność interpretacji. Mitzner, który - jak dowiadujemy się już na początku - osobiście znał Iwaszkiewiczów, zdaje sobie sprawę z ciężaru tematu. Mimo to dyskretnie, z wielkim wyczuciem snuje opowieść o jednej z najbardziej niezwykłych literackich par. W jego ujęciu Jarosław miotający talerzami z powodu braku obiadu na stole czy borykająca się z zapaściami psychicznymi Hanna to postaci tragiczne. Autor umiejętnie chroni je, sprzeciwiając się umieszczeniu ich w kategoriach niezdrowej sensacji. Nie tak rzadkie w biografistyce podglądactwo, ubarwianie faktów, pokazywanie ich w poetyce skandalu czy insynuacji to zabiegi, które Mitzner kategorycznie odrzuca na rzecz wnikliwej analizy źródeł, rzetelności a także pewnego rodzaju empatii wobec swoich bohaterów. Poznajemy historię ponad pięćdziesięcioletniego związku dwojga momentami skrajnie odmiennych ludzi. Różnice na poziomie finansowym, politycznym, erotycznym czy religijnym równoważyło intelektualne dopasowanie. Sprzeczność temperamentów - mądra niekończąca się rozmowa. Burzliwe dzieje małżonków, w których okresom kompletnego zespolenia i niewyczerpanej potrzebie bycia razem towarzyszy pewien dystans, oscylują pomiędzy niezrozumieniem a współodczuwaniem. "Nie odchodź/bądź przy mnie/Bo chcę być sam" - taki podpis widnieje przy zamieszczonej w tej książce fotografii przedstawiającej Hanię i Jarosława jako parę staruszków. Samotność elementem miłości - ta tylko pozornie paradoksalna konkluzja wyłania się z lektury eseju Mitznera. Warto pochylić się nad tymi dwiema samotnościami ukazanymi przez autora w pięknym stylu. -
- A Midwinter's Night Dream
- Loreena McKennitt
- (towar niedostępny)
Paulina Pachulska 2008-12-14
Sen Nocy Zimowej Loreeny McKennitt (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Po zakończonym sukcesem europejskim tournee promującym poprzednią studyjną płytę "Ancient Muse"(2006) Loreena McKennitt powraca do swoich fascynacji porą zimową i związanym z nią porządkiem naturalno-duchowym. Najpierw była nagrana w 1987 roku w kanadyjskim kościele oraz irlandzkim klasztorze benedyktyńskim "To Drive the Cold Winter Away", następnie w 1995 pięciościeżkowa "Winter Garden". Na Gwiazdkę 2008 mamy kolejną odsłonę zimowej opowieści z całym jej bogactwem i tajemnicą. W porównaniu z poprzednimi próbami to ujęcie uderza eklektyzmem. W miejsce oszczędnych aranżacji i ascetycznych interpretacji pojawia się wachlarz rozmaitych wpływów muzycznych - od celtyckich przez klasyczne po orientalne. Ślady wschodniej egzotyki pobrzmiewają w "God Rest Ye Merry, Gentelmen", "Emmanuel" przynależy do kręgu tradycji łacińskiej a "Noel Nouvelet!" została zaśpiewana w języku starofrancuskim. Ten zróżnicowany materiał zarejestrowany w studiu Petera Gabriela (podobnie jak "Winter Garden", której liczebnie skromną a tematycznie pokrewną zawartość włączono do "Snu nocy zimowej"). Interesujący wydaje się także proces powstawania tego krążka. W przypadku artystki posukującej, jaką niewątpliwie jest Loreena Mckennitt, stanowi on rezultat podróży przez rozmaite tradycje odwołujące się do pierwotnych związków natury i duchowości. Odniesienia do tych wewnętrznych relacji i próba ich zrozumienia były tu wyraźną inspiracją. Poprzez 13 harmonijnych kompozycji wyraża się przesłanie o porze zimowej jako czasie głębokiej refleksji. W dołączonej do płyty książeczce czytamy: "Kiedy koło dni przemienia się w ciemność, ujawnia światło i nadzieję wiosny". Zanim jednak ta nadejdzie,warto pogrążyć się w zimowym śnie Loreeny McKennitt. Wspaniały prezent! -
- Upiór w operze
- Artyści i Orkiestra Teatru Muzycznego Roma
- (towar niedostępny)
Paulina Pachulska 2008-11-19
Up(i)ór wart płyty (3 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Upiór w operze" to płyta zawierająca piosenki ze spektaklu pod tym samym tytułem, wystawianym w Teatrze Muzycznym Roma od marca tego roku, a na deskach światowych scen muzycznych od ponad 20 lat. Ten musical-rekordzista (opis powyżej)po kilkuletnich staraniach doczekał się rodzimej realizacji w wiodącym teatrze muzycznym w Polsce, który bez kompleksów depcze po piętach scenom West Endu czy Broadway`u. Piszę to z odpowiedzialnością wiernego widza entuzjastycznie śledzącego kontynuację znakomitych światowych tradycji musicalowych w warszawskim teatrze przy Nowogrodzkiej 49. A po niezwykłych godzinach spędzonych w tamtejszej sali - poza wspaniałymi, choć niestety fragmentarycznymi wspomnieniami - zostały właśnie płyty. Do tej kolekcji dołącza zatem "Upiór w operze", wzbogacając pewien kanon repertuarowy tworzony w polskiej fonografii przez artystów i orkiestrę TR Roma. Krążek ten to nie - jak w przypadku "Tańca wampirów" (pełna dwupłytowa edycja) - dokładny zapis spektaklu, lecz wzorem płyty z "Kotów" wybór 13 piosenek. Wystarczy, żeby na ich podstawie zrekonstruować przebieg akcji nakreślonej w XIX-wiecznej powieści Gastona Leroux, bedącej kanwą musicalu. Słynna uwertura porywa od pierwszych dźwięków, zapraszając do tajemniczego świata Opery Populaire. Następnie chwila lirycznej zadumy, czyli solowa partia Christine (w tej roli debiutantka Paulina Janczak) oraz Upiora (aktor musicalowy Damian Aleksander). Akcent komiczny pojawia się w przerysowanej interpretacji Barbary Melznej jako primadonny Carlotty. A potem już popularny motyw "O tyle proszę cię" ("All I Ask Of You" - duet znany z wykonań Sarah Brightman czy Barbry Streisand). Drugi akt otwiera zbiorowo zaśpiewana "Maskarada" a 3 ostatnie utwory przybliżają szczegóły dramatycznych wydarzeń mających swój finał w kryjówce "Upiora". Oczywiście wszystkie wokale należą do pierwszej - premierowej obsady. Jednak nie o szukanie głosu-objawienia tu chodzi. Najważniejsza jest interpretacja, a tę sztukę, wyłonieni drogą castingu, aktorzy mają opanowaną do perfekcji.Miło móc przypomnieć sobie to angażujące wiele zmysłów przedstawienie, choćby tylko w wersji audio. Gorąco polecam również tym, którzy nie znają spektaklu, albowiem historia Upiora urzeknie każdego. -
- Wampir. Biografia symboliczna
- Maria Janion
- cena: 87,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Paulina Pachulska 2008-10-29
Kompletna biografia wampira - serio! (13 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zaostrzony drewniany kołek, krucyfiks, święcona woda, czosnek, lusterko - to podstawowy zestaw podróżny dla śmiałków podążających niegdyś śladami wampirów po szlakach Transylwanii. Gdańskie wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria właśnie wznowiło kultową już, a przed kilku laty wyprzedaną na pniu, pracę Marii Janion dotyczącą jednego z najbardziej powszechnych i trwałych mitów w kulturowym imaginarium. Autorka, każdemu, kto sięgnie po tę księgę, proponuje udział w wampiriadzie - emocjonującej wyprawie. A wyżej wymienione akcesoria nie będą w niej potrzebne. Badaczka, uwzględniając uniwersalną ideę powrotu zmarłych, silnie zakorzenioną w zbiorowej psychologii, wyjaśnia popularność postaci wampira i rozszyfrowuje istotę jego uwodzicielskiej mocy. Dlaczego Adam Mickiewicz był orędownikiem koncepcji słowiańskiej genealogii wampiryzmu, kto kwalifikował się na wampira, jaka jest etymologia słowa "wampir" - odpowiedzi na te pytania znajdziemy w tej fascynującej lekturze porażającej ogromem wiedzy, bogactwem źródeł, jasnością wywodu. Wychodząc od szczególnego znaczenia tematu śmierci dla romantyków, Janion ogląda wampiryzm w szerokim kontekście kulturowym, daleko wykraczającym poza folklorystyczny czy popkulturowy sztafaż. Mit wampiryczny daje podstawę do rozważań o ambiwalencji wobec seksualności i śmierci, co w przestrzeni sztuki realizuje się w licznych motywach tanatyczno-erotycznych. Z kolei przywołanie legendy Drakuli oraz krwiopijczej hrabiny Batory, a po nich bardziej nam współczesnych wyznawców praktyk wampirycznych, ukazuje ów fantazmat jako "kostium dla sadystycznych popędów". Wampiryzm w ujęciu badaczki to także bunt przeciwko Bogu i biologii. W następnej odsłonie - metafora demonicznej kobiecości. Te wszystkie aspekty śledzimy w oparciu o przykłady literackie i filmowe (zwłaszcza narracja filmowa okazuje się najbardziej atrakcyjną formą przekazu historii o wampirach). Z pewnością jednym z najciekawszych wątków tej interdyscyplinarnej pracy, nierozerwalnie związanej z tematem, jest zagadnienie przekroczeń seksualnych. Czytelnik ma szansę od razu zweryfikować tezy czy koncepcje przedstawione w symbolicznej biografii wampira, albowiem druga część księgi zawiera fragmenty utworów należących do XIX i XX-wiecznej literatury (m.in. Byron, Poe, Reymont, Dumas, Topor, Sapkowki). Reasumując: lektura to ożywcza, z której nie tylko wraca się żywym, ale i bogatszym. Żywię nadzieję, że nie odmówicie sobie tej przyjemności. -
- Pani Wyrocznia
- Margaret Atwood
- (towar niedostępny)
Paulina Pachulska 2008-10-14
Postmodernistyczna gra z czytelnikiem (6 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zdumiewające, jak łatwo mi wszyscy uwierzyli, ale właściwie dlaczego mieliby mnie podejrzewać" - zastanawia się bohaterka "Pani Wyroczni", konstruując swój kolejny życiorys. Czytelnik, przewracając kartki jednej z najlepszych powieści Margaret Atwood - kanadyjskiej pisarki, od kilku lat poważnej kandydatki do literackiego Nobla - równie łatwo zawierza autorce, jak i narratorce tej skomplikowanej historii. Wierzy zatem w sytuację bez wyjścia, w jakiej znalazła się bohaterka, a która zmusiła ją do ukrywania się na włoskiej prowincji po uprzednim upozorowaniu własnej śmierci. Emocjonalnie angażuje się w retrospektywną opowieść o bolesnym okresie dzieciństwa naznaczonym traumą wywołaną toksycznym związkiem z matką. Solidarnie sekunduje bohaterce w jej buncie oraz próbie wyzwolenia się i zbudowania własnej tożsamości. Wówczas odbiorca w swojej wierze i empatii sięga zenitu,choć to dopiero początek burzliwego życia Joan Foster (nota bene pisarki) obfitującego w gwałtowne zmiany i sprzeczności, a faktycznie będącego nieustanną ucieczką. Mniej więcej w tym momencie ów czytelnik orientuje się, że lepiej dla niego będzie zastąpić współczucie dystansem i, śledząc fabularną ekwilibrystykę, odnajdywać w niej aluzje, cytaty czy urzekająco sprawną parodię stylów i gatunków. Romans, powieść przygodowa, inicjacyjna, kryminał - to niektóre z form wykorzystanych przez Margaret Atwood do snucia opowieści o "poddawaniu się więzom i wymykaniu się im" - bo tak brzmi motto życiowe Joan Foster. Rekonstrukcji jej nieuporządkowanych losów towarzyszy równolegle rozwijana historia utrzymana w konwencji powieści grozy (motyw powieści w powieści), gdzie cnotliwa Charlotte - wzorcowa heroina - niestrudzenie walczy z czyhającymi na nią niebezpieczeństwami, najczęściej w postaci opętanych żądzą mężczyzn. Odautorska ironia, błyskotliwy dowcip, swoboda oraz lekkość pióra Atwood sprawiają, że ta postmodernistyczna powieść stanowi inteligentną rozrywkę - złożony rebus, którego rozwiązaniem jest identyfikacja poszczególnych elementów tradycji literackiej. Wcześniej czy później orientujemy się, że autorka prowadzi wyrafinowaną grę z czytelnikiem, jego oczekiwaniami i przyzwyczajeniami. Zacieranie granic między prawdą a zmyśleniem, żonglowanie konwencjami, dekonstruowanie stereotypów dotyczących kobiecości - to wszystko prowadzi do satysfakcjonującego finału. A wracając do początku, radzę nie wierzyć "Pani Wyroczni". Dopiero podejrzliwość wobec niej uruchamia uwodzicielską moc tej powieści. -
- Na żywo [Digipack]
- Katarzyna Groniec
- cena: 44,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Paulina Pachulska 2008-09-30
Groniec na bis (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Właśnie ukazała się nowa płyta Katarzyny Groniec. To pierwszy w konsekwentnie rozbudowywanej dyskografii tej artystki album koncertowy, będący zapisem recitalu ze Szczecińskiej Filharmonii. Większość pieśniarzy czy piosenkarzy ma w swoim dorobku krążek live. Po czterech solowych projektach studyjnych do tego grona dołącza gwiazda "Metra". I jak zawsze przy tego typu wydawnictwach pojawia się pytanie, czy taka publikacja wnosi coś nowego, czy też to jedynie sprawdzony sposób na przypomnienie odbiorcom swojej osoby i wygenerowanie zysków. W tym wypadku podejrzenia o czysto marketingowy aspekt decyzji nie znajdują potwierdzenia. Groniec - co nietrudno będzie przyznać nawet sceptykom - jest artystką znakomicie odnajdującą się w żywiole estrady. Właściwie dopiero tam może w pełni zaistnieć jej autorski teatr piosenki (przypomnijmy, że częściowo skomponowała muzykę i napisała teksty na płytę "Przypadki", którą ten koncert promował). A staranna, przemyślana kreacja sceniczna to przede wszystkim efekt wiarygodnych interpretacji. Groniec ma świadomość tego, o czym śpiewa, co także składa się na autorskie - jak wspomniałam - oblicze jej artystycznego wizerunku. Album zawiera 20 piosenek zarejestrowanych w porządku chronologicznym, co wiernie oddaje dramaturgię spektaklu. Zatem akcenty komiczne obecne np. w międzywojennych szlagierach (choćby przezabawna "Krzyżówka" Hemara - numer popisowy) pieśniarka równoważy lirycznymi pierwiastkami. Unika jednak sentymentalnych lub melancholijnych tonów, stawiając raczej na prostotę a nawet pewną surowość wykonania. Prawdziwym smaczkiem są tu dotąd niepublikowane piosenki, które na stałe zadomowiły się w repertuarze artystki. Brell, Brecht czy Cave to klasycy, z jakimi Groniec mierzy się od lat, zawsze zwycięsko wychodząc z tej próby. Nonszalancka melorecytacja "Jefa", dramatyczna, naznaczona szaleństwem wersja słynnego "Amsterdamu" czy hipnotyzująca "Youkali" w jej interpretacjach osiągnęły już status wzorców w dziedzinie piosenki literackiej. Album "Na żywo" dobitnie to potwierdza.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





